Półtora roku temu wybuch Yellowstone spustoszył połowę Ameryki Północnej, a wulkaniczny pył osiadł także na całej półkuli północnej i pozostał w atmosferze niczym nieustające, ciemne chmury. Wybuch wzbudził również inne wulkany, a trzęsienia ziemi uszkodziły reaktory jądrowe.

Miliony, miliardy ludzi zginęło.

Wśród ocalałych pojawiła się nieznana choroba, która zmieniała ludzi w kanibali. Ich głód ludzkiego mięsa można porównać do wampirzego pragnienia znanego z książek.

Skażenie lub groza sytuacji obudziła u niektórych niewyjaśnione mutamoce.

Panuje półmrok spowodowany pyłem w atmosferze, ale w Europie z rzadka da się już dostrzec przebijające się z trudem promienie słońca. W zniszczonych, opustoszałych miastach trwa walka o przetrwanie.

Ogłoszenia

Pierwsze pięć rozdziałów zostało lekko edytowanych. Zmiany, jak uprzedzałyśmy, nie tyczą się głównej fabuły, tylko błędów stylistycznych oraz związanych z charakterami postaci. Nie ma potrzeby, by ci, którzy czytają na bieżąco, musieli wracać do tamtych rozdziałów, ale piszemy o fakcie zmiany dla zachowania porządku.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 10

Przepraszamy za tak duże opóźnienie. Wyjechałyśmy na wakacje i sądziłyśmy, że dorwiemy się tam do internetu, lecz stało się inaczej. W każdym razie, dzisiaj wstawiamy kolejny rozdział, a opóźnienia powinny już nie mieć miejsca za wyjątkiem tygodnia Polconu, na który jedziemy.
Jak, mamy nadzieję, pamiętacie, do Oio wdarły się zombiaki, a na końcu ostatniego rozdziału zombiak strzelił prosto w pierś Kitty.
Zapraszamy do czytania i komentowania ;)



- Nie! - Teraz to Bryza krzyczała.
Gdzieś w swoim wnętrzu poczuła huragan. Noże podniosły się z ziemi i wbiły w zombiaka, który ją trzymał. Uwolniła się z jego uścisku. Machnęła ręką, a zabójca Kitty wyleciał przez okno.
Shiny w tym momencie powalił swojego przeciwnika i chwycił broń. Dopiero teraz ujrzał ciało Kitty i zamarł. Nie mógł się poruszyć. Nie wiedział, co robić. Nie rozumiał, co się stało. Przed rychłą śmiercią uratowała go Elektra, która zaatakowała nadbiegającego zombiaka elektrycznością. Kobieta była blada, zaciskała usta. Wyraźnie zmęczona i wstrząśnięta chciała bronić ich domu, przyjaciół… choć Kitty leżała martwa na ziemi.
Do pomieszczenia wpadły kolejne zombiaki, najwyraźniej Speedy nie zdołała odeprzeć ataku. Jeden z nich zobaczył rozkojarzoną Elektrę i rzucił się na nią z nożem. Kobieta w ostatniej chwili uskoczyła. Unikała kolejnych ciosów, lecz zombiak był na tyle szybki, że nie mogła w odpowiednim momencie zareagować. W końcu, gdy nadarzyła się okazja, poraziła go piorunem. Przeciwnik padł na ziemię, drgając w konwulsjach. Widząc, że Shiny jest osaczony przez dwa zombiaki, pobiegła w jego stronę i machnęła ręką, posyłając w jednego z nich piorun kulisty. Osunął się na podłogę. Drugi jednak atakował zaciekle Shiny’ego. Chłopak zbierał kolejne rany. Elektra zrobiła nagły krok w przód i chciała posłać kolejny piorun. Nie zdołała. Od tyłu zaszedł ją zombiak. Wbił jej nóż w plecy. Kobieta krzyknęła, padając na ziemię.
Bryza zostawiła Shiny’ego broniącego się zaciekle i klękła przy Kitty. Ujrzała otwarte jeszcze słabo, kocie oczy. Myślała, że Kitty już nie żyje, ale nie… Oddychała jeszcze. Jeszcze. Bryza wiedziała, że nie ma szans jej uratować. Z ust dziewczyny ciekły strużki krwi.
- Byłaś bardzo odważna - wyszeptała Bryza. - Bardzo. Rambo… - Poczuła gulę w gardle. - Rambo byłby z ciebie dumny.
Na twarzy Kitty jakby odbiła się duma. A może to tylko złudzenie? Kocie oczy zastygły w martwym bezruchu. Bryza wstała z trudem. Miała wrażenie, że to wszystko wokół… to tylko zły sen. Ostatni raz przeżyła coś takiego w pierwszych dniach po apokalipsie… Teraz koszmar powracał: śmierć przyjaciół, mnóstwo zombiaków. Nie mogła zmusić się do działania, choć wiedziała, że powinna.
Ponownie rozległy się strzały. Shiny został ranny w ramię. Jego twarz wykrzywił grymas bólu. Zanim zdążył zrobić cokolwiek innego, zobaczył, jak w jego stronę nadlatuje pięść. Stracił przytomność, zwalając się na ziemię. Zombiaki zbliżały się nieubłaganie do Bryzy - wciąż zbyt odrętwiałej, by się ruszyć.
Odgłos kolejnych strzałów gdzieś daleko nie zdołał przywrócić jej świadomości. Dopiero, gdy zombiak podszedł do niej, uchyliła się instynktownie. Kopnęła go w goleń. Sama oberwała pięścią w twarz. Zachwiała się. Zacisnęła zęby, próbując się opanować. Skoczyła w bok ku nożom. Złapała dwa i cisnęła w zombiaka. Padł martwy. Za nim stał kolejny, celując w nią z pistoletu. No to koniec. Zanim nacisnął spust, osunął się jednak na ziemię z krwawą dziurą w głowie oraz zaskoczoną miną.
Do pomieszczenia wpadł wściekle Rambo i od razu staranował zombiaków osaczających Bryzę. Część upadła na ziemię. Tych, którzy jeszcze trzymali się na nogach, atakował pięściami z głośnym rykiem. Do środka weszła też Śnieżka. Pilnowała sytuacji, strzelając w zombiaki, które zagrażały jej przyjaciołom. Gorzej, gdy kilka z nich ruszyło prosto na nią. Dziewczyna wycelowała w najbliższego, nacisnęła spust i… zaklęła. Skończył się magazynek. Nie miała czasu załadować nowego. Uciekła w tył, chwytając jakiś porzucony nóż. Nigdy nie walczyła w ten sposób, ale musiała sobie jakoś poradzić. Pierwszy zombiak miał finkę, którą właśnie chciał dźgnąć Śnieżkę. Dziewczyna odskoczyła. Upadła, gdy potknęła się o ciało. Obróciła głowę, by dostrzec, kto to. Wrzasnęła. To była Kitty. Leżała z pustymi oczami wpatrującymi się w sufit. Śnieżka nie miała jednak czasu rozpaczać, bo rzucił się na nią pierwszy zombiak. Korzystając z jego rozpędu, nadziała go na swój nóż. Kolejne zombiaki nie dawały za wygraną. Odrzuciły swojego martwego towarzysza i chciały dobrać się do Śnieżki, ale przeszkodził im w tym Rambo. Jeden został kopnięty w żebra. Odtoczył się na bok, zwijając z bólu. Kolejnego mężczyzna chwycił za kark, a następnie rąbnął jego głową o ścianę. Z trzecim poradziła sobie Śnieżka, wbijając mu nóż w nogę. Gdy zachwiał się, wstała i trafiła go w klatkę piersiową. Szybko zmieniła magazynek, widząc wbiegającego do wnętrza zombiaka. Zastrzeliła go. Rzuciła ostatnie spojrzenie Kitty, po czym opuściła pomieszczenie, by pomóc Napalmowi na korytarzu.
Rambo tymczasem stał sparaliżowany, wpatrzony w martwe ciało Kitty. Całą koszulkę miała na piersiach zakrwawioną.
- Nie… - jęknął załamany mężczyzna i przyklęknął przy siostrze. Starł jej z twarzy krew. - Magda, czemu ty… - szepnął, odgarniając jej włosy z czoła.
Rambo nie mógł się poruszyć, nie mógł uwierzyć, że znowu utracił rodzinę. Teraz został sam. Nie był nawet przy jej śmierci, nie pożegnał jej, nie pocieszył, nie powiedział jej ostatnio żadnego dobrego słowa. Tak bardzo chciał chronić siostrę, lecz ostatecznie ją zawiódł. Jaki był z niego brat, skoro nie zdołał jej uratować…? Zawiódł, gdy go potrzebowała. A teraz nie żyła. I nic tego nie zmieni.
Rambo zupełnie przestał zwracać uwagę na to, co się działo wokół niego. Nikt go nie zaatakował, tylko dzięki temu, że Napalm, Śnieżka i Speedy nie dawali się przebić zombiakom, a ci przeciwnicy, którzy byli w pomieszczeniu, walczyli z Bryzą.
Na korytarzu Napalm ciskał jedną kulę ognia za drugą w spinających się po schodach zombiaków. Gdy mimo to parły naprzód, kryjąc się za blatami biurek, wyciągnął swój miecz, po czym rzucił się na nie z dzikim okrzykiem. Tego się nie spodziewały. Wpadł pomiędzy nie, wymachując mieczem. Ściął dwie głowy jednym zamachem. Krew bryznęła. Odcięte głowy potoczyły się po schodach niczym piłki. Napalm zachwiał się, nagle go zemdliło. Groza sytuacji przywróciła mu jednak sprawność. Wziął się w garść.
Śnieżka stanęła na szczycie schodów i strzelała do napastników w dole. Po chwili przybiegła do niej Speedy, by wesprzeć przyjaciół kałasznikowem. Schody wkrótce zasłane były ciałami, a przeciwników zabrakło.
Napalm oparł się na swoim mieczu, dysząc ciężko. Speedy wyglądała w mrok klatki schodowej, by dostrzec, czy nie kryją się gdzieś jeszcze zombiaki. Panowała cisza. Wręcz podejrzana.
- Przydałaby się Kitty - stwierdziła Speedy. - Lepiej widzi.
Śnieżkę coś ścisnęło w gardle.
- Kitty nie żyje - powiedziała zduszonym głosem.
Speedy i Napalm wytrzeszczyli na nią oczy, po czym jednocześnie popędzili przekonać się na własne oczy, czy to prawda. Ujrzeli Rambo tkwiącego nad ciałem siostry. Z boku Shiny właśnie dochodził do siebie, a dalej Bryza na szybko opatrywała ranę na plecach Elektry.
Speedy zamarła w drzwiach, a po jej policzkach popłynęły łzy. Szlochała w ramię Napalma, który objął ją ręką. Pustym wzrokiem wpatrywał się w młodszą, martwą przyjaciółkę. Śnieżka nie chciała tam już wchodzić. Usiadła pod ścianą i ukryła głowę w ramionach.
Bryza uświadomiła sobie nagle, że w pomieszczeniu nie znajduje się cała drużyna. Gdzie Śnieżka, Tomasz i Gosia? Kobieta przetarła twarz. Najchętniej skuliłaby się gdzieś w kącie - obolała, zrozpaczona, piekielnie zmęczona. Mimo to zostawiła pogrążonych w żałobie przyjaciół, a sama wyszła na korytarz. Minęła Śnieżkę siedzącą pod ścianą. Następnie zaglądała do wszystkich sal, aż wreszcie w jednej dostrzegła Tomasza. Obejmował kurczowo Gosię. Bryza wkroczyła do pomieszczenia, a mężczyzna spojrzał na nią ze strachem. Dziewczynka w jego rękach poruszyła się, jęcząc cicho. Pot wystąpił jej na czoło. Drżała jak w gorączce.
- Czy ona...? - wydusiła z siebie Bryza. - Czy ją użarły?
Nie musiał odpowiadać, wystarczył wyraz przerażenia na jego twarzy. Przemiana zresztą już się zaczęła. U dzieci następuje o wiele szybciej niż u dorosłych. Mała umrze, a potem obudzi się z głodem ludzkiego mięsa. Jej skóra zzielenieje. Będzie zombiakiem. Bryza wyciągnęła nóż z pochwy w cholewie buta. Musiała to zrobić. Musiała zakończyć cierpienia dziewczynki. Mężczyzna zerwał się jednak na równe nogi, kryjąc Gosię za siebie.
- Zostaw ją w spokoju! - krzyknął gwałtownie.
- Nie uratujesz jej - wyszeptała Bryza. - Nie powstrzymasz przemiany.
- Nie, ale dalej mogę się nią opiekować. Poradzimy sobie, czy to z wami czy bez was - odparł napastliwie.
- Jako zombiak dalej będzie sounderką - przypomniała kobieta. - Jak zamierzasz sobie z nią poradzić? Stanie się zagrożeniem dla ciebie i dla wszystkich.
Spojrzała na nóż w swojej zakrwawionej dłoni. Nie chciała zabijać Gosi, ale czy to nie jedynie rozwiązanie? Zmieniała się w zombiaka!
- To akurat moja sprawa! Zostaw mnie w spokoju, a odejdę, jeżeli aż tak bardzo się małej boicie - powiedział z pogardą.
Bryza zacisnęła zęby. Patrzyła to na zdecydowaną twarz Tomasza, to na dziewczynkę drżącą za nim. Zarażonych powinno się zabijać - to podstawowa zasada, by przetrwać. W żaden inny sposób nie można im pomóc. Ale może Tomasz ma rację? Może to jego sprawa? Strata bliskich boli, Bryza doskonale to wiedziała. Osobiście zabiła… Potrząsnęła głową dla odegnania wspomnień. Liczyła się obecna chwila. Przywódca powinien podjąć decyzję. Rambo się do tego teraz nie nadawał. Kto inny? Napalm? Śnieżka? Shiny? Speedy? Elektra? Nie, nikt z nich. Ona sama musiała podjąć decyzję i wziąć za nią odpowiedzialność.
- Dobrze - stwierdziła wreszcie. - Musicie się zabierać teraz, zanim przemiana dobiegnie końca. Zostanę tu z małą, a ty się spakuj. Weź wasze śpiwory, zapasy jedzenia. Więcej nie mogę wam dać.
Tomasz kiwnął głową, lecz nie zostawił Gosi z Bryzą. Zabrał ją ze sobą do pomieszczenia, gdzie wcześniej razem spali i spakował się. Potem zabrał coś na drogę z kuchni i zanim ktokolwiek się zorientował, już go nie było. Jego i Gosi.
Bryza oparła się o ścianę i osunęła po niej na podłogę. Ukryła twarz w dłoniach. Pozwoliła łzom popłynąć. Po paru minutach wzięła się jednak w garść. Otarła łzy i wróciła do sali, gdzie rozegrała się główna walka. Śnieżka smutnym wzrokiem patrzyła na koleżankę, jakby na coś czekała, kiedy ta przechodziła obok.
Kobieta omiotła spojrzeniem przyjaciół. Wyglądało, jakby ktoś zatrzymał scenę w filmie. Ponurą scenę. Bryza nabrała głębokiego oddechu. Nie mogli tu zostać. Byli tu teraz całkowicie bezbronni. Rozumiała żałobę, ją samą coś bolało w piersi, ale nie poddawała się rozpaczy. Ktoś musiał.
- Przenosimy się - oznajmiła lekko zachrypniętym głosem. - Teraz. Nie możemy zostać w Oio.
Nikt nie zareagował.
- Śnieżka i Elektra, zapakujcie kuchnię. Napalm, zapakuj rzeczy z waszego pokoju. Speedy, z naszego pokoju. Shiny, zbierz wszystko pozostałe. NATYCHMIAST! - ryknęła.
Jej przyjaciele ruszyli się ospale i tylko Rambo został przy Kitty. Nie liczyło się, że byli ranni, że Shiny dopiero co odzyskał przytomność. Brakowało czasu na odpoczynek.
- Jak wrócę, wszystko ma być gotowe! - krzyknęła Bryza tonem, który nie dopuszczał sprzeciwu.
Złapała po drodze jakieś bandaże, by zaraz w marszu obwiązać sobie byle jak zranienia. Pozbierała swoje noże, wzięła jeszcze dodatkowe, a za pasek wsadziła dwa w pełni naładowane pistolety. Zapasowe magazynki wsadziła do kieszeni.
Zbiegła po schodach, nie wiedząc nawet, skąd jeszcze ma siły. Beznamiętnie minęła trupy zombiaków zaścielające korytarze i klatki schodowe. Nie natknęła się na nikogo żywego. Z ulgą przyjęła na twarzy powiewy świeżego powietrza. Ruszyła w stronę Novum. Był to mocny budynek mniej więcej w kształcie sześcianu, w którym przede wszystkim znajdowało się audytorium. Wyżej mieściły się także bodajże trzy sale. Na samą górę prowadziła tylko jedna klatka schodowa, co ułatwi obronę. No i w pobliżu Bryza nie pamiętała żadnych studzienek kanalizacyjnych. Może Novum to nieidealne miejsce, ale powinno okazać się niezłe. Oio, zniszczone, grożące zawaleniem nie wchodziło teraz w grę. Może w przyszłości, gdy wszyscy ochłoną, przeniosą się gdzieś dalej, jednak na razie Novum musi wystarczyć.
Bryza usłyszała jakiś szelest z boku. Odwróciła głowę. W krzakach chował się zombiak, pewnie niedobitek. Nie kontrolowała się. Machnęła gwałtownie ręką. Zombiak wzniósł się w powietrze i z olbrzymią siłą uderzył o ścianę najbliższego budynku. Trzasnął łamany kręgosłup. Bryza wzdrygnęła się, patrząc na swoje ręce. Nie sądziła, że potrafi aż tak…
Otrząsnęła się. Truchtem podbiegła do Novum. Trzeba będzie zabarykadować okna, ale to nie problem. Zajrzała w każdy kąt, by upewnić się, że nie ma tu zombiaków. Wszystko wyglądało całkiem dobrze, nawet niezniszczone szczególnie.
Wróciła na ostatnie piętro Oio, gdzie nadzorowała końcówkę pakowania. Do Rambo nikt się nie zbliżał, lecz reszta wykonywała rozkazy. W cztery tury udało im się przenieść cały dobytek - za każdym razem Napalm, Speedy i Śnieżka nieśli toboły, a Shiny z Bryzą obserwowali otoczenie. Elektra - ze względu na poważną ranę - jedynie przeszła do nowej bazy. Zombiaków nigdzie nie było widać. Rzeczy zostały rzucone byle jak w pustych salach. Bryza poleciła Napalmowi i Śnieżce zatykać okna stołami czy innymi meblami, podczas gdy Speedy z Shiny’m mieli objąć wartę. Sama wróciła po raz kolejny do Oio. Stanęła za Rambo.
- Wszystko przeniesione do Novum - oświadczyła rzeczowo, jakby zdawała raport dowódcy. - Ty też musisz iść. I musimy jakoś ją… pochować…
Rambo machnął ręką, nie odwracając się do niej.
- Idź. Sam się potem tym zajmę - odparł zachrypłym głosem.
Nie miał zamiaru na razie się ruszać. Nie rozumiał, dlaczego Bryza przeniosła wszystko do Novum. Nie chciał teraz o tym myśleć, to nie miało znaczenia.
Bryza już po raz któryś w ciągu ostatnich godzin zacisnęła zęby, nie wiedząc, co robić. Zostawić tu Rambo? Całkiem samego? Bez żadnej ochrony? Na łasce zombiaków?
- Zginęła dzielnie - odezwała się cicho, lekko zduszonym głosem. - Kitty. Była… odważna. Ratowała Gosię. Chciała strzelić, ale skończyły jej się naboje w pistolecie… Zanim umarła, powiedziałam jej, że… że byłbyś z niej dumny.
Rambo ani się nie poruszył, ani nie skomentował słów kobiety. Siedział tak bez ruchu dłuższy czas, a Bryza stała sztywno. W końcu postanowił coś powiedzieć.
- Tak… Ale ona chyba… - urwał. Znowu nastąpiła dłuższa pauza. - Nie byłem dla niej najlepszy - zakończył cicho.
- Chroniłeś ją tak długo, jak mogłeś. Nie jesteś winny jej śmierci - zapewniła Bryza. - Chciałeś dla niej jak najlepiej. Byłeś dla niej dobrym bratem. Nie uważaj inaczej.
Rambo prychnął coś pod nosem i pokręcił głową. Wyraźnie nie chciał rozmawiać z Bryzą, wiedział swoje. Widział, jak Kitty na niego reagowała. Pamiętał, jak ją traktował. A ta kobieta chciała mu wmówić coś całkiem innego, byleby się lepiej poczuł.
- Po prostu odejdź - powiedział ostrzej, wciąż się nie odwracając.
- Dobrze - rzekła wreszcie. - Jesteśmy w Novum.
Zerknęła po raz ostatni na ciało Kitty. Oby zaznała szczęścia, jeżeli po śmierci faktycznie jest cokolwiek. Po apokalipsie Bryza już nie wiedziała, w co wierzyć, a w co nie. Prawdę mówiąc, już dawno o tym nie myślała, ale teraz, w obliczu śmierci koleżanki, temat powrócił. Tyle że nie chciała się nad tym zastanawiać.
Odwróciła się zdecydowanie, po czym wróciła do Novum, gdzie doprowadzała nową bazę do odpowiedniego stanu. Nie można było tracić czasu.

*

Minęło trochę godzin, zanim Rambo zdecydował się w końcu wykopać dla Kitty grób. Musiał ją spalić, aby zombiaki przypadkiem nie wygrzebały ciała. Powoli zmierzchało, kiedy wyniósł jej ciało na zewnątrz i położył na ziemi koło budynku Oio. Przyniesioną łopatą zaczął kopać dół, aż w końcu zrobiło się całkiem ciemno. Pracował na wyczucie. Gdy stwierdził, że grób jest wystarczająco głęboki, włożył do niego delikatnie ciało Kitty. Posiedział jeszcze chwilę w mroku nocy, aż stwierdził, że musi to zrobić. Jakoś udało mus się znaleźć w Oio zapałki. Zwykle ich nie używali, gdyż Napalm sam tworzył ogień. Polał ciało Kitty alkoholem, obłożył drewnem w postaci połamanych ławek oraz suchych gałęzi ze zniszczonych drzew i krzewów, po czym wreszcie podpalił. Płomienie szybko ogarnęły ciało, liżąc ubranie, skórę, włosy… Po chwili Rambo nie mógł już dostrzec sylwetki siostry. Stał tak długo, aż zwłoki nie spłonęły doszczętnie. Rambo wytarł mokre policzki i zasypał dół. Chwiejnym krokiem wrócił do Oio. Dopiero na schodach zorientował się, że w kieszeni ma latarkę. Wtedy droga na ostatnie piętro stała się prostsza.
Na górze nikogo nie było. Niegdyś piętro tętniące życiem, teraz zasłane było trupami, pachniało śmiercią. Rambo przypomniało się, jak Bryza mówiła, że przenieśli się do Novum. Nie chciał iść teraz do nich. Poszedł do kuchni i znalazł w jednej z szafek drugą butelkę wódki, której musiała zapomnieć reszta. Zaczął powoli sączyć alkohol.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz