Dzisiaj tylko malutkie opóźnienie, bo wczoraj było zbyt upalnie, by ogarniać (nie, żeby dzisiaj było lepiej, ale przynajmniej wieje) ;) W związku z tym drużyna pójdzie na plażę, jednak dla przeciwwagi: zimną. Co się tam wydarzy, możecie przekonać się sami ;]
Jak zwykle, zapraszamy do komentowania i miłej lektury ;)
- Mamy paliwo! - krzyknęła
rozentuzjazmowana Speedy, wpadając do głównej sali zamieniającej się z reguły w
salę kinową. - Motor działa!
Bryza podniosła wzrok znad czytanej
książki. W kącie pomieszczenia Kitty bawiła się pluszakami z Gosią, ale obie
nieszczególnie przejęły się rewelacjami. Napalm i Rambo weszli do sali za
Speedy.
- Nie przyniósłbym jej tego paliwa, gdybym
wiedział, że będzie tak wrzeszczeć - mruknął Napalm, przykładając dłoń do ucha.
Szukanie paliwa przedłużyło się na blisko
tydzień, jednak wreszcie zakończyło sukcesem.
Śnieżka wpadła zaraz za chłopakami.
- Na chodzie? Dasz się przejechać? Znaczy…
W sumie nie potrafię prowadzić, ale jeżeli ty umiesz, to chętnie bym z tobą
pojeździła - powiedziała, szczerząc zęby.
Speedy spuściła zawstydzony wzrok.
- Ekhm… W sumie nigdy nie zdałam na
prawko… Ale brat… - Dziewczyna posmutniała, a jej dłoń zacisnęła się w pięść. -
Mój brat pozwalał mi czasem jeździć na swoim motorze - dokończyła normalnym
tonem i zdołała znów się uśmiechnąć.
- No cóż, nikt ci tu mandatu nie wstawi,
tylko się nie zabij - skomentowała Bryza. - To co? Jutro nad morze?
- Jestem bardzo za - powiedziała Śnieżka i
nie zważając już na nic, chwyciła Speedy za rękę, wyciągając ją z
pomieszczenia. - Będziemy jeździć na motorze, będziemy jeździć na motorze… -
podśpiewywała, gdy szły w podskokach na klatkę schodową.
- Jak się zabiją, przynajmniej więcej
jedzenia dla nas - uznał Napalm, opadając na krzesło koło Bryzy.
- Oj, no, nie narzekaj już tak. - Kobieta
szturchnęła go w ramię. - Fajnie, że znalazły powód do radości. Rambo, a jak z
jutrem? Jakiś plan?
- No. Plaża - odparł, jakby to wszystko
mówiło, po czym zawołał do szybko oddalających się dziewczyn. - Ej! Ale ja też
chcę się przejechać później!
- Plaża? - zapytała wchodząca właśnie do
pomieszczenia Elektra. - Jak najbardziej jestem za. Można by przy okazji
sztalugi zabrać… - westchnęła rozmarzona.
- No dobra, a kto zostanie? - zapytała
Bryza trzeźwo. - Wszyscy nie możemy się zabrać.
- Ja mogę - wymamrotał Shiny, który
przyszedł nie wiadomo kiedy.
Kitty zerknęła na niego, jednocześnie
wciąż poruszając pluszowym króliczkiem, który tańczył z kotkiem trzymanym przez
Gosię.
- Ja też zostanę - oświadczyła. - Będzie
strasznie wiało, piasek, słona woda. - Wzdrygnęła się. - Nie, dzięki, wolę
zostać.
Rambo spojrzał na nich podejrzliwie, ale
na razie nie skomentował. W końcu każdy chciał iść nad morze, a oni
przynajmniej zgłosili się z własnej woli, aby pilnować Oio.
- No to sprawa na razie rozwiązana. A jak
z twoją nogą? Poradzisz sobie? – zwrócił się do Bryzy.
- Pewnie, już coraz lepiej. Poza tym, nad
samo morze przejadę się przecież… - Zza okna dobiegł ryk włączanego silnika. -
...ze Speedy… - Przełknęła ślinę, odrobinę przerażona tą perspektywą. - Choć
nie pogardziłabym innym kierowcą.
- Prawda, też bym się przejechał - odparł
z szerokim uśmiechem.
Teraz Bryza nie miała już takiej pewności,
czy każdy poza Speedy będzie lepszy. Rambo również wyglądał na lekko
stukniętego. Zresztą, kto w tej ekipie nie był stuknięty? Spojrzała na Tomasza
w milczeniu siedzącego blisko Gosi. Oczywiście, oni dwoje zaliczali się do
normalnych. Przynajmniej na razie.
- Ok, po namyśle wydajesz się mniej niebezpieczny
na motorze niż Speedy - uznała z wahaniem, gdy zza okna dobiegł kolejny ryk
silnika. - Mam nadzieję… - dodała ciszej. - W ogóle, umiesz prowadzić motor?
- No jasne! Nawet zdałem prawo jazdy
kategorii A, jeżeli jest to dla ciebie istotne. Choć podejrzewam, że Speedy
będzie niepocieszona, że zabiorę jej motor.
- Oj, to tylko na jeden wypad. Przeżyje -
zbagatelizowała Bryza. - Poza tym, przecież jest szybsza pieszo niż na tym
motorze… No mniejsza. Czas na kolację - ogłosiła, wstając z miejsca. - Ruszać
się wszyscy! Dziewczyny zjedzą, jak wrócą.
- O ile wrócą w jednym kawałku - dodał
Napalm, szczerząc zęby.
- Widzę, że ta opcja bardzo ci się podoba
- zaśmiał się Rambo, przechodząc obok kolegi.
*
Z samego rana grupa, która zamierzała
jechać nad morze, pakowała się radośnie. Dużo nie brali ze sobą, głownie broń,
ale wizja wycieczki podnosiła na duchu. Nawet sałatka nieznanego pochodzenia
zaserwowana przez Elektrę na śniadanie nie mogła zepsuć nikomu humoru.
Gdy wszyscy zbierali się już do zejścia na
dół, Kitty żegnała ich z nieco zbyt szerokim uśmiechem. Shiny stał w tym czasie
już na warcie. Zanim odjechali, Rambo podszedł do siostry.
- Pamiętaj, że zostajecie sami. Nie róbcie
nic głupiego. TY nie rób nic głupiego. Ogarniajcie okolicę uważnie, bo jak was
zombiaki złapią nieprzygotowanych, to kicha. Rozumiesz? Nie szczerz się tak, bo
będzie wam się nudziło. I nie róbcie głupich rzeczy - powtórzył na zakończenie,
patrząc groźnie na Kitty.
- No, spokojnie, nic się nie stanie.
Poradzimy sobie - zapewniła swobodnie. - Jestem już prawie dorosła!
Odwróciła się od brata i uśmiechnęła do
Gosi.
- Miłej zabawy, mała - powiedziała.
- Ktoś tu wreszcie znalazł kogoś, do kogo
może tak mówić - rzuciła półgębkiem Bryza do Speedy, a obie zaśmiały się cicho.
Uśmiechnięta Gosia najpierw przytuliła się
do Kitty, a potem podbiegła do wujka i chwyciła go za rękę. Rambo pokręcił
głową, po czym zarządził wymarsz. Gdy zeszli na dół, Rambo podszedł nagle
uradowany do motocykla i usiadł na siodle.
- No to wskakuj, Bryza, zobaczymy, co da
się wycisnąć z tej maszynki.
- Też bym chciała się przejechać jeszcze
raz - mruknęła pod nosem Śnieżka, stając przy Speedy. - Szczególnie, że
wróciłyśmy całe i zdrowe.
- Następnym razem zorganizuję o to zakłady
- stwierdził Napalm, udając, że głęboko się namyśla.
- Mam uczucie, że źle mi życzysz. -
Śnieżka spojrzała na niego chmurnie. A ostatnio chciał jej ratować życie… - Ty
to jednak niemiły jesteś. A już miałam zmieniać zdanie o tobie…
- No wiesz? - obruszył się. - Na żartach
się nie znasz? Pomyśl, jakbym mógł się tobą opiekować, gdybyś się połamała -
dodał po chwili, szczerząc zęby.
Speedy parsknęła mimowolnym śmiechem.
- No, jakiś dewiant totalny - powiedziała
Śnieżka wzburzona. - Wspominałam ci już kiedyś, że jesteś świrem?
- Wspominałaś, Lodowa Królowo, nie raz -
odparł nieprzejęty. - Ja tu deklaruję, że się tobą zaopiekuję, gdyby coś ci się
stało, a ty jak zawsze niezadowolona.
Poprawił sobie ułożenie pochwy z mieczem
na plecach. Robił ją przez parę dni z tego, co zdołał znaleźć, więc
najpiękniejsza nie była, ale spełniała swoją rolę.
- Dosyć to egoistyczne. Liczysz na to, że
coś mi się stanie, co miłe raczej dla mnie nie będzie, abyś mógł się mną
zaopiekować. No pięknie – skomentowała z kwaśną miną Śnieżka. A jednak świr.
Nie będzie chyba zabawy w księcia.
Usłyszeli nagle ryk silnika i głośne
“IIIIIIIHAAA!!” z ust Rambo. Kiedy spojrzeli na ruszającego z piskiem opon
mężczyznę, zobaczyli także ściskającą go kurczowo Bryzę, która wyglądała na raczej
przerażoną.
- Popisówa - burknął Napalm z urazą, jakby
sam wcale nie wykorzystywał swojej mocy do zwracania na siebie uwagi.
Speedy z tęsknotą patrzyła za motorem, ale
dziarsko ruszyła za nim, podobnie jak reszta. Po pewnym czasie Rambo przestał
męczyć silnik i krążył wokół grupy. Bryza zsiadła w połowie drogi, by ustąpić
miejsca Gosi, która na krótkich nogach nie nadążała za dorosłymi.
Choć wszyscy wciąż rozglądali się w
poszukiwaniu zombiaków, czuli się prawie jak na majówce. Nic nie przeszkodziło
im w dotarciu do dzielnicy nazywanej kiedyś Przymorzem. Obecnie niestety morze
zagarnęło większą część tej okolicy. Falowce - długie bloki będące niegdyś
czymś niezwykłym, teraz popadły w ruinę. Ich fragmenty wystawały nad fale,
podczas gdy inne zostały jeszcze na suchym gruncie. Morze naniosło trochę
piachu, więc w okolicy dało się znaleźć coś w rodzaju plaży. Wiał porywisty,
chłodny wiatr, który jednak nie przeganiał pyłowych chmur. Woda wyglądała
ponuro w panującym podczas dnia półmroku.
Bryza podeszła nad samo morze, uważając,
by fale nie sięgnęły jej butów. Wiatr jej nie przeszkadzał. Pozwalała, by
szarpał włosami i ubraniem. Zastanawiała się, czy potrafiłaby nad nim
zapanować. Spojrzała przed siebie, gdzie z wody wystawały jeszcze resztki
dawnych zabudowań. Kucnęła, wyciągając palce ku słonym falom. Wzdrygnęła się z
zimna, ale mimo to uśmiechnęła. Kiedyś morze było ładniejsze - błyszczało w
słońcu, a teraz… Potrząsnęła głową. W końcu znów zaświeci słońce. Musi.
Śnieżka objęła wzrokiem plażę i wystające
z wody budynki, przywołujące na myśl Atlantydę. Może trochę nowoczesną, ale
zawsze. Było zimno, ponuro, wiał wiatr, choć może nie tak mocno jak kiedyś, a
pod wodą sterczały znaki drogowe oraz różne inne zwyczajne rzeczy, a mimo to
dziewczynie i tak chciało się popływać. Tak, woda musiała być lodowata, jednak
w sumie czemu nie, jeżeli potrafi się obniżyć temperaturę swojego ciała?
- Kto idzie ze mną popływać? - zapytała
radośnie, odwracając się i patrząc po wszystkich.
Dziwnym trafem chętni się nie znaleźli.
Napalm przez chwilę jakby się wahał pomiędzy zdrowym rozsądkiem czy też
instynktem samozachowawczym a chęcią zaimponowania Śnieżce, lecz ostatecznie
również się rozmyślił.
Dziewczyna wzruszyła ramionami i przeszła
za najbliższy budynek, aby ubrać się w kostium kąpielowy. Kiedy wyszła,
wydawała się bledsza. Zaraz potem wskoczyła do wody i powoli odpłynęła. W tym
momencie różnica temperatury między jej ciałem a wodą była na tyle niewielka,
że chłodu zbytnio nie odczuwała.
- Super. Śnieżka popłynęła, to możemy
sobie piknik zrobić. - Rambo zatarł dłonie, wyjął koc i rozłożył go na piasku.
- E tam, piknik. To takie babskie -
prychnął Napalm. - Zawsze marzyłem o wielkim ognichu na plaży… Zaraz wracam -
oświadczył nagle, zmierzając już ku najbliższemu wejściu do bloku.
- Student i nigdy nie był na grillu na
plaży. - Rambo westchnął. - Chyba, że on chce takie super duże ognicho… Hmm…
Może lepiej nazbieram drewna - mruknął do siebie cicho i ruszył w stronę
pozostałości drzew po drugiej stronie ulicy.
- Ja chcę zamek z piasku! - pisnęła
Speedy. - Gosia, przyłączasz się?
Dziewczynka, która na początku stała
niepewnie wraz z wujkiem, nie wiedząc, co ze sobą począć, teraz z głośnym
“Taaaaak!” podbiegła do Speedy i uklękła na piasku. Razem zaczęły projektować
zamek.
Bryza usiadła niepewnie na kocu
pozostawionym przez Rambo, obserwując budowę zamku. Tomasz przykucnął
niedaleko, jakby nie chciał nikomu przeszkadzać.
Wkrótce wrócił Napalm, targając drewnianą
komodę. Bryza wytrzeszczyła na niego oczy, gdy przytaszczył mebel na plażę.
- Idę po następną - oznajmił. - No co? -
obruszył się, kiedy Bryza wciąż przyglądała mu się z otwartymi ustami.
Po prostu odwrócił się i ruszył po więcej
drewna. Rambo zaczął się śmiać, przynosząc wyschnięte gałęzie.
- Może jeszcze jakiś fortepian przynieś!
Sonatę ogniową nam zagraj!
- Jakże prymitywnie - westchnęła Elektra.
- Jeżeli już fortepian będzie, to mogę wam coś zagrać… Sonata księżycowa jest
taka śliczna… Jak ja dawno nie widziałam księżyca - rozmarzyła się i usiadła na
kocu, wpatrując się w miasto wyrastające wprost z morza.
Napalm fortepianu jednak nie przyniósł.
Ostatecznie uznał, że na razie wystarczą mu jeszcze dwie szafy i trzy stoły.
Połamał to wszystko pracowicie z niewielką pomocą Rambo, po czym zatarł ręce. Z
jego palców wzniosły się stróżki dymu, a po chwili rzucił ognistą kulę prosto w
przygotowany stos. Drewno zajęło się płomieniami, które w szybkim tempie
wzniosły się pod niebo.
- Jak ciepło - zachwyciła się Bryza,
przesiadając się blisko ogniska i wystawiając ku niemu dłonie.
Speedy zagwizdała z podziwem, gdy
przerwała budowę zamku, by zerknąć na dzieło przyjaciela. Z kolei Elektra nie
bardzo zwróciła na to uwagę, dalej wpatrując się w morze, choć z nieco bardziej
smutną miną niż wcześniej. Rambo dorzucił jeszcze dodatkowo trochę drewna.
- Fajnie by było jakieś mięsko upiec.
Śnieżka by upolowała jedną z tych wielkich, drących się mew i byśmy zjedli coś
mięsnego i świeżego.
Niedługo później dziewczyna wróciła -
blada, mokra, ale szczęśliwa. No i w kostiumie kąpielowym, na co Napalm przede
wszystkim zwrócił uwagę. Podeszła do ogniska.
- Fiu, fiu, ale tu u was gorąco -
zauważyła i odsunęła się.
Napalm, nie odrywając od niej spojrzenia,
wyglądał, jakby pierwszy raz zastanawiał się nad tym, co powiedzieć. Uznał, że
ostatnio prawie wszystko, co mówi, wkurza Śnieżkę, więc postanowił milczeć.
Zamiast tego cisnął w ognisko kulę płomieni - ot tak, dla podgrzania atmosfery.
- Co, dla ciebie za gorąco? - zaśmiała się
do przyjaciółki Bryza, która od żaru nabrała już rumieńców.
- W tym momencie to ta woda jest dla mnie
ciepła, więc ognisko to już w ogóle mnie parzy. Za chwilę wrócę do stanu
normalnej temperatury. - Machnęła ręką. - No… W sumie to ta chwila może trochę
potrwać, ale przy ognisku będzie szybciej.
Zerknęła przelotnie na Napalma, zdziwiona,
że nie komentuje. Zaczynała się przyzwyczajać do jego uwag, a teraz taka
zmiana. Nie było to do niego podobne. Może zachorował albo coś…?
Tomasz, skuszony ciepłem, dołączył do
grupy zebranej wokół płomieni.
- Ej, może będziemy skakać przez ognisko?
- zaproponował nagle Napalm. - Miałby ktoś odwagę?
Bryza spojrzała na niego z pobłażliwym
uśmiechem.
- Na tak kretyńskie pomysły z reguły godzą
się faceci, by pokazać, jacy są twardzi. Ciebie ogień nie skrzywdzi, a u Rambo
oparzenia błyskawicznie się zagoją. Tylko wam się sfajczą ubrania, a naszego
podziwu tym nie zyskacie - skwitowała.
- Nie no, zdawało mi się, że podobała wam
się ostatnio moja naga klata - rzucił Rambo z przekąsem. Jak na zawołanie,
wszystkie dziewczyny wybuchły śmiechem. - Poza tym, nie, nie jestem masochistą.
- Może ty, Śnieżynko, masz o tym inne
zdanie? - zwrócił się Napalm do Śnieżki, prężąc się w karykaturze jakiegoś
cyrkowca.
- Wiesz, ja tam ci nie zabronię skakać
przez ogień. - Wzruszyła ramionami. - W sumie, to twoja sprawa, jak ci się
ubranie sfajczy.
- A wy tylko o palonym ubraniu myślicie -
westchnął Napalm ze śmiechem. - Nie no, jak tak wam się Rambo podobał, to ja
też mogę się rozebrać...
- Dobra, dobra, już nie świruj. - Speedy w
mgnieniu oka znalazła się koło niego i przyjacielsko trzepnęła w głowę. - Ja ci
mogę przebiec przez ogień. I nawet ubranie mi się nie sfajczy!
Zanim reszta drużyny zdążyła szczególnie
zareagować, ruda smuga oddaliła się, przybliżyła, przemknęła przez płomienie,
po czym zatrzymała po drugiej stronie.
- Właściwie ja też mogę - stwierdziła
Śnieżka po chwili zastanowienia, widząc popis Speedy.
Wstała i podeszła do ogniska. Wokół
zrobiło się zimniej. Następnie nabrała powietrza w płuca, po czym dmuchnęła w
płomienie, które zniknęły, gdy żarzące się drwa utraciły swoją wysoką
temperaturę. Dziewczyna wskoczyła wesoło w obecne „ognisko”. Potykała się
podczas przechodzenia, lecz na koniec ukłoniła z wyższością.
Napalm z niezadowoleniem cisnął parę
kolejnych kul ognia, by odwrócić działanie Śnieżki. Tymczasem z ziemi podniosła
się również Bryza.
- Ok, w takim razie, ja też - oświadczyła
z uśmiechem.
Odeszła kawałek, wzięła rozpęd, po czym
pobiegła prosto na ognisko. W odpowiednim momencie rozpostarła ręce, a wiatr
rozdmuchał płomienie niczym Mojżesz - Morze Czerwone. Bryza przeskoczyła
bezpiecznym środkiem ogniska, jedynie na koniec nadeptując glanem na gorące
drewno. Na szczęście podeszwa zniosła to bez większych problemów. W żarze
został odcisk buta.
- No tak, że niby faceci chcą szpanować? -
skomentował kpiąco Rambo.
- Dziewczyny przynajmniej mają czym -
powiedziała pod nosem Speedy, by mężczyźni jej nie usłyszeli.
Nagle rozległ się głos Tomasza. Prawie
zapomnieli, że siedzi obok nich.
- Czyli… wy wszyscy macie mutamoce? -
zdziwił się.
- No… tak wyszło - odparł Rambo ostrożnie.
- Nasza dobra, stara, zmutowana Matka
Natura nie poskąpiła nam - stwierdziła Śnieżka z wesołym uśmiechem.
- W ogóle, jak tak sobie pomyślę, to
wszyscy posiadacze mocy, jakich widziałem, są dosyć młodzi - powiedział z
zastanowieniem Tomasz.
- Właściwie racja… - przyznała Bryza. -
Starsi już się nie mutowali czy coś… Ale to dosyć wredne - dodała ciszej. -
Jeszcze my sobie jakoś poradziliśmy, zresztą dosyć szybko natrafiliśmy na
siebie nawzajem… Współczuję dzieciakom, które zostały z tym same. Dobrze, że
Gosia ma ciebie. - Kobieta zerknęła krótko na dziewczynkę przykładającą
kamyczki do pisakowego zamku, po czym spojrzała znów na Tomasza. - Sama pewnie
by sobie nie poradziła, szczególnie z mutamocą. Jak masz mutamoc, ludzie albo
chcą cię zabić, albo wykorzystać.
- Na pewno nie wszyscy - odparł mężczyzna,
lecz nie rozwinął tej myśli. Po chwili milczenia znowu się odezwał, zmieniając
temat. - Właściwie, jak to się stało, że zebraliście się wszyscy razem i że
wszyscy macie mutamoce?
- Jesteśmy X-manami - zaśmiała się Speedy.
- Ta, a ja jestem profesorem Xavierem -
zażartował Rambo.
- Nie, Wolverinem - odparła, pokazując mu
język.
- Trochę brakuje mi pazurów, ale niech
będzie.
- Zbudowany jesteś odpowiednio. - Speedy
poruszyła znacząco brwiami.
- Ta, dzięki. - Roześmiał się, kręcąc
głową. Spojrzał na Tomasza poważniej. - Właściwie, to było tak, że na początku
opiekowałem się Kitty. No i dosyć szybko znaleźliśmy Shiny’ego. - Po twarzy
Rambo przeszedł cień, ale mężczyzna szybko odegnał ponure wspomnienia. - Potem
wpadliśmy na dziewczyny. Zresztą, omal się wtedy nie pozabijaliśmy. Było
ciemno, nie wiedzieliśmy, z kim mamy do czynienia. Wtedy wszyscy byli bardzo
nerwowi.
- Nie bądź nerwowy, gdy ktoś zakrada ci
się do TWOJEGO sklepu - prychnęła Bryza z lekkim rozbawieniem. - W każdym
razie, okazało się, że i my, i oni mamy mutamoce. Po Kitty łatwo zobaczyć kocie
oczy, a Rambo… Hmm… - zawahała się na moment. - Pewnie nawet wtedy nie poczuł,
ale zaatakowałam go nożem. Rana zasklepiła się błyskawicznie.
- Poczułem, poczułem - odparł szybko -
tylko udawałem, że wszystko jest ok. A potem się zapomniało.
Bryza przygryzła wargę z zakłopotaniem.
Głupio jej było, że go wtedy zaatakowała, ale co miała robić innego? Mógł być
nawet zombiakiem.
- Uznaliśmy, że w grupie będzie nam lepiej
- zakończyła. - Bo już wszyscy mieliśmy wtedy za sobą niemiłe sytuacje związane
z posiadaniem mutamocy. Zresztą razem łatwiej się też je ogarniało.
- Ta, gasiłam pożary wywołane przez
Napalma - wtrąciła Śnieżka.
- Oj, tam… - Napalm wzruszył ramionami. -
A ty raz się zamroziłaś i nie mogłaś odmrozić. I to głównie ja musiałem cię
ogrzewać, byś nie umarła.
- Dobra, nie wypominaj mi tamtej porażki…
- odparła szybko, z chmurną miną odwracając wzrok.
Napalm zaśmiał się, po czym spojrzał na Tomasza.
- Ja się przypałętałem niedługo po
dziewczynach - wyjaśnił. - Zresztą Bryza mnie znała, studiowaliśmy na jednym
kierunku, więc walka się nie wywiązała. To się przyłączyłem.
Rambo pokiwał głową i ciągnął dalej:
- A Elektrę znaleźliśmy jakiś miesiąc później.
Przechodziliśmy akurat obok sklepu dla plastyków. Pomogliśmy biedaczce szukać
szmaragdowej farby olejnej. A ona tak się nas przestraszyła, że walnęła
piorunem w pobliski dom. Cały się zawalił. Nie miała wtedy jeszcze cela -
zachichotał.
- Ta, a to nie wtedy w tym sklepie zrobił
mi się jeszcze huragan? - mruknęła Bryza.
- Wtedy, wtedy - potwierdziła Speedy ze
śmiechem. - Przez ciebie rzeczona farba szmaragdowa trafiła mi w czoło i miałam
zieloną twarz.
- Najważniejsze, że ostatecznie farba się
znalazła - wtrąciła się Elektra. - Szkoda tylko, że większość została na czole
Speedy. Ale namalowałam jej ładne serduszko. Chyba się nie gniewała.
- Aaaa, to było serduszko. Dobrze wiedzieć
- odezwała się Speedy teatralnym szeptem.
- Nie no, fajnie się dobraliście -
skomentował Tomasz z uśmiechem. - W ogóle, te mutamoce to coś… niesamowitego.
Ciekawe, jak to zostało… rozlosowane? Dlaczego jedna osoba szybko biega, a
inna… panuje nad wiatrem? - zagadnął z zamyślonym wyrazem twarzy.
Rambo wzruszył ramionami.
- Nie wiem, ja tam miałem zostać lekarzem,
a jestem healerem. Jeden pies. Chociaż w sumie innych swoją mocą leczyć nie
mogę, tylko siebie. Ale tak naprawdę, nie wiem, o co chodzi z tym, że ktoś ma
taką mutamoc, a inny inną. Chociaż z drugiej strony… Bryza bywa porywcza.
Speedy jest energiczna. Kitty łazi własnymi ścieżkami jak kot. A Shiny… tu
chyba się okazało, że nowa, zmutowana Matka Natura ma poczucie humoru. - Rambo
zaśmiał się cicho.
- Ta, a Napalm jest napalony - prychnęła
Śnieżka.
- A ty zimna jak lód - odparował
mężczyzna.
Dziewczyna mruknęła coś pod nosem,
wywracając oczami, a Rambo spojrzał na Elektrę.
- A co do ciebie, to nie wiem.
- Jej obrazy są tak szalone jak włosy,
które trzepnie się prądem - zachichotała Speedy.
Elektra westchnęła tylko, kręcąc głową.
- Po prostu nie rozumiecie sztuki.
Podejrzewam, że tak samo nie rozumiecie elektryczności.
- Speeeedy! - usłyszeli nagle dziecięcy
głosik. - Chodź kończyć zamek!
Dziewczyna zaśmiała się i śmignęła do
Gosi, by pomóc jej układać mur z patyczków. Rambo tymczasem zwrócił się do
Śnieżki, przypomniawszy sobie o wcześniejszej rozmowie.
- Hej, jest pomysł, abyś ustrzeliła
jednego z tych krzykaczy. - Wskazał na latające po chmurnym niebie mewy.
- Jasne - odparła wesoło.
Podeszła do swojego karabinu i usiadła na
kocu. Sprawdziła stan broni, czy jest załadowana. Następnie wstała, mierząc w
niebo. Trafiła za drugim razem, a ptak spadł do wody. Śnieżka westchnęła i
odłożyła karabin. Na powrót wskoczyła do wody, by zabrać zdobycz. Podpłynęła,
biorąc mewę za łapy, po czym zaczęła wracać do brzegu. Jednak ją też coś
chwyciło za nogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz