Przepraszamy za tak duże opóźnienie. Wyjechałyśmy na wakacje i sądziłyśmy, że dorwiemy się tam do internetu, lecz stało się inaczej. W każdym razie, dzisiaj wstawiamy kolejny rozdział, a opóźnienia powinny już nie mieć miejsca za wyjątkiem tygodnia Polconu, na który jedziemy.
Jak, mamy nadzieję, pamiętacie, do Oio wdarły się zombiaki, a na końcu ostatniego rozdziału zombiak strzelił prosto w pierś Kitty.
Zapraszamy do czytania i komentowania ;)
- Nie! - Teraz
to Bryza krzyczała.
Gdzieś w swoim
wnętrzu poczuła huragan. Noże podniosły się z ziemi i wbiły w zombiaka, który
ją trzymał. Uwolniła się z jego uścisku. Machnęła ręką, a zabójca Kitty
wyleciał przez okno.
Shiny w tym
momencie powalił swojego przeciwnika i chwycił broń. Dopiero teraz ujrzał ciało
Kitty i zamarł. Nie mógł się poruszyć. Nie wiedział, co robić. Nie rozumiał, co
się stało. Przed rychłą śmiercią uratowała go Elektra, która zaatakowała
nadbiegającego zombiaka elektrycznością. Kobieta była blada, zaciskała usta.
Wyraźnie zmęczona i wstrząśnięta chciała bronić ich domu, przyjaciół… choć
Kitty leżała martwa na ziemi.
Do
pomieszczenia wpadły kolejne zombiaki, najwyraźniej Speedy nie zdołała odeprzeć
ataku. Jeden z nich zobaczył rozkojarzoną Elektrę i rzucił się na nią z nożem.
Kobieta w ostatniej chwili uskoczyła. Unikała kolejnych ciosów, lecz zombiak
był na tyle szybki, że nie mogła w odpowiednim momencie zareagować. W końcu,
gdy nadarzyła się okazja, poraziła go piorunem. Przeciwnik padł na ziemię,
drgając w konwulsjach. Widząc, że Shiny jest osaczony przez dwa zombiaki,
pobiegła w jego stronę i machnęła ręką, posyłając w jednego z nich piorun
kulisty. Osunął się na podłogę. Drugi jednak atakował zaciekle Shiny’ego.
Chłopak zbierał kolejne rany. Elektra zrobiła nagły krok w przód i chciała
posłać kolejny piorun. Nie zdołała. Od tyłu zaszedł ją zombiak. Wbił jej nóż w
plecy. Kobieta krzyknęła, padając na ziemię.
Bryza zostawiła
Shiny’ego broniącego się zaciekle i klękła przy Kitty. Ujrzała otwarte jeszcze
słabo, kocie oczy. Myślała, że Kitty już nie żyje, ale nie… Oddychała jeszcze.
Jeszcze. Bryza wiedziała, że nie ma szans jej uratować. Z ust dziewczyny ciekły
strużki krwi.
- Byłaś bardzo
odważna - wyszeptała Bryza. - Bardzo. Rambo… - Poczuła gulę w gardle. - Rambo
byłby z ciebie dumny.
Na twarzy Kitty
jakby odbiła się duma. A może to tylko złudzenie? Kocie oczy zastygły w martwym
bezruchu. Bryza wstała z trudem. Miała wrażenie, że to wszystko wokół… to tylko
zły sen. Ostatni raz przeżyła coś takiego w pierwszych dniach po apokalipsie…
Teraz koszmar powracał: śmierć przyjaciół, mnóstwo zombiaków. Nie mogła zmusić
się do działania, choć wiedziała, że powinna.
Ponownie
rozległy się strzały. Shiny został ranny w ramię. Jego twarz wykrzywił grymas
bólu. Zanim zdążył zrobić cokolwiek innego, zobaczył, jak w jego stronę
nadlatuje pięść. Stracił przytomność, zwalając się na ziemię. Zombiaki zbliżały
się nieubłaganie do Bryzy - wciąż zbyt odrętwiałej, by się ruszyć.
Odgłos
kolejnych strzałów gdzieś daleko nie zdołał przywrócić jej świadomości.
Dopiero, gdy zombiak podszedł do niej, uchyliła się instynktownie. Kopnęła go w
goleń. Sama oberwała pięścią w twarz. Zachwiała się. Zacisnęła zęby, próbując
się opanować. Skoczyła w bok ku nożom. Złapała dwa i cisnęła w zombiaka. Padł
martwy. Za nim stał kolejny, celując w nią z pistoletu. No to koniec. Zanim
nacisnął spust, osunął się jednak na ziemię z krwawą dziurą w głowie oraz
zaskoczoną miną.
Do
pomieszczenia wpadł wściekle Rambo i od razu staranował zombiaków osaczających
Bryzę. Część upadła na ziemię. Tych, którzy jeszcze trzymali się na nogach,
atakował pięściami z głośnym rykiem. Do środka weszła też Śnieżka. Pilnowała
sytuacji, strzelając w zombiaki, które zagrażały jej przyjaciołom. Gorzej, gdy
kilka z nich ruszyło prosto na nią. Dziewczyna wycelowała w najbliższego,
nacisnęła spust i… zaklęła. Skończył się magazynek. Nie miała czasu załadować
nowego. Uciekła w tył, chwytając jakiś porzucony nóż. Nigdy nie walczyła w ten
sposób, ale musiała sobie jakoś poradzić. Pierwszy zombiak miał finkę, którą
właśnie chciał dźgnąć Śnieżkę. Dziewczyna odskoczyła. Upadła, gdy potknęła się
o ciało. Obróciła głowę, by dostrzec, kto to. Wrzasnęła. To była Kitty. Leżała
z pustymi oczami wpatrującymi się w sufit. Śnieżka nie miała jednak czasu
rozpaczać, bo rzucił się na nią pierwszy zombiak. Korzystając z jego rozpędu,
nadziała go na swój nóż. Kolejne zombiaki nie dawały za wygraną. Odrzuciły
swojego martwego towarzysza i chciały dobrać się do Śnieżki, ale przeszkodził
im w tym Rambo. Jeden został kopnięty w żebra. Odtoczył się na bok, zwijając z
bólu. Kolejnego mężczyzna chwycił za kark, a następnie rąbnął jego głową o
ścianę. Z trzecim poradziła sobie Śnieżka, wbijając mu nóż w nogę. Gdy zachwiał
się, wstała i trafiła go w klatkę piersiową. Szybko zmieniła magazynek, widząc
wbiegającego do wnętrza zombiaka. Zastrzeliła go. Rzuciła ostatnie spojrzenie
Kitty, po czym opuściła pomieszczenie, by pomóc Napalmowi na korytarzu.
Rambo tymczasem
stał sparaliżowany, wpatrzony w martwe ciało Kitty. Całą koszulkę miała na
piersiach zakrwawioną.
- Nie… - jęknął
załamany mężczyzna i przyklęknął przy siostrze. Starł jej z twarzy krew. -
Magda, czemu ty… - szepnął, odgarniając jej włosy z czoła.
Rambo nie mógł
się poruszyć, nie mógł uwierzyć, że znowu utracił rodzinę. Teraz został sam.
Nie był nawet przy jej śmierci, nie pożegnał jej, nie pocieszył, nie powiedział
jej ostatnio żadnego dobrego słowa. Tak bardzo chciał chronić siostrę, lecz
ostatecznie ją zawiódł. Jaki był z niego brat, skoro nie zdołał jej uratować…?
Zawiódł, gdy go potrzebowała. A teraz nie żyła. I nic tego nie zmieni.
Rambo zupełnie
przestał zwracać uwagę na to, co się działo wokół niego. Nikt go nie
zaatakował, tylko dzięki temu, że Napalm, Śnieżka i Speedy nie dawali się
przebić zombiakom, a ci przeciwnicy, którzy byli w pomieszczeniu, walczyli z
Bryzą.
Na korytarzu
Napalm ciskał jedną kulę ognia za drugą w spinających się po schodach
zombiaków. Gdy mimo to parły naprzód, kryjąc się za blatami biurek, wyciągnął
swój miecz, po czym rzucił się na nie z dzikim okrzykiem. Tego się nie
spodziewały. Wpadł pomiędzy nie, wymachując mieczem. Ściął dwie głowy jednym
zamachem. Krew bryznęła. Odcięte głowy potoczyły się po schodach niczym piłki.
Napalm zachwiał się, nagle go zemdliło. Groza sytuacji przywróciła mu jednak
sprawność. Wziął się w garść.
Śnieżka stanęła
na szczycie schodów i strzelała do napastników w dole. Po chwili przybiegła do
niej Speedy, by wesprzeć przyjaciół kałasznikowem. Schody wkrótce zasłane były
ciałami, a przeciwników zabrakło.
Napalm oparł
się na swoim mieczu, dysząc ciężko. Speedy wyglądała w mrok klatki schodowej,
by dostrzec, czy nie kryją się gdzieś jeszcze zombiaki. Panowała cisza. Wręcz
podejrzana.
- Przydałaby
się Kitty - stwierdziła Speedy. - Lepiej widzi.
Śnieżkę coś
ścisnęło w gardle.
- Kitty nie
żyje - powiedziała zduszonym głosem.
Speedy i Napalm
wytrzeszczyli na nią oczy, po czym jednocześnie popędzili przekonać się na
własne oczy, czy to prawda. Ujrzeli Rambo tkwiącego nad ciałem siostry. Z boku
Shiny właśnie dochodził do siebie, a dalej Bryza na szybko opatrywała ranę na
plecach Elektry.
Speedy zamarła
w drzwiach, a po jej policzkach popłynęły łzy. Szlochała w ramię Napalma, który
objął ją ręką. Pustym wzrokiem wpatrywał się w młodszą, martwą przyjaciółkę.
Śnieżka nie chciała tam już wchodzić. Usiadła pod ścianą i ukryła głowę w
ramionach.
Bryza
uświadomiła sobie nagle, że w pomieszczeniu nie znajduje się cała drużyna.
Gdzie Śnieżka, Tomasz i Gosia? Kobieta przetarła twarz. Najchętniej skuliłaby
się gdzieś w kącie - obolała, zrozpaczona, piekielnie zmęczona. Mimo to
zostawiła pogrążonych w żałobie przyjaciół, a sama wyszła na korytarz. Minęła
Śnieżkę siedzącą pod ścianą. Następnie zaglądała do wszystkich sal, aż wreszcie
w jednej dostrzegła Tomasza. Obejmował kurczowo Gosię. Bryza wkroczyła do
pomieszczenia, a mężczyzna spojrzał na nią ze strachem. Dziewczynka w jego
rękach poruszyła się, jęcząc cicho. Pot wystąpił jej na czoło. Drżała jak w
gorączce.
- Czy ona...? -
wydusiła z siebie Bryza. - Czy ją użarły?
Nie musiał
odpowiadać, wystarczył wyraz przerażenia na jego twarzy. Przemiana zresztą już
się zaczęła. U dzieci następuje o wiele szybciej niż u dorosłych. Mała umrze, a
potem obudzi się z głodem ludzkiego mięsa. Jej skóra zzielenieje. Będzie
zombiakiem. Bryza wyciągnęła nóż z pochwy w cholewie buta. Musiała to zrobić.
Musiała zakończyć cierpienia dziewczynki. Mężczyzna zerwał się jednak na równe
nogi, kryjąc Gosię za siebie.
- Zostaw ją w
spokoju! - krzyknął gwałtownie.
- Nie uratujesz
jej - wyszeptała Bryza. - Nie powstrzymasz przemiany.
- Nie, ale
dalej mogę się nią opiekować. Poradzimy sobie, czy to z wami czy bez was -
odparł napastliwie.
- Jako zombiak
dalej będzie sounderką - przypomniała kobieta. - Jak zamierzasz sobie z nią
poradzić? Stanie się zagrożeniem dla ciebie i dla wszystkich.
Spojrzała na
nóż w swojej zakrwawionej dłoni. Nie chciała zabijać Gosi, ale czy to nie
jedynie rozwiązanie? Zmieniała się w zombiaka!
- To akurat
moja sprawa! Zostaw mnie w spokoju, a odejdę, jeżeli aż tak bardzo się małej
boicie - powiedział z pogardą.
Bryza zacisnęła
zęby. Patrzyła to na zdecydowaną twarz Tomasza, to na dziewczynkę drżącą za
nim. Zarażonych powinno się zabijać - to podstawowa zasada, by przetrwać. W
żaden inny sposób nie można im pomóc. Ale może Tomasz ma rację? Może to jego
sprawa? Strata bliskich boli, Bryza doskonale to wiedziała. Osobiście zabiła…
Potrząsnęła głową dla odegnania wspomnień. Liczyła się obecna chwila. Przywódca
powinien podjąć decyzję. Rambo się do tego teraz nie nadawał. Kto inny? Napalm?
Śnieżka? Shiny? Speedy? Elektra? Nie, nikt z nich. Ona sama musiała podjąć
decyzję i wziąć za nią odpowiedzialność.
- Dobrze -
stwierdziła wreszcie. - Musicie się zabierać teraz, zanim przemiana dobiegnie
końca. Zostanę tu z małą, a ty się spakuj. Weź wasze śpiwory, zapasy jedzenia.
Więcej nie mogę wam dać.
Tomasz kiwnął
głową, lecz nie zostawił Gosi z Bryzą. Zabrał ją ze sobą do pomieszczenia,
gdzie wcześniej razem spali i spakował się. Potem zabrał coś na drogę z kuchni
i zanim ktokolwiek się zorientował, już go nie było. Jego i Gosi.
Bryza oparła
się o ścianę i osunęła po niej na podłogę. Ukryła twarz w dłoniach. Pozwoliła
łzom popłynąć. Po paru minutach wzięła się jednak w garść. Otarła łzy i wróciła
do sali, gdzie rozegrała się główna walka. Śnieżka smutnym wzrokiem patrzyła na
koleżankę, jakby na coś czekała, kiedy ta przechodziła obok.
Kobieta omiotła
spojrzeniem przyjaciół. Wyglądało, jakby ktoś zatrzymał scenę w filmie. Ponurą
scenę. Bryza nabrała głębokiego oddechu. Nie mogli tu zostać. Byli tu teraz
całkowicie bezbronni. Rozumiała żałobę, ją samą coś bolało w piersi, ale nie
poddawała się rozpaczy. Ktoś musiał.
- Przenosimy
się - oznajmiła lekko zachrypniętym głosem. - Teraz. Nie możemy zostać w Oio.
Nikt nie
zareagował.
- Śnieżka i
Elektra, zapakujcie kuchnię. Napalm, zapakuj rzeczy z waszego pokoju. Speedy, z
naszego pokoju. Shiny, zbierz wszystko pozostałe. NATYCHMIAST! - ryknęła.
Jej przyjaciele
ruszyli się ospale i tylko Rambo został przy Kitty. Nie liczyło się, że byli
ranni, że Shiny dopiero co odzyskał przytomność. Brakowało czasu na odpoczynek.
- Jak wrócę,
wszystko ma być gotowe! - krzyknęła Bryza tonem, który nie dopuszczał
sprzeciwu.
Złapała po
drodze jakieś bandaże, by zaraz w marszu obwiązać sobie byle jak zranienia.
Pozbierała swoje noże, wzięła jeszcze dodatkowe, a za pasek wsadziła dwa w
pełni naładowane pistolety. Zapasowe magazynki wsadziła do kieszeni.
Zbiegła po
schodach, nie wiedząc nawet, skąd jeszcze ma siły. Beznamiętnie minęła trupy
zombiaków zaścielające korytarze i klatki schodowe. Nie natknęła się na nikogo
żywego. Z ulgą przyjęła na twarzy powiewy świeżego powietrza. Ruszyła w stronę
Novum. Był to mocny budynek mniej więcej w kształcie sześcianu, w którym przede
wszystkim znajdowało się audytorium. Wyżej mieściły się także bodajże trzy
sale. Na samą górę prowadziła tylko jedna klatka schodowa, co ułatwi obronę. No
i w pobliżu Bryza nie pamiętała żadnych studzienek kanalizacyjnych. Może Novum
to nieidealne miejsce, ale powinno okazać się niezłe. Oio, zniszczone, grożące
zawaleniem nie wchodziło teraz w grę. Może w przyszłości, gdy wszyscy ochłoną,
przeniosą się gdzieś dalej, jednak na razie Novum musi wystarczyć.
Bryza usłyszała
jakiś szelest z boku. Odwróciła głowę. W krzakach chował się zombiak, pewnie
niedobitek. Nie kontrolowała się. Machnęła gwałtownie ręką. Zombiak wzniósł się
w powietrze i z olbrzymią siłą uderzył o ścianę najbliższego budynku. Trzasnął
łamany kręgosłup. Bryza wzdrygnęła się, patrząc na swoje ręce. Nie sądziła, że
potrafi aż tak…
Otrząsnęła się.
Truchtem podbiegła do Novum. Trzeba będzie zabarykadować okna, ale to nie
problem. Zajrzała w każdy kąt, by upewnić się, że nie ma tu zombiaków. Wszystko
wyglądało całkiem dobrze, nawet niezniszczone szczególnie.
Wróciła na
ostatnie piętro Oio, gdzie nadzorowała końcówkę pakowania. Do Rambo nikt się
nie zbliżał, lecz reszta wykonywała rozkazy. W cztery tury udało im się
przenieść cały dobytek - za każdym razem Napalm, Speedy i Śnieżka nieśli
toboły, a Shiny z Bryzą obserwowali otoczenie. Elektra - ze względu na poważną
ranę - jedynie przeszła do nowej bazy. Zombiaków nigdzie nie było widać. Rzeczy
zostały rzucone byle jak w pustych salach. Bryza poleciła Napalmowi i Śnieżce
zatykać okna stołami czy innymi meblami, podczas gdy Speedy z Shiny’m mieli
objąć wartę. Sama wróciła po raz kolejny do Oio. Stanęła za Rambo.
- Wszystko
przeniesione do Novum - oświadczyła rzeczowo, jakby zdawała raport dowódcy. -
Ty też musisz iść. I musimy jakoś ją… pochować…
Rambo machnął
ręką, nie odwracając się do niej.
- Idź. Sam się
potem tym zajmę - odparł zachrypłym głosem.
Nie miał zamiaru
na razie się ruszać. Nie rozumiał, dlaczego Bryza przeniosła wszystko do Novum.
Nie chciał teraz o tym myśleć, to nie miało znaczenia.
Bryza już po
raz któryś w ciągu ostatnich godzin zacisnęła zęby, nie wiedząc, co robić.
Zostawić tu Rambo? Całkiem samego? Bez żadnej ochrony? Na łasce zombiaków?
- Zginęła
dzielnie - odezwała się cicho, lekko zduszonym głosem. - Kitty. Była… odważna.
Ratowała Gosię. Chciała strzelić, ale skończyły jej się naboje w pistolecie…
Zanim umarła, powiedziałam jej, że… że byłbyś z niej dumny.
Rambo ani się
nie poruszył, ani nie skomentował słów kobiety. Siedział tak bez ruchu dłuższy
czas, a Bryza stała sztywno. W końcu postanowił coś powiedzieć.
- Tak… Ale ona
chyba… - urwał. Znowu nastąpiła dłuższa pauza. - Nie byłem dla niej najlepszy -
zakończył cicho.
- Chroniłeś ją
tak długo, jak mogłeś. Nie jesteś winny jej śmierci - zapewniła Bryza. -
Chciałeś dla niej jak najlepiej. Byłeś dla niej dobrym bratem. Nie uważaj
inaczej.
Rambo prychnął
coś pod nosem i pokręcił głową. Wyraźnie nie chciał rozmawiać z Bryzą, wiedział
swoje. Widział, jak Kitty na niego reagowała. Pamiętał, jak ją traktował. A ta
kobieta chciała mu wmówić coś całkiem innego, byleby się lepiej poczuł.
- Po prostu
odejdź - powiedział ostrzej, wciąż się nie odwracając.
- Dobrze -
rzekła wreszcie. - Jesteśmy w Novum.
Zerknęła po raz
ostatni na ciało Kitty. Oby zaznała szczęścia, jeżeli po śmierci faktycznie
jest cokolwiek. Po apokalipsie Bryza już nie wiedziała, w co wierzyć, a w co
nie. Prawdę mówiąc, już dawno o tym nie myślała, ale teraz, w obliczu śmierci
koleżanki, temat powrócił. Tyle że nie chciała się nad tym zastanawiać.
Odwróciła się
zdecydowanie, po czym wróciła do Novum, gdzie doprowadzała nową bazę do odpowiedniego
stanu. Nie można było tracić czasu.
*
Minęło trochę
godzin, zanim Rambo zdecydował się w końcu wykopać dla Kitty grób. Musiał ją
spalić, aby zombiaki przypadkiem nie wygrzebały ciała. Powoli zmierzchało,
kiedy wyniósł jej ciało na zewnątrz i położył na ziemi koło budynku Oio.
Przyniesioną łopatą zaczął kopać dół, aż w końcu zrobiło się całkiem ciemno.
Pracował na wyczucie. Gdy stwierdził, że grób jest wystarczająco głęboki,
włożył do niego delikatnie ciało Kitty. Posiedział jeszcze chwilę w mroku nocy,
aż stwierdził, że musi to zrobić. Jakoś udało mus się znaleźć w Oio zapałki.
Zwykle ich nie używali, gdyż Napalm sam tworzył ogień. Polał ciało Kitty
alkoholem, obłożył drewnem w postaci połamanych ławek oraz suchych gałęzi ze
zniszczonych drzew i krzewów, po czym wreszcie podpalił. Płomienie szybko
ogarnęły ciało, liżąc ubranie, skórę, włosy… Po chwili Rambo nie mógł już
dostrzec sylwetki siostry. Stał tak długo, aż zwłoki nie spłonęły doszczętnie.
Rambo wytarł mokre policzki i zasypał dół. Chwiejnym krokiem wrócił do Oio.
Dopiero na schodach zorientował się, że w kieszeni ma latarkę. Wtedy droga na
ostatnie piętro stała się prostsza.
Na górze nikogo
nie było. Niegdyś piętro tętniące życiem, teraz zasłane było trupami, pachniało
śmiercią. Rambo przypomniało się, jak Bryza mówiła, że przenieśli się do Novum.
Nie chciał iść teraz do nich. Poszedł do kuchni i znalazł w jednej z szafek
drugą butelkę wódki, której musiała zapomnieć reszta. Zaczął powoli sączyć
alkohol.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz