...
Po wielkiej batalii w "Worms Armageddon", po wykańczającym spacerze w upale i tłumie ludzi, jesteśmy wypompowane i nie bardzo wiemy, co pisać we wstępie. Dlatego też nie produkujemy się więcej. ;P
Dla przypomnienia, drużyna poszła na "plażę" nad morzem. Śnieżka właśnie popłynęła po ustrzeloną mewę, gdy coś złapało ją za nogę.
Miłego czytania i zapraszamy do komentowania (tak, wciąż mamy nadzieję ;))
Dłoń,
która chwyciła ją za nogę, była zdecydowanie ludzka. Śnieżka zaczęła się
szamotać przerażona, starając się wyrwać z uścisku. Na chwilę została
wciągnięta pod powierzchnię, ale zaraz się wynurzyła. Słona woda zalewała
dziewczynie usta. Opanowywała ją panika. Nie mogła krzyknąć. W amoku kopnęła
przeciwnika. Uchwyt trochę zelżał, lecz zaraz się wzmocnił. Wiedziała, że teraz
sama nie ucieknie.
Na
szczęście jej przyjaciele na brzegu zobaczyli, że coś jest nie tak. Zanim inni
zdążyli coś postanowić, Napalm już biegł, ściągając z pleców pochwę z mieczem i
rzucając na piasek. W ślad za bronią wylądowały kurtka, bluza, a na koniec
buty. W dłoń chwycił długi nóż trzymany przy pasie. W spodniach i koszulce
wskoczył w lodowate fale. Szok termiczny był ogromny, ale użył swojej mocy, by
nieco ogrzać swój organizm bez względu na otoczenie.
Przed nim
Śnieżka szarpała się w wodzie, a jej głowa co chwilę znikała pod powierzchnią.
Z czymś walczyła, co do tego nie było wątpliwości. I przegrywała. Napalm płynął
szybko, czując, jak szczękają mu zęby z zimna. Dlaczego tej idiotce zebrało się
na kąpiel w tak cholernie lodowatej wodzie? Ach, no tak, jest Królową Lodu…
Znalazł
się tuż obok niej. Dziewczyna rozpaczliwie próbowała łapać hausty powietrza,
choć coś nieuchronnie wciągało ją w głębinę. Napalm zanurkował, zanim Śnieżka
przypadkowo przywaliłaby mu ręką w głowę. Otworzył oczy pod powierzchnią. W
ostatniej chwili powstrzymał się od krzyknięcia, bo tylko nałykałby się wody.
Ujrzał rzeczone… coś.
Stwór
przypominał syrenkę rodem z koszmarów. Kiedyś to stworzenie zapewne było
człowiekiem, ale teraz jego nogi zrosły się częściowo i pokryły łuskami,
tworząc ponurą parodię disneyowsko-syrenkowego ogona. Przy szyi stwora coś się
poruszało - zdaje się, że miał tam skrzela. Jakby tego wszystkiego nie
wystarczyło, z ust wystawały kły, a oczy pozbawione zostały powiek - zamiast
nich pojawiła się jakby rybia błona. Ach, i jeszcze szczegół, skóra syreniego
potwora lśniła na zielono. Zombiak. Świetnie.
Stwór
zaciskał dłoń na nodze Śnieżki, ściągając ją w dół. Wokół woda kotłowała się, utrudniając pływanie.
Napalm wydostał się na powierzchnię i
nabrał głęboko powietrza. Po chwili ponownie zanurkował. Ściskając w dłoni nóż,
naparł na stwora. Ten dopiero teraz zwrócił uwagę na przybysza. Puścił nogę
Śnieżki. Napalm zamachnął się ostrzem. Jego ruchy w wodzie były tak irytująco
powolne… Zombie-syrenek uchylił się i rozszczapierzył pazury. Tak, pazury też
posiadał, a jakże. Napalm w ostatnim momencie odpłynął odrobinę i przeorał
nożem po wyciągniętej ręce potwora. Stwór syknął wściekle. Mężczyzna
wykorzystał jego zaskoczenie, by zadać jeszcze jeden cios. Z morską wodą
zmieszała się czerwona krew.
Napalmowi
powoli brakowało powietrza. Wypłynął na powierzchnię, lecz syrenek pociągnął go
w dół za nogę. Mężczyzna spróbował się wyrwać, jednak nie osiągnął wiele więcej
niż wcześniej Śnieżka. Z braku tlenu tracił siły. Sięgnął nożem po omacku, aż
natrafił na coś twardszego niż ciecz. Usłyszał kolejny bulgotliwy syk bólu, po
czym ucisk zniknął. Wydostał się wreszcie nad wodę, krztusząc się. W pobliżu
wynurzyła się Śnieżka. Chciała mu pomóc pod wodą po tym, jak stwór ją puścił,
ale mężczyzna szybko sobie poradził. Ciężko dysząc, podpłynęła do Napalma.
- Dawaj,
płyniemy - powiedziała zdeterminowanym głosem i pociągnęła go za ramię, obserwując,
czy radzi sobie jakoś po walce.
Mężczyzna
musiał wytrzymać lodowaty dotyk Śnieżki, która pomagała mu teraz dotrzeć do
brzegu, choć sama ledwie dawała radę. Na szczęście dosyć szybko natrafili na
wypłaszczenie i mogli iść dalej po twardym gruncie. Przy brzegu czekali już
inni, którzy pomogli im dowlec się do obozowiska.
Napalm
padł tuż przy swoim ognisku - tak blisko, że nikt normalny nie wytrzymałby
żaru, szczególnie że płomienie czasem wręcz go dosięgały. Dygotał
niekontrolowanie - mokry, w mokrym ubraniu i wystawiony na powiewy chłodnego
wiatru.
Śnieżka
także usiadła, dysząc ciężko, w pobliżu ogniska. Źle się czuła z tym, że Napalm
tak się dla niej naraził. Czemu akurat on? Wiedział, że jemu zimno szkodzi
najbardziej, ale bez namysłu ruszył jej na pomoc, zanim inni w ogóle
zorientowali się w sytuacji.
- Hej… Co
tam się działo? - Śnieżka wzdrygnęła się, słysząc obok siebie głos Rambo.
- Zombiak…
tylko że jak syrena. Złapał mnie za nogę. Chyba bym się utopiła, gdyby nie
Napalm… - odparła.
- Bohater
nam się znalazł - uśmiechnęła się Bryza. - Dobrze, że oboje żyjecie. Nie użarło
żadnego z was? - Oboje pokręcili głowami. - Nie wiedziałam, że zombiaki można
znaleźć w morzu…
Kobieta
wstała i zebrała rzeczy, które rozrzucił Napalm, biegnąc na ratunek Śnieżce. Przyniosła
je bliżej ogniska, by przyjaciel mógł wziąć, jak zechce. On tymczasem zdjął
mokrą koszulę, po czym rozłożył na piasku, dzięki czemu szybciej schła przy
ognisku.
Śnieżka
przyjrzała się leżącemu Napalmowi. Widać było po jego ciele, że kiedyś trenował
- konkretnie ćwiczył szermierkę w bractwie rycerskim. Był szczupły, lekko
umięśniony, ale nie tak jak naprawdę rosły Rambo. Napalm odrobinę przeważał
jednak nad kolegą wzrostem. Blond włosy miał teraz mokre od wody, a pierś
falowała mu od przyspieszonego oddechu. Ogólnie był przystojny, choć dziewczyna
już jakiś czas temu przestała zwracać na to uwagę - przyzwyczaiła się do niego
i jego denerwujących tekstów. Czasami poważnie zastanawiała się, czy nie mają
drugiego dna, tak jak podczas akcji zdobywania śpiwora, kiedy przyrównał ich do
pary z bajki disneyowskiej. Teraz przekonała się, że naprawdę mógłby dla niej
poświęcić życie. Wariat. Drugi raz ją uratował, a teraz ryzykował dodatkowo. No
i mogła go te pół roku temu zabić. Ona sama, przez głupie zdenerwowanie oraz
nieuwagę. Bez niego pewnie długo by teraz nie pożyła. A przed chwilą nie
wszystko mogło pójść tak dobrze. Zombiak-syrena mógł mieć kumpli. Albo ugryźć
Napalma… Razem by zginęli.
- Na
pocieszenie wyciągnęłam wam tę mewę z wody… - Myśli Śnieżki zostały przerwane
przez Elektrę. - Fale wyrzuciły ją na brzeg - powiedziała.
- Ta…
dzięki - mruknęła pod nosem Śnieżka, dalej martwiąc się o Napalma. Czekała na
jakąś jego reakcję.
Elektra
spojrzała niepewnie na Rambo, który ostatecznie chwycił ptaka i zaczął go
oskubywać w ciszy.
Tomasz i
Gosia przyglądali się temu z daleka, nie wiedząc, jak mogą pomóc. Ostatecznie
Gosia ze Speedy wróciły do budowania zamku, przekonawszy się, że nikomu nic się
nie stało. Ogólnie zrobiło się trochę ciszej i wszyscy zerkali nieraz na
Napalma, by sprawdzić, czy już się podnosi. Rambo od czasu do czasu przerywał
skubanie mewy i dorzucał do ognia.
Napalm
podniósł wreszcie wzrok na przyjaciół.
- Ma ktoś
do picia coś niesłonego? - zapytał prawie normalnym dla siebie tonem, choć wyraźnie
wyczuwało się w nim znużenie.
Śnieżka,
kiwnąwszy głową, podeszła do pakunków, jakie ze sobą przytargali na plażę.
Wyciągnęła z jednego z nich butelkę z wodą i podeszła do Napalma na tyle
blisko, na ile pozwalały jej płomienie, by podać mu wodę.
- Dzięki
za ratunek. Ponownie - powiedziała przy tym.
- Spoko.
Kolejny punkt dla mnie. - Wyszczerzył zęby.
Przyjął
butelkę i wypił kilka łyków. Następnie włożył suchą już koszulkę, po czym
sięgnął po leżącą niedaleko bluzę.
- To
cudnie. Zostało jeszcze dziewięćdziesiąt siedem. Tak dla równego rachunku –
zażartowała, uśmiechając się do niego lekko.
- Ech,
kiedyś dam radę - westchnął.
Chyba nie
zauważył, że to nie było na poważnie. Chociaż jeżeli mu się chciało… A niech
sobie zbiera punkty. Komu to przeszkadza?
Założywszy
buty, Napalm wstał i zbliżył się do Śnieżki, która od płomieni trzymała się na
dystans.
- Nie jest
ci zimno? Może cię ogrzać? - Tym razem w jego słowach nie brzmiała żadna
aluzja, lecz troska.
- Nie, na
razie nie trzeba. I tak jest mi teraz ciepło. Sama muszę się trochę roztopić. Jak coś, to się zgłoszę -
odparła. Dla odmiany nie przyczepiła się do ewentualnych, ukrytych podtekstów.
Dodatkowo, ku zdumieniu Napalma, potencjalnie zgodziła się na jego propozycję.
Emocje
trochę opadły. Zresztą ostatecznie nic nikomu się nie stało, oprócz tego, że
najedli się strachu. Uspokojona drużyna wróciła do własnych zajęć z nauczką,
aby w wodzie także uważać.
Bryza
przysiadła się do Rambo, widząc, że ze Śnieżką i Napalmem już wszystko w
porządku.
- Co do
jazdy na motorze - zaczęła z uśmiechem - to też jesteś świrem.
- Dzięki!
Czyli jak mnie oceniasz na tle Speedy? - zapytał zadowolony, rozrzucając pióra
z kupra mewy.
- No cóż…
- Zastanowiła się przez chwilę. - Ona jest zdecydowanie bardziej świrnięta od
ciebie. - Odsunęła się, gdy pióra poleciały w jej stronę. - Ale w dalszym ciągu
jeżdżenie z którymkolwiek z was jest zagrożeniem życia.
- Chyba
muszę jeszcze potrenować. - Rambo się zaśmiał i dalej wykonywał robotę.
Śnieżka
podeszła do nich i wzięła dwa piórka. Następnie wsunęła je we włosy Bryzie.
Dłonie wciąż miała lodowato zimne.
-
Idealnie. Pióropusz sobie powinnaś zrobić - stwierdziła.
- A ty
ogrzać się miałaś - przypomniała Bryza, zadrżawszy od chłodnego dotyku
przyjaciółki.
Pomacała
dwa piórka wystające spomiędzy włosów, które zaraz porwał wiatr. Kobieta
uśmiechnęła się niepokojąco. Machnęła ręką, a pióra z ziemi poleciały prosto w
Śnieżkę.
- Mogłabyś
zrobić sobie białą suknię z tych piór - zażartowała.
-
Musiałabym zabić trochę więcej mew - odparła Śnieżka i usiadła obok Bryzy. Było
trochę za gorąco, ale powoli się “topiła”. Temperatura ciała z wolna rosła.
- Mogę ci
zaprojektować taką sukienkę - odezwała się Elektra. Podeszła do przyjaciół i
usiadła obok, przy ognisku. - Mówię ci: będzie śliczna.
- Dobra,
dobra, już nie wymyślajcie takich rzeczy. Niesamowicie pracochłonne to by
pewnie było. - Śnieżka machnęła ręką. Spojrzała, jak Rambo wyciąga nóż i
patroszy mewę. - Jedna wystarczy?
- Jak ci
się chce, możesz zestrzelić drugą… - Mężczyzna uśmiechnął się do niej kwaśno. -
Choć na razie to pouciekały… - zauważył.
- Ciekawe
dlaczego… - Bryza znacząco spojrzała na pozbawianą wnętrzności mewę.
-
Patrzcie, jakie cudo! - zawołała Speedy, wstając z ziemi i otrzepując się.
Wspólnie z
Gosią zaprezentowały wielki zamek z wieloma wieżyczkami, bramami, murami
obronnymi oraz fosą. W wielu miejscach tkwiły znalezione muszelki, patyczki,
listki, a nawet odpryski betonu. Tomasz przykucnął przy nim i pogłaskał Gosię
po głowie.
- No to
pięknie wam się udało. Jak wyście tyle wieżyczek ustawiły? Że też się nie
zawaliły…
- Sypałam
piasek, a Speedy go układała - odparła dziewczynka.
-
...szybko - dodała Speedy, szczerząc zęby.
- Nieźle -
przyznała Bryza, oglądając dzieło. - Przydałby się nam taki zamek w
rzeczywistych rozmiarach.
Rambo
spojrzał z aprobatą na budowlę i zaczął piec mewę nad ogniem, nadziewając ją na
zaostrzony patyk. Gdy się w końcu upiekła, podział był trudny, jednak każdy
przynajmniej skosztował świeżego mięsa.
- Trzeba
będzie zrobić jakieś polowanie - uznała Speedy między jednym kęsem a drugim. -
Ptaki, szczury, koty… Wszystko się nada.
- Ona
tylko żartowała - powiedziała szybko Bryza, widząc minę Gosi.
Przed
zmrokiem, Napalm z wielce smutną miną zgasił swoje wielgachne ognisko, po czym
nadeszła pora wrócić do bazy.
*
Dni
wróciły do zwykłego rytmu, gdy część osób wyruszała na poszukiwania jedzenia, a
reszta czekała w domu. Do reszty zaliczali się Tomasz, Gosia, Kitty, Shiny i
Elektra.
Kitty
stała na warcie z Gosią przy boku, która powtarzała wszystkie jej ruchy.
Dziewczynie zdawało się właśnie, że dostrzega jakiś cień niedaleko Starego Eti.
Wychyliła się przez barierkę, a Gosia zrobiła to samo, choć nie do końca
wiedziała, na co patrzeć. Kitty zmrużyła oczy, próbując coś dostrzec. Nic.
Zdawało się, że wszystko jest w porządku.
- Nie
zimno ci, mała? - zapytała.
Gosia
stanowczo pokręciła głową. Kitty schowała skostniałe dłonie w kieszenie bluzy.
Kiedyś w życiu nie nałożyłaby czegoś tak brzydkiego i porozciąganego, ale zimno
robiło swoje.
Jak na
zawołanie zjawiła się Elektra, umazana na rękach farbami.
- Podobno
długo tu stoisz. Shiny kazał cię zmienić - powiedziała zrezygnowanym tonem.
-
Wreszcie! - ucieszyła się Kitty.
Czym
prędzej zeszła z dachu, a Gosia pobiegła za nią. Dziewczyna zrobiła sobie
gorącej herbaty i usiadła przy stole. Mała patrzyła na nią wyczekująco.
- Pobawimy
się w coś? - zapytała.
- Za
chwilkę.
- A w co?
- Za
chwilkę - powtórzyła Kitty, grzejąc dłonie o kubek.
Gosia
oparła głowę na rękach w oczekiwaniu. Kitty prawie poparzyła sobie język,
starając się szybciej wypić herbatę. Odłożyła kubek i z ucieszoną natychmiast
dziewczynką przeszła do „salonu”. Przy oknie siedział Tomasz, gdzie czytał jedną
z książek fantastycznych, które przyniosła kiedyś Bryza. Mężczyzna zerknął na
siostrzenicę ciągnącą starszą koleżankę za rękę, a jego twarz rozpogodził
uśmiech. Wkrótce obie zajęły się zabawą figurkami, z których jedne były
zombiakami, a inne - łowcami zombiaków. Później nawet Tomasz się do nich
dołączył, a Shiny tymczasem wszedł do sali ze swoją książką i sam zaczął
czytać, nie bardzo zwracając uwagę na zabawę, choć od czasu do czasu zerkał na
Kitty.
Kiedy
kolejna figurka odgrywająca zombiaka padła, rozległ się głośny wybuch, a
budynek zadrżał w posadach. Wszyscy zerwali się na równe nogi i spojrzeli po
sobie z przestrachem. Kitty z Shinym pobiegli po broń. Zaraz za nimi wyszedł
Tomasz, trzymając w objęciach Gosię.
- Co się
dzieje? - zapytał zdezorientowany
- Nie mam
pojęcia, coś wybuchło - odparł wystraszony Shiny.
Wytarł
spoconą dłoń o spodnie i wraz z Kitty ruszyli w stronę klatki schodowej, aby
zobaczyć, co się wydarzyło. W tym samym momencie rozległ się trzask pioruna.
Rozbłysk rozświetlił na chwilę niebo tak, że było jasno jak w dzień sprzed
kataklizmu. Elektra dawała sygnał reszcie, że dom jest zagrożony.
Kitty
wychyliła się za poręcz schodów, widząc więcej dzięki kocim oczom. Doszedł do
niej dźwięk ciężkich kroków zmieszany z rozkazami wydawanymi szybko
zachrypniętym głosem. Daleko w dole dostrzegła ludzi wchodzących na schody.
Nie, nie ludzi, zombiaków.
Przeklęła
tak, że Rambo robiłby jej kazanie przez tydzień. Z przerażeniem wypisanym na
twarzy odwróciła głowę w stronę Shiny’ego i Tomasza.
- Zombiaki
- powiedziała drżącym głosem. - Idą tu. Dużo ich. Bardzo.
Shiny
pierwszy otrzeźwiał na tyle, by myśleć.
- Powiedz
Elektrze, a ja z Tomaszem zabarykadujemy wejścia na piętro.
- To ich
zatrzyma? - szepnęła.
- Miejmy
nadzieję, że na tak długo, by reszta tu przybyła.
Kitty
skinęła głową i pobiegła na dach, do Elektry. Kiedy dotarła na miejsce,
zobaczyła, że kobieta rozgląda się wokół zestresowana. Po chwili zarejestrowała
obecność młodszej koleżanki.
- Nie wiem,
skąd nadchodzą - powiedziała do niej. - Przez chwilę widziałam ich pod
budynkiem, po wybuchu, potem znowu zniknęli, nie mam pojęcia, jak się tam
dostali.
-
Nieważne. - Kitty potrząsnęła głową. - Musimy się bronić! - dodała
histerycznie.
-
Spokojnie, dziewczyno… Shiny i Tomasz już coś robią, tak? Jeżeli zombiaki
wlazły do budynku, to trzeba chłopakom pomóc. – Elektra odezwała się
nadspodziewanie rzeczowo.
Kobieta
ruszyła do zejścia z dachu, a po chwili już były na korytarzu. Zobaczyły, jak
Shiny z Tomaszem układają barykady. Rzuciły im się do pomocy, słysząc na
schodach zbliżające się kroki zombiaków.
Gosia
tymczasem wyszła z sali i zaczęła wszystko obserwować przestraszonym wzrokiem.
W rękach ściskała swojego pluszowego kotka, którego dostała od Napalma i Śnieżki.
Pluszak nie mógł jej obronić, ale przynajmniej nie stała tam sama.
Tupot
zombiaków przybrał na sile. Obrońcy w ostatniej chwili skończyli układać
barykady stworzone z mebli i ławek, a teraz oparli się o nie, by zombiaki się
tu nie wdarły. Tomasz z Kitty zostali przy lewej klatce schodowej, podczas gdy
Elektra oraz Shiny pilnowali prawej.
O szafę
przy Kitty coś huknęło od drugiej strony. Tomasz z zaciętym wyrazem twarzy
naparł barkiem na przesuwającą się odrobinę barykadę. Dziewczyna chwyciła
pewniej pistolet, chociaż dłonie i tak jej drżały. Gdy pomiędzy szafą a
przejściem na klatkę schodową powstała szczelina, Kitty strzeliła kilkakrotnie.
Napór wroga ustał, lecz tylko na chwilę.
*
Napalm i
Rambo mozolnie ściągali gruz, próbując przedostać się do wnętrza Biedronki. Od
wczoraj zajmowali się tą żmudną robotą, podczas gdy Śnieżka stała na pobliskim
dachu, uważnie obserwując otoczenie. Było nudno. Bardzo nudno, cicho i
spokojnie. Do czasu.
Nagle
usłyszeli z oddali wybuch. Dochodził od strony kampusu Politechniki Gdańskiej,
jednak stąd nie dało się nic zobaczyć - za dużo wysokich budynków przesłaniało
widok. Niedługo później niebo w tamtym rejonie rozjaśnił piorun, a echem
poniósł się grzmot. Śnieżka aż musiała zmrużyć oczy, nieprzyzwyczajona do takiego
natężenia światła. Szybko zorientowała się, że to był sygnał od Elektry.
Zombiaki atakowały, a połowa drużyny, ta sprawniejsza, zajmowała się czymś poza
Oio.
Śnieżka,
cała spięta, szybko zeszła z budynku. Podbiegła do Rambo i Napalma, którzy już
niecierpliwie na nią oczekiwali.
- Nasi
mają kłopoty. Musimy iść - powiedziała zdyszana.
- Wiem –
warknął Rambo.
Pierwszy
ruszył w stronę Oio szybkim krokiem, podbiegając co jakiś czas. Bał się o
siostrę, nigdy jeszcze sama, bez nikogo doświadczonego, nie walczyła z
zombiakami. Z drugiej strony, może to nic bardzo poważnego? Może tylko fałszywy
alarm…? Albo i nie.
*
Speedy
pochyliła się nad kwiatami dzielnie rozwijającymi się w dawnym parku. Nosił on
nazwę Parku nad Strzyżą, ale wtedy Strzyża była ledwie strumyczkiem, a teraz -
całą rzeką. Do tego nieco zmieniła swój bieg.
- Już nie
pamiętam, jak bratki kiedyś wyglądały - pożaliła się Speedy. - Myślisz, że są
zmutowane czy takie same?
Bryza z
uniesionymi brwiami obserwowała przyjaciółkę.
- Aż takie
to ważne? - mruknęła. - Miałyśmy szukać jedzenia, a nie przyglądać się bratkom.
Zmutowanym czy nie.
Speedy
przewróciła oczami i zerwała jednego kwiatka. Wstała, obracając łodyżkę w
palcach.
- Ładny
jest - uznała. - Elektrze pewnie też się spodoba. Może jej zaniosę?
W tym
momencie usłyszały wybuch. Chwilę potem w niebo wzniosła się błyskawica, której
towarzyszył grzmot odbijający się echem od zniszczonych bloków. Speedy zamarła
z otwartymi szeroko oczami. Kwiatek wypadł jej z dłoni i powoli opadł na
ziemię.
Dziewczyny
wymieniły przerażone spojrzenia, po czym bez słowa popędziły w stronę Oio.
Speedy pomknęła z mocą sprinterki. Bryzie wpadł w oko stary, pordzewiały rower
leżący przy krawężniku zapewne od dawna. Chwyciła go, a zaraz jechała już,
pedałując szybko, choć łańcuch był sztywny od rdzy i brudu. Noga wciąż ją
trochę bolała, ale rana zdążyła się w miarę wyleczyć od czasu postrzału. Rower
rzęził okropnie, jakby już dogorywał. Bryza dawała jednak z siebie wszystko, by
dotrzeć do Oio.
Przy
wjeździe na teren politechniki ujrzała, że część dolnych ścian Oio się
zawaliła. W kącie budynku zombiaki zrobiły sporą wyrwę - musiały podłożyć
bombę, stąd ten wybuch wcześniej. Ale jak? Kanały. Klapy od studzienek
kanalizacyjnych leżały obok zamiast zakrywać otwory.
Bryza
podjechała bliżej i rzuciła rower na ziemię. W biegu wyjęła pistolet, po czym
wpadła do budynku. Najszybciej, jak potrafiła, przedostała się na wyższe
piętra. Usłyszała dźwięk serii z kałasznikowa. To pewnie Speedy. Zaraz potem
rozległ się przerażony wrzask, ale gdzieś wyżej. Może Kitty?
Bryza
pokonała jeszcze jedno piętro. Na korytarzu Speedy chowała się za ścianę, co
jakiś czas strzelając do zombiaków. Jeden rzut oka wystarczył Bryzie, by
dostrzec, że korytarz dalej jest zawalony, więc Speedy blokowała zombiakom
jedyną drogę wyjścia. Oby wytrzymała.
Kobieta
wdarła się wreszcie na ostatnie piętro. Minęła odepchniętą barykadę i wypadła
na korytarz. Zaraz cofnęła się. Pociski przeleciały tuż przed jej nosem. Nie
zauważyła, kiedy zbliżył się do niej zombiak. Skoczył na nią z zębami. Bryza
sprawnym ruchem wyjęła długi nóż i wbiła go w pierś przeciwnika. Bez litości
przekręciła ostrze, aż zombiak nie padł na ziemię. Wyjrzała ostrożnie zza
barykady. Na korytarzu tłoczyły się zombiaki, próbując wejść do jednego z
pomieszczeń - wszystko wskazywało na to, że skryli się tam Elektra, Kitty,
Shiny, Tomasz oraz Gosia. Niektóre mutanty odwróciły się jednak do Bryzy. Jeden
z nich uniósł pistolet. Drugi ruszył na nią z rzeźnickim tasakiem do mięsa w
ręku. Kobieta ledwie ukryła się przed pociskiem, a już musiała się bronić przed
drugim nadbiegającym przeciwnikiem.
Zza zamkniętych
drzwi rozległ się wrzask. Bryza kopnęła zbliżającego się zombiaka, jednocześnie
strzelając mu w głowę. Płynnym ruchem wyjęła trzy krótkie noże do rzucania i
cisnęła nimi w napastników. Dwa trupy, nieźle. Wychyliła się znów, by cokolwiek
zobaczyć. Rosły zombiak uderzał siekierą w drzwi, w których widniała już
niewielka dziura.
Bryza
cofnęła się, gdy znów poleciały w nią strzały. Oparła się o ścianę, słysząc
świst pocisków. Myśl, kobieto, myśl, powiedziała sobie gorączkowo. Co robić?
Spróbowała znów oddać jakiś strzał, ale zamiast tego stanęła oko w oko z
wielkim zombiakiem uzbrojonym w nóż. Odskoczyła do tyłu. Ostrze przecięło
powietrze przed jej brzuchem. Mięśniak rzucił się na nią, prawie zwalając z
nóg. Siłowali się przez moment. Bryza rozpaczliwym wysiłkiem odepchnęła rękę
zombiaka, który próbował rozciąć jej gardło. Nóż ześlizgnął się na ramię
kobiety. Zatoczyli się aż pod schody. Gdy zombiak znów na nią naparł, kobieta
straciła równowagę i poleciała w dół. Razem z przeciwnikiem.
Boleśnie
uderzała o każdy schodek, wciąż ściskając w dłoni pistolet. Na koniec jeszcze
uderzyła głową o ścianę, aż ją chwilowo zamroczyło. Wstała chwiejnie. Mięśniak
nie ruszał się, a z jego piersi ciekła krew. W czasie upadku nadział się na
własny nóż.
Z niższego
piętra dobiegł tupot stóp. Bryza już wycelowała pistolet, lecz w ostatniej
chwili dostrzegła rudy warkocz Speedy.
- Tamtych
na razie załatwiłam, ale z dołu idą następni! - krzyknęła przestraszona
dziewczyna.
- Musimy
dostać się do naszych! - zakomenderowała Bryza.
We dwie
popędziły znów na dziewiąte piętro.
- Dobra,
teraz zrób ogień zaporowy!
Speedy,
blada jak papier, wyskoczyła zza osłony i posłała serię w stronę zombiaków
wciąż tłoczących się przy drzwiach - teraz już przy marnych pozostałościach
drzwi. Poruszała się to w prawo, to w lewo, by nie oberwać pociskiem
przeciwnika. Zombiaki rozpierzchły się do otwartych sal, a Bryza pobiegła do
pomieszczenia z resztą drużyny. Kątem oka dostrzegła, jak Speedy łapie się za
zakrwawione ramię, ale teraz nie było czasu na opatrywanie.
W sali
Elektra raziła prądem zombiaka, który trzymał ją za gardło. Shiny szamotał się
z innym - uzbrojonym w nóż. Tomasz siłował się z kolejnym, by wyrwać mu
rewolwer. Spanikowana Kitty stała pośrodku z pistoletem, nie wiedząc, jak pomóc
przyjaciołom. Jak trafić zombiaków, a nie ranić towarzyszy? Gosia z
przerażeniem wypisanym na twarzy kuliła się w kącie.
Bryza
rzuciła się na pomoc Tomaszowi, ale ktoś od tyłu kopnął ją w kolano. Padła na
ziemię z okrzykiem bólu. Zombiak skoczył na nią. Przeturlała się, nim ją
dopadł. Gdy wyciągnęła rękę z pistoletem, przeciwnik kopnął ją w nadgarstek.
Kobieta wypuściła broń. Z gardła wydobył jej się jęk bólu. Wstała pospiesznie z
nadzieją na sięgnięcie po noże, jednak zombiak przygwoździł ją do ściany,
ściskając za gardło. Znowu pociemniało jej przed oczami od uderzenia w głowę.
Na dodatek brakowało jej tchu. Sięgnęła po omacku po noże przy pasie. Ujrzawszy
to, przeciwnik sam wyjął ostrza i rzucił je na ziemię. Uśmiechnął się drwiąco.
Zielonkawa skóra upodabniała go do trolla.
- NIE! -
wrzasnęła Kitty.
Bryza
zaczęła szarpać się tym mocniej. Ujrzała zombiaka, z którym walczył wcześniej
Tomasz. Sam mężczyzna leżał powalony przy ścianie, zapewne nieprzytomny.
Zombiak wyciągnął pistolet w stronę Kitty, która własną piersią osłaniała
Gosię. Dziewczyna w drżących dłoniach dzierżyła swoją broń.
- Odłóż to
- odezwał się. - Ciebie mogę nie zabijać, możesz do nas dołączyć.
- Nie!
Kitty nacisnęła
spust. Zero efektu. Musiała wyczerpać amunicję. Zombiak zaśmiał się, po czym
oddał trzy strzały prosto w pierś Kitty. Dziewczyna osunęła się na ziemię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz