Półtora roku temu wybuch Yellowstone spustoszył połowę Ameryki Północnej, a wulkaniczny pył osiadł także na całej półkuli północnej i pozostał w atmosferze niczym nieustające, ciemne chmury. Wybuch wzbudził również inne wulkany, a trzęsienia ziemi uszkodziły reaktory jądrowe.

Miliony, miliardy ludzi zginęło.

Wśród ocalałych pojawiła się nieznana choroba, która zmieniała ludzi w kanibali. Ich głód ludzkiego mięsa można porównać do wampirzego pragnienia znanego z książek.

Skażenie lub groza sytuacji obudziła u niektórych niewyjaśnione mutamoce.

Panuje półmrok spowodowany pyłem w atmosferze, ale w Europie z rzadka da się już dostrzec przebijające się z trudem promienie słońca. W zniszczonych, opustoszałych miastach trwa walka o przetrwanie.

Ogłoszenia

Pierwsze pięć rozdziałów zostało lekko edytowanych. Zmiany, jak uprzedzałyśmy, nie tyczą się głównej fabuły, tylko błędów stylistycznych oraz związanych z charakterami postaci. Nie ma potrzeby, by ci, którzy czytają na bieżąco, musieli wracać do tamtych rozdziałów, ale piszemy o fakcie zmiany dla zachowania porządku.

sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 3

Witamy ponownie. Dzisiaj mamy zamiar poczęstować was kolejną porcją tekstu. Dowiecie się między innymi, co stanie się ze Speedy oraz jaki mamy miesiąc. Wciąż jesteśmy pełne nadziei, że wam się podoba, więc zapraszamy do czytania i komentowania.
  
Bryza zdecydowanym ruchem wyjęła z kieszeni bojówek buteleczkę wódki. Podwinęła Speedy rękaw, całkowicie odsłaniając ranę, po czym zdezynfekowała ją brutalnie. Dziewczyna nawet nie jęknęła, ale łzy płynęły po jej policzkach. Kiedy Bryza obandażowała już przedramię środkami zapobiegawczo zabranymi z bazy, Speedy spojrzała na nią z paniką.
- Bryza, ja się zmienię?
- Nie wiem. Jeżeli się zmienisz, to w przeciągu paru godzin, najdłużej do wieczora.
Ruda opadła na ziemię, ukrywając twarz w dłoniach. Naprzeciw niej przyklękła Śnieżka i położyła jej dłoń na ramieniu.
- Hej, uspokój się, to tylko zadrapania, przez coś takiego mimo wszystko trudno się zarazić - Starała się brzmieć przekonująco. - Nie myśl o tym na razie. Co będzie, to będzie - pocieszała, choć sama była niesamowicie blada, bardziej niż zwykle. Spojrzała na odwróconego do nich plecami Rambo, który na razie o niczym nie wiedział. - Dobra, rozbieraj się i wskakuj do wody, poczujesz się lepiej.
- No pewnie, jest małe ryzyko - Bryza skwapliwie poparła Śnieżkę.
Dziewczyny z o wiele mniejszym entuzjazmem niż początkowo ściągnęły z siebie brudne ciuchy i ostrożnie weszły do wody, drżąc w chłodnym, kwietniowym powietrzu. Wreszcie zanurzyły się, przy czym Speedy dbała, by nie zamoczyć opatrunku. Zdołały siłą woli zmusić się do pozostania w zimnej wodzie.
Z reguły kąpiel przebiegała w radosnej atmosferze pluskania, ale teraz jakoś żadna nie miała ochoty na zabawę. Umyły się, z trudem ścierając z siebie brud, który nawarstwił się przez ostatnie dni. Śnieżka obniżyła swoją temperaturę ciała dzięki mocy coldera, aby woda jej nie ziębiła jak resztę, po czym zanurzyła się cała. Po wypłynięciu na powierzchnię, jeszcze na wszelki wypadek wypatrywała, czy zombiaki nie nadchodzą lub panowie nie patrzą tam, gdzie nie trzeba, jednakże wokół było bardzo cicho, niemal bezwietrznie, a ich straż wydawała się grzeczna. Zerknęła jeszcze na Speedy. Wiedziała, że jeżeli pojawią się pierwsze objawy, będą musieli szybko zareagować i zwyczajnie ją zabić. Nie chciała przeżywać tego w swojej grupie.
Bryza obserwowała Speedy, która bezskutecznie próbowała ukryć panikę. Jej los prawdopodobnie stanie się jasny w przeciągu kilku godzin. To tylko zadrapanie - nie ma żadnej pewności, że doszło do zakażenia, ale… nie ma także pewności, że tak nie jest. Bryza wymieniła ponure spojrzenie ze Śnieżką.
W końcu czyste dziewczyny wyszły na brzeg i trzęsącymi się dłońmi - oczywiście nie dotyczyło to Śnieżki - wciągnęły na siebie stare ubrania.
- Już - zawołała Bryza do chłopaków.
Napalm odwrócił się natychmiast, zapewne z przygotowanym złośliwym tekstem, lecz powstrzymał się, gdy dostrzegł miny koleżanek. Rambo zwrócił na to uwagę już wcześniej - w końcu myciu zwykle towarzyszyła weselsza atmosfera - jednakże dopiero teraz „miał prawo” spojrzeć dziewczynom w twarz i zapytać:
- No dobra… Co jest? Chyba nie przestraszyłyście się, że tak nawrzeszczałem na… - urwał, widząc zabandażowaną rękę Speedy. - Co to? - zapytał powoli.
- To tylko zadrapanie - powiedziała szybko Śnieżka i spojrzała na Speedy, czekając, aż sama powie, o co chodzi.
Ruda powiodła przerażonym spojrzeniem po towarzyszach. Odruchowo chwyciła dłonią ranne przedramię. Przygryzła wargę, zerkając na srogą minę Rambo. Wiedziała, że ukrywanie, co się stało, nie ma żadnego sensu. Zresztą teraz mogła być zagrożeniem dla przyjaciół!
- Ja… Oni… Jakiś… zombiak drasnął mnie pazurami - wydusiła z siebie z trudem.
Chwilę panowała cisza, którą Rambo w końcu przerwał.
- Tylko drasnął?
- No, ma szramy, ale to od pazurów, nie zębów - odezwała się Śnieżka.
- Zdezynfekowałyście?
Bryza przytaknęła.
- Dobra… Świat się jeszcze nie wali - Trochę dziwnie te słowa brzmiały po kataklizmie, który zabił większą część populacji, ale Rambo nie zauważył analogii. - Za parę godzin się wyjaśni… Cholera - Przetarł twarz dłońmi. - Po prostu… jakoś trzeba dożyć do tego czasu, potem się wszystko okaże, zrozumiano?
Dziewczyny nieśmiało pokiwały głowami.
- Świetnie. To na wartę, teraz my się ochlapiemy - powiedział, idąc już w stronę wody.
Speedy, wciąż blada, odwróciła się, po czym utkwiła wzrok w zniszczonych blokach. W dłoni kurczowo ściskała kałasznikowa, jakby broń miała uchronić ją od choroby. Bryza i Śnieżka uśmiechnęły się do niej pocieszająco, przechodząc obok.
Podczas gdy mężczyźni się myli, Bryza obserwowała uważnie otoczenie. Przez chwilę miała wrażenie, że widzi zombiaka za najbliższą przecznicą. Może jej się tylko zdawało, a może tamten uznał, że nie ma sensu atakować większej grupy. Albo poszedł po kumpli…
- Streszczałabym się - oznajmiła głośno, kładąc dłoń na kaburze z pistoletem.
- Taaa… A wyście się mogły pluskać - westchnął Rambo. - Założę się, że te zombiaki to jakieś perwersy, które podglądały was zza krzaka. Kiedy żeście poszły, to stwierdziły, że nie ma, co się na nas gapić… Cholerna zimna woda - burknął na koniec, starając się szybko skończyć mycie, a mimo to jednak być czystym.
- Ja tam by się takim zombiakom nie dziwił - stwierdził Napalm, przeczesując palcami mokre włosy. Za pomocą swojej mocy rozgrzał dłoń tak, że jednocześnie je suszył. - No dobra, to czas spadać.
Przez przypadek przesadził z rozgrzewaniem ręki, a z jego palców wykwitły płomienie. Na szczęście w porę odsunął je od włosów, więc obyło się bez strat. Mimowolnie przypomniał sobie, jak jakoś krótko po apokalipsie było mu strasznie zimno, rozcierał więc dłonie, a one… nagle się zapaliły. Wtedy był przerażony. Panicznie próbował zgasić ogień. Gdy mu się to w końcu udało, nie dostrzegł żadnych oparzeń. Pamiętał, że krótko po tym, jak już doszedł do siebie, przyszła mu do głowy naprawdę idiotyczna myśl: “Czadowo, jestem jakimś magiem ognia. Ciekawe, czy mogę rzucać fireballe…” Bynajmniej mógł, a teraz nie stanowiło to dla niego żadnego problemu.
Mężczyźni ubrali się wreszcie całkowicie i chwycili ciężkie plecaki. Pomaszerowali w stronę Oio, rozglądając się uważnie, czy nie zbliżają się zombiaki. Speedy szła przygaszona, snując się na samym końcu, póki Bryza nie wciągnęła ją w środek grupy.
- Nie chcemy, byś się na nas rzuciła bez ostrzeżenia - zażartowała, ale Speedy jeszcze bardziej zbladła, o ile to było możliwe.
Wszyscy mimowolnie obserwowali dziewczynę, szukając u niej oznak przemiany w kanibalkę. Szczęśliwie bez problemów dotarli do domu. Kitty, o dziwo, czekała grzecznie w sali kinowej i wyszła zapytać o losy misji.
- Mieliśmy starcie z darkerami - wyjaśnił Napalm.
- Darkerami?! - Kocie oczy rozszerzyły się w zdumieniu. - Jak oni wyglądają?
- Blada skóra – choć zielonkawa, jak u wszystkich zombiaków – czarne oczy, nic ciekawego - burknęła Bryza. - Idealnie widzą w ciemnościach, lecz są czuli na wszelkie światło. Przynajmniej tyle.
- Ej, a są jacyś niezzombiaczeni darkerzy?
- Jeden uratował mi życie krótko po kataklizmie.
- Serio? A jak…?
- Zbieraj się, Kitty, zaraz wychodzicie - ucięła Bryza.
Zostawiwszy plecaki z ubraniami, Napalm i Rambo chwycili baniaki na wodę, po czym razem z Kitty, Shiny’m oraz Elektrą zbierali się znów nad Strzyżę.
- Powinnyście mnie zamknąć - oświadczyła Speedy przyjaciółkom. - Póki się nie wyjaśni, czy… się zzombiaczę.
Shiny oraz Elektra stanęli w drzwiach i przysłuchiwali się rozmowie. Po ostatnim zdaniu Speedy, chłopak zrobił wielkie oczy.
- Użarli cię? - zapytał z przestrachem.
- Tylko zadrapali. - Śnieżka pokręciła głową. - Ale nigdy nic nie wiadomo.
Elektra machnęła ręką.
- A myślałam, że będę mogła cię poprosić o kilka kości i trochę krwi do mojego nowego dzieła - westchnęła. - Mnie to ze dwa razy pozadrapywali, niestety te potwory nie obcinają paznokci, kiedy trzeba. Może i mają je brudne, ale mnie się nic nie stało.
- Kiedy pozadrapywali? - zdziwiła się Śnieżka, udając, że nie słyszała pierwszej części zdania.
- Zanim do was dołączyłam - odparła po prostu.
- Widzisz. - Bryza spojrzała na Speedy. - Może więc nic się nie stanie.
- Ale i tak powinniście mnie teraz zamknąć - uparła się dziewczyna ze wzrokiem wbitym w podłogę.
Rambo spojrzał na Śnieżkę i Bryzę.
- Przypilnujecie jej?
Śnieżka kiwnęła głową, sama była przeciwna „zamykaniu”.
- Jasne. - Bryza popchnęła Speedy do sali kinowej. - Nie bój się, mała. W razie czego, Śnieżka cię zamrozi.
- No, będzie przytulaśnie - dodała dziewczyna.
- Będzie dobrze - włączył się Napalm. - A my już chodźmy.
- Napalm się zrobił miły czy mi się coś uroiło? - Śnieżka konspiracyjnym szeptem zwróciła się do dziewczyn.
- Może po prostu tylko ty nie potrafisz docenić ciepłego gestu - odparł Napalm ze swoją zawadiacką miną.
Podszedł jeszcze do Speedy i uspokajająco poklepał ją po ramieniu. Cofając się, zrobił minę do Śnieżki, a ona odwdzięczyła mu się, wystawiając język.
- Tak, jesteście słodcy. - Bryza nieumyślnie powtórzyła wczorajsze słowa Rambo. - A teraz już zmiatać.
Napalm pomachał jeszcze dziewczynom zostającym w bazie i ruszył po schodach w dół. Za nim podążył Rambo z baniakami na wodę, popędzając Elektrę, Shiny’ego i Kitty.
Pozostałe zaszyły się w sali kinowej, gdzie Bryza włączyła „Epokę Lodowcową” dla zajęcia czymś myśli. Speedy siedziała skulona, a jej towarzyszki regularnie zerkały na nią z obawą. No cóż, jak na razie ruda nie zmieniała diety.
Po prawie godzinie wróciła reszta, przy czym mężczyźni taszczyli baniaki z wodą. Wszyscy starali się zachowywać naturalnie, chociaż nie było minuty, by ktoś podejrzliwie nie spoglądał na Speedy. Obiad – składający się z jakiejś mielonki z puszki oraz dodanej do tego cebuli wyhodowanej przez Elektrę w ogródku – zjedzono w milczeniu, po czym w jednej z klas postanowili zagrać w “Osadników z Catanu”, podczas gdy Shiny stał na warcie. Grze nie towarzyszyły zwyczajowe śmiechy, a negocjacje handlowe przebiegały dziwnie spokojnie - szczególnie, kiedy transakcja taka odbywała się ze Speedy.
Już późnym popołudniem ruda nagle zasłabła, co mogło oznaczać chorobę, jednak wszystko wskazywało na to, że to tylko wina stresu i problematycznej kuchni Elektry.
O zmierzchu sprawa się wyjaśniła: Speedy wciąż była zdrowa. W pokoju, gdzie pilnowały ją dziewczyny, zrobiło się już trochę swobodniej, a zaraz do środka zajrzał Rambo.
- No. I dobrze. Wszyscy żyją, to robimy balangę, co? - Wyszczerzył zęby i sugestywnie pokazał butelkę wódki.
- A wy jak zwykle o jednym - Śnieżka pokręciła z uśmiechem głową.
- No co? Każdy powód jest dobry! - zawołał Napalm zza pleców kolegi.
Speedy spojrzała kolejno na przyjaciół, aż powoli dotarło do niej, że nic jej się nie stanie. Uśmiechnęła się radośnie, wstając z miejsca. W mgnieniu oka opuściła pomieszczenie, a po sekundzie wróciła z rozwianymi, rudymi włosami. Pozostali parsknęli śmiechem.
Już po chwili cała hałastra zebrała się w głównym pokoju, gdzie zaczęli rozsuwać stoły, aby było trochę miejsca na środku. Elektra tymczasem mocą electriserki ze znudzoną miną ładowała baterię do laptopa, po prostu trzymając ją w ręku, a Śnieżka w końcu zdecydowała się zajrzeć do plecaków z ubraniami. Wzięła ten, który pakowała Speedy, otworzyła i wyjęła pierwszy lepszy ciuch… Sukienkę. Patrzyła na nią chwilę ogłupiała, potem spojrzała na przyjaciółkę, a następnie wyjęła kolejną sukienkę – bardzo podobną, tylko w innym kolorze.
- Eeee… Speedy?
Dziewczyna wyszczerzyła zęby - dawny humor natychmiast jej wrócił, gdy przekonała się, że pozostanie człowiekiem.
- Są śliczne, prawda?
Wyjęła z rąk koleżanki zieloną, błyszczącą sukienkę i przyłożyła do siebie. Kontrast był ogromny, bo właśnie miała na sobie ciężkie buciory, nieco luźne bojówki i grubą bluzę, do tego zakrwawioną.
- Wzięłam też po jednej dla was - oświadczyła z zadowoloną miną, wciskając w ręce Śnieżki błękitno-srebrzysty materiał.
Śnieżkę zatkało.
- Ojej… chyba dostałam prezent… Nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz dostałam cokolwiek - powiedziała zszokowana cicho, oglądając sukienkę, po czym uśmiechnęła się do Speedy. - Ten kolor to jakaś aluzja, nie?
Rambo spostrzegł te ubrania, których w spisie rzeczy potrzebnych być nie mogło, i podrapał się po głowie.
- Wy dziwne jesteście… I tak nie będzie, kiedy czegoś takiego ubrać.
Śnieżka akurat niezbyt go słuchała, gdyż szukała kolejnych. Wyjęła z plecaka jeszcze trzy. Dzięki temu w wewnątrz dużo więcej się nie zmieściło.
- Każdy powód jest dobry! - oświadczyła radośnie Kitty, przedrzeźniając Napalma.
Z leżących sukienek wybrała czarną z głębokim dekoltem i pobiegła się przebrać. Bryza z uniesionymi brwiami obserwowała koleżanki, ale ostatecznie uśmiechnęła się, gdy Speedy wcisnęła jej niebieską kieckę. Elektrze pozostała złota. Co za niespodzianka, kolory wszystkim pasowały do ich mutamocy. Speedy, ogromnie z siebie dumna, również pobiegła przymierzyć zdobycz, ciągnąc za sobą pozostałe dziewczyny.
Rambo wymienił z Napalmem spojrzenia.
- Dobra, powiedzmy, że to dla nas się tak stroją. - Wyszczerzył zęby.
- No wiesz… - Napalm wyprężył się. - Skłaniałbym się ku stwierdzeniu, że głównie dla mnie.
Rambo podszedł naprzeciw kolegi, także się wyprężając i spojrzał na niego groźnie.
- Pamiętaj, że to ja jestem dowódcą. Laski zwykle lecą na dowódców.
Z tyłu z miną pełną ironii przyglądał się tej scenie Shiny.
- Ich jest czwórka… – powiedział cicho, ale mężczyźni nie dosłyszeli.
- Lecą bardziej na gorących facetów - odparł Napalm, bawiąc się kilkoma płomykami na dłoniach.
- Ech… Napalm, ale nie dosłownie - Rambo westchnął. - Wiele jeszcze musisz się nauczyć, mój młody padawanie.
- Jeszcze zobaczymy, kto się będzie musiał nauczyć. - Zaśmiał się wyzywająco.
Shiny uderzył się w czoło otwartą dłonią, po czym oparł się o ścianę, czekając na koleżanki ze znudzoną miną.
W osobnym pomieszczeniu dziewczyny, całe szczęśliwe, przymierzały sukienki. Speedy była już zaprawiona w dobieraniu odpowiednich numerów, więc każdej pasowały. W miarę. Co prawda, zestawienie komponowało się niesamowicie z glanami i innymi tego typu buciorami, ale kogo to obchodziło. Zresztą, część dziewczyn zaraz zaczęła chodzić boso.
- Ach, Speedy, jesteś nie-sa-mo-wi-ta - przesylabowała Elektra. - Nigdy takich rzeczy nie wybierałaś, więc posądzałam cię o brak gustu, a tu proszę, jaka niespodzianka - zakończyła rozanielona.
Speedy zaczęła, wirując, skakać tanecznym krokiem po pokoju, wzbudzając falowanie zwiewnej sukienki. Niska, drobnej budowy i z delikatnie kręcącymi się, rudymi włosami przypominała teraz leśnego elfa.
Śnieżka rozpuściła za to długie, czarne włosy – z reguły związane w kucyk. Mimo ostrych rysów jej okrągła twarz nadawała dziewczęcego uroku. W błękitnej sukience wreszcie mogłaby zostać wzięta za księżniczkę.
Kitty tymczasem przeglądała się w oknie, które nadawało się na lustro z powodu kontrastu oświetlenia. W czarnej, obcisłej kreacji nasuwała skojarzenie Kobiety-Kot.
- Kto by pomyślał, że jeszcze można tak wyglądać? - zaśmiała się Bryza, upinając brązowe włosy.
Przez ostatnie półtora roku wszystkie nosiły jedynie w pełni praktyczne stroje, a tu taka odmiana. Świat się może jednak nie zawalił. Dziewczyny odłożyły buty do innego pokoju i wszystkie weszły do sali kinowej, gdzie Rambo przeszukiwał filmy, Napalm otwierał wódkę, a Shiny włączał laptopa.
- O, wróciły gwiazdy - powiedział przywódca i spojrzał na „swoją” gromadkę dziewcząt. Pokiwał głową. - Niech będzie, możecie się ubierać w takie rzeczy na jakieś większe imprezy, ale proszę, nie bierzcie już więcej sukienek. Te są dobre, wystarczy. - Uśmiechnął się do nich.
- Mamy pozwolenie z góry! - zaszczebiotała Elektra.
- Ha! Dowódcy się spodobało, to co miał zrobić - zaśmiała się Śnieżka.
- Może ma nadzieję, że nam się porwą. - Speedy poruszyła brwiami znacząco.
- Poza tym przepraszam bardzo, nie potrzebujemy twojego pozwolenia na chodzenie w sukienkach. - Bryza oparła dłonie na biodrach.
- Ja tam nie mam nic przeciwko - włączył się natychmiast Napalm, nie odrywając spojrzenia od dziewczyn. W ręku trzymał otwartą butelkę wódki, lecz już o niej zapomniał.
Rambo ze śmiechem pokręcił głową.
- Dobra, ubierajcie się jak chcecie, ale jak będzie wam niewygodnie lub zimno, to mnie się nie czepiajcie.
Po chwili jednak przestał przebierać w filmach i zmarszczył brwi. Wyprostował się, po czym spojrzał po wszystkich groźnie.
- A teraz proszę się uprzejmie przyznać, kto powinien teraz odmrażać sobie tyłek na warcie - warknął.
- Ups… - Shiny zaczął się powoli wycofywać. - To ja może sobie pójdę - Po tych słowach wybiegł z sali, jednakże po chwili zajrzał jeszcze do niej i krzyknął. - Tylko niech ktoś mnie później zmieni!
- Jasne, spadaj, ale już - odparł Rambo. Po chwili spojrzał na pozostałych, wracając do swojego luźnego stylu bycia. - Film czy potańcówa?
- Potańcówa! - wrzasnęły jednocześnie Speedy i Kitty.
Kitty, wreszcie w swoim żywiole, pognała do laptopa i odepchnęła Napalma, który przy nim stanął. Szybko odnalazła folder z muzyką, a po chwili rozległy się pierwsze dźwięki dawnego hitu o nazwie “My, Słowianie”. Kitty pierwsza zaczęła wyginać się do melodii, może nieco zbyt wyzywająco jak na swój wiek. Zerkała, czy aby Napalm na nią patrzy, jednak ten podszedł do Śnieżki i ukłonił się dworsko, prawie do samej ziemi.
- Czy wasza lodowa wysokość zechce uczynić mi ten zaszczyt? - zapytał.
Śnieżka jednak się roześmiała:
- Czy ty mnie właśnie porównałeś do góry lodowej?
- No… jak tak chcesz na to patrzeć… - zamyślił się udawanie. - Ponoć góry lodowe skrywają bogate… wnętrze.
No, chyba muszą mieć bogate nie tylko wnętrze, skoro zapomniał o wódce.
- Raczej więcej ich pod wodą - znowu się zaśmiała, jednak ostatecznie dygnęła. - Ależ zechce uczynić, zechce.
Po tym przydługim wstępie w końcu ruszyli do tańca. Mimo półtora roku przerwy wkrótce przypomnieli sobie, jak wyglądały dyskoteki przed kataklizmem, a Napalm dawał z siebie wszystko, zakręcając Śnieżką.
Rambo tymczasem przypatrywał im się z marsową miną. Sam jakoś nigdy nie tańczył i nie za bardzo wiedział, co teraz ze sobą zrobić, a nie chciał wyjść przed Napalmem na jakiegoś młokosa. Zrobił niepewny krok do przodu i przystanął.
Elektra zaczęła tańczyć w swym artystycznym szale, nie zwracając już uwagi na nikogo. Jej ciemnoblond loki podskakiwały wokół głowy przy każdym ruchu. Bryza i Speedy po chwili wahania postanowiły pląsać do muzyki we dwie, nie zauważając rozterek przywódcy.
Kiedy pierwsza piosenka się skończyła, dziewczyny zeszły się przed laptopem, chichocząc i wybierając dalsze utwory. Napalm łyknął zdrowo ze znalezionej puszki piwa - może trochę przeterminowanego, ale co tam - po czym podszedł do Rambo. Wcisnął mu puszkę w rękę i klepnął w plecy.
- Tak więc, mój młody padawanie - oznajmił śmiertelnie poważnym tonem. - Od podejścia do dziewczyny zacząć powinieneś.
Rambo odchrząknął.
- No… ten… Cholera, skąd miałem wiedzieć, że zdecydują się na potańcówę…
- ...taa, Highway to Hell może dla odmiany - gdzieś w tle zaśmiała się Śnieżka.
- Dlaczego by nie? - odparła Bryza. - Coś w naszych klimatach…
Kiedy rozbrzmiały pierwsze dźwięki gitary, Napalm wyszczerzył się do przyjaciela.
- No, stary, nie boisz się iść do zombiaków, a boisz się podejść do dziewczyny? Ja wiem, że są straszne. No… wyglądają trochę lepiej niż zombiaki, ale rozszarpać mogą cię równie skutecznie… - Zawahał się na moment. - Mniejsza. Trzeba dać radę! - Pokiwał głową z przekonaniem.
- Powiedziałeś to, jakbyś się poświęcał dla wyższego celu - burknął Rambo.
Dziewczyny akurat odbiegły od laptopa, aby dalej bawić się do muzyki. Mężczyzna zbladł, lecz się wyprostował. Rzucił harde spojrzenie Napalmowi i ruszył w stronę dziewczyn… po czym się zatrzymał. Która…? Speedy - trochę chyba za szybka. Śnieżka - może nie, jeszcze go wyśmieje. Elektra - trochę się jej bał, choć nigdy by tego na głos nie powiedział. Bryza… ona chyba była najbardziej tolerancyjna. Podszedł do niej i powiedział:
- Czy mogę prosić…
- HIGHWAY TO HELL! - dobiegło z głośników, zagłuszając słowa przywódcy.
- HIGHWAY TO HELL!!! - ryknęły razem dziewczyny.
Podnosząc rękę w górę, Bryza prawie trafiła Rambo w nos. Na szczęście w porę go dostrzegła i obyło się bez uszkodzonej twarzy. Uśmiechnęła się, pochłonięta zabawą.
- A ty nie tańczysz? - zdziwiła się. - Coś się stało? - dodała, widząc jego minę.
Tak, zdecydowanie był spłoszony i teraz już nie wiedział zupełnie, jak się odezwać.
- Zaekhem… Znaczy pytałem czy mo-może zatańczysz? - Słysząc, co za głupotę powiedział, poprawił się. - Ze mną…? Znaczy jeśli chcesz, nie…
Bryza zarumieniła się nieznacznie z zakłopotaniem, lecz zaraz skinęła głową.
- Jasne, czemu nie? - Wzruszyła ramionami.
Kitty znowu dorwała się do laptopa, co poskutkowało puszczeniem czegoś przypominającego cha-chę. Bryza spojrzała wyczekująco na Rambo. A on na nią z przerażeniem. Jak tak sobie teraz myślał, to lepiej by mu poszło zatańczyć walca. Bryza z kolei nie mogła mieć już wątpliwości, że pan wielki dowódca nie ma pojęcia, co ze sobą począć w tej sytuacji. Dla odmiany spalił raka.
- E… Wybacz… - zaciął się znowu.
Bryza uśmiechnęła się z lekkim rozbawieniem. Rosły, dość umięśniony Rambo nie sprawiał wrażenia utalentowanego tancerza. Choć może… przy inne muzyce… Gdyby tak się ogolił, ułożył kasztanowe włosy… I ubrał coś elegantszego… Może coś by z niego było.
- No… Na początek musisz podejść nieco bliżej… - zaczęła niepewnie. Gdy Rambo faktycznie postąpił krok do przodu, chwyciła jego dłonie, choć czuła się trochę niezręcznie. - A teraz patrz na ruchy moich nóg.
Tańczyła kiedyś cha-chę, więc mimo upływu czasu coś tam pamiętała. Jej obecny parter najpierw bardzo nieudolnie naśladował jej kroki, o dopasowaniu do muzyki nie wspominając, jednak po jakimś czasie zaczęło już to wyglądać nie tak źle. Dobrze, że cha-chcę tańczy się z reguły dalej od siebie, więc obyło się bez nadeptywania na stopy.
Tymczasem po drugiej stronie sali Napalm dla odmiany poprosił do tańca Speedy. Wszystko wskazywało na to, że cha-chy akurat oboje nie znają, co nie przeszkadzało im się dobrze bawić.
Bateria laptopa wytrzymała ponad dwie godziny, ale wreszcie się wyczerpała. Cała grupa opadła na krzesła wokół stołu, gdzie Napalm przyniósł wcześniej piwo i wódkę. Obok leżały… paluszki. Dwie paczki! Termin ważności miały chyba sprzed roku, lecz studenci i ocalali z zagłady nie wierzą w trzy rzeczy: św. Mikołaja, bociana oraz terminy ważności.
Kitty sięgnęła po puszkę, lecz Bryza pierwsza to spostrzegła i złapała ją za rękę.
- Młoda, idź zmienić Shiny’ego. Dość się chłopak namarzł - poleciła.
Rambo też na nią spojrzał i kiwnął głową. Dziwne uczucie, że ktoś go wyręczył w rozkazywaniu jego siostrze.
- No. Idź, idź.
Kitty prychnęła jak wściekła kotka, jednak wyszła z pokoju. Po chwili wrócił nieszczęśliwy Shiny, trąc skostniałe dłonie. Jak na złość, dokładnie w tym momencie wysiadł prąd, to znaczy wysiadł akumulator ładowany co jakiś czas przez Elektrę. Często były z nim problemy, więc nauczyli sobie radzić bez niego. Napalm wytworzył kulę ognia i odnalazł w szafce parę świeczek. Zapalił je, po czym postawił na stole.
- Ale nastrój - zaśmiała się Speedy.
- To może tak - odezwał się donośnie Rambo, wziął do ręki butelkę wódki i wstał. - Dzisiaj, z okazji szczęśliwego zakończenia akcji, chciałbym wznieść toast, za zdrowie tutaj obecnej Speedy. Wybaczcie brak kieliszków, ale cóż poradzić - mruknął na koniec - Zdrowie! - zakrzyknął i upił łyk z butelki, następnie podając ją dalej, do Śnieżki.
- Zdrówko - uśmiechnęła się do rudej i pociągnęła łyk, a następnie przekazała butelkę kolejnej osobie.
Gdy na koniec flaszka trafiła na blat przed samą Speedy, dziewczyna milczała przez krótki moment, co było do niej niepodobne. Nieświadomie potarła opatrzone zranienie na ręku. Zaraz jednak rozchmurzyła się, uśmiechnęła, po czym spojrzała na wszystkich po kolei.
- Dzięki! Fajnie jest być zdrową. Wolałabym nie jeść ludzkiego mięsa. - Wzdrygnęła się, a w jej oczach odbiło cień wcześniejszego przerażenia. - I cóż, będziecie musieli się dłużej ze mną męczyć - zażartowała, po czym wypiła potężny łyk, po którym aż się zakrztusiła.
Po tej puencie zaczęli popijać, rozmawiać i chrupać w ogólnie radosnej atmosferze, która trwała do późnej nocy. W końcu Rambo zarządził, by iść już spać, przy czym Elektrze nakazał zmienić Kitty na warcie. Potem ruszyli do swoich „sypialni” - damskich oraz męskich, gdzie mogli się przebrać i w końcu ułożyć swoje podchmielone głowy na poduszkach, nie spodziewając się, że ta noc jednak nie będzie należała do spokojnych.