Hej, hej! :) Miało już nie być obsuw, ale... Selene sama nie potrafi wstawić rozdziału, a ja (An-Elenel, jakby ktoś się nie domyślił ;>) miałam ostatnio dość ciężkie tygodnie w związku z końcówką pracy, a potem powrotem na studia. Także na myślenie o blogu chwilowo nie miałam siły. Swoje też zrobił fakt, że nie mamy pojęcia, czy ktokolwiek czyta tę historię, więc nie wiemy, czy w ogóle jest sens wstawiać kolejne rozdziały. Jeżeli to czytacie, odezwijcie się. Komentarz można dodać w pełni anonimowo, bez żadnych kont (wystarczy wybrać odpowiednią opcję z listy rozwijanej przy dodawaniu komentarza). Po prostu chciałybyśmy wiedzieć, czy dla kogokolwiek to robimy ;) Postaram się już dodawać rozdziały bardziej regularnie, może z lekkimi opóźnieniami, jeżeli w weekend się zapomnę. No dobra, koniec wstępu. Zapraszam do czytania:
Ranek
powitał ich spokojny i jasny… Jasny! Śnieżka zerwała się na nogi, kiedy
uświadomiła sobie, że jest trochę zbyt jasno niż zwykle. Podeszła do Speedy i
szturchnęła ją.
- Budź
się! Idziemy na polowanie, słońce świeci! - szepnęła rozentuzjazmowana, po czym
tę samą procedurę budzenia powtórzyła z Rambo.
Następnie,
zebrawszy ubrania, poszła się przebrać do łazienki. Kiedy z niej wyszła,
rozespana Speedy wraz z dowódcą zdecydowali się wstać oraz opuścić sypialnię.
-
Polowanie, śpiochy - powtórzyła. - Słońce świeci.
Z
jakiegoś powodu dopiero teraz otrzeźwieli. Szybko się przebrali i we trójkę
ruszyli na piętro, do zbrojowni, aby zabrać broń. Rambo jeszcze napisał szybko
karteczkę dla Bryzy z informacją, gdzie i po co idą. Położył ją obok kobiety.
Kilka minut później byli już poza terenem kampusu Politechniki Gdańskiej.
W
mieście z reguły panowała przerażająca cisza. Owszem, czasem poruszyła się z
brzękiem jakaś puszka czy butelka albo zaszeleścił lekko krzak. Ewentualnie
skrzypiały drzwi lub otwarte okna targane przez wiatr. Niekiedy dało się
również widzieć koty, ale one potrafiły przemieszczać się prawie bezszelestnie.
Tutaj, w lesie, nadmiar dźwięków wręcz ogłuszał. Gęsto rosnące liście szumiały,
a gałęzie z trzaskiem ocierały się o siebie nawzajem. Rambo miał wrażenie,
jakby wszędzie wokoło ktoś ich obserwował. Speedy za to, ożywiona wpływem
promieni słonecznych, zaczęła śmigać po miękkiej ściółce Nieśmiałe promienie
słońca ożywiły nie tylko ją. Wszędzie wokół rozćwierkały się małe ptaki.
Częściowo łyse drzewa, zniszczone brakiem słońca, rzadkimi, lecz jakże
niszczycielskimi kwaśnymi i radioaktywnymi deszczami oraz suszą, powoli
przystosowywały się do nowego klimatu i w niektórych miejscach wypuszczały
pąki. Ściółka zawalona była suchymi gałęziami, które łamały się z trzaskiem pod
stopami.
- No
dobrze… Więc tak. Ktoś kiedykolwiek polował na jakąkolwiek zwierzynę? -
zapytała Śnieżka. Odpowiedziały jej jedynie odgłosy lasu. - Świetnie…
Właściwie, to mogę tutaj zestrzelić gołębie grzywacze, ponoć są bardzo bogate w
żelazo i w ogóle super mięsko, ale z dzikami może być problem… Te nasze, to z
tego, co pamiętam zwykle kręciły się w okolicach plaży na Stogach i Brzeźnie. A
teraz to nie wiem… W lasach też powinny się kręcić.
- Ja
tam wiem tylko, że dziki lubią błotko - poinformował Rambo.
- No
dobrze… czyli idziemy w stronę rzeki znowu?
Speedy
zatrzymała się koło nich, zgrzana i uśmiechnięta od ucha do ucha.
- No,
rzeki nie bardzo - stwierdziła z mądrą miną. - Poszukajmy bagien! Gdzieś tu
muszą być…
- W
jakichś nieckach czy dolinkach, to będą bagna - odparła Śnieżka. - Tam gdzie
rozlewiska, obok właściwie… Tutaj chyba nic takiego nie znajdziemy. Znasz
jakieś jeszcze możliwości… albo miejsce, gdzie jest dużo błota?
- W
sumie nie bardzo. - Speedy posmutniała. - Właściwie to nie w tym lesie… Tu są
wzgórza i dolinki, ale… suche. Może znajdziemy coś innego? Rambo, polowałeś
kiedyś?
- Coś
ty. Nawet na żadną wojnę nie zdążyłem wyjechać - odparł. - Pochodźmy wstępnie
po tym lesie. W ostateczności zestrzelimy ptaki. Znaczy się, Śnieżka zestrzeli
- poprawił się, szczerząc zęby. - Chodźmy chociaż na wycieczkę, skoro taką
ładną mamy pogodę. Ciekawe, czy to już tak zawsze będą te przebłyski czy tylko
dzisiaj…
Ruszyli
przez las, ciesząc się ciepłem i ogólnie miłą atmosferą panującą wokół. Kiedy
przyzwyczaili się do dźwięków natury, mogli się wręcz odprężyć. Tutaj nie
dostrzegało się tak bardzo skutków apokalipsy jak w mieście, gdzie puste ulice
oraz niszczone budynki rzucały się w oczy. Do tego pomiędzy gałęziami
prześlizgiwały się tak wyczekane promienie słońca.
Speedy
wkrótce zarzuciła kałasznikowa na ramię i zaczęła wspinać się na drzewo na
szczycie wzgórza.
- Jak
już będziesz na miejscu, powiedz, czy nie widzisz przypadkiem jakiegoś
samotnego dzika z karteczką „zastrzel mnie” - powiedziała Śnieżka z ironią,
poruszając brwiami. Sama chwyciła pewniej karabin i czekała. Rambo spojrzał na
nią dosyć dziwnie, ale dziewczyna szybko wytłumaczyła swoje zachowanie - Po
drodze spłoszy ptaki. Zastrzelę jakiegoś.
Rzeczywiście.
W pewnym momencie z drzewa wzbiła się w powietrze chmara ptaszków, niestety za
małych jak na obiad. Na szczęście z innego odleciał dosyć duży gołąb. Śnieżka
przymierzyła się szybko do strzału, wycelowała i strzeliła. Pudło. Udało się
jej za drugim razem - znowu jak w przypadku mewy. Huk wystrzału spłoszył inne
ptaki, które teraz tłumnie poderwały się do lotu. Śnieżka wyszczerzyła zęby.
- Hej,
Speedy, pamiętasz nasz zakład? - krzyknęła.
Z
powrotem przymierzyła i zaczęła strzelać raz za razem. Po czterech próbach
skończył jej się magazynek, więc zaczęła go ładować. Z nieba strąciła łącznie
jedynie dwa gołębie. Nie była przyzwyczajona do tak małych i szybkich celów.
Zanim
Speedy zlazła z drzewa, minęła dobra chwila, ale potem zaraz zmieniła się tylko
w niewyraźną smugę, gdy wystartowała. Po minucie wróciła z dwoma ptakami w
garści. Wsadziła je zaskoczonemu Rambo do rąk.
-
Oszukiwałaś! - oskarżyła Śnieżkę. - Musiałam najpierw zejść!
Śnieżka
z uśmiechem wzruszyła ramionami i pierwsza ruszyła dalej.
- Nie
było umowy, że mam nie strzelać, kiedy będziesz straszyła zdobycz. Poza tym,
mogłaś użyć swojej mocy także podczas schodzenia.
-
Będzie jeszcze okazja się wykazać, Speedy, dwa gołębie to za mało - odezwał się
Rambo.
Śnieżka
spojrzała na niego podejrzliwie.
- Że
niby jej kibicujesz?
- Coś
ty! - odparł szybko. - Ja jestem bezstronny. Mnie interesują tylko gołębie.
Speedy
szła teraz koło Śnieżki, obserwując ją podejrzliwie, w każdej chwili gotowa się
przebiec. Rambo nie mógł powstrzymać rozbawienia. Trochę się nachodzili, zanim
dostrzegli dzięcioła na niedalekiej gałęzi. Ptak wyglądał, jakby zerknął na
nich, po czym zabrał się za stukanie w pień.
*
Bryza
obudziła się, gdy promienie słoneczne wpadały przez okno prosto w jej zamknięte
jeszcze oczy. Zamrugała, ziewając. Słońce! O rany, słońce! Zerwała się z
posłania i podbiegła do okna. Chmury pyłowe, owszem, wciąż zaścielały
nieboskłon, ale pomiędzy nimi pojawiły się wyraźne wyrwy, przez które
przebijały się jasne smugi.
Dopiero,
kiedy napatrzyła się na ten cud, Bryza zdała sobie sprawę, że jest w pokoju
całkiem sama. Spojrzała na tarczowy zegarek na parapecie. Nie było szczególnie
późno. Kątem oka kobieta dostrzegła kartkę niedaleko swojej poduszki. Wróciła
do posłania, robiąc slalom pomiędzy śpiworami przyjaciół. W drodze do okna po
prostu po nich przebiegła, lecz teraz odczuła wyrzuty sumienia.
Chwyciła
karteczkę i z trudem odczytała słowa napisane przez Rambo. On, Speedy oraz
Śnieżka wybrali się do lasu zapolować. Fajnie, oby im się udało. Miło byłoby
zjeść świeże mięso… Ciągiem skojarzeń doszła do pewnego pomysłu, który
przyszedł jej niedawno do głowy. W sumie, sytuacja w drużynie się unormowała,
więc można by się tym zająć.
Przeciągnęła
się. Właśnie wybierała się do łazienki, gdy do pokoju weszła Elektra.
-
Czasami mam wrażenie, że mamy dwie królewny w drużynie. A ty jesteś Śpiącą
Królewną, nie sądzisz? - zapytała, uśmiechając się do Bryzy.
- Eeee…
- Bryza odgarnęła z twarzy splątane włosy, by odrobinę zyskać na czasie. - No…
skoro tak uważasz… Choć jakoś mało mi do królewny… Już bardziej do królowej -
Zastanowiła się przez moment. - Jakbym już miała być księżniczką, mogłabym być
Xeną - dodała. - Musiałabym tylko załatwić sobie takie wdzianko jak ona, a nasi
chłopacy byliby zachwyceni - zażartowała.
- No
wiesz… Trochę inwencji twórczej, zdolności i cosplay gotowy - zaśmiała się
Elektra. - Jak znajdziemy materiały, to możemy nad tym popracować. Chociaż Xena
to akurat miała czarne włosy… No ale nic. Będzie strój, będzie zabawa.
-
Brązowe miała włosy. Chyba - poprawiła Bryza machinalnie, po czym zrozumiała
sens pozostałych słów przyjaciółki. Na moment ją zatkało. - Ty tak na poważnie?
Nie no, spoko. Czemu nie? Zróbmy sobie konwent. - Uśmiechnęła się. - Co prawda,
nigdy na żadnym nie byłam, ale coś wymyślimy…
- Czy
ja usłyszałem „konwent”? - rozległ się głos Napalma schodzącego właśnie z
trzeciego piętra.
- Ta…
Zaczęło się od pomysłu cosplaya Xeny - wyjaśniła nieopatrznie Bryza.
- Czad!
Zróbcie Śnieżce cosplay Elzy z „Krainy Lodu”. No wiecie, ta suknia z rozcięciem.
- Wyszczerzył zęby.
Bryza
pacnęła się dłonią w czoło.
- Czemu
nie? - Elektra się zamyśliła. - Jak znajdę materiał, mogę nawet spróbować.
Tylko musi być odpowiedni, zwiewny, lekko przezroczysty… Co do zbroi Xeny to
jak na razie jedyne co mi przychodzi do głowy, to odlew gipsowy – zachichotała, zerkając
z ukrywanym rozbawieniem na Bryzę, ciekawa, czy wywołała odpowiednią reakcję.
Bingo.
- Odlew
gipsowy? - powtórzyła Bryza pustym głosem. - No ty chyba kpisz. Dobra, dość
takich rozkmin na razie. Jeszcze nie jadłam śniadania.
- Też
bym coś zjadł - włączył się Napalm. - Właśnie Shiny mnie zmienił na warcie.
Zaraz do ciebie dołączę w kuchni.
- No
mnie tam „zaraz” nie będzie. Dopiero idę się przebrać - wyjaśniła Bryza. - Na
razie.
Wzięła
ubrania i ruszyła wreszcie do łazienki. Wkrótce dołączyła do Napalma w kuchni,
gdzie jedli płatki na sucho.
-
Słuchaj, ja zaraz będę wychodzić - odezwała się.
Spojrzał
na nią zdziwiony.
- Iść z
tobą?
- Nie,
pójdę sama. Chcę coś załatwić.
- Ale,
Bryza, nie możesz iść sama. Przecież ustaliliśmy to na samym początku: nie
chodzimy nigdzie samemu.
Kobieta
przewróciła oczami.
- Jakby
to do ciebie nie dotarło, po ataku na Oio SAMA poszłam do Novum, by sprawdzić,
czy jest bezpiecznie.
Napalm
wytrzeszczył oczy.
-
Serio? - wydukał wstrząśnięty. - Zwariowałaś?! To było cholernie niebezpieczne!
-
Trudno, jakoś nic mi się nie stało. Wam kazałam pakować rzeczy, a Rambo nie
kontaktował. Co miałam robić? Nie myślałeś chyba, że zaprowadziłam was do
Novum, nie sprawdziwszy wcześniej, czy tu bezpiecznie? Potrafię sobie poradzić.
Po tym ataku na Oio… Lepiej, by zawsze zostawał w bazie ktoś dobrze walczący…
na wszelki wypadek. Nic mi się nie stanie - zapewniła.
- Nie
mogę cię puścić, Bryza - powiedział Napalm zaskakująco poważnie.
-
Możesz. To rozkaz. - Wyszczerzyła zęby, a mężczyźnie szczęka opadła.
Kobieta
wykorzystała to, by dokończyć posiłek i pójść się przygotować. Znalazła
niewielki plecaczek, po czym zapakowała do środka zapasowy pistolet oraz
amunicję. Oczywiście, oprócz tego uzbroiła się tradycyjnie. Właśnie dopinała
zamek plecaczka, gdy odnalazł ją Napalm.
-
Naprawdę chcesz iść?
- Nic
mi się nie stanie - powtórzyła znów. - Po co więc marnować czas na czekanie, aż
tamci wrócą?
- Ok,
ale powiem Rambo, że to wszystko twoja wina.
Bryza
spojrzała na niego z uniesioną brwią.
-
Spoko. - Wzruszyła ramionami.
Poprawiła
sobie jeszcze zapięcie pasów z pochwami noży, po czym ruszyła w drogę,
rozkoszując się promieniami słońca na swojej bladej od mroku skórze.
*
Śnieżka złożyła się do strzału i spojrzała przez lunetę na dzięcioła. Jakoś nie
wierzyła, że może być wystarczająco smaczny do jedzenia, zresztą był dosyć
mały, ale stwierdziła, że ot tak dla sportu, zawsze można jednego ptaka
sprzątnąć. Przynajmniej dowiedzą się, na co nie polować. Wycelowała w czerwony
łebek, wstrzymała oddech, po czym nacisnęła spust. Ponownie rozległ się huk
wystrzału, a ptak padł na ziemię. Śnieżka dołożyła nabój do magazynku, a Speedy
tymczasem śmignęła po zdobycz i przyniosła ją Rambo. Mężczyzna schował dzięcioła
do wora, gdzie już spoczywały inne ptaki.
- O, patrzcie! Tam są gołębie! - zawołała Speedy, wskazując drzewa na zboczu
kolejnego wzgórza.
Rambo
wzniósł oczy ku niebu, powstrzymując się od plaśnięcia w czoło. Cud, że
rzeczone ptaki nie wystraszyły się głosu dziewczyny i dalej spokojnie zajmowały
się sobą. Wyglądało na to, że jeden z gołębi podrywa właśnie swoją sąsiadkę.
Śnieżka
ponownie zabrała się za strzelanie, a Speedy śmignęła pod drzewo. Złapała
każdego z trzech trafionych ptaków, jeszcze zanim spadły na ziemię. Ostatni
wciąż się ruszał… Dziewczyna krzyknęła przestraszona i wypuściła z rąk. Gołąb
dogorywał, lecz wciąż żył. Rambo podszedł zdecydowanie, by skręcić
nieszczęśnikowi kark. Schował nowe zdobycze razem z poprzednimi.
- Ależ
ty delikatna, mała – mruknął pod nosem.
- Nie jestem mała! - burknęła naburmuszona.
Nagle
rozległo się wycie. Speedy zadrżała. Zapomniawszy o urazie, przysunęła się do
Rambo. Cała trójka rozejrzała się niespokojnie.
- My
sobie spokojnie polujemy, a tu nagle coś innego chce zapolować na nas… Co za
świat - mruknęła pod nosem Śnieżka.
We
trójkę ustawili się do siebie plecami i rozglądali uważnie. Słońce zaszło, więc
zrobiło się ciemno jak zwykle.
-
Jeżeli to wilki, to chyba lepiej wleźć na drzewo - powiedział cicho Rambo, dla
odmiany szukając dogodnego do wspinaczki drzewa.
- Jak
dziki, to też… - mruknęła Speedy. - Pamiętacie taki wierszyk? „Dzik jest
dziki...”
-
Fajnie by było, gdybym trenowała wspinanie się po drzewach. Kiedykolwiek. Jako
dziecko nie miałam możliwości - westchnęła Śnieżka.
Wycie
powtórzyło się gdzieś bliżej. Speedy wdrapała się na najbliższe drzewo i podała
rękę Śnieżce.
- Niech
Rambo cię podsadzi - powiedziała szybko.
Śnieżka
zarzuciła sobie karabin na ramię i chwyciła jedną ręką wyciągniętą dłoń Speedy,
a drugą złapała się gałęzi. Rambo tymczasem podsadził ją, dzięki czemu
dziewczyna mogła się wdrapać wyżej. Teraz już z mniejszymi problemami
dziewczyny wchodziły do góry. Następnie dowódca mógł się wgramolić, jednak
zanim udało mu się wejść dostatecznie wysoko, ze wzgórza zaczęły nadbiegać
wilki. Nie normalne wilki szare spotykane na tych terenach, tylko zmutowane
monstra z potarganą sierścią oraz obślinionymi pyskami. Śnieżce przyszło na
myśl skojarzenie z wargami z „Władcy Pierścieni”.
Widząc,
że Rambo jest zagrożony, dziewczyna usiadła pewnie na jednej z gałęzi i
wymierzyła w nadbiegającego najbliżej wilka. Trafiła idealnie w łeb. Zwierz
zarył pyskiem w ziemię wzbijając w powietrze chmurę ściółki i piachu. Niestety,
Śnieżka nie zauważyła, że zwierzęta nadbiegają nie tylko od tej strony. Jeden z
wilków już skakał pod drzewem, próbując dosięgnąć nogi Rambo. Ten kopnął
zwierza ciężkim buciorem. Z pomocą Speedy wdrapał się na drzewo szybciej, po
czym stanął na gałęzi, trzymając się pnia. Wargowie zaczęli krążyć wokoło
drzewa. Warczeli, marszcząc pyski. Jeden z nich skoczył na pień. Próbował się
wspinać, zaczepiając pazury o korę drzewa. Widząc to, Śnieżka zajęła
dogodniejszą pozycję, by gałęzie nie przeszkadzały jej w strzelaniu. Zdołała
zabić wspinającego się zwierzaka. Przeładowała i atakowała dalej.
- Jakiś
plan? - zapytała Speedy, trzymając się kurczowo gałęzi. - Trochę ich… dużo.
Wolała
nie przyglądać się stworom w dole. Ich pogrążone w szaleństwie oczy, zakrwawione
futra, ostre zęby… Wzdrygnęła się. Jeden skoczył wyżej od innych, aż prawie
sięgnął najniższego konara. Drzewo zatrzęsło się, a Śnieżka ledwie zdołała
zachować równowagę. Speedy strzeliła z kałacha. Wilk trzymał się kory jeszcze
przez moment, po czym osunął się na ziemię.
- Jakiś
plan? - powtórzyła dziewczyna w stronę Rambo z nutą paniki w głosie.
- Nie
da rady inaczej, trzeba to powystrzelać - odparł dowódca, opierając się pewniej
o pień i mierząc ze swojej strzelby do kolejnego wilka. Rozległ się huk
wystrzału, a zwierz padł na grzbiet. Czwarty również. Została szóstka, która
zaprzestała na razie prób wspinaczki i tylko krążyła. Kiedy zorientowały się w
końcu, że jeśli dalej będą się tak zachowywać, zostaną powystrzelane jak
kaczki, uciekły gdzieś w las. Trochę za inteligetne zachowanie jak na zwykłe
bestie, jednak najważniejsze, że zwiały.
- W końcu…
Choć tych upolowanych wilków wolałabym nie jeść - powiedziała Śnieżka.
- I tak
jesteśmy zmutowani - stwierdziła Speedy, ostrożnie schodząc z drzewa. - Ale nie
wyglądają na smacznych. - Gdy tylko zeskoczyła z konara, odsunęła się od
trupów. - Spadajmy stąd. Dosyć na dzisiaj.
Z
oddali poniosło się jeszcze echo wycia. Śnieżka z Rambem po chwili dołączyli do
towarzyszki na ziemi.
- Ta,
starczy atrakcji - przyznał mężczyzna. - Mamy razem pięć gołębi i dzięcioła.
Zawsze coś.
Szybkim
krokiem ruszyli w drogę powrotną. Rozglądali się niespokojnie w obawie przed
innymi stworami, ale w lesie panował już spokój. W pewnym momencie prawie
pobłądzili, jednak ostateczne udało im się dotrzeć znów na teren politechniki.
W miarę, jak oddalali się od drzew, w uszy kłuła ich cisza charakterystyczna
obecnie dla miasta.
Gdy
zbliżyli się do Novum, z dachu pomachała im Elektra. Rana na plecach kobiety
dobrze się goiła, więc czasem zajmowała się już do normalnymi obowiązkami.
Powracający myśliwi z ulgą weszli do obecnej bazy, wdrapali się na trzecie
piętro - co było niczym przy dziewięciu piętra Oio - po czym opadli na krzesła
wokół stołu. Akurat zastali tam Shiny’ego, który z jakiegoś powodu szybko
wyszedł. Powiedli za nim zdziwionymi spojrzeniami, lecz po chwili zjawił się
Napalm.
- Jak
poszło? - zapytał z miejsca. - Mamy mięso?
-
Mięso. - Rambo kiwnął głową i wcisnął mu w ręce wór z ptakami. - Na dzikach się
nie znamy, ale Śnieżka z kolei ogarnia ptaki. Zmieńcie Elektrę na warcie, żeby
doprawiła te gołębie.
Po tych
słowach ruszył do zbrojowni, by zostawić tam swoją strzelbę. Za jego przykładem
poszły Śnieżka i Speedy. Napalm odstawił wór na stół, wysłał Shiny’ego na wartę
- chłopak i tak ostatnio wszystkich unikał - a sam wrócił do kuchni, gdzie
strudzeni myśliwi, już bez broni, pili właśnie wodę. Właściwie to Speedy akurat
dorwała się do resztek coli.
-
Szkoda, że bez dzików... - odezwał się markotnie Napalm. - Coś ciekawego się
wydarzyło?
- A
żebyś wiedział - powiedziała Speedy, po czym dalej skupiła się na piciu.
- Takie
tam… wataha wargów nas zaatakowała - odparła Śnieżka. - Na szczęście bohatersko
się ich pozbyliśmy. A jak u was? Jakieś ciekawskie zombiaki, koty albo co?
- To
chyba Bryza powinna zdać raport - zaśmiał się Rambo, przeciągając się. -
Właśnie, gdzie się zaszyła?
- Eee…
- Napalm nerwowo zmierzwił sobie włosy. - No… Ona… wyszła.
Rambo
spojrzał groźnie ze zmarszczonymi brwiami na kolegę.
- Że
niby gdzie? Na miasto, tak? - Mężczyzna wstał. - A ty jej pozwoliłeś?
Napalm
przełknął ślinę.
- No…
Nie chciałem. Mówiłem jej, żeby sobie odpuściła, ale ona stwierdziła, że sobie
poradzi, że nic jej się nie stanie i w ogóle. No i powiedziała, że ktoś dobrze
walczący powinien zostać w bazie na wypadek ataku - mówił szybko. - Dodała, że
to rozkaz. Więc to nie moja wina.
-
Powaliło cię?! - ryknął Rambo i chwycił go za bluzę pod szyją, przygwożdżając
do ściany. - Nigdy, ale to nigdy nikt nie ma prawa SAM wyłazić poza budynek!
Ile razy było to mówione?! Takie mamy zasady i nikt nie ma prawa ich zmieniać!
Jej zresztą też odwaliło. Gdzie ona polazła, gadaj!
- Nie
wiem, nie powiedziała. - Napalm nawet nie próbował walczyć z Rambem, uznając,
że tak mógłby tylko jeszcze bardziej go wkurzyć. Zresztą czuł, że faktycznie mu
się należy. - Powiedziała, że musi coś załatwić. Nie wiem więcej.
- Nawet
tego z niej nie wyciągnąłeś? Czy ty rozumiesz, że w swej głupocie naraziłeś ją
na śmierć?! Nawet, gdyby coś jej się stało, nie mamy pojęcia, gdzie jest!
Następnym razem może do nas wrócić zielona, matole!
Rambo w
końcu puścił Napalma i poszedł do zbrojowni po broń. Kiedy z niej wyszedł,
spojrzał na całą trójkę.
- Napalm i Speedy. Idziecie ze
mną. Musimy poszukać Bryzy.
Oboje bez słowa się uzbroili, po
czym za Rambem zeszli na dół.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz