Hej! Zgodnie z zapowiedzią, tydzień temu rozdziału nie było, bo wyjechałyśmy na Polcon. Dzisiaj zapraszamy na kolejny odcinek :)
W ciągu następnych kilku dni sytuacja
powoli wracała do normy. Rambo wytrzeźwiał i ponownie objął funkcję dowódcy. Na
początku był szorstki oraz zdecydowanie bardziej sztywny, aniżeli wcześniej -
chciał zetrzeć złe wrażenie, jakie wywołał, siedząc samotnie w ciemnym
audytorium, pijąc wódkę. Jednakże stopniowo się to zmieniało, a organizacja w
drużynie zaczęła wyglądać tak jak dawniej. Z jedną mała zmianą: Rambo uczynił
Bryzę swoją zastępczynią. Uznał, że świetnie się do tego nadaje, a dodatkowo co
dwie głowy, to nie jedna. Poza tym miał wrażenie, że nie jest z nią najlepiej.
Według niego praca była najlepszym lekarstwem, aby o czymś nie myśleć, więc
zostawiał jej czasami robienie planów wypadów oraz kontrolę zaopatrzenia. Nie
pomagało to do końca, jednak nie miał pojęcia, jak ją pocieszyć, więc nie robił
nic więcej, aby przypadkiem nie pogorszyć sytuacji.
W przeciwieństwie do reszty Bryza chodziła
przygaszona i apatyczna - zupełnie, jakby dopiero teraz pozwoliła sobie na to,
co inni przeżywali w ciągu ostatnich dni. Robiła, co trzeba, ale nic ponadto.
Nie uciekała specjalnie - siedziała z towarzyszami, jednak nie uczestniczyła w
rozmowach. Czasem brała nieswoje warty, by dłużej posiedzieć na dachu. Musiała
poukładać sobie wszystko w głowie. Ostatecznie pożegnać Kitty, ku czemu niezbyt
miała okazję wcześniej. Ponownie zepchnąć gdzieś w głąb umysłu wspomnienia z
przeszłości, które teraz powróciły. Przypominała jej się martwa twarz
Sebastiana. Był jej chłopakiem. Wynajmowali razem i jeszcze z kilkorgiem
znajomych mieszkanie we Wrzeszczu. Gdy ziemia zaczęła się trząść, z nieba
spadał wulkaniczny pył, a wśród ludzi wystąpiły pierwsze oznaki tej przedziwnej
choroby, Bryza pobiegła do domu. Sebastian, już z zielonkawą skórą, rzucił się
na nią. Chwyciła nóż… Nawet nie pamiętała, co dokładnie zrobiła. Po prostu
chwilę później Sebastian wykrwawiał się na podłodze. To było straszne.
Wiedzieć, że się zabiło… Gdyby Kitty się przemieniła, a Rambo musiał ją zabić…
Bryza nikomu temu nie życzyła.
Ten dzień, w którym poszła doprowadzić
Rambo do porządku, również zajmował jej myśli. Po tej kłótni, po tych
wszystkich wypowiedzianych słowach, po tym, jak ona trzasnęła go w twarz, a on
popchnął ją tak, że upadła, Bryza sądziła, że stosunki między nimi znacząco się
oziębią. Nie przejmowała się tym, byle Rambo wrócił do drużyny, bo wszyscy tego
potrzebowali. Tymczasem on przyszedł ją… pocieszyć. Wyglądał, jakby naprawdę
się przejął… No i ta jego dłoń… Rambo wytrzeźwiał i nie sprawiał wrażenia,
jakby cokolwiek z tamtego dnia miało dla niego większe znaczenie. Bryza także
postanowiła więc o tym zapomnieć.
- Hej! - rozległ się głos Speedy.
Bryza drgnęła, odwracając się od murku na
dachu Novum, o który się opierała.
- Wartujesz czy śpisz? - spytała Speedy
podejrzliwie.
- Wartuję przecież - odparła kobieta.
Mówiła prawdę. Choć jej myśli błądziły,
obserwowała nieustannie otoczenie.
- No dobra, dobra. Przyszłam cię zmienić.
- Mogę wziąć twoją wartę - zaproponowała.
- O nie, żadnych takich. - Speedy podeszła
bliżej i pociągnęła przyjaciółkę za rękę. - Najpierw Rambo zamykał się w
audytorium, a teraz ty siedzisz ciągle na dachu. Natychmiast złaź mi na dół.
Mam jeszcze coś dla ciebie. Jedliśmy już tyle przeterminowanych rzeczy, że to
też nie powinno ci zaszkodzić. - Dziewczyna wyciągnęła z kieszeni KitKata, po
czym wcisnęła go w dłoń zaskoczonej Bryzy. - Masz go zjeść - dodała surowo. -
Czekolada ponoć dobrze działa.
- Mhm… Ok, dzięki.
Speedy zabrała się za wartowanie, a Bryza
zeszła na ich aktualne piętro mieszkalne. Odpakowała KitKata - dosyć twardego,
a w paru miejscach z dziwnym, jasnym nalotem - i wzięła pierwszy kęs. Czekolada
wciąż była pyszna. Kobieta, powolutku podgryzając batona, skierowała się do
kuchni, która obecnie - z braku nadmiaru pokoi - spełniała też rolę
pomieszczenia zebrań czy też “salonu”. Tam zastała Rambo i Napalma krojących
cebulę oraz Śnieżkę najwyraźniej zastanawiającą się, co z tym dalej zrobić.
Cebule zdobyli jeszcze przed atakiem, gdy Napalm znalazł je rosnące na dziko w
przydomowym ogródku.
Bryza usiadła na krześle obok, wciąż
rozkoszując się smakiem KitKata. Speedy miała rację - czekolada poprawiła jej
humor.
Śnieżka spojrzała chmurnie na batona.
- Może ci cebulki do niego podsmażyć? Choć
zupa cebulowa to byłby dobry pomysł. Przydałyby się do tego jakieś grzanki, czy
chrupki… - Szybko odczepiła się od smakołyka Bryzy, dalej rozważając sprawę
obiadu.
- Z chrupkami słabo… Chyba że zostały
jeszcze gdzieś resztki podpłomyków Elektry - rozważyła kobieta, gdy dokończyła
batona. - Na pewno są już twarde jak kamień.
- Jeżeli już, to w Oio. Ale gorąca zupa by
je zmiękczyła. No dobra, chłopaki, to będzie zupa cebulowa, powinno jej starczyć
na dłużej. Szybciej tam kroić i proszę mi tu nie płakać.
Napalm zerknął na nią z urazą, ale kroił
dalej. Na wspomnienie o Oio Bryza sobie o czymś przypomniała. Spojrzała na
Rambo niepewnie.
- Słuchaj… - zaczęła. - Po… tamtym dniu
widziałam, że złożyłeś Kitty w grobie. Ja… No… wbiłam tam deskę z jej imieniem.
No w sumie… to właśnie nie z imieniem, bo… nie znam jej imienia. Więc
pomyślałam, że… można by dopisać.
Mężczyzna spojrzał na nią czerwonymi od
cebuli oczami i kiwnął po chwili głową.
- Zajmę się tym - odparł krótko, po czym
na powrót zabrał się za krojenie warzyw.
Atmosfera trochę się zagęściła, zresztą
działo się tak za każdym razem, gdy ktoś wspominał Kitty.
- Iść z tobą? - spytała ostrożnie
Bryza.
- Jak chcesz - odparł cicho.
Dalsze przygotowywanie zupy przebiegało w
ciszy, a gdy Rambo skończył swoją robotę, wyszedł z budynku i ruszył w stronę
grobu siostry. Za nim podążyła Bryza, starając się jednocześnie nie rzucać za
bardzo w oczy.
Po pięciu minutach byli na miejscu. Rambo
usiadł przy desce wbitej w ziemię przez Bryzę i patrzył chwilę na nią.
Następnie wyjąwszy nóż, zaczął powoli, starannie żłobić w drewnie litery. Po
tym odsunął się od grobu i spojrzał na reakcję przyjaciółki. Teraz w desce
widniał napis:
SPOCZYWA
TU MAGDA ZALEWSKA
KITTY
Bryza pokiwała głową, nie wiedząc, co
mogłaby powiedzieć. Stanęła obok Rambo, gdy w milczeniu patrzyli na ten
zaimprowizowany nagrobek. Cisza trwała przez kilka minut. W końcu mężczyzna
zdecydował się odejść - po prostu ruszył w stronę Novum, nie oglądając się za
siebie. Bryza rzuciła jeszcze jedno spojrzenie na grób, po czym podążyła za
Rambo, trzymając się dwa kroki za nim. Chciała go jakoś pocieszyć, ale miała
wrażenie, że wyczuwa wokół niego mur, którego nie przebije kilka banalnych
słów.
W kuchni wkrótce zebrali się wszyscy prócz
Speedy dalej wartującej na dachu. Do stołu podeszła nawet Elektra, która miała
już dość leżenia.
- To okropne, że potrawy wykonane przez
was są takie… płytkie - westchnęła Elektra.
- No wiesz co? Karmimy cię, a jeszcze
będziesz narzekać - prychnęła Śnieżka, zabierając się do jedzenia. Cebulówka
jak cebulówka, nie było co marudzić. Może i potrawy nieprzygotowywane przez
Elektrę nie miały tej estetyki, lecz przecież nie stołowali się w restauracji
pałacowej.
Shiny tymczasem siedział w ciszy i jadł
powoli swoją porcję. W ogóle od śmierci Kitty praktycznie się nie odzywał ani z
mało kim przebywał. Z tym, że on wcześniej nie był osobą zbyt towarzyską, więc
teraz nie rzucało się to tak w oczy. Był młodszy od reszty. Wszyscy pozostali
mieli już ponad dwadzieścia lat, a do tego przed apokalipsą zaczęli już
studiować - za wyjątkiem Speedy, bo kataklizm zaczął się tuż przed jej
pierwszym dniem na uczelni. Tymczasem Shiny dopiero niedawno skończył
osiemnaście lat i w jakimś stopniu solidaryzował się z jeszcze młodszą od niego
Kitty. Właściwie, nawet więcej niż solidaryzował.
Przez to, że wcześniej trzymał się z boku,
teraz nawet nikt nie wiedział, czy go pocieszać czy zostawić w spokoju.
Ostatecznie nie robili nic, choć większość osób odczuwała w związku z tym
wyrzuty sumienia.
Po skończonym obiedzie Rambo kazał
Śnieżce, Napalmowi i Speedy pójść na miasto i uzupełnić zapasy. Wybrali się od
razu do Biedronki, której wcześniej nie zdążyli przetrząsnąć. Gdy do końca
odgarnęli gruz, ostrożnie przecisnęli się do środka. Powiało stęchlizną.
Dziewczyny zapaliły latarki, a Napalm zapalił… swoją rękę. Nasłuchiwali przez
moment, jednak zdawało się, że w sklepie są sami. Mimo to poruszali się
ostrożnie, z bronią w pogotowiu.
Pakowali do plecaków wszystko, co
wyglądało na jadalne. W zamkniętym pomieszczeniu panowała niska temperatura, a
do tego Biedronka długo pozostała całkowicie odcięta od świata zewnętrznego,
więc sporo rzeczy się nie zepsuło.
- Ej, patrzcie, zgrzewki Coli! - zachwycił
się Napalm, ładując do torby od razu parę butelek. - Potem trzeba wziąć resztę.
Śnieżka skierowała się do magazynów, do
których klienci nie mieli kiedyś dostępu. Napalm dostrzegł to kątem oka po
świetle jej latarki.
- Nie idź tam sama! - zawołał. - Poczekaj.
- Spokojnie. Tutaj szczurów nawet nie ma -
odparła, ale ostatecznie poczekała, aż Napalm do niej dołączy, pamiętając
nieprzyjemną sytuację z zombiakiem w mieszkaniu.
Kiedy podszedł, wkroczyli do środka razem.
W pomieszczeniu znajdowały się półki z towarami, choć większość już zgniła -
przynajmniej tych świeżych… niegdyś. Poza tym zobaczyli jeszcze dawno
rozmrożone lodówki, a w nich byłe mrożonki i… lody. Te opakowane w papierki w
większości nie przetrwały ciepła, jednak te w plastikowych pudełkach wyglądały
na nieruszone… No, przynajmniej niektóre. Bo część wieczek pękła. Śnieżka
podeszła zaciekawiona do lodówki i wyciągnęła z niej jedno z nieruszonych
pudełek. Pokazała je Napalmowi.
- Co o tym myślisz?
- Pewnie dosyć się rozpuściły... - uznał
mężczyzna, gdy usłyszał chlupot wewnątrz pudełka. - Ale mogłabyś je ponownie
zamrozić i lody byłyby jak znalazł - uśmiechnął się.
- Nom - powiedziała zadowolona. - Mam
nadzieję, że nie są zepsute, czy coś… Może zamrożę je od razu, żeby po drodze
przypadkiem się nie wylały. Wezmę parę pudełek i innych, jeżeli będą całe. W
tym czasie możecie zbierać pozostałe rzeczy. Ja tu zostanę i pozamrażam
tymczasem.
- Dobra, tylko się nie przemęcz -
zażartował. Z poważniejszą miną omiótł spojrzeniem ciemny magazyn. - Jakby coś
się działo, od razu krzycz.
- Nie martw się tak o mnie. Miałam dwie
wpadki, ale to już wyczerpało chyba limit.
Uśmiechnęła się do niego lekko i usiadła
na ziemi, zamrażając po kolei wyjęte przez siebie lody. Latarkę położyła sobie
na kolanach. W sumie miły gość… miło, że się interesował i… tak jakby dbał o
nią, nawet jeżeli czasami był wkurzający. Przez myśl przeszło jej „słodki” –
omal się nie roześmiała.
Napalm skinął głową, jeszcze raz
rozglądając się uważnie po pomieszczeniu. Na wszelki wypadek przeszedł się po
nim, jednak nie odkrył niczego niepokojącego. Dziwnego rozbawienia Śnieżki też
nie zauważył. Wrócił więc do głównej hali, gdzie razem ze Speedy dokończyli
pakowanie innych artykułów. W końcu skończyło im się miejsce w plecakach. Cała
trójka wyszła na zewnątrz, po czym przyłożyli kamienie przy otworze, by nie
było go widać. Zamierzali jeszcze innym razem zabrać pozostałe rzeczy.
Dopiero tutaj, gdzie było trochę jaśniej,
Napalm dostrzegł błyszczącą nowością bluzkę widoczną, gdy Speedy rozpięła
kurtkę. Uniósł brwi.
- Speedy…?
- Leżały w biedronkowych koszach - odparła
zadowolona dziewczyna. - To tylko T-shirty. Wzięłam dla wszystkich, bo były też
męskie. No i nie zajęły mi szczególnie dużo miejsca w plecaku.
- Ciebie to spuścić z oka. - Przewrócił
oczami.
- Ciesz się, że będziesz miał, co nosić. A
ona ma przynajmniej miękki plecak. Mnie ciągle wbija się jakieś pudełko w plecy
- westchnęła Śnieżka. - Dobra, idziemy już? Chciałabym spróbować tych
przeterminowanych pyszności.
- Tak, idziemy - zakomenderował Napalm i
poprowadził dziewczyny do Novum.
Dotarli tam niedługo przed zmierzchem. Ich
przyjaciele właśnie zaczynali jeść kolację: przyniesione wczoraj sucharki z
pasztetem. Troje spóźnionych zrzuciło plecaki i dosiadło się do stołu.
- Mamy lody - oznajmił Napalm po
przełknięciu pierwszego kęsa sucharka.
Śnieżka pokiwała z uśmiechem głową i
zaczęła wyjmować z plecaka plastikowe pojemniki z lodami.
- Mówcie, kiedy będziecie chcieli zjeść,
to zamrożę jeszcze raz - powiedziała. Na stole piętrzyło się już dziesięć
pojemników. - W ogóle mamy dużo fajnych rzeczy.
- Można by dzisiaj wieczorem się trochę
rozluźnić i zjeść nieco smakołyków czy coś - powiedział Rambo, niepewnie
patrząc na wszystkich. - Co na to zastępca?
Bryza prawie udławiła się gryzionym
właśnie podpłomykiem. Zaniosła się kaszlem, aż siedzący obok Napalm nie uderzył
ją w plecy. Odetchnęła parę razy. No, coś nowego, Rambo pyta ją zdanie. Prawdę
mówiąc, gdy mówił o funkcji zastępcy, sądziła bardziej, że będzie jej zlecał
więcej zadań niż reszcie.
- Mhm… Ok, dobry pomysł - mruknęła.
- Nie jedz tak łapczywie, jeżeli wieczorem
będzie większy poczęstunek - Rambo oczywiście odczytał zakrztuszenie Bryzy
całkiem inaczej. - Zdążysz się najeść.
- Oooch… Czyli znowu możemy ubrać nasze
sukienki? - zapytała ucieszona Elektra.
- Ja przyniosłam nowe koszulki -
zakomunikowała przy okazji Speedy. - A sukienki ubierzmy. Będzie… uroczyściej.
- Czyli… stypa pożegnalna Kitty? -
zapytała Śnieżka.
- Właściwie to dobry pomysł. Nie miała
żadnego uroczystego pogrzebu. - odparł Rambo cicho.
- To… Hmm… po kolacji idziemy się przebrać
i… - Bryza zastanowiła się przez moment. - I wracamy tutaj, chyba że chcemy
zejść do audytorium, ale tam jest strasznie ciemno.
- Tutaj jest dobrze - odparła Śnieżka. -
My pójdziemy się przebrać na dół, a chłopcy odsuną trochę stoły na boki. W
każdym razie dopóki tu nie wrócimy, mają nam nie włazić do sali.
- Dobra, jasne. - Napalm zgodził się
niechętnie, kiwając na krześle.
Dziewczyny dojadły jeszcze swoje porcje,
po czym zeszły na drugie piętro, gdzie w większej sali spali wszyscy razem.
Niestety, w Novum już nie mogli podzielić się na dwa pokoje: żeński i męski.
Ubrania leżały w stosach, w jakich rzucono
je po przeprowadzce. Dziewczyny powyciągały swoje sukienki - trochę
pogniecione, lecz kto by się przejmował? Wśród nich znalazły również czarną,
obcisłą sukienkę Kitty. Znowu na chwilę nastała ponura cisza.
- Co z nią zrobimy? - zapytała cicho
Bryza.
Odpowiedziało jej milczenie. Kobieta
starannie złożyła sukienkę, wciąż rozważając problem. Oddać ją Rambo? Nie,
znowu pewnie spojrzy na nią niechętnie, jak wtedy, gdy powiedziała o
„nagrobku”. Lepiej coś wymyślić bez jego udziału. Bryza westchnęła ciężko, po
czym położyła sukienkę na parapecie. Cienki materiał nie zajmował dużo miejsca.
- Jako symbol - wymamrotała. - Że wciąż o
niej pamiętamy.
- Kiedyś przedmioty codziennego użytku
grzebano wraz ze zmarłym - odezwała się nieśmiało Elektra.
- Tak, wiem. - Bryza spuściła wzrok. - Ale
chce ktoś grzebać w ziemi, w której Rambo ją pochował? Ewentualnie moglibyśmy
ją spalić…
- A co z resztą jej ubrań? - zapytała
Śnieżka.
- W sumie miałyśmy podobny rozmiar -
odezwała się cicho Speedy - ale zdecydowanie nie zamierzam tego nosić. Aż tak
źle jeszcze z ubraniami nie stoimy, prawda? Więc może… faktycznie spalić…?
- Tak chyba będzie najlepiej. Jednak może
lepiej później? W nocy, po stypie? - zaproponowała Śnieżka.
- No… chyba tak - przyznała Bryza. -
Przygotujmy je tylko.
Z bezkształtnego stosu dziewczyny
powybierały ubrania należące do Kitty i ułożyły pod ścianą. Stały jeszcze przez
chwilę w niezręcznej ciszy, po czym zaczęły się przebierać. W sukienkach znowu
wyglądały mniej jak żołnierze, a bardziej jak księżniczki. No… trochę obite
księżniczki. Niektóre z nich na rękach oraz nogach miały jeszcze opatrunki, nie
wspominając już o mnóstwie siniaków. Do tego Elektra wciąż musiała na siebie
uważać ze względu na ranę na plecach.
Kiedy wróciły na górę, Napalm i Rambo już
wszystko poustawiali. Shiny tymczasem siedział na warcie. Powiedział, że chce
zostać sam, co przekazał dziewczynom dowódca. Nikt nie wiedział, co w tej
sprawie począć, więc nie robili nic. Śnieżka poszła do kuchni, aby lepiej
zamrozić roztapiające się powoli lody, a następnie przyniosła kilka opakowań na
stół, wraz z łyżeczkami.
- Mam nadzieję, że będą dobre -
powiedziała, otwierając pierwsze opakowanie.
Te lody miały być teoretycznie
truskawkowo-waniliowo-czekoladowe, jak głosiła etykieta, jednakże w okresie
rozmrożenia wszystko się ze sobą wymieszało i powstała beżowa masa. Na
szczęście inne były albo o jednolitych smakach, albo nie gryzących się ze sobą.
Rambo stwierdził, że jako dowódca powinien
spróbować pierwszy, więc wziął łyżeczkę i nabrał na nią trochę lodów.
Spróbował.
- No… Rzeczywiście, smaki nieźle
zmiksowane, ale mimo wszystko dobre. Chwała nienaturalnym składnikom… A podobno
lody powinno się robić z mleka, śmietanki i jajek, czy coś takiego… No dobra,
pani zastępczyni, twoja kolej.
Bryza, coraz bardziej zaskoczona
traktowaniem serio jej nowej funkcji, niepewnie wbiła łyżeczkę w trochę za
bardzo zmrożone lody. Czując się głupio, siłowała się przez chwilę z beżową
masą, aż wreszcie udało jej się wyciągnąć kawałek. Włożyła je do ust. O rany,
jak dawno nie jadła lodów. Prawie zapomniała, jak smakują.
- Niezłe - przyznała. - I wciąż oboje
żyjemy - dodała z udawaną powagą.
- No i świetnie. W końcu jesteśmy
dowódcami, nie możemy umrzeć od byle lodów. Zjedzmy najpierw te dziwne, potem
otworzymy te o normalnych smakach, nie znudzimy się przynajmniej.
Po tych słowach każdy wziął łyżkę i zaczął
pałaszować z błogim uśmiechem na twarzy.
- Jeszcze można sprawdzić tamte chipsy
oraz czekoladę i będziemy w siódmym niebie - powiedziała Śnieżka, nabierając na
łyżkę kolejną porcję.
- Szkoda tylko, że nie mamy Ptasiego
Mleczka - zaśmiała się Speedy, ocierając z policzka plamkę lodów.
- Faktycznie, lody wyborne - odezwał się
Napalm, przy czym spojrzał na Śnieżkę. Należy dodać, że ubraną w delikatną,
błękitną sukienkę. - Ale następnym razem zróbmy ognisko z kiełbaskami. W ogóle
były plany polowań, nie?
Dziewczyna zaśmiała się.
- Nie no, kiełbasy to my ani nie
znajdziemy, ani nie zrobimy. Ale rzeczywiście, o polowaniu już prawie
zapomniałam. Rano można spróbować coś ustrzelić. Jakieś konkretne życzenia?
- Mhm. Dzika - odparł Rambo.
- No ej… bez przesady. Nawet nie wiem,
gdzie teraz się kręcą albo, czy nasze gdańskie dziki już nie wyginęły.
- Zacznijmy od ptaków - zaproponowała
Bryza. - Albo można by się też przejść po okolicy, głównie do tego lasu, co
jest niedaleko, i spróbować zapolować na coś większego. Jest szansa i na dzika.
- Dobra. Ewentualnie zobaczę, czy jeszcze
jakieś koty się nie kręcą po okolicy. Poza tym, jak ja będę strzelała do
ptaków, to przydałoby się, aby ktoś biegał i je łapał.
Oczy wszystkich skierowały się na Speedy,
która wylizywała właśnie swoją łyżeczkę.
- No co? - burknęła. - Tak, wiem. Będę
robiła za psa myśliwskiego. - Z niezadowoloną miną przewróciła oczami.
- Po prostu będziesz musiała patrzeć, co
gdzie spada i po to biegać - zaśmiała się Śnieżka. - Ciekawe, kto nie będzie
nadążał.
- Ty nie będziesz nadążać za mną - odparła
Speedy z dumną miną, po czym ponownie skupiła się na lodach.
- To się jeszcze okaże - odparła Śnieżka z
pewnym siebie uśmiechem.
- Dobra, dziewczyny, nie ma co gadać,
jutro się przekonamy. Tymczasem… - Rambo zniknął na chwilę w kuchni i przyniósł
wódkę, odkręcając ją po drodze. - Chciałbym wznieść toast za Kitty, moją
siostrę, naszą dzielną młodą przyjaciółkę, która zginęła w obronie przyjaciół.
Niech pamięć o niej żyje dalej - powiedział z kamienną twarzą, jakby nie chciał
ujawniać przed resztą prawdziwych uczuć. Głos mu jednak lekko zadrżał na
koniec, gdy przypomniał sobie jej martwe oczy wpatrujące się pusto w sufit.
Chcąc jak najszybciej zatrzeć to wspomnienie, uniósł butelkę do góry i łyknął
wódki. Następnie podał alkohol Bryzie.
Bryza w milczeniu również upiła trochę, po
czym podała dalej. Nikt nic nie mówił. Kitty może nie była ich bliską
przyjaciółką, ale… żyli razem przez ponad rok. Traktowali ją trochę jak siostrę
- dosyć irytującą, lecz wciąż siostrę.
Po tym toaście wszyscy usiedli.
- Kitty chyba nawet wolałaby, abyśmy nie
siedzieli tutaj ponurzy - mruknął Rambo, po czym nagle zmienił temat. -
Wcześniej przeprosiłem tylko Bryzę, ale teraz chciałbym się zwrócić o
wybaczenie także do was. Za to przesiadywanie na auli, za opuszczenie was.
Widząc później, jak bardzo ogarnianie tego wszystkiego wyczerpuje mnie, a także
Bryzę, postanowiłem uczynić ją swoją zastępczynią. Ale to już wiecie.
Pomyślałem sobie tylko, że powinniśmy także wypić za nowy skład w kwaterze
dowodzenia. - Ponownie wstał z flaszką. - Tak więc za Bryzę! - łyknął i
podał kolejnej osobie wódkę, tym razem w drugą stronę.
Speedy uśmiechnęła się do przyjaciółki,
zanim wypiła.
- No, szaleństwo. Dwóch dowódców -
zażartował Napalm i również pociągnął z butelki, która następnie trafiła do
Śnieżki.
- Przynajmniej oboje przyzwoici - dodała i
łyknęła, po czym przekazała dalej, do Elektry.
Kobieta uśmiechnęła się i wypiła bez słowa.
Kolejka w końcu doszła do Bryzy. Sama zastępczyni przez dłuższy moment patrzyła
na butelkę, jakby rozważała, czy ona naprawdę istnieje. Potem zerknęła na
przyjaciół.
- Hmm… No… - Przeklęła się w myślach, że
odzywa się tak mało elokwentnie. - No… dzięki. Ja nawet w harcerstwie nie
zostałam nigdy zastępową, więc nie znam się na dowodzeniu, ale… ok. Postaram
się jak najlepiej. Więc… No… Dzięki - zakończyła i czym prędzej upiła parę
łyków.
Rambo poklepał ją po ramieniu, kiedy
odstawiła butelkę, a potem przyniósł dwie czekolady i chipsy.
- No dobrze… Więc jak już mówiłem, nie
powinniśmy się smucić… no rozumiecie, co mam na myśli. Gdyby Kitty tu była, od
razu przejęłaby laptopa i włączyła jakąś popapraną muzykę, więc… jakby komuś
się chciało, to proszę, nie wahajcie się. Wcale nie musimy tu siedzieć w
nastrojach pogrzebowych.
Nikt się nie ruszał, aż wreszcie Speedy
wstała zdecydowanie i podeszła do laptopa. Był naładowany, więc powinien
wytrzymać przynajmniej półtorej godziny. Dziewczyna pogrzebała po folderach w
poszukiwaniu czegoś ciekawego. Ostatecznie wszystko wsadziła do jednej wielkiej
listy, przy czym włączyła odtwarzanie losowe. Z głośników poleciała piosenka
zespołu The Cranbierries: „Zombie”. Z zombiakami na szczęście mało się
kojarzyła.
Speedy wróciła do stołu, od razu sięgając
po chipsa. Mimo wszystko, nawet gdy poleciała również bardziej wesoła piosenka,
nikomu jakoś nie chciało się tańczyć. Bądź, co bądź, nad tą „imprezą” zalegał
jednak cień śmierci. Rozmawiali więc o wszelkich bzdurach, jakie im przyszły do
głowy, a czasem po prostu w milczeniu jedli czekoladę czy popijali alkohol i
colę przyniesioną przez Napalma.
W końcu zrobiło się późno, a w laptopie
wyczerpała się bateria. Kiedy pozbierali rzeczy ze stołu, Bryza czuła, że
wreszcie musi poruszyć niezbyt miły temat. Może została zastępcą, ale właśnie w
takich momentach przypominała sobie te wszystkie chwile, kiedy Rambo patrzył na
nią z góry albo z wściekłością. Musiała być twarda. Odchrząknęła.
- Jest taka… sprawa - zaczęła, starając
się mówić zdecydowanie. - Postanowiłyśmy z dziewczynami, że… dobrze by było
spalić ubrania Kitty. W sumie, to… nie uczestniczyliśmy w jej pogrzebie, więc
to mógłby być też taki… symbol.
Śnieżka i Elektra pokiwały głowami,
patrząc na Rambo.
- Rozumiem… - powiedział. - Dobra.
Bierzcie je i chodźmy na zewnątrz.
Szybko odwrócił się do nich plecami, po
czym zszedł na dół. Dłużej nie chciał pokazywać emocji. Za długo już okazywał
słabość. Dziewczyny spojrzały po sobie, podczas gdy Napalm ruszył na dach.
- Powiem Shiny’emu - rzucił jeszcze.
Bryza pierwsza skierowała się ku schodom,
a pozostałe podążyły za nią. Kiedy opuszczały sypialnię z naręczem ubrań,
dołączył do nich Napalm.
- Nie chciał iść. Woli patrzeć z góry -
odpowiedział na pytające spojrzenia.
Niedługo później stos dawnych strojów
Kitty został złożony niedaleko Novum. Cała drużyna prócz Shiny’ego stanęła
wokoło. Wiatr poruszał cienkim materiałem sukienki, która leżała na samej
górze. Napalm wytworzył nad dłonią kulę ognia i spojrzał wyczekująco na Rambo.
Kiedy ten kiwnął głową, mężczyzna podpalił stos. Przez chwilę wydawało się, że
ogień zgaśnie, ale zaraz ubrania się zajęły, a płomienie wystrzeliły w niebo,
tańcząc na delikatnym, nocnym wietrze.
Shiny obserwował to wszystko z góry ze
smutnym spojrzeniem. Sam nie znał Kitty aż tak dobrze, ale mimo wszystko ją
lubił. Bardziej niż innych. Była narwana, nieprzewidywalna, młoda oraz głupia,
ale poza tym miła i czuła, co udowodniła, opiekując się Gosią. Nie rozmawiał z
nią wiele, jednak dobrze czuli się w swoim towarzystwie.
Teraz ta okolica stała się dla Shiny’ego
pełna wspomnień. To tu został przyprowadzony przez Rambo zaraz po śmierci
swoich rodziców. Mężczyzna samą swą obecnością wciąż przypominał mu tamto
zdarzenie. Dlatego początkowo starał się unikać opiekuna, gdy ten jednocześnie
próbował się do niego zbliżyć. Widząc zachowanie chłopaka, Rambo zaprzestał
prób zintegrowania się z nim. A teraz Kitty. Kolejna bliska mu osoba. Znowu to
miejsce. Shiny pokręcił głową. Wiedział, że tylko tu może żyć, tylko tu jest
bezpieczny, ale naprawdę czuł się źle.
Na dole ognisko powoli dogorywało. Każdemu
z osobna prześlizgiwały się przed oczami wspomnienia Kitty, lecz także Tomasza
i Gosi. Każdego gryzło, czy sobie poradzili… Czy może oboje byli już
zombiakami? Kiedy ogień zgasł całkowicie, wszyscy z zewnątrz ruszyli w stronę
Novum, do spania. Akurat teraz na warcie miał zmienić Shiny’ego Napalm, więc
reszta położyła się do śpiworów. Dziwnym trafem, to spalenie ubrań Kitty, ta
pewnego rodzaju stypa podziałały na nich oczyszczająco. Wreszcie
ostatecznie pożegnali się z przeszłością, co po raz pierwszy od jakiegoś
tygodnia pozwoliło im zasnąć w spokoju.