Półtora roku temu wybuch Yellowstone spustoszył połowę Ameryki Północnej, a wulkaniczny pył osiadł także na całej półkuli północnej i pozostał w atmosferze niczym nieustające, ciemne chmury. Wybuch wzbudził również inne wulkany, a trzęsienia ziemi uszkodziły reaktory jądrowe.

Miliony, miliardy ludzi zginęło.

Wśród ocalałych pojawiła się nieznana choroba, która zmieniała ludzi w kanibali. Ich głód ludzkiego mięsa można porównać do wampirzego pragnienia znanego z książek.

Skażenie lub groza sytuacji obudziła u niektórych niewyjaśnione mutamoce.

Panuje półmrok spowodowany pyłem w atmosferze, ale w Europie z rzadka da się już dostrzec przebijające się z trudem promienie słońca. W zniszczonych, opustoszałych miastach trwa walka o przetrwanie.

Ogłoszenia

Pierwsze pięć rozdziałów zostało lekko edytowanych. Zmiany, jak uprzedzałyśmy, nie tyczą się głównej fabuły, tylko błędów stylistycznych oraz związanych z charakterami postaci. Nie ma potrzeby, by ci, którzy czytają na bieżąco, musieli wracać do tamtych rozdziałów, ale piszemy o fakcie zmiany dla zachowania porządku.

sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 9

... 
Po wielkiej batalii w "Worms Armageddon", po wykańczającym spacerze w upale i tłumie ludzi, jesteśmy wypompowane i nie bardzo wiemy, co pisać we wstępie. Dlatego też nie produkujemy się więcej. ;P
Dla przypomnienia, drużyna poszła na "plażę" nad morzem. Śnieżka właśnie popłynęła po ustrzeloną mewę, gdy coś złapało ją za nogę.
Miłego czytania i zapraszamy do komentowania (tak, wciąż mamy nadzieję ;))

Dłoń, która chwyciła ją za nogę, była zdecydowanie ludzka. Śnieżka zaczęła się szamotać przerażona, starając się wyrwać z uścisku. Na chwilę została wciągnięta pod powierzchnię, ale zaraz się wynurzyła. Słona woda zalewała dziewczynie usta. Opanowywała ją panika. Nie mogła krzyknąć. W amoku kopnęła przeciwnika. Uchwyt trochę zelżał, lecz zaraz się wzmocnił. Wiedziała, że teraz sama nie ucieknie.
Na szczęście jej przyjaciele na brzegu zobaczyli, że coś jest nie tak. Zanim inni zdążyli coś postanowić, Napalm już biegł, ściągając z pleców pochwę z mieczem i rzucając na piasek. W ślad za bronią wylądowały kurtka, bluza, a na koniec buty. W dłoń chwycił długi nóż trzymany przy pasie. W spodniach i koszulce wskoczył w lodowate fale. Szok termiczny był ogromny, ale użył swojej mocy, by nieco ogrzać swój organizm bez względu na otoczenie.
Przed nim Śnieżka szarpała się w wodzie, a jej głowa co chwilę znikała pod powierzchnią. Z czymś walczyła, co do tego nie było wątpliwości. I przegrywała. Napalm płynął szybko, czując, jak szczękają mu zęby z zimna. Dlaczego tej idiotce zebrało się na kąpiel w tak cholernie lodowatej wodzie? Ach, no tak, jest Królową Lodu…
Znalazł się tuż obok niej. Dziewczyna rozpaczliwie próbowała łapać hausty powietrza, choć coś nieuchronnie wciągało ją w głębinę. Napalm zanurkował, zanim Śnieżka przypadkowo przywaliłaby mu ręką w głowę. Otworzył oczy pod powierzchnią. W ostatniej chwili powstrzymał się od krzyknięcia, bo tylko nałykałby się wody. Ujrzał rzeczone… coś.
Stwór przypominał syrenkę rodem z koszmarów. Kiedyś to stworzenie zapewne było człowiekiem, ale teraz jego nogi zrosły się częściowo i pokryły łuskami, tworząc ponurą parodię disneyowsko-syrenkowego ogona. Przy szyi stwora coś się poruszało - zdaje się, że miał tam skrzela. Jakby tego wszystkiego nie wystarczyło, z ust wystawały kły, a oczy pozbawione zostały powiek - zamiast nich pojawiła się jakby rybia błona. Ach, i jeszcze szczegół, skóra syreniego potwora lśniła na zielono. Zombiak. Świetnie.
Stwór zaciskał dłoń na nodze Śnieżki, ściągając ją w dół. Wokół woda kotłowała się, utrudniając pływanie. Napalm wydostał się na powierzchnię i nabrał głęboko powietrza. Po chwili ponownie zanurkował. Ściskając w dłoni nóż, naparł na stwora. Ten dopiero teraz zwrócił uwagę na przybysza. Puścił nogę Śnieżki. Napalm zamachnął się ostrzem. Jego ruchy w wodzie były tak irytująco powolne… Zombie-syrenek uchylił się i rozszczapierzył pazury. Tak, pazury też posiadał, a jakże. Napalm w ostatnim momencie odpłynął odrobinę i przeorał nożem po wyciągniętej ręce potwora. Stwór syknął wściekle. Mężczyzna wykorzystał jego zaskoczenie, by zadać jeszcze jeden cios. Z morską wodą zmieszała się czerwona krew.
Napalmowi powoli brakowało powietrza. Wypłynął na powierzchnię, lecz syrenek pociągnął go w dół za nogę. Mężczyzna spróbował się wyrwać, jednak nie osiągnął wiele więcej niż wcześniej Śnieżka. Z braku tlenu tracił siły. Sięgnął nożem po omacku, aż natrafił na coś twardszego niż ciecz. Usłyszał kolejny bulgotliwy syk bólu, po czym ucisk zniknął. Wydostał się wreszcie nad wodę, krztusząc się. W pobliżu wynurzyła się Śnieżka. Chciała mu pomóc pod wodą po tym, jak stwór ją puścił, ale mężczyzna szybko sobie poradził. Ciężko dysząc, podpłynęła do Napalma.
- Dawaj, płyniemy - powiedziała zdeterminowanym głosem i pociągnęła go za ramię, obserwując, czy radzi sobie jakoś po walce.
Mężczyzna musiał wytrzymać lodowaty dotyk Śnieżki, która pomagała mu teraz dotrzeć do brzegu, choć sama ledwie dawała radę. Na szczęście dosyć szybko natrafili na wypłaszczenie i mogli iść dalej po twardym gruncie. Przy brzegu czekali już inni, którzy pomogli im dowlec się do obozowiska.
Napalm padł tuż przy swoim ognisku - tak blisko, że nikt normalny nie wytrzymałby żaru, szczególnie że płomienie czasem wręcz go dosięgały. Dygotał niekontrolowanie - mokry, w mokrym ubraniu i wystawiony na powiewy chłodnego wiatru.
Śnieżka także usiadła, dysząc ciężko, w pobliżu ogniska. Źle się czuła z tym, że Napalm tak się dla niej naraził. Czemu akurat on? Wiedział, że jemu zimno szkodzi najbardziej, ale bez namysłu ruszył jej na pomoc, zanim inni w ogóle zorientowali się w sytuacji.
- Hej… Co tam się działo? - Śnieżka wzdrygnęła się, słysząc obok siebie głos Rambo.
- Zombiak… tylko że jak syrena. Złapał mnie za nogę. Chyba bym się utopiła, gdyby nie Napalm… - odparła.
- Bohater nam się znalazł - uśmiechnęła się Bryza. - Dobrze, że oboje żyjecie. Nie użarło żadnego z was? - Oboje pokręcili głowami. - Nie wiedziałam, że zombiaki można znaleźć w morzu…
Kobieta wstała i zebrała rzeczy, które rozrzucił Napalm, biegnąc na ratunek Śnieżce. Przyniosła je bliżej ogniska, by przyjaciel mógł wziąć, jak zechce. On tymczasem zdjął mokrą koszulę, po czym rozłożył na piasku, dzięki czemu szybciej schła przy ognisku.
Śnieżka przyjrzała się leżącemu Napalmowi. Widać było po jego ciele, że kiedyś trenował - konkretnie ćwiczył szermierkę w bractwie rycerskim. Był szczupły, lekko umięśniony, ale nie tak jak naprawdę rosły Rambo. Napalm odrobinę przeważał jednak nad kolegą wzrostem. Blond włosy miał teraz mokre od wody, a pierś falowała mu od przyspieszonego oddechu. Ogólnie był przystojny, choć dziewczyna już jakiś czas temu przestała zwracać na to uwagę - przyzwyczaiła się do niego i jego denerwujących tekstów. Czasami poważnie zastanawiała się, czy nie mają drugiego dna, tak jak podczas akcji zdobywania śpiwora, kiedy przyrównał ich do pary z bajki disneyowskiej. Teraz przekonała się, że naprawdę mógłby dla niej poświęcić życie. Wariat. Drugi raz ją uratował, a teraz ryzykował dodatkowo. No i mogła go te pół roku temu zabić. Ona sama, przez głupie zdenerwowanie oraz nieuwagę. Bez niego pewnie długo by teraz nie pożyła. A przed chwilą nie wszystko mogło pójść tak dobrze. Zombiak-syrena mógł mieć kumpli. Albo ugryźć Napalma… Razem by zginęli.
- Na pocieszenie wyciągnęłam wam tę mewę z wody… - Myśli Śnieżki zostały przerwane przez Elektrę. - Fale wyrzuciły ją na brzeg - powiedziała.
- Ta… dzięki - mruknęła pod nosem Śnieżka, dalej martwiąc się o Napalma. Czekała na jakąś jego reakcję.
Elektra spojrzała niepewnie na Rambo, który ostatecznie chwycił ptaka i zaczął go oskubywać w ciszy.
Tomasz i Gosia przyglądali się temu z daleka, nie wiedząc, jak mogą pomóc. Ostatecznie Gosia ze Speedy wróciły do budowania zamku, przekonawszy się, że nikomu nic się nie stało. Ogólnie zrobiło się trochę ciszej i wszyscy zerkali nieraz na Napalma, by sprawdzić, czy już się podnosi. Rambo od czasu do czasu przerywał skubanie mewy i dorzucał do ognia.
Napalm podniósł wreszcie wzrok na przyjaciół.
- Ma ktoś do picia coś niesłonego? - zapytał prawie normalnym dla siebie tonem, choć wyraźnie wyczuwało się w nim znużenie.
Śnieżka, kiwnąwszy głową, podeszła do pakunków, jakie ze sobą przytargali na plażę. Wyciągnęła z jednego z nich butelkę z wodą i podeszła do Napalma na tyle blisko, na ile pozwalały jej płomienie, by podać mu wodę.
- Dzięki za ratunek. Ponownie - powiedziała przy tym.
- Spoko. Kolejny punkt dla mnie. - Wyszczerzył zęby.
Przyjął butelkę i wypił kilka łyków. Następnie włożył suchą już koszulkę, po czym sięgnął po leżącą niedaleko bluzę.
- To cudnie. Zostało jeszcze dziewięćdziesiąt siedem. Tak dla równego rachunku – zażartowała, uśmiechając się do niego lekko.
- Ech, kiedyś dam radę - westchnął.
Chyba nie zauważył, że to nie było na poważnie. Chociaż jeżeli mu się chciało… A niech sobie zbiera punkty. Komu to przeszkadza?
Założywszy buty, Napalm wstał i zbliżył się do Śnieżki, która od płomieni trzymała się na dystans.
- Nie jest ci zimno? Może cię ogrzać? - Tym razem w jego słowach nie brzmiała żadna aluzja, lecz troska.
- Nie, na razie nie trzeba. I tak jest mi teraz ciepło. Sama muszę się trochę roztopić. Jak coś, to się zgłoszę - odparła. Dla odmiany nie przyczepiła się do ewentualnych, ukrytych podtekstów. Dodatkowo, ku zdumieniu Napalma, potencjalnie zgodziła się na jego propozycję.
Emocje trochę opadły. Zresztą ostatecznie nic nikomu się nie stało, oprócz tego, że najedli się strachu. Uspokojona drużyna wróciła do własnych zajęć z nauczką, aby w wodzie także uważać.
Bryza przysiadła się do Rambo, widząc, że ze Śnieżką i Napalmem już wszystko w porządku.
- Co do jazdy na motorze - zaczęła z uśmiechem - to też jesteś świrem.
- Dzięki! Czyli jak mnie oceniasz na tle Speedy? - zapytał zadowolony, rozrzucając pióra z kupra mewy.
- No cóż… - Zastanowiła się przez chwilę. - Ona jest zdecydowanie bardziej świrnięta od ciebie. - Odsunęła się, gdy pióra poleciały w jej stronę. - Ale w dalszym ciągu jeżdżenie z którymkolwiek z was jest zagrożeniem życia.
- Chyba muszę jeszcze potrenować. - Rambo się zaśmiał i dalej wykonywał robotę.
Śnieżka podeszła do nich i wzięła dwa piórka. Następnie wsunęła je we włosy Bryzie. Dłonie wciąż miała lodowato zimne.
- Idealnie. Pióropusz sobie powinnaś zrobić - stwierdziła.
- A ty ogrzać się miałaś - przypomniała Bryza, zadrżawszy od chłodnego dotyku przyjaciółki.
Pomacała dwa piórka wystające spomiędzy włosów, które zaraz porwał wiatr. Kobieta uśmiechnęła się niepokojąco. Machnęła ręką, a pióra z ziemi poleciały prosto w Śnieżkę.
- Mogłabyś zrobić sobie białą suknię z tych piór - zażartowała.
- Musiałabym zabić trochę więcej mew - odparła Śnieżka i usiadła obok Bryzy. Było trochę za gorąco, ale powoli się “topiła”. Temperatura ciała z wolna rosła.
- Mogę ci zaprojektować taką sukienkę - odezwała się Elektra. Podeszła do przyjaciół i usiadła obok, przy ognisku. - Mówię ci: będzie śliczna.
- Dobra, dobra, już nie wymyślajcie takich rzeczy. Niesamowicie pracochłonne to by pewnie było. - Śnieżka machnęła ręką. Spojrzała, jak Rambo wyciąga nóż i patroszy mewę. - Jedna wystarczy?
- Jak ci się chce, możesz zestrzelić drugą… - Mężczyzna uśmiechnął się do niej kwaśno. - Choć na razie to pouciekały… - zauważył.
- Ciekawe dlaczego… - Bryza znacząco spojrzała na pozbawianą wnętrzności mewę.
- Patrzcie, jakie cudo! - zawołała Speedy, wstając z ziemi i otrzepując się.
Wspólnie z Gosią zaprezentowały wielki zamek z wieloma wieżyczkami, bramami, murami obronnymi oraz fosą. W wielu miejscach tkwiły znalezione muszelki, patyczki, listki, a nawet odpryski betonu. Tomasz przykucnął przy nim i pogłaskał Gosię po głowie.
- No to pięknie wam się udało. Jak wyście tyle wieżyczek ustawiły? Że też się nie zawaliły…
- Sypałam piasek, a Speedy go układała - odparła dziewczynka.
- ...szybko - dodała Speedy, szczerząc zęby.
- Nieźle - przyznała Bryza, oglądając dzieło. - Przydałby się nam taki zamek w rzeczywistych rozmiarach.
Rambo spojrzał z aprobatą na budowlę i zaczął piec mewę nad ogniem, nadziewając ją na zaostrzony patyk. Gdy się w końcu upiekła, podział był trudny, jednak każdy przynajmniej skosztował świeżego mięsa.
- Trzeba będzie zrobić jakieś polowanie - uznała Speedy między jednym kęsem a drugim. - Ptaki, szczury, koty… Wszystko się nada.
- Ona tylko żartowała - powiedziała szybko Bryza, widząc minę Gosi.
Przed zmrokiem, Napalm z wielce smutną miną zgasił swoje wielgachne ognisko, po czym nadeszła pora wrócić do bazy.

*

Dni wróciły do zwykłego rytmu, gdy część osób wyruszała na poszukiwania jedzenia, a reszta czekała w domu. Do reszty zaliczali się Tomasz, Gosia, Kitty, Shiny i Elektra.
Kitty stała na warcie z Gosią przy boku, która powtarzała wszystkie jej ruchy. Dziewczynie zdawało się właśnie, że dostrzega jakiś cień niedaleko Starego Eti. Wychyliła się przez barierkę, a Gosia zrobiła to samo, choć nie do końca wiedziała, na co patrzeć. Kitty zmrużyła oczy, próbując coś dostrzec. Nic. Zdawało się, że wszystko jest w porządku.
- Nie zimno ci, mała? - zapytała.
Gosia stanowczo pokręciła głową. Kitty schowała skostniałe dłonie w kieszenie bluzy. Kiedyś w życiu nie nałożyłaby czegoś tak brzydkiego i porozciąganego, ale zimno robiło swoje.
Jak na zawołanie zjawiła się Elektra, umazana na rękach farbami.
- Podobno długo tu stoisz. Shiny kazał cię zmienić - powiedziała zrezygnowanym tonem.
- Wreszcie! - ucieszyła się Kitty.
Czym prędzej zeszła z dachu, a Gosia pobiegła za nią. Dziewczyna zrobiła sobie gorącej herbaty i usiadła przy stole. Mała patrzyła na nią wyczekująco.
- Pobawimy się w coś? - zapytała.
- Za chwilkę.
- A w co?
- Za chwilkę - powtórzyła Kitty, grzejąc dłonie o kubek.
Gosia oparła głowę na rękach w oczekiwaniu. Kitty prawie poparzyła sobie język, starając się szybciej wypić herbatę. Odłożyła kubek i z ucieszoną natychmiast dziewczynką przeszła do „salonu”. Przy oknie siedział Tomasz, gdzie czytał jedną z książek fantastycznych, które przyniosła kiedyś Bryza. Mężczyzna zerknął na siostrzenicę ciągnącą starszą koleżankę za rękę, a jego twarz rozpogodził uśmiech. Wkrótce obie zajęły się zabawą figurkami, z których jedne były zombiakami, a inne - łowcami zombiaków. Później nawet Tomasz się do nich dołączył, a Shiny tymczasem wszedł do sali ze swoją książką i sam zaczął czytać, nie bardzo zwracając uwagę na zabawę, choć od czasu do czasu zerkał na Kitty.
Kiedy kolejna figurka odgrywająca zombiaka padła, rozległ się głośny wybuch, a budynek zadrżał w posadach. Wszyscy zerwali się na równe nogi i spojrzeli po sobie z przestrachem. Kitty z Shinym pobiegli po broń. Zaraz za nimi wyszedł Tomasz, trzymając w objęciach Gosię.
- Co się dzieje? - zapytał zdezorientowany
- Nie mam pojęcia, coś wybuchło - odparł wystraszony Shiny.
Wytarł spoconą dłoń o spodnie i wraz z Kitty ruszyli w stronę klatki schodowej, aby zobaczyć, co się wydarzyło. W tym samym momencie rozległ się trzask pioruna. Rozbłysk rozświetlił na chwilę niebo tak, że było jasno jak w dzień sprzed kataklizmu. Elektra dawała sygnał reszcie, że dom jest zagrożony.
Kitty wychyliła się za poręcz schodów, widząc więcej dzięki kocim oczom. Doszedł do niej dźwięk ciężkich kroków zmieszany z rozkazami wydawanymi szybko zachrypniętym głosem. Daleko w dole dostrzegła ludzi wchodzących na schody. Nie, nie ludzi, zombiaków.
Przeklęła tak, że Rambo robiłby jej kazanie przez tydzień. Z przerażeniem wypisanym na twarzy odwróciła głowę w stronę Shiny’ego i Tomasza.
- Zombiaki - powiedziała drżącym głosem. - Idą tu. Dużo ich. Bardzo.
Shiny pierwszy otrzeźwiał na tyle, by myśleć.
- Powiedz Elektrze, a ja z Tomaszem zabarykadujemy wejścia na piętro.
- To ich zatrzyma? - szepnęła.
- Miejmy nadzieję, że na tak długo, by reszta tu przybyła.
Kitty skinęła głową i pobiegła na dach, do Elektry. Kiedy dotarła na miejsce, zobaczyła, że kobieta rozgląda się wokół zestresowana. Po chwili zarejestrowała obecność młodszej koleżanki.
- Nie wiem, skąd nadchodzą - powiedziała do niej. - Przez chwilę widziałam ich pod budynkiem, po wybuchu, potem znowu zniknęli, nie mam pojęcia, jak się tam dostali.
- Nieważne. - Kitty potrząsnęła głową. - Musimy się bronić! - dodała histerycznie.
- Spokojnie, dziewczyno… Shiny i Tomasz już coś robią, tak? Jeżeli zombiaki wlazły do budynku, to trzeba chłopakom pomóc. – Elektra odezwała się nadspodziewanie rzeczowo.
Kobieta ruszyła do zejścia z dachu, a po chwili już były na korytarzu. Zobaczyły, jak Shiny z Tomaszem układają barykady. Rzuciły im się do pomocy, słysząc na schodach zbliżające się kroki zombiaków.
Gosia tymczasem wyszła z sali i zaczęła wszystko obserwować przestraszonym wzrokiem. W rękach ściskała swojego pluszowego kotka, którego dostała od Napalma i Śnieżki. Pluszak nie mógł jej obronić, ale przynajmniej nie stała tam sama.
Tupot zombiaków przybrał na sile. Obrońcy w ostatniej chwili skończyli układać barykady stworzone z mebli i ławek, a teraz oparli się o nie, by zombiaki się tu nie wdarły. Tomasz z Kitty zostali przy lewej klatce schodowej, podczas gdy Elektra oraz Shiny pilnowali prawej.
O szafę przy Kitty coś huknęło od drugiej strony. Tomasz z zaciętym wyrazem twarzy naparł barkiem na przesuwającą się odrobinę barykadę. Dziewczyna chwyciła pewniej pistolet, chociaż dłonie i tak jej drżały. Gdy pomiędzy szafą a przejściem na klatkę schodową powstała szczelina, Kitty strzeliła kilkakrotnie. Napór wroga ustał, lecz tylko na chwilę.

*

Napalm i Rambo mozolnie ściągali gruz, próbując przedostać się do wnętrza Biedronki. Od wczoraj zajmowali się tą żmudną robotą, podczas gdy Śnieżka stała na pobliskim dachu, uważnie obserwując otoczenie. Było nudno. Bardzo nudno, cicho i spokojnie. Do czasu.
Nagle usłyszeli z oddali wybuch. Dochodził od strony kampusu Politechniki Gdańskiej, jednak stąd nie dało się nic zobaczyć - za dużo wysokich budynków przesłaniało widok. Niedługo później niebo w tamtym rejonie rozjaśnił piorun, a echem poniósł się grzmot. Śnieżka aż musiała zmrużyć oczy, nieprzyzwyczajona do takiego natężenia światła. Szybko zorientowała się, że to był sygnał od Elektry. Zombiaki atakowały, a połowa drużyny, ta sprawniejsza, zajmowała się czymś poza Oio.
Śnieżka, cała spięta, szybko zeszła z budynku. Podbiegła do Rambo i Napalma, którzy już niecierpliwie na nią oczekiwali.
- Nasi mają kłopoty. Musimy iść - powiedziała zdyszana.
- Wiem – warknął Rambo.
Pierwszy ruszył w stronę Oio szybkim krokiem, podbiegając co jakiś czas. Bał się o siostrę, nigdy jeszcze sama, bez nikogo doświadczonego, nie walczyła z zombiakami. Z drugiej strony, może to nic bardzo poważnego? Może tylko fałszywy alarm…? Albo i nie.

*

Speedy pochyliła się nad kwiatami dzielnie rozwijającymi się w dawnym parku. Nosił on nazwę Parku nad Strzyżą, ale wtedy Strzyża była ledwie strumyczkiem, a teraz - całą rzeką. Do tego nieco zmieniła swój bieg.
- Już nie pamiętam, jak bratki kiedyś wyglądały - pożaliła się Speedy. - Myślisz, że są zmutowane czy takie same?
Bryza z uniesionymi brwiami obserwowała przyjaciółkę.
- Aż takie to ważne? - mruknęła. - Miałyśmy szukać jedzenia, a nie przyglądać się bratkom. Zmutowanym czy nie.
Speedy przewróciła oczami i zerwała jednego kwiatka. Wstała, obracając łodyżkę w palcach.
- Ładny jest - uznała. - Elektrze pewnie też się spodoba. Może jej zaniosę?
W tym momencie usłyszały wybuch. Chwilę potem w niebo wzniosła się błyskawica, której towarzyszył grzmot odbijający się echem od zniszczonych bloków. Speedy zamarła z otwartymi szeroko oczami. Kwiatek wypadł jej z dłoni i powoli opadł na ziemię.
Dziewczyny wymieniły przerażone spojrzenia, po czym bez słowa popędziły w stronę Oio. Speedy pomknęła z mocą sprinterki. Bryzie wpadł w oko stary, pordzewiały rower leżący przy krawężniku zapewne od dawna. Chwyciła go, a zaraz jechała już, pedałując szybko, choć łańcuch był sztywny od rdzy i brudu. Noga wciąż ją trochę bolała, ale rana zdążyła się w miarę wyleczyć od czasu postrzału. Rower rzęził okropnie, jakby już dogorywał. Bryza dawała jednak z siebie wszystko, by dotrzeć do Oio.
Przy wjeździe na teren politechniki ujrzała, że część dolnych ścian Oio się zawaliła. W kącie budynku zombiaki zrobiły sporą wyrwę - musiały podłożyć bombę, stąd ten wybuch wcześniej. Ale jak? Kanały. Klapy od studzienek kanalizacyjnych leżały obok zamiast zakrywać otwory.
Bryza podjechała bliżej i rzuciła rower na ziemię. W biegu wyjęła pistolet, po czym wpadła do budynku. Najszybciej, jak potrafiła, przedostała się na wyższe piętra. Usłyszała dźwięk serii z kałasznikowa. To pewnie Speedy. Zaraz potem rozległ się przerażony wrzask, ale gdzieś wyżej. Może Kitty?
Bryza pokonała jeszcze jedno piętro. Na korytarzu Speedy chowała się za ścianę, co jakiś czas strzelając do zombiaków. Jeden rzut oka wystarczył Bryzie, by dostrzec, że korytarz dalej jest zawalony, więc Speedy blokowała zombiakom jedyną drogę wyjścia. Oby wytrzymała.
Kobieta wdarła się wreszcie na ostatnie piętro. Minęła odepchniętą barykadę i wypadła na korytarz. Zaraz cofnęła się. Pociski przeleciały tuż przed jej nosem. Nie zauważyła, kiedy zbliżył się do niej zombiak. Skoczył na nią z zębami. Bryza sprawnym ruchem wyjęła długi nóż i wbiła go w pierś przeciwnika. Bez litości przekręciła ostrze, aż zombiak nie padł na ziemię. Wyjrzała ostrożnie zza barykady. Na korytarzu tłoczyły się zombiaki, próbując wejść do jednego z pomieszczeń - wszystko wskazywało na to, że skryli się tam Elektra, Kitty, Shiny, Tomasz oraz Gosia. Niektóre mutanty odwróciły się jednak do Bryzy. Jeden z nich uniósł pistolet. Drugi ruszył na nią z rzeźnickim tasakiem do mięsa w ręku. Kobieta ledwie ukryła się przed pociskiem, a już musiała się bronić przed drugim nadbiegającym przeciwnikiem.
Zza zamkniętych drzwi rozległ się wrzask. Bryza kopnęła zbliżającego się zombiaka, jednocześnie strzelając mu w głowę. Płynnym ruchem wyjęła trzy krótkie noże do rzucania i cisnęła nimi w napastników. Dwa trupy, nieźle. Wychyliła się znów, by cokolwiek zobaczyć. Rosły zombiak uderzał siekierą w drzwi, w których widniała już niewielka dziura.
Bryza cofnęła się, gdy znów poleciały w nią strzały. Oparła się o ścianę, słysząc świst pocisków. Myśl, kobieto, myśl, powiedziała sobie gorączkowo. Co robić? Spróbowała znów oddać jakiś strzał, ale zamiast tego stanęła oko w oko z wielkim zombiakiem uzbrojonym w nóż. Odskoczyła do tyłu. Ostrze przecięło powietrze przed jej brzuchem. Mięśniak rzucił się na nią, prawie zwalając z nóg. Siłowali się przez moment. Bryza rozpaczliwym wysiłkiem odepchnęła rękę zombiaka, który próbował rozciąć jej gardło. Nóż ześlizgnął się na ramię kobiety. Zatoczyli się aż pod schody. Gdy zombiak znów na nią naparł, kobieta straciła równowagę i poleciała w dół. Razem z przeciwnikiem.
Boleśnie uderzała o każdy schodek, wciąż ściskając w dłoni pistolet. Na koniec jeszcze uderzyła głową o ścianę, aż ją chwilowo zamroczyło. Wstała chwiejnie. Mięśniak nie ruszał się, a z jego piersi ciekła krew. W czasie upadku nadział się na własny nóż.
Z niższego piętra dobiegł tupot stóp. Bryza już wycelowała pistolet, lecz w ostatniej chwili dostrzegła rudy warkocz Speedy.
- Tamtych na razie załatwiłam, ale z dołu idą następni! - krzyknęła przestraszona dziewczyna.
- Musimy dostać się do naszych! - zakomenderowała Bryza.
We dwie popędziły znów na dziewiąte piętro.
- Dobra, teraz zrób ogień zaporowy!
Speedy, blada jak papier, wyskoczyła zza osłony i posłała serię w stronę zombiaków wciąż tłoczących się przy drzwiach - teraz już przy marnych pozostałościach drzwi. Poruszała się to w prawo, to w lewo, by nie oberwać pociskiem przeciwnika. Zombiaki rozpierzchły się do otwartych sal, a Bryza pobiegła do pomieszczenia z resztą drużyny. Kątem oka dostrzegła, jak Speedy łapie się za zakrwawione ramię, ale teraz nie było czasu na opatrywanie.
W sali Elektra raziła prądem zombiaka, który trzymał ją za gardło. Shiny szamotał się z innym - uzbrojonym w nóż. Tomasz siłował się z kolejnym, by wyrwać mu rewolwer. Spanikowana Kitty stała pośrodku z pistoletem, nie wiedząc, jak pomóc przyjaciołom. Jak trafić zombiaków, a nie ranić towarzyszy? Gosia z przerażeniem wypisanym na twarzy kuliła się w kącie.
Bryza rzuciła się na pomoc Tomaszowi, ale ktoś od tyłu kopnął ją w kolano. Padła na ziemię z okrzykiem bólu. Zombiak skoczył na nią. Przeturlała się, nim ją dopadł. Gdy wyciągnęła rękę z pistoletem, przeciwnik kopnął ją w nadgarstek. Kobieta wypuściła broń. Z gardła wydobył jej się jęk bólu. Wstała pospiesznie z nadzieją na sięgnięcie po noże, jednak zombiak przygwoździł ją do ściany, ściskając za gardło. Znowu pociemniało jej przed oczami od uderzenia w głowę. Na dodatek brakowało jej tchu. Sięgnęła po omacku po noże przy pasie. Ujrzawszy to, przeciwnik sam wyjął ostrza i rzucił je na ziemię. Uśmiechnął się drwiąco. Zielonkawa skóra upodabniała go do trolla.
- NIE! - wrzasnęła Kitty.
Bryza zaczęła szarpać się tym mocniej. Ujrzała zombiaka, z którym walczył wcześniej Tomasz. Sam mężczyzna leżał powalony przy ścianie, zapewne nieprzytomny. Zombiak wyciągnął pistolet w stronę Kitty, która własną piersią osłaniała Gosię. Dziewczyna w drżących dłoniach dzierżyła swoją broń.
- Odłóż to - odezwał się. - Ciebie mogę nie zabijać, możesz do nas dołączyć.
- Nie!
Kitty nacisnęła spust. Zero efektu. Musiała wyczerpać amunicję. Zombiak zaśmiał się, po czym oddał trzy strzały prosto w pierś Kitty. Dziewczyna osunęła się na ziemię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz