Półtora roku temu wybuch Yellowstone spustoszył połowę Ameryki Północnej, a wulkaniczny pył osiadł także na całej półkuli północnej i pozostał w atmosferze niczym nieustające, ciemne chmury. Wybuch wzbudził również inne wulkany, a trzęsienia ziemi uszkodziły reaktory jądrowe.

Miliony, miliardy ludzi zginęło.

Wśród ocalałych pojawiła się nieznana choroba, która zmieniała ludzi w kanibali. Ich głód ludzkiego mięsa można porównać do wampirzego pragnienia znanego z książek.

Skażenie lub groza sytuacji obudziła u niektórych niewyjaśnione mutamoce.

Panuje półmrok spowodowany pyłem w atmosferze, ale w Europie z rzadka da się już dostrzec przebijające się z trudem promienie słońca. W zniszczonych, opustoszałych miastach trwa walka o przetrwanie.

Ogłoszenia

Pierwsze pięć rozdziałów zostało lekko edytowanych. Zmiany, jak uprzedzałyśmy, nie tyczą się głównej fabuły, tylko błędów stylistycznych oraz związanych z charakterami postaci. Nie ma potrzeby, by ci, którzy czytają na bieżąco, musieli wracać do tamtych rozdziałów, ale piszemy o fakcie zmiany dla zachowania porządku.

sobota, 5 lipca 2014

Rozdział 4

Witajcie ;) Tydzień temu nie publikowałyśmy nowego rozdziału, by dać szansę nadrobić zaległości tym, którzy dzielnie uczyli się do sesji egzaminacyjnej.
Wstawiłyśmy również podstronę z opisem bohaterów (imię, wiek, wygląd, mutamoc), co może ułatwić rozeznanie się w drużynie. Link jest po prawej stronie.
A dzisiaj przekonacie się, co spotkało naszą drużynę w nocy po ostatnim miłym wieczorze.
Miłej lektury :)


Elektra poszła na wartę z ciężkim sercem. Po takim miłym wieczorze źle się siedziało w zimnie i ciemności. Od Kitty, która dostała go jedynie z zasady, bo nieźle widziała w mroku, przejęła noktowizor - aż głupio jej było zakładać to szkaradztwo, ale cóż poradzić - w innym wypadku niczego nie zauważy, jeżeli coś się będzie działo.
Przesiedziała tak na warcie około godziny, ziewając i myśląc nad swoim nowym dziełem na ścianie w kuchni. Wszyscy pewnie już spali. Rozejrzała się znudzonym wzrokiem po okolicach Oio, jednak nie spodziewała się, że naprawdę coś zobaczy. Zielona sylwetka, najpierw jedna, potem druga przemknęła od strony Starego Eti. Potem zaczęły pojawiać się także inne i skradać od budynku do drzewa, następnie kolejnego budynku w stronę głównego wejścia Oio. Przestraszona Elektra wstała nabierając głęboko powietrza, kumulując w sobie energię. Przymknęła oczy, a gdy je otworzyła, namierzyła dwie postaci na mniej więcej otwartej przestrzeni w okolicach parkingu, po czym strzeliła piorunem. Ogłuszający dźwięk poniósł się echem po całym kampusie oraz postawił na nogi drużynę, która na wariata zaczęła się ubierać i biegać po broń.
Moment później na dach śmignęła Speedy, dzierżąc kałasznikowa. Zaraz za nią pojawiła się Bryza dopinająca w biegu kurtkę oraz Rambo skaczący na jednej nodze i zakładający buta. Wkrótce przybiegł również Napalm ze Śnieżką. Shiny dotarł niedługo później. Gdy tylko Kitty wystawiła głowę z klatki schodowej, Rambo wysłał ją z powrotem do pokoju.
- Nie, czekaj, Kitty! - zawołała Bryza.
Nastolatka wyczuła szansę na przeżycie czegoś ciekawego, więc zatrzymała się natychmiast. Jej brat za to spojrzał ze złością na Bryzę.
- Co to ma znaczyć? - warknął.
- Nic jej tu nie grozi, zombiaki są na dole - powiedziała szybko dziewczyna. - Ona jedyna zobaczy cokolwiek bez noktowizora. Strumień światła latarek nic nam nie da z tej wysokości.
Kitty po apokalipsie zyskała kocie oczy: rozpoznawała trochę mniej barw, jednak w mroku lepiej dostrzegała kształty, podczas gdy innym wszystko się zamazywało.
- Dobra, ale i tak będziemy musieli zleźć na dół, aby cokolwiek zrobić z intruzami - odparł chmurnie dowódca. Trochę głupio, że Bryza go poprawiała. Rambo nie czuł się z tym dobrze, jednak tu miała rację… Częściowo.
Kitty podbiegła na skraj dachu, gdzie Speedy i Napalm bezskutecznie próbowali cokolwiek dostrzec. Po drugiej stronie Śnieżka zabrała noktowizor Elektrze i przeczesywała spojrzeniem okolicę.
- Widzę chyba z dziesięciu! - zawołała. - Są przy Novum!
- Kilkunastu zmierza od strony Starego Eti! - krzyknęła przestraszona Kitty. - O, tam są!
Wskazała kierunek Speedy, która wypuściła serię z kałasznikowa. Bryza powstrzymała ją szybko.
- Przestań! Nie marnuj jeszcze amunicji! Nie trafisz z tej odległości! Śnieżka, to robota dla snajpera.
Napalm cisnął parę ognistych kul, a Bryza pokierowała wiatrem, by poniosło je dalej. Na moment rozświetliły okolice obu budynków Eti, lecz zombiaki pochowały się zapobiegawczo, przez co nie mogli ich policzyć.
- Dobra, robimy tak - odezwał się donośnie Rambo. - Śnieżka, zostajesz na dachu i rozwalasz te kreatury, jak tylko się wychylą. Elektra, zostań z nią i strzelaj piorunami, jak będzie możliwość. Od czasu do czasu przydałoby się też trochę światła. - Elektra kiwnęła głową. - Reszta schodzi na dół i obstawia wejścia do Oio. W razie utraty budynku każdy wie, gdzie uciekać. Latarki wędrują do Speedy, Bryzy i mnie. W razie czego, Shiny, jesteś naładowany? Poświeciłbyś nam w odpowiednim momencie. - Chłopak skinął głową. - Kiedy będzie świecił, macie go kryć. A Kitty… - Rambo na chwilę się zawahał. - Zawsze trzymaj się blisko kogoś. Jak zobaczysz, że przyjaciel jest zagrożony, a zagrożenia nie widzi, strzelaj. Jasne? No to na dół. Zabierać latarki i broń.
Wszyscy przytaknęli, rozbiegając się, by spełnić rozkazy. Speedy pomknęła po schodach na dół, a Bryza z Napalmem zjechali po poręczy. Za nimi zeszli Rambo, Kitty i Shiny. Kitty jakoś przestała cieszyć się z możliwości udziału w akcji, kiedy miała stanąć w walce naprzeciw zombiaków. Niepewnie ściskała w dłoni pistolet otrzymany od brata. Co innego obserwować wszystko z góry, a co innego… być tam.
Obrońcy wypadli przez jedyne niezabarykadowane drzwi Oio. Wszelkie inne otwory prowadzące do budynku dawno już zablokowali dla swojego bezpieczeństwa.
Speedy wskoczyła na kupę gruzu i z bojowym okrzykiem strzelała do tych nadchodzących od Eti. W odpowiedzi nadleciały wrogie pociski. Bryza ściągnęła przyjaciółkę za kołnierz.
- Schowaj się, idiotko - syknęła.
Kitty dotarła do obu dziewczyn, gdzie gruz dawał dobrą ochronę przed zombiakami. Bryza wychyliła się na moment, posyłając trzy noże w najbliższych przeciwników. Latarkę trzymała w zębach. Kitty z kolei co jakiś czas wystawiała głowę nad hałdę gruzu, by zaraz powiedzieć towarzyszkom, co widzi.
Napalm oparł się o drzewo niedaleko, które osłaniało go przed pociskami. Poczekał na przerwę w ostrzale, po czym rzucił kilka kul ognia, dodając jeszcze strzały z pistoletu. Speedy wychyliła się w tym samym momencie, by wesprzeć kolegę serią z kałasznikowa. Parę zombiaków oberwało, reszta się na razie schowała.
Bryza odwróciła głowę. Ci od Novum się nie zatrzymywali. Jeden tylko padł nagle, zapewne dzięki Śnieżce. Napalm cisnął tam parę kul ognia, a w ich świetle zalśniły ostrza trzymane przez zombiaków. Przynajmniej chyba nie mieli broni palnej.
Rambo ruszył w tamtą stronę, by zaraz stanąć za drugim drzewem. Zza niego wychylał się i robił użytek ze swojej strzelby. Obok niego ukrył się Shiny, który pomagał mu w ostrzale swoim pistoletem. Zombiaki z nożami dalej biegły, a te od strony Eti ponowiły serię z karabinów i pistoletów, odwracając uwagę od grupy zdążającej od Novum. Śnieżka robiła, co mogła, byleby się pozbyć tych z bronią palną, ale było to trudne - zombiaki starały się za bardzo nie wychylać zza swoich osłon. Elektra tymczasem wysłała piorun kulisty w stronę przeciwników z nożami. Część została powalona i teraz podrygiwała na ziemi z nadmiaru elektryczności. Inni upadli, lecz się już podnosili. Od Novum zaczęła nadbiegać kolejna kilkuosobowa grupka.
Te zombiaki, które uniknęły porażenia, runęły w stronę hałdy gruzu, gdzie dziewczyny kryły się przed ostrzałem spod Eti. Rambo zarzucił strzelbę na ramię. Z okrzykiem bojowym ruszył w ich kierunku, trzymając w ręku nóż i nie zwracając uwagi na ogień zaporowy słany w tę stronę. Podczas jatki jakiś zombiak próbował zajść go od tyłu, jednak został zestrzelony przez Śnieżkę. Shiny dalej krył się za drzewem, atakując zombiaki, które próbowały podejść bliżej niego lub zagrozić dziewczynom.
Bryza przymknęła oczy. Skupiona, zebrała w sobie energię. Wstała gwałtownie, a wraz z nią podniosła się wichura. Kurz i gałęzie zasypały napastników, spowalniając ich marsz. Oberwało się również Rambo.
Speedy i Napalm wystrzelili w kierunku zombiaków zakrywających oczy. Z góry spadła kolejna błyskawica. Śnieżka zdołała trafić kolejnych kilku. Bryza upadła nagle bez sił, przez co wiatr ustał. Zaciskała zęby, próbując szybko dojść do siebie.
Od strony zombiaków nadleciał niewielki przedmiot. Bryza dostrzegła go kątem oka, ale nie była w stanie wzniecić teraz nawet lekkiego podmuchu. Granat, którym okazał się przedmiot, wypuścił chmury ciemnego, gryzącego dymu zasłaniającego całą okolicę pod Oio.
Obrońcy krztusili się w oparach, nie mogąc zlokalizować przeciwników. Nagle rozległ się piskliwy krzyk.
- Pomocy! - wrzasnęła histerycznie Kitty.
Rambo starał się coś zobaczyć przez wyciskający łzy dym. Nic z tego. Zaczął biec, potykając się, w stronę, z której dochodził głos. Po kilku upadkach wyskoczył w końcu z zadymionego obszaru. Poszukał wzrokiem Kitty, jednak już nie widział siostry, choć wciąż słyszał jej nawoływania. Zaczął biec za nikłym głosem, a po chwili zorientował się, że nie jest sam. Zaraz za nim pędził Shiny, który wcześniej trzymał się na uboczu i najwyraźniej dobrze mu poszła ucieczka z zadymionego obszaru.
Śnieżka tymczasem widziała wszystkich jak na dłoni: i miejsce, gdzie jej przyjaciele zostali zasnuci kłębami dymu, i porwanie… kogoś. Zapanował całkowity chaos. Dziewczyna w nocnych akcjach zawsze ślęczała na dachu z noktowizorem, starając się odróżnić wrogów od przyjaciół. Zwykle rozpoznawała swoich, pamiętając jak byli ustawieni lub dzięki charakterystycznym cechom: Rambo był zdecydowanie większy od innych, dodatkowo trzymał strzelbę, w dłoniach Napalma zwykle widziała jarzące się jaskrawą zielenią punkciki, Speedy często znikała niczym smuga, a Bryza po prostu charakterystycznie się poruszała. Młodzi za to trzymali się reszty, więc jakoś ich rozpoznawała, ale teraz… Teraz nie miała pojęcia, co się dzieje. Zielone sylwetki kotłowały się na dole, dwa zombiaki uciekały z kimś nad głową w stronę Novum, ktoś ruszał za nimi w pogoń… albo może uciekał? Noktowizor pozwalał jej widzieć tylko kształty postaci. Śnieżka zaklęła pod nosem. Nie mogła strzelić. Porwany się szamotał, mocno szamotał, więc ruchów zombiaków nie dało się przewidzieć, a co za tym idzie trafienie tego, kogo nie trzeba było bardzo prawdopodobne.
Śnieżka obserwowała zdarzenie. Zorientowała się w końcu, że za porwanym biegnie Rambo, za nim podążał ktoś jeszcze. Zombiak? Wycelowała, ale ostatecznie nie strzeliła. To musiał być przyjaciel. Zrównał się z Rambo i biegli dalej, więc w porządku. Znowu zwróciła uwagę na chaos pod budynkiem. Niewiele widziała. Czekała aż widoczność się poprawi i zacznie odróżniać swoich od zombiaków. Nie chciała popełnić błędu. Przypomniała sobie, że kiedyś, w podobnych okolicznościach, omal nie zabiła Speedy i Napalma. Pamiętała, że bała się spojrzeć im w oczy przez kolejne parę dni, choć słowa nikomu nie pisnęła, co mogło się stać.
Bryzie udało się wreszcie wzbudzić podmuch, który ostatecznie rozwiał resztki gryzącego dymu. Zaniosła się kaszlem, próbując rozeznać się w sytuacji.
- Tam są! - krzyknął Napalm, gdy błyskawica Elektry rozświetliła okolice Novum.
Bryza, trąc podrażnione oczy, zdołała dojrzeć tylko ciemne sylwetki na tle gmachu. Napalm puścił się biegiem, wysyłając kilka ognistych kul. Po chwili znowu rozległ się przerażony wrzask Kitty. Speedy zmieniła się w smugę, gdy pognała za uciekającymi. Bryza nagle została sama naprzeciw niedobitków zombiaków.
Podbiegła za filar i wychyliła się, strzelając do paru najbliższych. Nie skryła się dostatecznie szybko. Prawie upadła, gdy noga wybuchła bólem. Zacisnęła zęby, opierając się o słup. Przywołała ostatnie siły, jakie jej zostały, by rzucić nożami. Charczące oddechy świadczyły, że trafiła. Niespodziewanie usłyszała odgłosy strzałów z dalszej odległości i zobaczyła, że jeden z otaczających ją zombiaków padł. Przynajmniej ktoś jej jeszcze z góry pomagał. Zaraz potem nadleciał piorun kulisty, uderzając w kolejnego.
Tymczasem Rambo i Shiny szybko doganiali porywaczy. Mężczyzna dobiegł pierwszy i wbił nóż w plecy jednego z zombiaków. Dźgnięty runął na ziemię. Trysnęła krew. Kitty zaczęła się bardziej wyrywać zombiakowi, który pchnął ją mocno na ziemię. Dziewczyna uderzyła głową w krawężnik, przez co straciła przytomność. Wykorzystując chwilową nieuwagę porywacza, Shiny wycelował szybko i strzelił mu w głowę. Trup padł na ziemię… A w sumie na Kitty.
Rambo najpierw spojrzał, czy są w miarę bezpieczni. Napalm ciskał płomieniami w ostatnich zombiaków, zmuszając ich do ucieczki, a Speedy właśnie przemknęła nieco dalej, po czym wystrzeliła z kałasznikowa. Teren był już czysty. Napastnicy albo nie żyli, albo uciekli. Rambo odrzucił truchło zombiaka z Kitty oraz podniósł ją.
- Żyje? - zapytał zaniepokojony Shiny.
- Tak, oddycha - mruknął Rambo, po czym spojrzał na chłopaka. - Dzięki, młody.
Ten kiwnął głową, lekko wstrząśnięty całym zdarzeniem. Wydawało się, że szło mu nieźle, jednak… Zupełnie zapomniał o swojej mocy, a miał oświetlać innym plac boju. Posiadał moc lightera, czyli mógł wchłonąć promieniowanie świetlne, naładować się nim, po czym oddawać światło w odpowiednim w danej chwili tempie.
Rambo przerzucił sobie siostrę przez ramię i razem z młodzieńcem ruszyli w stronę Oio, gdzie walka też już powoli dobiegała końca.
Bryza, lekko kulejąc, wyszła im naprzeciw. Spojrzała z troską na nieprzytomną dziewczynę.
- Żyje? - zapytała.
- Tak. Gdzie Speedy? I co z tobą? - zwrócił uwagę na ranę na nodze.
- Melduję się! - Speedy zasalutowała, pojawiając nagle obok nich.
Bryza dotknęła dłonią rannej nogi. Na palcach pozostała jej krew widoczna w świetle latarek.
- Nic takiego, oberwałam - mruknęła.
Rambo zacisnął usta. Chyba chciał się wydrzeć na Bryzę, ale słów mu na razie zabrakło. No i mimo wszystko jej współczuł. Podszedł do Shiny’ego, by przekazać mu Kitty.
- Szoruj na górę z nią - powiedział.
Chłopaka na chwilę zatkało, jednak ostatecznie chwycił dziewczynę pewniej w ramiona i ruszył chwiejnie na Oio.
- Dobra, załoga, wszyscy na górę! - krzyknął do reszty, ale Bryzę zatrzymał. - A tobie mam do nagadania - powiedział cicho, spoglądając kobiecie w oczy. - Czemu, do cholery jej nie pilnowałaś? Byłaś obok niej! Zresztą w ogóle jej tu nie powinno być... I jeszcze ta mini wichura… Dużo to dało, gratuluję, zużyłaś tylko siły, przez co nie miałaś szans w dalszej części, gdy puścili ten granat. No i młodej nie mogłaś upilnować.
Bryza oparła się ręką o ścianę, aby odciążyć ranną nogę.
- Jeżeli uważasz, że jestem z siebie dumna, to nie, nie jestem - odparła, siląc się na spokój. - Sądziłam, że jestem mocniejsza. I nie podejrzewałam, że będą mieć granat dymny. Ale Kitty nie uchronisz, nie rozumiesz? - Zerknęła z obawą na towarzysza. - Nikt nie jest bezpieczny. Nigdzie. Nie w tych czasach. - Spuściła wzrok z westchnięciem. - Co jej da, że zawsze zostaje w bazie? Kiedyś i tam się wedrą. Powinniśmy zacząć przygotowywać ją do walki.
- Dobra, w sumie to sam ją wysłałem, ale nie spodziewałem się, że jeżeli się do was podczepiła, to jej nie upilnujecie! Jest najmłodsza, najmniej doświadczona i jeżeli sobie nie radzi, pomaga jej osoba najbliżej. A ty jeszcze zawaliłaś sprawę i postraszyłaś zombiaki wiaterkiem.
- Próbowałam zapewnić nam przewagę - wycedziła. - Przeceniłam swoje możliwości, przyznaję, jednak przynajmniej starałam się coś robić zamiast rzucać się z pięściami w paru najbliższych.
- Czyli twierdzisz, że moje działanie było bez sensu i nic nie dało? - prychnął. - Że w ogóle nie zwróciłem ich uwagi, żadnego nie powaliłem? Ty zrobiłaś coś lepszego? No słucham?
- Dałam czyste pole do strzału. Gdy zombiaków oślepił kurz, Napalm i Speedy powystrzeliwali sporo. Lecące gałęzie odwróciły uwagę także tych, z którymi się wtedy mocowałeś - przypomniała suchym tonem.
- Och, świetnie, szkoda tylko, że ja też tam byłem i twoje zabiegi też mi nieco przeszkodziły - odgryzł się.
Bryza nie odpowiedziała, skupiając się na ukryciu bólu, jaki sprawiało jej stanie na zranionej nodze. Rambo, który tego nie dostrzegł, uznał, że jego jest na wierzchu, więc można zakończyć kłótnię. Chwycił więc Bryzę w talii, zarzucił sobie jej ramię na szyję i ruszył w stronę Oio, wciąż z pochmurną miną.
Wejście na ostatnie piętro zajęło im więcej czasu niż zwykle, ale w końcu się tam wdrapali. Bryza była mokra od potu i obawiała się, czy nie uszkodziła zębów od ich zaciskania. Z ulgą usiadła na krześle w jednej z sal. Napalm zapobiegawczo przyniósł miskę z gorącą wodą, którą sam ogrzał, a Speedy po chwili zjawiła się z apteczką.
- Shiny na razie czuwa przy Kitty - oznajmiła. - Chyba nic jej nie jest.
Bryza z pomocą Speedy ostrożnie podwinęła nogawkę spodni, odsłaniając dziurę po pocisku.
- Nabój jest w środku - stwierdził rzeczowo Rambo. - Muszę wyjąć.
Bryza skinęła głową, zaciskając powieki. Wiedziała, że Rambo zdoła to zrobić. Niestety, miał doświadczenie od czasu kataklizmu. Napalm podał koleżance butelkę wódki, z której łyknęła trochę. Nie sądziła, by to wiele pomogło. Niestety, miała rację. Bolało jak diabli i nie wiedziała, co bardziej: samo wyjmowanie czy dezynfekcja spirytusem. Na koniec cierpliwie zniosła bandażowanie. Wstała chwiejnie, opierając ciężar ciała na zdrowej nodze.
- Dzięki - wymamrotała, nie patrząc na Rambo.
Po zabiegu mężczyzna zaprowadził Bryzę do pokoju damskiego, pomógł usiąść przy jej śpiworze i opuścił pomieszczenie bez słowa. Kobieta zerknęła przelotnie na Kitty leżącą na swoim śpiworze w kącie. Wyglądało na to, że faktycznie nic jej nie będzie. Kiedy Rambo już nie było, do pomieszczenia wkroczyła Śnieżka i przykucnęła przy Bryzie.
- Hej, dajesz jakoś radę? W ogóle co się stało? - zapytała skołowana, patrząc na jej nogę, a potem zerkając za siebie. - W sensie Rambo, ty… i w ogóle… Trochę ciężko jest wszystko interpretować przez noktowizor. Bo porwali kogoś, potem nasi ich przejęli...
Bryza przetarła spoconą twarz i położyła się na śpiworze. Na moment przymknęła oczy.
- Atakowali nas z dwóch stron - powiedziała wreszcie. - Wyzwoliłam wiatr, dość silny, by ich powstrzymać. Ale potem walnęli nam granat dymny i porwali Kitty.
- Oj… I już nie miałaś siły przewiać dymu…? Rozumiem, że w pościg za Kitty ruszył Rambo. I słyszałam, że Shiny. Bohater się nagle zrobił - Śnieżka się uśmiechnęła, po czym westchnęła. - Sorry, że nie udało mi się zdjąć tych gości, co cię postrzelili.
- Spoko. I tak nieźle sobie radziłaś. - Bryza zdołała wykrzywić usta w czymś na kształt uśmiechu. - Trochę schrzaniłam, a Rambo jest na mnie wściekły, bo naraziłam Kitty. Świetnie - prychnęła.
- Przejdzie mu. Może i jest czasami groźny, ale… przejdzie mu. Przynieść ci wody?
Zanim jednak Bryza zdążyła cokolwiek powiedzieć, przyszedł Rambo z cieniem w postaci Shiny’ego. Mężczyzna kucnął przy siostrze. Poprawił jej śpiwór i upewnił się, że wszystko z nią w porządku. Następnie wyszedł, nie zaszczycając pozostałych dziewczyn spojrzeniem. Shiny został znów przy Kitty, co wydawało się podejrzane.
- Chcesz wody? - ponowiła pytanie Śnieżka, kiedy już przestały się wraz z Bryzą gapić na chłopaka.
- Tak, poproszę - odparła zmęczonym głosem.
Śnieżka poszła po wodę i napoiła Bryzę. Niedługo później zjawiła się Speedy, mówiąc, że jest niesamowicie śpiąca. Wtedy Shiny w końcu stwierdził, że wypadałoby się wynieść z pokoju dziewczyn, więc wycofał się chyłkiem. Zaraz po jego wyjściu zjawiła się Elektra, ziewając. Tej nocy dziewczyny już ze sobą nie rozmawiały. Każda chciała iść spać, wypocząć przed następnym dniem. Rambo jednak nie mógł na to pozwolić. Kazał Speedy pędzić na dach, na czuwanie, a następnie wyznaczył zmiany dla Śnieżki, Shiny’ego i Napalma.
Po tym wreszcie wszyscy prócz Speedy padli spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz