Półtora roku temu wybuch Yellowstone spustoszył połowę Ameryki Północnej, a wulkaniczny pył osiadł także na całej półkuli północnej i pozostał w atmosferze niczym nieustające, ciemne chmury. Wybuch wzbudził również inne wulkany, a trzęsienia ziemi uszkodziły reaktory jądrowe.

Miliony, miliardy ludzi zginęło.

Wśród ocalałych pojawiła się nieznana choroba, która zmieniała ludzi w kanibali. Ich głód ludzkiego mięsa można porównać do wampirzego pragnienia znanego z książek.

Skażenie lub groza sytuacji obudziła u niektórych niewyjaśnione mutamoce.

Panuje półmrok spowodowany pyłem w atmosferze, ale w Europie z rzadka da się już dostrzec przebijające się z trudem promienie słońca. W zniszczonych, opustoszałych miastach trwa walka o przetrwanie.

Ogłoszenia

Pierwsze pięć rozdziałów zostało lekko edytowanych. Zmiany, jak uprzedzałyśmy, nie tyczą się głównej fabuły, tylko błędów stylistycznych oraz związanych z charakterami postaci. Nie ma potrzeby, by ci, którzy czytają na bieżąco, musieli wracać do tamtych rozdziałów, ale piszemy o fakcie zmiany dla zachowania porządku.

niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 8

Dzisiaj tylko malutkie opóźnienie, bo wczoraj było zbyt upalnie, by ogarniać (nie, żeby dzisiaj było lepiej, ale przynajmniej wieje) ;) W związku z tym drużyna pójdzie na plażę, jednak dla przeciwwagi: zimną. Co się tam wydarzy, możecie przekonać się sami ;]
Jak zwykle, zapraszamy do komentowania i miłej lektury ;)



- Mamy paliwo! - krzyknęła rozentuzjazmowana Speedy, wpadając do głównej sali zamieniającej się z reguły w salę kinową. - Motor działa!
Bryza podniosła wzrok znad czytanej książki. W kącie pomieszczenia Kitty bawiła się pluszakami z Gosią, ale obie nieszczególnie przejęły się rewelacjami. Napalm i Rambo weszli do sali za Speedy.
- Nie przyniósłbym jej tego paliwa, gdybym wiedział, że będzie tak wrzeszczeć - mruknął Napalm, przykładając dłoń do ucha.
Szukanie paliwa przedłużyło się na blisko tydzień, jednak wreszcie zakończyło sukcesem.
Śnieżka wpadła zaraz za chłopakami.
- Na chodzie? Dasz się przejechać? Znaczy… W sumie nie potrafię prowadzić, ale jeżeli ty umiesz, to chętnie bym z tobą pojeździła - powiedziała, szczerząc zęby.
Speedy spuściła zawstydzony wzrok.
- Ekhm… W sumie nigdy nie zdałam na prawko… Ale brat… - Dziewczyna posmutniała, a jej dłoń zacisnęła się w pięść. - Mój brat pozwalał mi czasem jeździć na swoim motorze - dokończyła normalnym tonem i zdołała znów się uśmiechnąć.
- No cóż, nikt ci tu mandatu nie wstawi, tylko się nie zabij - skomentowała Bryza. - To co? Jutro nad morze?
- Jestem bardzo za - powiedziała Śnieżka i nie zważając już na nic, chwyciła Speedy za rękę, wyciągając ją z pomieszczenia. - Będziemy jeździć na motorze, będziemy jeździć na motorze… - podśpiewywała, gdy szły w podskokach na klatkę schodową.
- Jak się zabiją, przynajmniej więcej jedzenia dla nas - uznał Napalm, opadając na krzesło koło Bryzy.
- Oj, no, nie narzekaj już tak. - Kobieta szturchnęła go w ramię. - Fajnie, że znalazły powód do radości. Rambo, a jak z jutrem? Jakiś plan?
- No. Plaża - odparł, jakby to wszystko mówiło, po czym zawołał do szybko oddalających się dziewczyn. - Ej! Ale ja też chcę się przejechać później!
- Plaża? - zapytała wchodząca właśnie do pomieszczenia Elektra. - Jak najbardziej jestem za. Można by przy okazji sztalugi zabrać… - westchnęła rozmarzona.
- No dobra, a kto zostanie? - zapytała Bryza trzeźwo. - Wszyscy nie możemy się zabrać.
- Ja mogę - wymamrotał Shiny, który przyszedł nie wiadomo kiedy.
Kitty zerknęła na niego, jednocześnie wciąż poruszając pluszowym króliczkiem, który tańczył z kotkiem trzymanym przez Gosię.
- Ja też zostanę - oświadczyła. - Będzie strasznie wiało, piasek, słona woda. - Wzdrygnęła się. - Nie, dzięki, wolę zostać.
Rambo spojrzał na nich podejrzliwie, ale na razie nie skomentował. W końcu każdy chciał iść nad morze, a oni przynajmniej zgłosili się z własnej woli, aby pilnować Oio.
- No to sprawa na razie rozwiązana. A jak z twoją nogą? Poradzisz sobie? – zwrócił się do Bryzy.
- Pewnie, już coraz lepiej. Poza tym, nad samo morze przejadę się przecież… - Zza okna dobiegł ryk włączanego silnika. - ...ze Speedy… - Przełknęła ślinę, odrobinę przerażona tą perspektywą. - Choć nie pogardziłabym innym kierowcą.
- Prawda, też bym się przejechał - odparł z szerokim uśmiechem.
Teraz Bryza nie miała już takiej pewności, czy każdy poza Speedy będzie lepszy. Rambo również wyglądał na lekko stukniętego. Zresztą, kto w tej ekipie nie był stuknięty? Spojrzała na Tomasza w milczeniu siedzącego blisko Gosi. Oczywiście, oni dwoje zaliczali się do normalnych. Przynajmniej na razie.
- Ok, po namyśle wydajesz się mniej niebezpieczny na motorze niż Speedy - uznała z wahaniem, gdy zza okna dobiegł kolejny ryk silnika. - Mam nadzieję… - dodała ciszej. - W ogóle, umiesz prowadzić motor?
- No jasne! Nawet zdałem prawo jazdy kategorii A, jeżeli jest to dla ciebie istotne. Choć podejrzewam, że Speedy będzie niepocieszona, że zabiorę jej motor.
- Oj, to tylko na jeden wypad. Przeżyje - zbagatelizowała Bryza. - Poza tym, przecież jest szybsza pieszo niż na tym motorze… No mniejsza. Czas na kolację - ogłosiła, wstając z miejsca. - Ruszać się wszyscy! Dziewczyny zjedzą, jak wrócą.
- O ile wrócą w jednym kawałku - dodał Napalm, szczerząc zęby.
- Widzę, że ta opcja bardzo ci się podoba - zaśmiał się Rambo, przechodząc obok kolegi.

*

Z samego rana grupa, która zamierzała jechać nad morze, pakowała się radośnie. Dużo nie brali ze sobą, głownie broń, ale wizja wycieczki podnosiła na duchu. Nawet sałatka nieznanego pochodzenia zaserwowana przez Elektrę na śniadanie nie mogła zepsuć nikomu humoru.
Gdy wszyscy zbierali się już do zejścia na dół, Kitty żegnała ich z nieco zbyt szerokim uśmiechem. Shiny stał w tym czasie już na warcie. Zanim odjechali, Rambo podszedł do siostry.
- Pamiętaj, że zostajecie sami. Nie róbcie nic głupiego. TY nie rób nic głupiego. Ogarniajcie okolicę uważnie, bo jak was zombiaki złapią nieprzygotowanych, to kicha. Rozumiesz? Nie szczerz się tak, bo będzie wam się nudziło. I nie róbcie głupich rzeczy - powtórzył na zakończenie, patrząc groźnie na Kitty.
- No, spokojnie, nic się nie stanie. Poradzimy sobie - zapewniła swobodnie. - Jestem już prawie dorosła!
Odwróciła się od brata i uśmiechnęła do Gosi.
- Miłej zabawy, mała - powiedziała.
- Ktoś tu wreszcie znalazł kogoś, do kogo może tak mówić - rzuciła półgębkiem Bryza do Speedy, a obie zaśmiały się cicho.
Uśmiechnięta Gosia najpierw przytuliła się do Kitty, a potem podbiegła do wujka i chwyciła go za rękę. Rambo pokręcił głową, po czym zarządził wymarsz. Gdy zeszli na dół, Rambo podszedł nagle uradowany do motocykla i usiadł na siodle.
- No to wskakuj, Bryza, zobaczymy, co da się wycisnąć z tej maszynki.
- Też bym chciała się przejechać jeszcze raz - mruknęła pod nosem Śnieżka, stając przy Speedy. - Szczególnie, że wróciłyśmy całe i zdrowe.
- Następnym razem zorganizuję o to zakłady - stwierdził Napalm, udając, że głęboko się namyśla.
- Mam uczucie, że źle mi życzysz. - Śnieżka spojrzała na niego chmurnie. A ostatnio chciał jej ratować życie… - Ty to jednak niemiły jesteś. A już miałam zmieniać zdanie o tobie…
- No wiesz? - obruszył się. - Na żartach się nie znasz? Pomyśl, jakbym mógł się tobą opiekować, gdybyś się połamała - dodał po chwili, szczerząc zęby.
Speedy parsknęła mimowolnym śmiechem.
- No, jakiś dewiant totalny - powiedziała Śnieżka wzburzona. - Wspominałam ci już kiedyś, że jesteś świrem?
- Wspominałaś, Lodowa Królowo, nie raz - odparł nieprzejęty. - Ja tu deklaruję, że się tobą zaopiekuję, gdyby coś ci się stało, a ty jak zawsze niezadowolona.
Poprawił sobie ułożenie pochwy z mieczem na plecach. Robił ją przez parę dni z tego, co zdołał znaleźć, więc najpiękniejsza nie była, ale spełniała swoją rolę.
- Dosyć to egoistyczne. Liczysz na to, że coś mi się stanie, co miłe raczej dla mnie nie będzie, abyś mógł się mną zaopiekować. No pięknie – skomentowała z kwaśną miną Śnieżka. A jednak świr. Nie będzie chyba zabawy w księcia.
Usłyszeli nagle ryk silnika i głośne “IIIIIIIHAAA!!” z ust Rambo. Kiedy spojrzeli na ruszającego z piskiem opon mężczyznę, zobaczyli także ściskającą go kurczowo Bryzę, która wyglądała na raczej przerażoną.
- Popisówa - burknął Napalm z urazą, jakby sam wcale nie wykorzystywał swojej mocy do zwracania na siebie uwagi.
Speedy z tęsknotą patrzyła za motorem, ale dziarsko ruszyła za nim, podobnie jak reszta. Po pewnym czasie Rambo przestał męczyć silnik i krążył wokół grupy. Bryza zsiadła w połowie drogi, by ustąpić miejsca Gosi, która na krótkich nogach nie nadążała za dorosłymi.
Choć wszyscy wciąż rozglądali się w poszukiwaniu zombiaków, czuli się prawie jak na majówce. Nic nie przeszkodziło im w dotarciu do dzielnicy nazywanej kiedyś Przymorzem. Obecnie niestety morze zagarnęło większą część tej okolicy. Falowce - długie bloki będące niegdyś czymś niezwykłym, teraz popadły w ruinę. Ich fragmenty wystawały nad fale, podczas gdy inne zostały jeszcze na suchym gruncie. Morze naniosło trochę piachu, więc w okolicy dało się znaleźć coś w rodzaju plaży. Wiał porywisty, chłodny wiatr, który jednak nie przeganiał pyłowych chmur. Woda wyglądała ponuro w panującym podczas dnia półmroku.
Bryza podeszła nad samo morze, uważając, by fale nie sięgnęły jej butów. Wiatr jej nie przeszkadzał. Pozwalała, by szarpał włosami i ubraniem. Zastanawiała się, czy potrafiłaby nad nim zapanować. Spojrzała przed siebie, gdzie z wody wystawały jeszcze resztki dawnych zabudowań. Kucnęła, wyciągając palce ku słonym falom. Wzdrygnęła się z zimna, ale mimo to uśmiechnęła. Kiedyś morze było ładniejsze - błyszczało w słońcu, a teraz… Potrząsnęła głową. W końcu znów zaświeci słońce. Musi.
Śnieżka objęła wzrokiem plażę i wystające z wody budynki, przywołujące na myśl Atlantydę. Może trochę nowoczesną, ale zawsze. Było zimno, ponuro, wiał wiatr, choć może nie tak mocno jak kiedyś, a pod wodą sterczały znaki drogowe oraz różne inne zwyczajne rzeczy, a mimo to dziewczynie i tak chciało się popływać. Tak, woda musiała być lodowata, jednak w sumie czemu nie, jeżeli potrafi się obniżyć temperaturę swojego ciała?
- Kto idzie ze mną popływać? - zapytała radośnie, odwracając się i patrząc po wszystkich.
Dziwnym trafem chętni się nie znaleźli. Napalm przez chwilę jakby się wahał pomiędzy zdrowym rozsądkiem czy też instynktem samozachowawczym a chęcią zaimponowania Śnieżce, lecz ostatecznie również się rozmyślił.
Dziewczyna wzruszyła ramionami i przeszła za najbliższy budynek, aby ubrać się w kostium kąpielowy. Kiedy wyszła, wydawała się bledsza. Zaraz potem wskoczyła do wody i powoli odpłynęła. W tym momencie różnica temperatury między jej ciałem a wodą była na tyle niewielka, że chłodu zbytnio nie odczuwała.
- Super. Śnieżka popłynęła, to możemy sobie piknik zrobić. - Rambo zatarł dłonie, wyjął koc i rozłożył go na piasku.
- E tam, piknik. To takie babskie - prychnął Napalm. - Zawsze marzyłem o wielkim ognichu na plaży… Zaraz wracam - oświadczył nagle, zmierzając już ku najbliższemu wejściu do bloku.
- Student i nigdy nie był na grillu na plaży. - Rambo westchnął. - Chyba, że on chce takie super duże ognicho… Hmm… Może lepiej nazbieram drewna - mruknął do siebie cicho i ruszył w stronę pozostałości drzew po drugiej stronie ulicy.
- Ja chcę zamek z piasku! - pisnęła Speedy. - Gosia, przyłączasz się?
Dziewczynka, która na początku stała niepewnie wraz z wujkiem, nie wiedząc, co ze sobą począć, teraz z głośnym “Taaaaak!” podbiegła do Speedy i uklękła na piasku. Razem zaczęły projektować zamek.
Bryza usiadła niepewnie na kocu pozostawionym przez Rambo, obserwując budowę zamku. Tomasz przykucnął niedaleko, jakby nie chciał nikomu przeszkadzać.
Wkrótce wrócił Napalm, targając drewnianą komodę. Bryza wytrzeszczyła na niego oczy, gdy przytaszczył mebel na plażę.
- Idę po następną - oznajmił. - No co? - obruszył się, kiedy Bryza wciąż przyglądała mu się z otwartymi ustami.
Po prostu odwrócił się i ruszył po więcej drewna. Rambo zaczął się śmiać, przynosząc wyschnięte gałęzie.
- Może jeszcze jakiś fortepian przynieś! Sonatę ogniową nam zagraj!
- Jakże prymitywnie - westchnęła Elektra. - Jeżeli już fortepian będzie, to mogę wam coś zagrać… Sonata księżycowa jest taka śliczna… Jak ja dawno nie widziałam księżyca - rozmarzyła się i usiadła na kocu, wpatrując się w miasto wyrastające wprost z morza.
Napalm fortepianu jednak nie przyniósł. Ostatecznie uznał, że na razie wystarczą mu jeszcze dwie szafy i trzy stoły. Połamał to wszystko pracowicie z niewielką pomocą Rambo, po czym zatarł ręce. Z jego palców wzniosły się stróżki dymu, a po chwili rzucił ognistą kulę prosto w przygotowany stos. Drewno zajęło się płomieniami, które w szybkim tempie wzniosły się pod niebo.
- Jak ciepło - zachwyciła się Bryza, przesiadając się blisko ogniska i wystawiając ku niemu dłonie.
Speedy zagwizdała z podziwem, gdy przerwała budowę zamku, by zerknąć na dzieło przyjaciela. Z kolei Elektra nie bardzo zwróciła na to uwagę, dalej wpatrując się w morze, choć z nieco bardziej smutną miną niż wcześniej. Rambo dorzucił jeszcze dodatkowo trochę drewna.
- Fajnie by było jakieś mięsko upiec. Śnieżka by upolowała jedną z tych wielkich, drących się mew i byśmy zjedli coś mięsnego i świeżego.
Niedługo później dziewczyna wróciła - blada, mokra, ale szczęśliwa. No i w kostiumie kąpielowym, na co Napalm przede wszystkim zwrócił uwagę. Podeszła do ogniska.
- Fiu, fiu, ale tu u was gorąco - zauważyła i odsunęła się.
Napalm, nie odrywając od niej spojrzenia, wyglądał, jakby pierwszy raz zastanawiał się nad tym, co powiedzieć. Uznał, że ostatnio prawie wszystko, co mówi, wkurza Śnieżkę, więc postanowił milczeć. Zamiast tego cisnął w ognisko kulę płomieni - ot tak, dla podgrzania atmosfery.
- Co, dla ciebie za gorąco? - zaśmiała się do przyjaciółki Bryza, która od żaru nabrała już rumieńców.
- W tym momencie to ta woda jest dla mnie ciepła, więc ognisko to już w ogóle mnie parzy. Za chwilę wrócę do stanu normalnej temperatury. - Machnęła ręką. - No… W sumie to ta chwila może trochę potrwać, ale przy ognisku będzie szybciej.
Zerknęła przelotnie na Napalma, zdziwiona, że nie komentuje. Zaczynała się przyzwyczajać do jego uwag, a teraz taka zmiana. Nie było to do niego podobne. Może zachorował albo coś…?
Tomasz, skuszony ciepłem, dołączył do grupy zebranej wokół płomieni.
- Ej, może będziemy skakać przez ognisko? - zaproponował nagle Napalm. - Miałby ktoś odwagę?
Bryza spojrzała na niego z pobłażliwym uśmiechem.
- Na tak kretyńskie pomysły z reguły godzą się faceci, by pokazać, jacy są twardzi. Ciebie ogień nie skrzywdzi, a u Rambo oparzenia błyskawicznie się zagoją. Tylko wam się sfajczą ubrania, a naszego podziwu tym nie zyskacie - skwitowała.
- Nie no, zdawało mi się, że podobała wam się ostatnio moja naga klata - rzucił Rambo z przekąsem. Jak na zawołanie, wszystkie dziewczyny wybuchły śmiechem. - Poza tym, nie, nie jestem masochistą.
- Może ty, Śnieżynko, masz o tym inne zdanie? - zwrócił się Napalm do Śnieżki, prężąc się w karykaturze jakiegoś cyrkowca.
- Wiesz, ja tam ci nie zabronię skakać przez ogień. - Wzruszyła ramionami. - W sumie, to twoja sprawa, jak ci się ubranie sfajczy.
- A wy tylko o palonym ubraniu myślicie - westchnął Napalm ze śmiechem. - Nie no, jak tak wam się Rambo podobał, to ja też mogę się rozebrać...
- Dobra, dobra, już nie świruj. - Speedy w mgnieniu oka znalazła się koło niego i przyjacielsko trzepnęła w głowę. - Ja ci mogę przebiec przez ogień. I nawet ubranie mi się nie sfajczy!
Zanim reszta drużyny zdążyła szczególnie zareagować, ruda smuga oddaliła się, przybliżyła, przemknęła przez płomienie, po czym zatrzymała po drugiej stronie.
- Właściwie ja też mogę - stwierdziła Śnieżka po chwili zastanowienia, widząc popis Speedy.
Wstała i podeszła do ogniska. Wokół zrobiło się zimniej. Następnie nabrała powietrza w płuca, po czym dmuchnęła w płomienie, które zniknęły, gdy żarzące się drwa utraciły swoją wysoką temperaturę. Dziewczyna wskoczyła wesoło w obecne „ognisko”. Potykała się podczas przechodzenia, lecz na koniec ukłoniła z wyższością.
Napalm z niezadowoleniem cisnął parę kolejnych kul ognia, by odwrócić działanie Śnieżki. Tymczasem z ziemi podniosła się również Bryza.
- Ok, w takim razie, ja też - oświadczyła z uśmiechem.
Odeszła kawałek, wzięła rozpęd, po czym pobiegła prosto na ognisko. W odpowiednim momencie rozpostarła ręce, a wiatr rozdmuchał płomienie niczym Mojżesz - Morze Czerwone. Bryza przeskoczyła bezpiecznym środkiem ogniska, jedynie na koniec nadeptując glanem na gorące drewno. Na szczęście podeszwa zniosła to bez większych problemów. W żarze został odcisk buta.
- No tak, że niby faceci chcą szpanować? - skomentował kpiąco Rambo.
- Dziewczyny przynajmniej mają czym - powiedziała pod nosem Speedy, by mężczyźni jej nie usłyszeli.
Nagle rozległ się głos Tomasza. Prawie zapomnieli, że siedzi obok nich.
- Czyli… wy wszyscy macie mutamoce? - zdziwił się.
- No… tak wyszło - odparł Rambo ostrożnie.
- Nasza dobra, stara, zmutowana Matka Natura nie poskąpiła nam - stwierdziła Śnieżka z wesołym uśmiechem.
- W ogóle, jak tak sobie pomyślę, to wszyscy posiadacze mocy, jakich widziałem, są dosyć młodzi - powiedział z zastanowieniem Tomasz.
- Właściwie racja… - przyznała Bryza. - Starsi już się nie mutowali czy coś… Ale to dosyć wredne - dodała ciszej. - Jeszcze my sobie jakoś poradziliśmy, zresztą dosyć szybko natrafiliśmy na siebie nawzajem… Współczuję dzieciakom, które zostały z tym same. Dobrze, że Gosia ma ciebie. - Kobieta zerknęła krótko na dziewczynkę przykładającą kamyczki do pisakowego zamku, po czym spojrzała znów na Tomasza. - Sama pewnie by sobie nie poradziła, szczególnie z mutamocą. Jak masz mutamoc, ludzie albo chcą cię zabić, albo wykorzystać.
- Na pewno nie wszyscy - odparł mężczyzna, lecz nie rozwinął tej myśli. Po chwili milczenia znowu się odezwał, zmieniając temat. - Właściwie, jak to się stało, że zebraliście się wszyscy razem i że wszyscy macie mutamoce?
- Jesteśmy X-manami - zaśmiała się Speedy.
- Ta, a ja jestem profesorem Xavierem - zażartował Rambo.
- Nie, Wolverinem - odparła, pokazując mu język.
- Trochę brakuje mi pazurów, ale niech będzie.
- Zbudowany jesteś odpowiednio. - Speedy poruszyła znacząco brwiami.
- Ta, dzięki. - Roześmiał się, kręcąc głową. Spojrzał na Tomasza poważniej. - Właściwie, to było tak, że na początku opiekowałem się Kitty. No i dosyć szybko znaleźliśmy Shiny’ego. - Po twarzy Rambo przeszedł cień, ale mężczyzna szybko odegnał ponure wspomnienia. - Potem wpadliśmy na dziewczyny. Zresztą, omal się wtedy nie pozabijaliśmy. Było ciemno, nie wiedzieliśmy, z kim mamy do czynienia. Wtedy wszyscy byli bardzo nerwowi.
- Nie bądź nerwowy, gdy ktoś zakrada ci się do TWOJEGO sklepu - prychnęła Bryza z lekkim rozbawieniem. - W każdym razie, okazało się, że i my, i oni mamy mutamoce. Po Kitty łatwo zobaczyć kocie oczy, a Rambo… Hmm… - zawahała się na moment. - Pewnie nawet wtedy nie poczuł, ale zaatakowałam go nożem. Rana zasklepiła się błyskawicznie.
- Poczułem, poczułem - odparł szybko - tylko udawałem, że wszystko jest ok. A potem się zapomniało.
Bryza przygryzła wargę z zakłopotaniem. Głupio jej było, że go wtedy zaatakowała, ale co miała robić innego? Mógł być nawet zombiakiem.
- Uznaliśmy, że w grupie będzie nam lepiej - zakończyła. - Bo już wszyscy mieliśmy wtedy za sobą niemiłe sytuacje związane z posiadaniem mutamocy. Zresztą razem łatwiej się też je ogarniało.
- Ta, gasiłam pożary wywołane przez Napalma - wtrąciła Śnieżka.
- Oj, tam… - Napalm wzruszył ramionami. - A ty raz się zamroziłaś i nie mogłaś odmrozić. I to głównie ja musiałem cię ogrzewać, byś nie umarła.
- Dobra, nie wypominaj mi tamtej porażki… - odparła szybko, z chmurną miną odwracając wzrok.
Napalm zaśmiał się, po czym spojrzał na Tomasza.
- Ja się przypałętałem niedługo po dziewczynach - wyjaśnił. - Zresztą Bryza mnie znała, studiowaliśmy na jednym kierunku, więc walka się nie wywiązała. To się przyłączyłem.
Rambo pokiwał głową i ciągnął dalej:
- A Elektrę znaleźliśmy jakiś miesiąc później. Przechodziliśmy akurat obok sklepu dla plastyków. Pomogliśmy biedaczce szukać szmaragdowej farby olejnej. A ona tak się nas przestraszyła, że walnęła piorunem w pobliski dom. Cały się zawalił. Nie miała wtedy jeszcze cela - zachichotał.
- Ta, a to nie wtedy w tym sklepie zrobił mi się jeszcze huragan? - mruknęła Bryza.
- Wtedy, wtedy - potwierdziła Speedy ze śmiechem. - Przez ciebie rzeczona farba szmaragdowa trafiła mi w czoło i miałam zieloną twarz.
- Najważniejsze, że ostatecznie farba się znalazła - wtrąciła się Elektra. - Szkoda tylko, że większość została na czole Speedy. Ale namalowałam jej ładne serduszko. Chyba się nie gniewała.
- Aaaa, to było serduszko. Dobrze wiedzieć - odezwała się Speedy teatralnym szeptem.
- Nie no, fajnie się dobraliście - skomentował Tomasz z uśmiechem. - W ogóle, te mutamoce to coś… niesamowitego. Ciekawe, jak to zostało… rozlosowane? Dlaczego jedna osoba szybko biega, a inna… panuje nad wiatrem? - zagadnął z zamyślonym wyrazem twarzy.
Rambo wzruszył ramionami.
- Nie wiem, ja tam miałem zostać lekarzem, a jestem healerem. Jeden pies. Chociaż w sumie innych swoją mocą leczyć nie mogę, tylko siebie. Ale tak naprawdę, nie wiem, o co chodzi z tym, że ktoś ma taką mutamoc, a inny inną. Chociaż z drugiej strony… Bryza bywa porywcza. Speedy jest energiczna. Kitty łazi własnymi ścieżkami jak kot. A Shiny… tu chyba się okazało, że nowa, zmutowana Matka Natura ma poczucie humoru. - Rambo zaśmiał się cicho.
- Ta, a Napalm jest napalony - prychnęła Śnieżka.
- A ty zimna jak lód - odparował mężczyzna.
Dziewczyna mruknęła coś pod nosem, wywracając oczami, a Rambo spojrzał na Elektrę.
- A co do ciebie, to nie wiem.
- Jej obrazy są tak szalone jak włosy, które trzepnie się prądem - zachichotała Speedy.
Elektra westchnęła tylko, kręcąc głową.
- Po prostu nie rozumiecie sztuki. Podejrzewam, że tak samo nie rozumiecie elektryczności.
- Speeeedy! - usłyszeli nagle dziecięcy głosik. - Chodź kończyć zamek!
Dziewczyna zaśmiała się i śmignęła do Gosi, by pomóc jej układać mur z patyczków. Rambo tymczasem zwrócił się do Śnieżki, przypomniawszy sobie o wcześniejszej rozmowie.
- Hej, jest pomysł, abyś ustrzeliła jednego z tych krzykaczy. - Wskazał na latające po chmurnym niebie mewy.
- Jasne - odparła wesoło.
Podeszła do swojego karabinu i usiadła na kocu. Sprawdziła stan broni, czy jest załadowana. Następnie wstała, mierząc w niebo. Trafiła za drugim razem, a ptak spadł do wody. Śnieżka westchnęła i odłożyła karabin. Na powrót wskoczyła do wody, by zabrać zdobycz. Podpłynęła, biorąc mewę za łapy, po czym zaczęła wracać do brzegu. Jednak ją też coś chwyciło za nogę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz