Witamy ponownie. Dzisiaj mamy zamiar poczęstować was kolejną porcją tekstu. Dowiecie się między innymi, co stanie się ze Speedy oraz jaki mamy miesiąc. Wciąż jesteśmy pełne nadziei, że wam się podoba, więc zapraszamy do czytania i komentowania.
Bryza zdecydowanym ruchem wyjęła z kieszeni
bojówek buteleczkę wódki. Podwinęła Speedy rękaw, całkowicie odsłaniając ranę,
po czym zdezynfekowała ją brutalnie. Dziewczyna nawet nie jęknęła, ale łzy
płynęły po jej policzkach. Kiedy Bryza obandażowała już przedramię środkami
zapobiegawczo zabranymi z bazy, Speedy spojrzała na nią z paniką.
- Bryza, ja się zmienię?
- Nie wiem. Jeżeli się zmienisz, to w
przeciągu paru godzin, najdłużej do wieczora.
Ruda opadła na ziemię, ukrywając twarz w
dłoniach. Naprzeciw niej przyklękła Śnieżka i położyła jej dłoń na ramieniu.
- Hej, uspokój się, to tylko zadrapania,
przez coś takiego mimo wszystko trudno się zarazić - Starała się brzmieć
przekonująco. - Nie myśl o tym na razie. Co będzie, to będzie - pocieszała,
choć sama była niesamowicie blada, bardziej niż zwykle. Spojrzała na
odwróconego do nich plecami Rambo, który na razie o niczym nie wiedział. -
Dobra, rozbieraj się i wskakuj do wody, poczujesz się lepiej.
- No pewnie, jest małe ryzyko - Bryza
skwapliwie poparła Śnieżkę.
Dziewczyny z o wiele mniejszym entuzjazmem
niż początkowo ściągnęły z siebie brudne ciuchy i ostrożnie weszły do wody,
drżąc w chłodnym, kwietniowym powietrzu. Wreszcie zanurzyły się, przy czym
Speedy dbała, by nie zamoczyć opatrunku. Zdołały siłą woli zmusić się do
pozostania w zimnej wodzie.
Z reguły kąpiel przebiegała w radosnej
atmosferze pluskania, ale teraz jakoś żadna nie miała ochoty na zabawę. Umyły
się, z trudem ścierając z siebie brud, który nawarstwił się przez ostatnie dni.
Śnieżka obniżyła swoją temperaturę ciała dzięki mocy coldera, aby woda jej nie
ziębiła jak resztę, po czym zanurzyła się cała. Po wypłynięciu na powierzchnię,
jeszcze na wszelki wypadek wypatrywała, czy zombiaki nie nadchodzą lub panowie
nie patrzą tam, gdzie nie trzeba, jednakże wokół było bardzo cicho, niemal
bezwietrznie, a ich straż wydawała się grzeczna. Zerknęła jeszcze na Speedy.
Wiedziała, że jeżeli pojawią się pierwsze objawy, będą musieli szybko
zareagować i zwyczajnie ją zabić. Nie chciała przeżywać tego w swojej grupie.
Bryza obserwowała Speedy, która
bezskutecznie próbowała ukryć panikę. Jej los prawdopodobnie stanie się jasny w
przeciągu kilku godzin. To tylko zadrapanie - nie ma żadnej pewności, że doszło
do zakażenia, ale… nie ma także pewności, że tak nie jest. Bryza wymieniła
ponure spojrzenie ze Śnieżką.
W końcu czyste dziewczyny wyszły na brzeg i
trzęsącymi się dłońmi - oczywiście nie dotyczyło to Śnieżki - wciągnęły na
siebie stare ubrania.
- Już - zawołała Bryza do chłopaków.
Napalm odwrócił się natychmiast, zapewne z
przygotowanym złośliwym tekstem, lecz powstrzymał się, gdy dostrzegł miny
koleżanek. Rambo zwrócił na to uwagę już wcześniej - w końcu myciu zwykle
towarzyszyła weselsza atmosfera - jednakże dopiero teraz „miał prawo” spojrzeć
dziewczynom w twarz i zapytać:
- No dobra… Co jest? Chyba nie
przestraszyłyście się, że tak nawrzeszczałem na… - urwał, widząc zabandażowaną
rękę Speedy. - Co to? - zapytał powoli.
- To tylko zadrapanie - powiedziała szybko
Śnieżka i spojrzała na Speedy, czekając, aż sama powie, o co chodzi.
Ruda powiodła przerażonym spojrzeniem po
towarzyszach. Odruchowo chwyciła dłonią ranne przedramię. Przygryzła wargę,
zerkając na srogą minę Rambo. Wiedziała, że ukrywanie, co się stało, nie ma
żadnego sensu. Zresztą teraz mogła być zagrożeniem dla przyjaciół!
- Ja… Oni… Jakiś… zombiak drasnął mnie
pazurami - wydusiła z siebie z trudem.
Chwilę panowała cisza, którą Rambo w końcu
przerwał.
- Tylko drasnął?
- No, ma szramy, ale to od pazurów, nie
zębów - odezwała się Śnieżka.
- Zdezynfekowałyście?
Bryza przytaknęła.
- Dobra… Świat się jeszcze nie wali - Trochę
dziwnie te słowa brzmiały po kataklizmie, który zabił większą część populacji,
ale Rambo nie zauważył analogii. - Za parę godzin się wyjaśni… Cholera -
Przetarł twarz dłońmi. - Po prostu… jakoś trzeba dożyć do tego czasu, potem się
wszystko okaże, zrozumiano?
Dziewczyny nieśmiało pokiwały głowami.
- Świetnie. To na wartę, teraz my się
ochlapiemy - powiedział, idąc już w stronę wody.
Speedy, wciąż blada, odwróciła się, po czym
utkwiła wzrok w zniszczonych blokach. W dłoni kurczowo ściskała kałasznikowa,
jakby broń miała uchronić ją od choroby. Bryza i Śnieżka uśmiechnęły się do
niej pocieszająco, przechodząc obok.
Podczas gdy mężczyźni się myli, Bryza
obserwowała uważnie otoczenie. Przez chwilę miała wrażenie, że widzi zombiaka
za najbliższą przecznicą. Może jej się tylko zdawało, a może tamten uznał, że
nie ma sensu atakować większej grupy. Albo poszedł po kumpli…
- Streszczałabym się - oznajmiła głośno,
kładąc dłoń na kaburze z pistoletem.
- Taaa… A wyście się mogły pluskać -
westchnął Rambo. - Założę się, że te zombiaki to jakieś perwersy, które
podglądały was zza krzaka. Kiedy żeście poszły, to stwierdziły, że nie ma, co
się na nas gapić… Cholerna zimna woda - burknął na koniec, starając się szybko
skończyć mycie, a mimo to jednak być czystym.
- Ja tam by się takim zombiakom nie dziwił -
stwierdził Napalm, przeczesując palcami mokre włosy. Za pomocą swojej mocy
rozgrzał dłoń tak, że jednocześnie je suszył. - No dobra, to czas spadać.
Przez przypadek przesadził z rozgrzewaniem
ręki, a z jego palców wykwitły płomienie. Na szczęście w porę odsunął je od
włosów, więc obyło się bez strat. Mimowolnie przypomniał sobie, jak jakoś
krótko po apokalipsie było mu strasznie zimno, rozcierał więc dłonie, a one…
nagle się zapaliły. Wtedy był przerażony. Panicznie próbował zgasić ogień. Gdy
mu się to w końcu udało, nie dostrzegł żadnych oparzeń. Pamiętał, że krótko po
tym, jak już doszedł do siebie, przyszła mu do głowy naprawdę idiotyczna myśl:
“Czadowo, jestem jakimś magiem ognia. Ciekawe, czy mogę rzucać fireballe…”
Bynajmniej mógł, a teraz nie stanowiło to dla niego żadnego problemu.
Mężczyźni ubrali się wreszcie całkowicie i
chwycili ciężkie plecaki. Pomaszerowali w stronę Oio, rozglądając się uważnie,
czy nie zbliżają się zombiaki. Speedy szła przygaszona, snując się na samym
końcu, póki Bryza nie wciągnęła ją w środek grupy.
- Nie chcemy, byś się na nas rzuciła bez
ostrzeżenia - zażartowała, ale Speedy jeszcze bardziej zbladła, o ile to było
możliwe.
Wszyscy mimowolnie obserwowali dziewczynę,
szukając u niej oznak przemiany w kanibalkę. Szczęśliwie bez problemów dotarli
do domu. Kitty, o dziwo, czekała grzecznie w sali kinowej i wyszła zapytać o
losy misji.
- Mieliśmy starcie z darkerami - wyjaśnił
Napalm.
- Darkerami?! - Kocie oczy rozszerzyły się w
zdumieniu. - Jak oni wyglądają?
- Blada skóra – choć zielonkawa, jak u
wszystkich zombiaków – czarne oczy, nic ciekawego - burknęła Bryza. - Idealnie
widzą w ciemnościach, lecz są czuli na wszelkie światło. Przynajmniej tyle.
- Ej, a są jacyś niezzombiaczeni darkerzy?
- Jeden uratował mi życie krótko po
kataklizmie.
- Serio? A jak…?
- Zbieraj się, Kitty, zaraz wychodzicie -
ucięła Bryza.
Zostawiwszy plecaki z ubraniami, Napalm i
Rambo chwycili baniaki na wodę, po czym razem z Kitty, Shiny’m oraz Elektrą
zbierali się znów nad Strzyżę.
- Powinnyście mnie zamknąć - oświadczyła
Speedy przyjaciółkom. - Póki się nie wyjaśni, czy… się zzombiaczę.
Shiny oraz Elektra stanęli w drzwiach i
przysłuchiwali się rozmowie. Po ostatnim zdaniu Speedy, chłopak zrobił wielkie
oczy.
- Użarli cię? - zapytał z przestrachem.
- Tylko zadrapali. - Śnieżka pokręciła
głową. - Ale nigdy nic nie wiadomo.
Elektra machnęła ręką.
- A myślałam, że będę mogła cię poprosić o
kilka kości i trochę krwi do mojego nowego dzieła - westchnęła. - Mnie to ze
dwa razy pozadrapywali, niestety te potwory nie obcinają paznokci, kiedy
trzeba. Może i mają je brudne, ale mnie się nic nie stało.
- Kiedy pozadrapywali? - zdziwiła się
Śnieżka, udając, że nie słyszała pierwszej części zdania.
- Zanim do was dołączyłam - odparła po
prostu.
- Widzisz. - Bryza spojrzała na Speedy. -
Może więc nic się nie stanie.
- Ale i tak powinniście mnie teraz zamknąć -
uparła się dziewczyna ze wzrokiem wbitym w podłogę.
Rambo spojrzał na Śnieżkę i Bryzę.
- Przypilnujecie jej?
Śnieżka kiwnęła głową, sama była przeciwna
„zamykaniu”.
- Jasne. - Bryza popchnęła Speedy do sali
kinowej. - Nie bój się, mała. W razie czego, Śnieżka cię zamrozi.
- No, będzie przytulaśnie - dodała dziewczyna.
- Będzie dobrze - włączył się Napalm. - A my
już chodźmy.
- Napalm się zrobił miły czy mi się coś
uroiło? - Śnieżka konspiracyjnym szeptem zwróciła się do dziewczyn.
- Może po prostu tylko ty nie potrafisz
docenić ciepłego gestu - odparł Napalm ze swoją zawadiacką miną.
Podszedł jeszcze do Speedy i uspokajająco
poklepał ją po ramieniu. Cofając się, zrobił minę do Śnieżki, a ona
odwdzięczyła mu się, wystawiając język.
- Tak, jesteście słodcy. - Bryza nieumyślnie
powtórzyła wczorajsze słowa Rambo. - A teraz już zmiatać.
Napalm pomachał jeszcze dziewczynom
zostającym w bazie i ruszył po schodach w dół. Za nim podążył Rambo z baniakami
na wodę, popędzając Elektrę, Shiny’ego i Kitty.
Pozostałe zaszyły się w sali kinowej, gdzie
Bryza włączyła „Epokę Lodowcową” dla zajęcia czymś myśli. Speedy siedziała
skulona, a jej towarzyszki regularnie zerkały na nią z obawą. No cóż, jak na
razie ruda nie zmieniała diety.
Po prawie godzinie wróciła reszta, przy czym
mężczyźni taszczyli baniaki z wodą. Wszyscy starali się zachowywać naturalnie,
chociaż nie było minuty, by ktoś podejrzliwie nie spoglądał na Speedy. Obiad –
składający się z jakiejś mielonki z puszki oraz dodanej do tego cebuli wyhodowanej
przez Elektrę w ogródku – zjedzono w milczeniu, po czym w jednej z klas
postanowili zagrać w “Osadników z Catanu”, podczas gdy Shiny stał na warcie.
Grze nie towarzyszyły zwyczajowe śmiechy, a negocjacje handlowe przebiegały
dziwnie spokojnie - szczególnie, kiedy transakcja taka odbywała się ze Speedy.
Już późnym popołudniem ruda nagle zasłabła,
co mogło oznaczać chorobę, jednak wszystko wskazywało na to, że to tylko wina
stresu i problematycznej kuchni Elektry.
O zmierzchu sprawa się wyjaśniła: Speedy
wciąż była zdrowa. W pokoju, gdzie pilnowały ją dziewczyny, zrobiło się już
trochę swobodniej, a zaraz do środka zajrzał Rambo.
- No. I dobrze. Wszyscy żyją, to robimy
balangę, co? - Wyszczerzył zęby i sugestywnie pokazał butelkę wódki.
- A wy jak zwykle o jednym - Śnieżka
pokręciła z uśmiechem głową.
- No co? Każdy powód jest dobry! - zawołał
Napalm zza pleców kolegi.
Speedy spojrzała kolejno na przyjaciół, aż
powoli dotarło do niej, że nic jej się nie stanie. Uśmiechnęła się radośnie, wstając
z miejsca. W mgnieniu oka opuściła pomieszczenie, a po sekundzie wróciła z
rozwianymi, rudymi włosami. Pozostali parsknęli śmiechem.
Już po chwili cała hałastra zebrała się w
głównym pokoju, gdzie zaczęli rozsuwać stoły, aby było trochę miejsca na środku.
Elektra tymczasem mocą electriserki ze znudzoną miną ładowała baterię do
laptopa, po prostu trzymając ją w ręku, a Śnieżka w końcu zdecydowała się
zajrzeć do plecaków z ubraniami. Wzięła ten, który pakowała Speedy, otworzyła i
wyjęła pierwszy lepszy ciuch… Sukienkę. Patrzyła na nią chwilę ogłupiała, potem
spojrzała na przyjaciółkę, a następnie wyjęła kolejną sukienkę – bardzo
podobną, tylko w innym kolorze.
- Eeee… Speedy?
Dziewczyna wyszczerzyła zęby - dawny humor
natychmiast jej wrócił, gdy przekonała się, że pozostanie człowiekiem.
- Są śliczne, prawda?
Wyjęła z rąk koleżanki zieloną, błyszczącą
sukienkę i przyłożyła do siebie. Kontrast był ogromny, bo właśnie miała na
sobie ciężkie buciory, nieco luźne bojówki i grubą bluzę, do tego zakrwawioną.
- Wzięłam też po jednej dla was -
oświadczyła z zadowoloną miną, wciskając w ręce Śnieżki błękitno-srebrzysty
materiał.
Śnieżkę zatkało.
- Ojej… chyba dostałam prezent… Nawet nie
pamiętam, kiedy ostatni raz dostałam cokolwiek - powiedziała zszokowana cicho,
oglądając sukienkę, po czym uśmiechnęła się do Speedy. - Ten kolor to jakaś
aluzja, nie?
Rambo spostrzegł te ubrania, których w
spisie rzeczy potrzebnych być nie mogło, i podrapał się po głowie.
- Wy dziwne jesteście… I tak nie będzie,
kiedy czegoś takiego ubrać.
Śnieżka akurat niezbyt go słuchała, gdyż
szukała kolejnych. Wyjęła z plecaka jeszcze trzy. Dzięki temu w wewnątrz dużo
więcej się nie zmieściło.
- Każdy powód jest dobry! - oświadczyła
radośnie Kitty, przedrzeźniając Napalma.
Z leżących sukienek wybrała czarną z
głębokim dekoltem i pobiegła się przebrać. Bryza z uniesionymi brwiami
obserwowała koleżanki, ale ostatecznie uśmiechnęła się, gdy Speedy wcisnęła jej
niebieską kieckę. Elektrze pozostała złota. Co za niespodzianka, kolory
wszystkim pasowały do ich mutamocy. Speedy, ogromnie z siebie dumna, również
pobiegła przymierzyć zdobycz, ciągnąc za sobą pozostałe dziewczyny.
Rambo wymienił z Napalmem spojrzenia.
- Dobra, powiedzmy, że to dla nas się tak
stroją. - Wyszczerzył zęby.
- No wiesz… - Napalm wyprężył się. -
Skłaniałbym się ku stwierdzeniu, że głównie dla mnie.
Rambo podszedł naprzeciw kolegi, także się
wyprężając i spojrzał na niego groźnie.
- Pamiętaj, że to ja jestem dowódcą. Laski
zwykle lecą na dowódców.
Z tyłu z miną pełną ironii przyglądał się
tej scenie Shiny.
- Ich jest czwórka… – powiedział cicho, ale
mężczyźni nie dosłyszeli.
- Lecą bardziej na gorących facetów - odparł
Napalm, bawiąc się kilkoma płomykami na dłoniach.
- Ech… Napalm, ale nie dosłownie - Rambo
westchnął. - Wiele jeszcze musisz się nauczyć, mój młody padawanie.
- Jeszcze zobaczymy, kto się będzie musiał
nauczyć. - Zaśmiał się wyzywająco.
Shiny uderzył się w czoło otwartą dłonią, po
czym oparł się o ścianę, czekając na koleżanki ze znudzoną miną.
W osobnym pomieszczeniu dziewczyny, całe
szczęśliwe, przymierzały sukienki. Speedy była już zaprawiona w dobieraniu
odpowiednich numerów, więc każdej pasowały. W miarę. Co prawda, zestawienie
komponowało się niesamowicie z glanami i innymi tego typu buciorami, ale kogo
to obchodziło. Zresztą, część dziewczyn zaraz zaczęła chodzić boso.
- Ach, Speedy, jesteś nie-sa-mo-wi-ta -
przesylabowała Elektra. - Nigdy takich rzeczy nie wybierałaś, więc posądzałam
cię o brak gustu, a tu proszę, jaka niespodzianka - zakończyła rozanielona.
Speedy zaczęła, wirując, skakać tanecznym
krokiem po pokoju, wzbudzając falowanie zwiewnej sukienki. Niska, drobnej
budowy i z delikatnie kręcącymi się, rudymi włosami przypominała teraz leśnego
elfa.
Śnieżka rozpuściła za to długie, czarne
włosy – z reguły związane w kucyk. Mimo ostrych rysów jej okrągła twarz
nadawała dziewczęcego uroku. W błękitnej sukience wreszcie mogłaby zostać
wzięta za księżniczkę.
Kitty tymczasem przeglądała się w oknie,
które nadawało się na lustro z powodu kontrastu oświetlenia. W czarnej,
obcisłej kreacji nasuwała skojarzenie Kobiety-Kot.
- Kto by pomyślał, że jeszcze można tak
wyglądać? - zaśmiała się Bryza, upinając brązowe włosy.
Przez ostatnie półtora roku wszystkie nosiły
jedynie w pełni praktyczne stroje, a tu taka odmiana. Świat się może jednak nie
zawalił. Dziewczyny odłożyły buty do innego pokoju i wszystkie weszły do sali
kinowej, gdzie Rambo przeszukiwał filmy, Napalm otwierał wódkę, a Shiny włączał
laptopa.
- O, wróciły gwiazdy - powiedział przywódca
i spojrzał na „swoją” gromadkę dziewcząt. Pokiwał głową. - Niech będzie,
możecie się ubierać w takie rzeczy na jakieś większe imprezy, ale proszę, nie
bierzcie już więcej sukienek. Te są dobre, wystarczy. - Uśmiechnął się do nich.
- Mamy pozwolenie z góry! - zaszczebiotała
Elektra.
- Ha! Dowódcy się spodobało, to co miał
zrobić - zaśmiała się Śnieżka.
- Może ma nadzieję, że nam się porwą. -
Speedy poruszyła brwiami znacząco.
- Poza tym przepraszam bardzo, nie
potrzebujemy twojego pozwolenia na chodzenie w sukienkach. - Bryza oparła
dłonie na biodrach.
- Ja tam nie mam nic przeciwko - włączył się
natychmiast Napalm, nie odrywając spojrzenia od dziewczyn. W ręku trzymał
otwartą butelkę wódki, lecz już o niej zapomniał.
Rambo ze śmiechem pokręcił głową.
- Dobra, ubierajcie się jak chcecie, ale jak
będzie wam niewygodnie lub zimno, to mnie się nie czepiajcie.
Po chwili jednak przestał przebierać w
filmach i zmarszczył brwi. Wyprostował się, po czym spojrzał po wszystkich
groźnie.
- A teraz proszę się uprzejmie przyznać, kto
powinien teraz odmrażać sobie tyłek na warcie - warknął.
- Ups… - Shiny zaczął się powoli wycofywać.
- To ja może sobie pójdę - Po tych słowach wybiegł z sali, jednakże po chwili
zajrzał jeszcze do niej i krzyknął. - Tylko niech ktoś mnie później zmieni!
- Jasne, spadaj, ale już - odparł Rambo. Po
chwili spojrzał na pozostałych, wracając do swojego luźnego stylu bycia. - Film
czy potańcówa?
- Potańcówa! - wrzasnęły jednocześnie Speedy
i Kitty.
Kitty, wreszcie w swoim żywiole, pognała do
laptopa i odepchnęła Napalma, który przy nim stanął. Szybko odnalazła folder z
muzyką, a po chwili rozległy się pierwsze dźwięki dawnego hitu o nazwie “My,
Słowianie”. Kitty pierwsza zaczęła wyginać się do melodii, może nieco zbyt
wyzywająco jak na swój wiek. Zerkała, czy aby Napalm na nią patrzy, jednak ten
podszedł do Śnieżki i ukłonił się dworsko, prawie do samej ziemi.
- Czy wasza lodowa wysokość zechce uczynić
mi ten zaszczyt? - zapytał.
Śnieżka jednak się roześmiała:
- Czy ty mnie właśnie porównałeś do góry
lodowej?
- No… jak tak chcesz na to patrzeć… -
zamyślił się udawanie. - Ponoć góry lodowe skrywają bogate… wnętrze.
No, chyba muszą mieć bogate nie tylko
wnętrze, skoro zapomniał o wódce.
- Raczej więcej ich pod wodą - znowu się
zaśmiała, jednak ostatecznie dygnęła. - Ależ zechce uczynić, zechce.
Po tym przydługim wstępie w końcu ruszyli do
tańca. Mimo półtora roku przerwy wkrótce przypomnieli sobie, jak wyglądały
dyskoteki przed kataklizmem, a Napalm dawał z siebie wszystko, zakręcając
Śnieżką.
Rambo tymczasem przypatrywał im się z
marsową miną. Sam jakoś nigdy nie tańczył i nie za bardzo wiedział, co teraz ze
sobą zrobić, a nie chciał wyjść przed Napalmem na jakiegoś młokosa. Zrobił
niepewny krok do przodu i przystanął.
Elektra zaczęła tańczyć w swym artystycznym
szale, nie zwracając już uwagi na nikogo. Jej ciemnoblond loki podskakiwały
wokół głowy przy każdym ruchu. Bryza i Speedy po chwili wahania postanowiły
pląsać do muzyki we dwie, nie zauważając rozterek przywódcy.
Kiedy pierwsza piosenka się skończyła,
dziewczyny zeszły się przed laptopem, chichocząc i wybierając dalsze utwory.
Napalm łyknął zdrowo ze znalezionej puszki piwa - może trochę
przeterminowanego, ale co tam - po czym podszedł do Rambo. Wcisnął mu puszkę w
rękę i klepnął w plecy.
- Tak więc, mój młody padawanie - oznajmił
śmiertelnie poważnym tonem. - Od podejścia do dziewczyny zacząć powinieneś.
Rambo odchrząknął.
- No… ten… Cholera, skąd miałem wiedzieć, że
zdecydują się na potańcówę…
- ...taa, Highway to Hell może dla odmiany -
gdzieś w tle zaśmiała się Śnieżka.
- Dlaczego by nie? - odparła Bryza. - Coś w
naszych klimatach…
Kiedy rozbrzmiały pierwsze dźwięki gitary,
Napalm wyszczerzył się do przyjaciela.
- No, stary, nie boisz się iść do zombiaków,
a boisz się podejść do dziewczyny? Ja wiem, że są straszne. No… wyglądają
trochę lepiej niż zombiaki, ale rozszarpać mogą cię równie skutecznie… -
Zawahał się na moment. - Mniejsza. Trzeba dać radę! - Pokiwał głową z
przekonaniem.
- Powiedziałeś to, jakbyś się poświęcał dla
wyższego celu - burknął Rambo.
Dziewczyny akurat odbiegły od laptopa, aby
dalej bawić się do muzyki. Mężczyzna zbladł, lecz się wyprostował. Rzucił harde
spojrzenie Napalmowi i ruszył w stronę dziewczyn… po czym się zatrzymał. Która…?
Speedy - trochę chyba za szybka. Śnieżka - może nie, jeszcze go wyśmieje.
Elektra - trochę się jej bał, choć nigdy by tego na głos nie powiedział. Bryza…
ona chyba była najbardziej tolerancyjna. Podszedł do niej i powiedział:
- Czy mogę prosić…
- HIGHWAY TO HELL! - dobiegło z głośników,
zagłuszając słowa przywódcy.
- HIGHWAY TO HELL!!! - ryknęły razem
dziewczyny.
Podnosząc rękę w górę, Bryza prawie trafiła
Rambo w nos. Na szczęście w porę go dostrzegła i obyło się bez uszkodzonej
twarzy. Uśmiechnęła się, pochłonięta zabawą.
- A ty nie tańczysz? - zdziwiła się. - Coś
się stało? - dodała, widząc jego minę.
Tak, zdecydowanie był spłoszony i teraz już
nie wiedział zupełnie, jak się odezwać.
- Zaekhem… Znaczy pytałem czy mo-może
zatańczysz? - Słysząc, co za głupotę powiedział, poprawił się. - Ze mną…?
Znaczy jeśli chcesz, nie…
Bryza zarumieniła się nieznacznie z
zakłopotaniem, lecz zaraz skinęła głową.
- Jasne, czemu nie? - Wzruszyła ramionami.
Kitty znowu dorwała się do laptopa, co
poskutkowało puszczeniem czegoś przypominającego cha-chę. Bryza spojrzała
wyczekująco na Rambo. A on na nią z przerażeniem. Jak tak sobie teraz myślał,
to lepiej by mu poszło zatańczyć walca. Bryza z kolei nie mogła mieć już
wątpliwości, że pan wielki dowódca nie ma pojęcia, co ze sobą począć w tej
sytuacji. Dla odmiany spalił raka.
- E… Wybacz… - zaciął się znowu.
Bryza uśmiechnęła się z lekkim rozbawieniem.
Rosły, dość umięśniony Rambo nie sprawiał wrażenia utalentowanego tancerza.
Choć może… przy inne muzyce… Gdyby tak się ogolił, ułożył kasztanowe włosy… I
ubrał coś elegantszego… Może coś by z niego było.
- No… Na początek musisz podejść nieco
bliżej… - zaczęła niepewnie. Gdy Rambo faktycznie postąpił krok do przodu,
chwyciła jego dłonie, choć czuła się trochę niezręcznie. - A teraz patrz na
ruchy moich nóg.
Tańczyła kiedyś cha-chę, więc mimo upływu
czasu coś tam pamiętała. Jej obecny parter najpierw bardzo nieudolnie
naśladował jej kroki, o dopasowaniu do muzyki nie wspominając, jednak po jakimś
czasie zaczęło już to wyglądać nie tak źle. Dobrze, że cha-chcę tańczy się z
reguły dalej od siebie, więc obyło się bez nadeptywania na stopy.
Tymczasem po drugiej stronie sali Napalm dla
odmiany poprosił do tańca Speedy. Wszystko wskazywało na to, że cha-chy akurat
oboje nie znają, co nie przeszkadzało im się dobrze bawić.
Bateria laptopa wytrzymała ponad dwie
godziny, ale wreszcie się wyczerpała. Cała grupa opadła na krzesła wokół stołu,
gdzie Napalm przyniósł wcześniej piwo i wódkę. Obok leżały… paluszki. Dwie
paczki! Termin ważności miały chyba sprzed roku, lecz studenci i ocalali z
zagłady nie wierzą w trzy rzeczy: św. Mikołaja, bociana oraz terminy ważności.
Kitty sięgnęła po puszkę, lecz Bryza
pierwsza to spostrzegła i złapała ją za rękę.
- Młoda, idź zmienić Shiny’ego. Dość się
chłopak namarzł - poleciła.
Rambo też na nią spojrzał i kiwnął głową.
Dziwne uczucie, że ktoś go wyręczył w rozkazywaniu jego siostrze.
- No. Idź, idź.
Kitty prychnęła jak wściekła kotka, jednak
wyszła z pokoju. Po chwili wrócił nieszczęśliwy Shiny, trąc skostniałe dłonie.
Jak na złość, dokładnie w tym momencie wysiadł prąd, to znaczy wysiadł
akumulator ładowany co jakiś czas przez Elektrę. Często były z nim problemy,
więc nauczyli sobie radzić bez niego. Napalm wytworzył kulę ognia i odnalazł w
szafce parę świeczek. Zapalił je, po czym postawił na stole.
- Ale nastrój - zaśmiała się Speedy.
- To może tak - odezwał się donośnie Rambo,
wziął do ręki butelkę wódki i wstał. - Dzisiaj, z okazji szczęśliwego
zakończenia akcji, chciałbym wznieść toast, za zdrowie tutaj obecnej Speedy.
Wybaczcie brak kieliszków, ale cóż poradzić - mruknął na koniec - Zdrowie! -
zakrzyknął i upił łyk z butelki, następnie podając ją dalej, do Śnieżki.
- Zdrówko - uśmiechnęła się do rudej i
pociągnęła łyk, a następnie przekazała butelkę kolejnej osobie.
Gdy na koniec flaszka trafiła na blat przed
samą Speedy, dziewczyna milczała przez krótki moment, co było do niej
niepodobne. Nieświadomie potarła opatrzone zranienie na ręku. Zaraz jednak
rozchmurzyła się, uśmiechnęła, po czym spojrzała na wszystkich po kolei.
- Dzięki! Fajnie jest być zdrową. Wolałabym
nie jeść ludzkiego mięsa. - Wzdrygnęła się, a w jej oczach odbiło cień
wcześniejszego przerażenia. - I cóż, będziecie musieli się dłużej ze mną męczyć
- zażartowała, po czym wypiła potężny łyk, po którym aż się zakrztusiła.
Po tej puencie zaczęli popijać, rozmawiać i
chrupać w ogólnie radosnej atmosferze, która trwała do późnej nocy. W końcu
Rambo zarządził, by iść już spać, przy czym Elektrze nakazał zmienić Kitty na
warcie. Potem ruszyli do swoich „sypialni” - damskich oraz męskich, gdzie mogli
się przebrać i w końcu ułożyć swoje podchmielone głowy na poduszkach, nie
spodziewając się, że ta noc jednak nie będzie należała do spokojnych.