Półtora roku temu wybuch Yellowstone spustoszył połowę Ameryki Północnej, a wulkaniczny pył osiadł także na całej półkuli północnej i pozostał w atmosferze niczym nieustające, ciemne chmury. Wybuch wzbudził również inne wulkany, a trzęsienia ziemi uszkodziły reaktory jądrowe.

Miliony, miliardy ludzi zginęło.

Wśród ocalałych pojawiła się nieznana choroba, która zmieniała ludzi w kanibali. Ich głód ludzkiego mięsa można porównać do wampirzego pragnienia znanego z książek.

Skażenie lub groza sytuacji obudziła u niektórych niewyjaśnione mutamoce.

Panuje półmrok spowodowany pyłem w atmosferze, ale w Europie z rzadka da się już dostrzec przebijające się z trudem promienie słońca. W zniszczonych, opustoszałych miastach trwa walka o przetrwanie.

Ogłoszenia

Pierwsze pięć rozdziałów zostało lekko edytowanych. Zmiany, jak uprzedzałyśmy, nie tyczą się głównej fabuły, tylko błędów stylistycznych oraz związanych z charakterami postaci. Nie ma potrzeby, by ci, którzy czytają na bieżąco, musieli wracać do tamtych rozdziałów, ale piszemy o fakcie zmiany dla zachowania porządku.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 5

Hej! Post trochę opóźniony, bo jedna ze współautorek (An-Elenel: przyznaję się ;]) genialnie oddała lapka do serwisu, nie wziąwszy z niego uprzednio przygotowanych rozdziałów. W każdym razie, laptop szczęśliwie już wrócił do domu, więc rozdział może zostać opublikowany. 
Mamy nadzieję, że kogoś jednak zainteresowała ta historia, choć nie ma ochoty/pomysłu komentować. Oczywiście miło byłoby przeczytać jakąś opinię o ostatnich rozdziałach ;)
Jakby ktoś potrzebował przypomnienia, gdy nasza drużyna poszła spać po wieczornej zabawie, zaatakowały ją zombiaki. W czasie walki prawie porwały one Kitty (młodszą siostrę Rambo), o co Rambo oskarżał Bryzę. Niebezpieczeństwo zostało jednak zażegnane.
Dzisiaj ciąg dalszy losów politechnicznej drużyny. Dowiecie się co nieco o przeszłości części bohaterów oraz skąd wzięli broń. Miłej lektury! ;)


Rano wszyscy wstali niewyspani i w paskudnych humorach. Powodem było zarówno nocne starcie z zombiakami, jak również wcześniejsze pijaństwo. Podczas gdy Napalm siedział na dachu, pozostali przywlekli się do stołu w kuchni, gdzie z markotnymi minami przyglądali się podpłomykom upieczonym przez Elektrę z zatęchłej mąki.
Kitty wyszła z porwania bez szwanku za wyjątkiem guza na głowie. Bryza czuła się za to o wiele gorzej, bo nie dość, że bolała ją noga, to jeszcze wściekała się na siebie za wczorajszą nieudolną próbę użycia mocy. No i nie zapomniała słów Rambo. Teraz unikała patrzenia na niego jak ognia.
Jedyna cicha i dosyć urywana rozmowa, jaka się toczyła, przebiegała między Shiny’m oraz Kitty. Poza tym wszyscy w ciszy mełli w ustach dzisiejsze śniadanie - ogólnie wyglądali jak znudzone i zmęczone krowy na pastwisku.
- Może po jedzeniu znowu pójdziemy spać? - zapytała Śnieżka, której w końcu udało się przeżuć kęs.
- Tak… Sen dobrze robi na cerę - odparła Elektra i ziewnęła rozdzierająco.
Rambo chciał coś powiedzieć, ale akurat żuł podpłomyk. Trochę to potrwało, jednak później odechciało mu się nawet otwierać ust do rozmowy. Zresztą zapomniał, co miał do powiedzenia. Nie wiedział już nawet, w jakim temacie.
Dzień toczył się ospale. Prawie wszyscy ostatecznie znowu położyli się do śpiworów i tylko Kitty poszła pooglądać jakiś film na laptopie. Wszystko wskazywało na to, że groza porwania przez zombiaki nie zrobiła na niej aż tak dużego wrażenia, jak inni się obawiali. Albo może właśnie filmem próbowała zagłuszyć nieznośne myśli. Później dołączył do niej Shiny, kiedy pozostali drzemali w pokojach.
Koło południa Bryza niechętnie zwlokła się z posłania i z trudem - przez wzgląd na ranną nogę - wdrapała się po schodach na dach, gdzie zmieniła Napalma. Mężczyzna jedynie pozdrowił ją sennie, po czym zniknął za drzwiami. Bryza ziewnęła, rozglądając się po okolicy. Mogłaby się położyć nawet tutaj, na twardym i zimnym betonie, ale ktoś musiał czuwać.
Pokuśtykała na drugą stronę dachu i oparła się o barierkę - akurat w tej części został jej fragment. W oddali dostrzegła ciemne morze - właściwie bardziej wiedziała, że tam jest niż je widziała. Przypomniała sobie, jak zachwycała się morzem, odkąd przyjechała do Gdańska. Na rodowitych gdańszczanach nie robiło ono większego wrażenia, jednak na niej - przybyłej z Wrocławia - ogrom wody był niesamowity.
Nagle dostrzegła błysk. Podniosła wzrok. Z niedowierzaniem spostrzegła jasną smugę przebijającą się przez pył wiszący w atmosferze. Promień słońca! Uśmiechnęła się mimowolnie. Gdyby tylko miała dość mocy, by rozgonić wszystkie chmury…
Coś ją tknęło, aby się odwrócić i za sobą zobaczyła Rambo, który patrzył na nią ze skrzyżowanymi na piersi ramionami. Nie wyglądał groźnie, jednak trudno było wyczytać cokolwiek z jego twarzy. Zanim Bryza zdążyła cokolwiek zrobić, oparł się o barierkę obok niej. Wyraźnie chciał coś powiedzieć, ale jak już dziewczyna zdążyła się przekonać na ostatniej zabawie, Rambo miał problem z różnymi rozmowami, jeżeli nie były to rozkazy lub sugestie strategiczne.
- Wiesz… coś mi wpadło do głowy, aby tu przyjść i z tobą pogadać - zagaił luźno. - Bo wiesz… Tak głupio mi trochę, że mnie unikasz… No i mam wrażenie, że moja własna drużyna momentami się mnie boi… A ja właściwie dowódcą to jestem umownie… Co znaczy, że jestem nim, bo stwierdziliście, że gadam do rzeczy. W każdym razie głupio mi, że mnie unikasz z powodu tej draki w nocy - powiedział dosyć chaotycznie.
Bryza przygryzła wargę, szczelniej owijając się starą, połataną kurtką. Spojrzała na Rambo niepewnie.
- Wiesz…? - Zdołała się uśmiechnąć. - Nie powiedziałabym, że ktokolwiek tutaj się ciebie boi.
- No bo czasami tak na mnie patrzysz - Wywrócił oczami. - To tak sobie myślę.
- No dobra, może rzadko się zdarzy - przyznała z wahaniem, patrząc przed siebie na wciąż widoczny promyczek słońca. - Tylko w czasie walki… Nie twierdzę, że jesteś złym dowódcą, lecz gdy zombiaki mają przewagę, czasem brakuje mi jakichś rozkazów. Próbuję robić, co w mojej mocy, by ratować sytuację, jednak… jaki jest tego skutek, widać.
- Zobaczymy, co da się z tym zrobić, ale raczej problematyczne jest wydawanie rozkazów w wianuszku zombiaków, który chcą cię tylko zjeść. Musiałbym patrzeć na to wszystko z góry jak Śnieżka i mieć jakiś zestaw krótkofalowy czy coś, aby się z wami połączyć i wydawać rozkazy. Więc chyba rozumiesz, w czym rzecz - wyjaśnił.
- Rozumiem, jednak czasem mógłbyś patrzeć, jak sobie radzimy - odparowała. - Mogę już nie używać mutamocy w czasie walki bez twojego zezwolenia, jak tak bardzo ci przeszkadza.
- Nie no, jasne, ale wtedy musiałabyś mnie zacząć pytać, czy możesz zjeść obiadek, czy możesz iść do ubikacji lub umówić się z kolegą na randkę. - Rambo parsknął śmiechem. - Nie jestem mamusią, która boi się, że ją przewieję i zakładam, że wszyscy mają swój mózg i starają się robić to, co potrafią najlepiej, jak najlepiej. Więc nie chcę nikomu zabraniać robienia takich rzeczy. No chyba, że chcesz być moją prywatną niewolnicą czy coś. - Wyszczerzył do niej zęby.
Spojrzała na niego z niedowierzaniem, chwilowo zapominając, że powinna się obrazić. Skupiła się, a wiatr uderzył w twarz Rambo, aż przymknął na moment oczy. Teraz to Bryza wyszczerzyła do niego zęby.
- Chyba śnisz.
Potrząsnął głową i przetarł sobie oczy.
- To ty mi zasugerowałaś. Inaczej bym na to nie wpadł. Ha, przynajmniej wiem, że mimo wszystko mam niezłą władzę.
- Faceci - prychnęła. - Ja tu tylko deklaruję, że będę posłuszna w czasie walki jak każdy normalny żołnierz, a ten już wysuwa daleko idące wnioski.
Szturchnęła go łokciem. Przy ruchu przypadkowo trafiła rannym udem o barierkę. Syknęła cicho z bólu, lecz szybko znów się rozpogodziła.
Rambo uśmiechnął się i poczochrał Bryzie włosy, na co zrobiła urażoną minę.
- Dobra, panna ranna nie musi się tyle wysilać na straży, bo jej się jeszcze coś z nóżką zepsuje. Ale pan dowódca dba o żołnierzy, więc się niech panna nie martwi.
Następnie Bryza straciła grunt pod nogami, gdy Rambo wziął ją na ręce.
- Dobra, dobra, teraz będzie na księżniczkę.
- Hej, nie jestem tak słaba - zaprotestowała rozbawiona i zaskoczona. - Poradzę sobie!
- Nie no, przestań, chciałem jakoś przeprosić. Że sobie poradzisz, to wiem, jednak po co masz się niepotrzebnie pocić?
Ruszył do zejścia z dachu i zaniósł dziewczynę do jej pokoju, czym wywołał cichą sensację. Ułożył ją na posłaniu, a na odchodnym zawołał:
- To pa. No i pamiętaj: nie dawaj się zniewolić komukolwiek. - Spojrzał na nią przez ramię rozbawiony.
- Wiatru łatwo nie zniewolisz - zażartowała, składając dłonie pod głową.
Pozostałe dziewczyny w pokoju spojrzały na drzwi, w których zniknął Rambo, a potem na Bryzę. Speedy odkaszlnęła.
- Czy mi się to przyśniło? Rambo przyniósł cię… na rękach? - odezwała się.
- Mam ranną nogę, a to jego sposób na przeproszenie mnie za wczoraj - odparła Bryza swobodnie.
- Łał… - mruknęła Śnieżka, po czym uśmiechnęła się szeroko. - Czyli jednak randkujecie. Nie no fajnie w sumie - zaśmiała się.
- To żadna randka, tylko jego sposób na przeproszenie, mówię przecież - zaperzyła się Bryza.
Speedy i Śnieżka wymieniły znaczące spojrzenia, gdy ich zmęczona koleżanka zamknęła oczy.
- I tak już jesteś zeswatana na amen, więc nie masz nic do gadania - stwierdziła Śnieżka.
- Ach… Piękno uczucia - wtrąciła się nagle Elektra. - Dzięki tobie chyba dostałam weny… Nie macie nic przeciwko jednemu małemu malunkowi na ścianie tutaj?
- No… Jeden… I to mały… W sumie okej, ale weź tamtą ścianę. – Śnieżka wskazała na tę po lewej stronie drzwi, naprzeciw której znajdowała się tablica zapełniona już drobnymi rysuneczkami Elektry.
Niezwykle zadowolona artystka zaczęła wyjmować farby i rozrabiać je na palecie. Speedy usiadła, trąc jeszcze oczy, bo dopiero niedawno ostatecznie zdecydowała się obudzić. Obserwowała nieufnie działania koleżanki.
- Mam nadzieję, że nie będą się nam po tym śnić koszmary - szepnęła do Śnieżki.
- Spoko, sos pomidorowo-karmazynowy się skończył.
- Myślisz, że krew jest dobrą farbą? Bo jeszcze nas wykrwawi, jak skończą jej się zapasy - dodała po chwili Speedy, gdy Elektra mazała już w twórczym szale.
- Krwi? Nie no, jak dotąd nie przypominała wampira - Śnieżka zniżyła głos do szeptu - jednakże krew to nie jest dobry pigment. Wiesz, jak zeschnie to zmienia barwę i w ogóle… Ale sercem już mogłaby się zainteresować. Rozumiesz, jakaś rzeźba czy coś.
Speedy z jeszcze większym lękiem śledziła ruchy dłoni Elektry.
- Przydałoby się skombinować jej jakieś farby, co by nie miała głupich pomysłów.
- Ma. Na razie jej starcza. A ty idź spać, bo ześwirujesz zaraz totalnie - zaśmiała się brunetka.
- Dopiero co się obudziłam! - zauważyła. - Chodź, zagrajmy w coś może - zaproponowała, wstając.
- Dobra, zbierz chętnych i gramy w Osadników.
Wkrótce obie dziewczyny wraz z Napalmem oraz Kitty usiedli do “Osadników z Catanu”. Rambo wciąż sterczał na warcie, a Bryza zasnęła.
Dopiero wieczorem wszyscy - za wyjątkiem Kitty na dachu - zebrali się na kolacji, gdzie jedli z nieco większym apetytem niż rano.
- Myślicie, że zombiaki się przestraszyły i nam odpuszczą na razie? - zagadnęła Speedy między jednym kęsem podpłomyka a drugim.
- Też muszą się zrespić. Wykopać jakieś trupy z grobów, bo ja wiem. - Śnieżka wzruszyła ramionami i zmieniła temat - To co? Jakiś wypad integracyjny robimy?
- A wydawało mi się, że codziennie się integrujemy, ale co ja tam wiem… - westchnął Rambo.
- Integracji nigdy za wiele. - Napalm z miejsca zapalił się do pomysłu Śnieżki, lecz na szczęście nie dosłownie.
Bryza podniosła głowę.
- Chodźmy nad morze - zaproponowała z nadzieją.
Speedy z szerokim, rozmarzonym uśmiechem spojrzała na Śnieżkę i Bryzę.
- Pamiętacie tego larpa post-apo w okolicach brzeźnieńskiej plaży? Ale dałyśmy wtedy czadu! Miałaś cela, Śnieżka. Pamiętam, jak z paintballa trafiłaś tego kolesia. - Jej uśmiech zgasł nagle nieco. - W sumie, nadal masz cela, tylko już nie z paintballa…
- No wiesz… Trochę miał rozrzut, więc trafiłam tak jakby przypadkiem – odparła Śnieżka z pełnymi ustami.
- Jej… A co jeśli ty za każdym razem trafiasz przypadkiem? - Rambo udał przerażenie.
- To oznacza, że wasze życie jest zagrożone - odparła radośnie.
- I tak jest, więc czym się przejmować? - zaśmiała się Bryza. - Ale tamten larp był świetny - przyznała. - Kto by wtedy pomyślał, że udział w takich zabawach pomoże nam przeżyć. Rambo, czym ty właściwie się zajmowałeś przed apokalipsą? Nigdy o tym nie mówiłeś.
Przez długi czas wszyscy unikali rozmawiania o przeszłości, którą bezpowrotnie stracili. Poza tym, początkowo nie ufali sobie w pełni. Teraz jednak, po tylu wspólnych walkach i zwyczajnych dniach spędzonych razem nieufność znikła.
- Byłem w rezerwie wojskowej, a poza tym studiowałem w Akademii Medycznej. Przygotowywałem się do zawodu lekarza wojskowego. - Zaśmiał się, widząc ich miny.
- Wow, byłeś ogarnięty, ale nie sądziłam, że chciałeś zostać żołnierzem - stwierdziła z podziwem Bryza. – Zresztą, w sumie mogliśmy się domyślić. Kto inny miałby znajomego, który trzyma w domu nielegalnego kałasznikowa z zapasem amunicji?
Rambo wzruszył ramionami.
- Facet był całkiem w porządku, ale miał lekkiego kręćka. Uważał, że ruscy nas zaatakują i takie tam. Przygotowywał się na wojnę, a zginął w czasie trzęsienia ziemi. – Westchnął. – Przynajmniej możemy wykorzystywać jego kałacha.
- Zdobycie mojego karabinu to też nie był pikuś – włączyła się Śnieżka.
- Taaa, miałem sporo znajomych w wojsku. Po tym armagedonie, jak tyle osób zginęło, a inni zwiali w obawie przed morzem, pomyślałem, że w magazynach mogło coś zostać. Dawne kontakty się przydały, bo wiedziałem, gdzie szukać. A ty kim byłaś? – zwrócił się do Bryzy, zmieniając temat.
- Ja? Nic ciekawego. Przyjechałam do Gdańska studiować informatykę i poznałam dziewczyny. - Skinęła na Śnieżkę i Speedy. - Już wcześniej chodziłam czasem na strzelnicę i ścianki wspinaczkowe. Prawdę mówiąc, byłam fanką Lary Croft - dodała z nieśmiałym rumieńcem. - Ale naprawdę wariować zaczęłam dopiero tutaj, gdy znalazłam odpowiednie towarzystwo.
- I co, może to nasza wina? - zapytała Speedy z żartobliwą urazą. - Sama nas popychałaś na paintballa!
- A wy nie miałyście nic przeciwko - przypomniała ze śmiechem.
- Mnie tam się podobało - odparła Śnieżka. - To kiedy wychodzimy nad morze? Jutro z rana?
Rambo kiwnął głową i spojrzał na Bryzę.
- Informatyka… E tam, nudy - westchnął ze znudzeniem. - W ogóle to jesteś pewna, że dasz radę dojść nad to morze? Bo wiesz… ostatnio zdawało mi się, że nie dasz się dyskryminować. Rozumiesz… To noszenie na rękach.
- Studiując na roku z masą facetów, trzeba było być silną. - Wyszczerzyła zęby. - A kierunek nie taki nudny. Ty musiałeś zakuwać anatomię, a ja programowałam strzelanki. No i testowałam je oczywiście. Napalm był rok wyżej. Też może potwierdzić, że wcale nie było nudno.
- No raczej. - Napalm wyciągnął się na krześle po skończonym posiłku. - Na zaliczenia pisałem aplikacje z magami, wojownikami, smokami… - Uśmiechnął się do wspomnień. - To były czasy.
- A jutro jakoś sobie poradzę… mam nadzieję. - Bryza wróciła do tematu wypadu nad morze. - Chyba że zgarniemy jakiś pojazd?
- O! Tak! Jakiś fajny motocykl! - Śnieżka wyraźnie była bardzo za.
- Ta, tylko najpierw trzeba go znaleźć - odparł Rambo. - Kto chce iść na poszukiwania środka transportu? Dwie osoby może wystarczą.
- Ja chcę motocykl! - zawołała podekscytowana Speedy. - Ja mogę iść!
- Dobra, idę z tobą. Nie pozwolę ci jakiegoś kiczu wybrać - stwierdził Rambo, zanim Śnieżka zdążyła się odezwać. - No to zjemy to… coś i lecimy.
- Jej! - wykrzyknęła Speedy - Będę mieć motocykl! Zawsze o tym marzyłam!
- Nie wiem, czy przy jej zamiłowaniu do prędkości, motocykl jest dobrym pomysłem - mruknęła Bryza półgębkiem do Rambo.
- Ja wiem, zazdrościsz - zaśmiał się. - Jeżeli go ogarnie, jeżeli w ogóle go znajdziemy, potem jeśli będzie się zajmowała tankowaniem, to w sumie czemu nie.
- Ok, najwyżej kiedyś cię rozjedzie, ale w z twoją mocą chyba nawet wyjdziesz z tego bez szwanku. To powodzenia.
- Będę mieć motocykl! Będę mieć motocykl! - podśpiewywała Speedy, biegnąc do magazynu broni po swojego kałasznikowa.
- Jakbyście przy okazji znaleźli naboje czy coś, też byłoby miło - przypomniała sobie Bryza, gdy Rambo również wstał od stołu. - W końcu może skończyć nam się arsenał i pozostanie bić się z zombiakami na pięści. Ja wiem, że tobie to nie przeszkadza, ale reszta z nas miałaby z tym lekki problem.
- Zawsze możemy sobie też łuki zorganizować - wtrącił Napalm z błyskiem w oku.
- Jak coś, to mnie nie potrzeba, mam zapas nabojów - poinformowała Śnieżka.
- Świetnie, to idziemy - powiedział Rambo, biorąc ostatni kawałek podpłomyka w rękę i kończąc go po drodze. Chwycił strzelbę i wyszli razem ze Speedy.
Dziewczyna śmignęła na sam dół, gdzie czekała, niecierpliwie stukając palcami w kałasznikowa. Gdy mężczyzna do niej dołączył, rozejrzał się wpierw po okolicy. W paru miejscach walały się wczorajsze trupy. Przynajmniej nie było żadnych wciąż żywych zombiaków w zasięgu wzroku. Panował mrok jak zwykle, lecz i tak odrobinę rozjaśniony dzięki niewielkiej wyrwie w chmurach.
- Przeleć się na górę i powiedz, by ktoś zszedł posprzątać trupy - rzucił Rambo do Speedy.
Dziewczyna spojrzała na niego z niechętnie. Westchnęła ciężko, po czym zmieniła się w niewyraźną smugą. Wkrótce pojawiła się znowu, ciężko dysząc.
- Załatwione - poinformowała. - Idziemy? Chcę motor!
- Przejdziemy się po mieście i zobaczymy, czy leży coś takiego porzuconego. - Wzruszył ramionami, pokazując, że tak naprawdę wcale nie musi jej znajdować motoru. Lubił się popastwić od czasu do czasu.
- Na pewno leży. Musi leżeć!
Odkąd Speedy usłyszała o możliwości dostania motoru, nic nie mogło zmniejszyć jej entuzjazmu. W sekundę znalazła się przy bramie na teren politechniki. Rambo zaśmiał się i poszedł za nią. Krążyli tak razem po mieście, Speedy szybciej, Rambo wolniej, aż w końcu odnaleźli jakiegoś porzuconego grata. Podeszli do niego, rozglądając się na wszelki wypadek, czy nie widać nigdzie śladów zombiaków.
- No? Co o nim myślisz?
Był to stary motor w starym stylu, zardzewiały, więc nie mogli określić, jaki miał kiedyś kolor. Rambo podniósł go do pionu, bo leżał na boku. Speedy usadowiła się na siodełku, łapiąc za kierownicę. Spróbowała uruchomić motor, lecz ten zupełnie nie zareagował. Pewnie trzeba będzie naładować akumulator i wlać benzynę. No i go doczyścić.
- Jest czadowy!
- Fajnie, że się cieszysz. Teraz na Oio z nim i idziemy potem na stację… Na dodatek ja go pewnie będę musiał teraz taszczyć - westchnął ciężko.
- A kiedykolwiek myślałeś inaczej? - Wyszczerzyła zęby radośnie, zsiadając z motoru i przekazując go Rambo. - Ja będę czuwać - dodała, rozglądając się ponownie. Poprawiła sobie na ramieniu pasek od kałasznikowa, po czym wyprężyła się służbiście, gotowa do wymarszu.
Rambo pokręcił głową i ruszył powoli z powrotem do bazy. Teraz trzeba było uważać, bo robiło się coraz ciemniej.
- Ta ręka… To z nią już wszystko w porządku? Nie wiem, nie masz wrażenia, że chciałabyś komuś zeżreć mózg?
Speedy potarła bandaż na ręku, gdzie wczoraj poharatały ją pazury zombiaka. Przedramię nawet nie bolało szczególnie, więc czasem o nim zapominała.
- No wiesz, wszystko jest smaczniejsze od tego, co gotuje Elektra - zażartowała - ale nie, jakoś na mózg nie mam ochoty. Poza tym, akurat ty nie musiałbyś się martwić - dodała bezczelnie, odchodząc na bezpieczną odległość.
Chyba nic się nie stało. Przynajmniej tak wydawało się Speedy, jednakże gdy zerknęła za siebie, ujrzała, jak Rambo zostawia jej motor i idzie spokojnie inną drogą w stronę Oio.
- No ej! - zajęczała, podbiegając do motoru.
Spróbowała go podnieść, lecz nic z tego. Spojrzała żałośnie na plecy oddalającego się mężczyzny. W mgnieniu oka znalazła się tuż przed nim.
- No, przepraszam - powiedziała z ustami ułożonymi w podkówkę. - Proszę, pomóż mi z tym motorem.
- Wiesz… obrażanie dowódcy i przyjaciela, te sprawy, ja nie wiem, czy teraz już będę dla ciebie taki miły… do końca życia - dokończył dramatycznym głosem, lecz przystanął, by spojrzeć na nią z góry.
- Proooooooszę - zawyła, robiąc oczy Kota w Butach ze Shreka.
Dalej patrzył na nią kamiennym wzrokiem.
- To… może w zamian zorganizuję ci randkę z Bryzą? - zaproponowała z łobuzerskim uśmiechem.
Rambo opadła szczęka i na chwilę zaniemówił.
- Ale jak to… co? ŻE CO?! - Nie dość, że go skołowało, to teraz jeszcze się na nią wydzierał.
Speedy przybrała wygląd niewinnej dziewczynki, splatając ręce za plecami. Z jej niskim wzrostem i drobną budową może by jej się to udało, lecz kałasznikow na ramieniu oraz militarne ubranie znacząco utrudniały sprawę.
- No wiesz… Odniosłam wrażenie, że ci się podoba - stwierdziła, patrząc na Rambo spod rzęs.
- Bosz… nie no, już nigdy więcej nie chodzę z dziewczyną na akcję. Wy mnie kiedyś zniszczycie… Napiszcie sobie jakieś opko o tym, nie wyżywajcie się na mnie. - Machnął ręką, ale główny cel Speedy został spełniony: mężczyzna ruszył w stronę motoru i podniósłszy go, prowadził dalej.
Speedy uśmiechała się radośnie, idąc tuż za nim.
- A co? Bryza ci się nie podoba? - zagadnęła po chwili.
Nagle usłyszała jakiś hałas. Chwytając mocniej kałasznikowa, rozejrzała się po blokowisku. Celowała w okna, wypatrując śladów bytności kogokolwiek. Normalni ludzie się stąd wynieśli w obawie przed zalaniem przez morze, za to zombiaków trochę zostało. Nie dostrzegła niczego niepokojącego, co nie znaczyło, że nie ma się, czego bać.

4 komentarze:

  1. No, przeczytałam wszystko i teraz spróbuję zebrać myśli, żeby się wypowiedzieć.
    Cały tekst obraca się w gruncie rzeczy wokół postaci. To one są centrum wydarzeń, nie ma tu (póki co) żadnej głębszej od ich pojedynczych przeżyć fabuły, uniwersum nadal jest dość słabo zarysowane (jestem ciekawa, jak się rozwinie, ale o tym za chwilę). Świetnie, bo naprawdę lubię czytać po prostu o postaciach, pewnie więc większość mojego wesołego komcia będzie o samej konstrukcji.
    Mam wrażenie, że psychologia w tym tekście jest trochę spaczona. Próbowałam sobie to tłumaczyć od początku - usiłują być szczęśliwi, nikt nie może im zabrać prób bycia szczęśliwym, to nadal młodzi ludzie, żyją tak już od półtora roku, ale wbrew temu wydają się zaskakująco płytcy jak na wszystko, co przeżyli. To garstka osób, które mają za sobą a p o k a l i p s ę. Wybuchy, strach, cierpienie, niepewność jutra, dezorientacja, próby zaadaptowania się do nowego świata, który został stworzony. Ba, nowe umiejętności same w sobie będące ogromnym materiałem - jak się pojawiły? jak je odkryli? jak zaczynali z nimi żyć? czy zmieniły coś w ich organizmie? - póki co są tylko niesprawiającym problemów i średnio ciekawym dodatkiem. Wasze postacie zachowują się ogólnie tak, jakby były bardziej w jakiejś skomplikowanej grze, z której mogą w końcu wyjść. Nie myślą o tym, co się dzieje, za wiele - jedyna głębsza refleksja, jaką dostrzegłam, miała miejsce, gdy Speedy wybierała ubrania. Nie rozważają, nie przeżywają na nowo, chwilami zastanawiam się - jak to możliwe? Żadne nie śni koszmarów? Żadne nie ma przebłysków? Żadnego nie nachodzą czarne myśli czy momenty załamania? Nikt nie ma nawet cienia zespołu pourazowego? Po prostu normalnie sobie żyją, będąc ludźmi, których w każdej chwili mogą napaść potwory? Powinno w nich to automatycznie wykształcić wzmożone reakcje, stępiać nieco ludzkość i emocjonalność, chwilami przerastać; przynajmniej takie mam wrażenie. A oni po prostu... są sobie. Przez ich zachowanie i nienaturalność psychologiczną zanika klimat tekstu. Żeby nie było, nie mówię, że mają non stop o tym myśleć; mówię, że u celowo napisanej w ten sposób postaci, która nie myśli na ten temat... widać, że nie myśli. Że odsuwa od siebie podobne przemyślenia, ale mimo wszystko żyje w świecie, w jakim przyszło jej żyć - to odbija się w jej zachowaniu czy nawet narracji. Bohaterowie w Waszym tekście są zbyt normalni. Zbyt zdrowi.
    Pomijając już to, co wydarzyło się przed rozpoczęciem akcji - oni nie przeżywają nawet tego, co się dzieje. Silniejsze wydarzenia w tym tekście po prostu pojawiają się i znikają, nie pozostawiając śladów na psychice postaci. Chociażby Speedy - bała się, że zostanie zombiakiem; jakim cudem potem, po samym wydarzeniu, nie wróciła do tego myślami praktycznie ani razu? Nie doszukiwała się u siebie obsesyjnie objawów/nie odsuwała tego na bok świadomości, śniąc koszmary/nie zerkała co jakiś czas na swoją rękę, przecierając ją szybkim ruchem, chociażby? Jakim cudem wydaje się, że takie wydarzenie i stres wpłynęły na nią jednym zasłabnięciem? Znowuż Kitty - szesnastolatka to młoda dziewczyna, była praktycznie porywana przez zombiaki, one trzymały ją, ciągnęły; jak na to zareagowała? Jak przeżyła swoją pierwszą akcję? Znowu, żadnych normalnych, ludzkich nadpobudliwości czy nalotów depresyjnych po tym. Normalnie rozmawia sobie Shinym. Kiedy postacie nie przeżywają tego, co się im dzieje, jak ma przeżywać to czytelnik?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też patrząc na nich jako na zdrowe postacie mogliby być bardziej interesujący. Fajnie, że trzymacie ich przeszłość czy wydarzenia związane z tym, jak się poznali, w sekrecie i tylko hintujecie je czasami; to przyjemne. Przyjemnie wiedzieć, że mieli przeszłe życie, przyjemnie czyta się logiczne wytłumaczenia, dlaczego lepiej radzą sobie teraz pod względami fizycznymi. Bohaterowie męscy są w miarę dobrze zarysowani charakterologicznie - Rambo i Napalm są niemal pełnokrwistymi postaciami (poza tym, że nie przeżywają, ale porzućmy już nieprzeżywanie, omówiłam to). Są dobrze skonstruowani, nieprzesadzeni i ciekawi, takoż ich relacja. Za to konstrukcja Shiny'ego mnie boli, bo duże nadzieje wiązałam z tą postacią - młody, wydaje się nieco niedoświadczony w porównaniu z resztą, cichy i tajemniczy. Co działo się w jego przeszłości? Kim był? Nie uczestniczy w takich rozmowach. W zasadzie nie uczestniczy w żadnych, bo jak na razie zdecydowałyście się określać go powoli rozwijającym się romansem/relacją z Kitty. Postacie określone relacją z inną postacią nigdy nie są pełnoprawnymi postaciami, są tylko męczącym/irytującym/nieciekawym dodatkiem i taki na razie jest Shiny. Mimo swojego okropnego potencjału - albo jest gdzieś w tle/nie ma go, albo jest przy Kitty.
      Speedy, Śnieżka i Bryza dzielą jeden charakter. Czasami przypominacie sobie o tym i próbujecie je zaznaczyć w jakimś kontraście - Bryza to ta bardziej dowódcza i z relacją z Rambo, Śnieżka to ta bardziej złośliwa i z relacją z Napalmem, Speedy to ta... bardziej-tomboy? Z pewnością nie są przesadzone, ale można powiedzieć, że wręcz przeciwnie. Jakbyście nie mogły się zdecydować, czy chcecie rozwinąć je w tych kierunkach, i dawały sobie wolne pole, na razie utrzymując je w jednym charakterze, przez co także stają się postaciami uzależnionymi od relacji - rozróżniam je praktycznie tylko przez moce i dialogi jakie prowadzą z Rambo i Napalmem, najbardziej pełnokrwistymi postaciami w tym tekście ("o, tu jest zarys romansu z Rambo, więc Bryza"; "o, Rambo mówi jak do młodszej siostry, więc mam do czynienia ze Speedy", "o, dialog między kobietą a Napalmem, pewnie Śnieżka").
      Elektra... kim ona właściwie jest? Czy jej "szaleństwo" to efekt tego, że parę razy ją zadrapano? Jest kompletnie niespójna. Najpierw przedstawiacie wariatkę, ale potem krótki wzgląd w jej myśli nie ma kompletnie żadnego związku z postacią, którą widzą inne, ani wyjaśnienia, dlaczego każe im tak się widzieć. Nie mam stosunku do tej postaci, jestem nią wyłącznie zakłopotana, bo nie mam pojęcia, kim chcecie, żeby była. Cóż, może macie tu jakiś plan.
      Kitty natomiast wydaje się najbardziej realistyczną kobietą. Leci w schematy, młoda, buntowniczka, ciuchy, ale logicznie zachowała się na swojej pierwszej akcji - dopiero potem jej konstrukcja psychologiczna legła w gruzach. Na początku wydawała mi się po prostu idiotką, ale teraz stwierdzam, że ogólnie najdłużej była bardzo logicznie budowaną postacią płci żeńskiej w tym tekście.

      Usuń
    2. O mutamocach napisałam wyżej i nie mam tu nic do dodania - liczę, że rozwiniecie ten świetny motyw.
      Uniwersum... W zasadzie nie wiem, w jakim kierunku zmierza ten tekst. Na razie to jest tak, jakby na świecie były tylko nasze postacie i zombiaki, ale może potem rzucicie szerszy obraz na rzeczywistość, pokażecie jakieś motywy podbudowywania się cywilizacji, innych ludzi w ruinach Gdańska. A może nasze postacie będą same musiały odejść z braku jedzenia czy coś podobnego? Tu jeszcze nic nie komentuję, bo jak na rozbudowanie takiego uniwersum tekstu było mało i wszystko jeszcze może się wydarzyć. Czekam z niecierpliwością.
      Na koniec chcę wspomnieć jeszcze o scenach akcji - nie czuć ich. Są raczej nudne, a nie trzymające w napięciu. Zastanawiałam się, dlaczego, i doszłam do wniosku, że jest to efektem dwóch rzeczy: 1) zbyt rozbudowanych zdań i za mało opisów z rozmachem, silniejszych kolorów, jaśniejszych świateł, pojedynczych elementów, gwałtownego bólu, tego, co tworzy dynamikę wydarzenia; 2) zawsze chcecie opisać całą scenę, zamiast skupić się na perspektywie jednej postaci, jakbyście rzucały rzuty kamerą na całość pola bitwy. Dla tego tekstu nie jest to dobre, bo co chwila przeskakujecie z akcjami, powodujecie chaos, a czytelnik nie mogący nadążyć za tekstem stopniowo przestaje chcieć za nim nadążać. Więc spróbowałabym w przyszłych akcjach z perspektywą jednej postaci. Ale to tylko sugestia.
      Styl(e?) macie przyjemny/e, czyta się miło i szybko, dialogi są naturalne. Nie dostrzegłam więcej błędów poza tymi wypisanymi wyżej, ogółem.

      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Dzięki za tak rozległy komentarz ;)
    Pomyślałam więc, że odniosę się do niego, byś wiedziała, że poważnie go całego przeczytałam ;]
    Tak naprawdę tekstu mamy już gotowego dużo więcej i część uwag, które tu zawarłaś, również dostrzegłyśmy i poprawiłyśmy w kolejnych rozdziałach. Niektóre nam umknęły, więc w miarę możliwości postaramy się do nich zastosować. Na inne, o których już myślałyśmy, ale które podkreśliłaś, zwrócimy teraz baczniejszą uwagę.
    Generalnie biję się w pierś (wypowiadam się teraz we własnym imieniu), ale faktycznie trochę nam nie wyszły początkowo te postacie. Początkowo była planowana luźna koncpecja - stąd brak koszmarów.Mogę jedynie powiedzieć, że stopniowo coraz bardziej skupiamy się na odczuciach bohaterów - czy całkowicie dobrze nam to wyszło, tego nie jestem w stanie stwierdzić. Uniwersum będzie się z czasem rozszerzać. Tyle tylko napiszę, żeby nie spoilerować.
    Co do walk... Cóż, tu najbardziej objawia się różnica stylów właśnie i fakt, że piszemy we dwie, więc każda skupia się na swoich bohaterach. Zobaczymy, jak to dalej wyjdzie ;)

    Pozdrawiam

    An-Elenel

    OdpowiedzUsuń