Półtora roku temu wybuch Yellowstone spustoszył połowę Ameryki Północnej, a wulkaniczny pył osiadł także na całej półkuli północnej i pozostał w atmosferze niczym nieustające, ciemne chmury. Wybuch wzbudził również inne wulkany, a trzęsienia ziemi uszkodziły reaktory jądrowe.

Miliony, miliardy ludzi zginęło.

Wśród ocalałych pojawiła się nieznana choroba, która zmieniała ludzi w kanibali. Ich głód ludzkiego mięsa można porównać do wampirzego pragnienia znanego z książek.

Skażenie lub groza sytuacji obudziła u niektórych niewyjaśnione mutamoce.

Panuje półmrok spowodowany pyłem w atmosferze, ale w Europie z rzadka da się już dostrzec przebijające się z trudem promienie słońca. W zniszczonych, opustoszałych miastach trwa walka o przetrwanie.

Ogłoszenia

Pierwsze pięć rozdziałów zostało lekko edytowanych. Zmiany, jak uprzedzałyśmy, nie tyczą się głównej fabuły, tylko błędów stylistycznych oraz związanych z charakterami postaci. Nie ma potrzeby, by ci, którzy czytają na bieżąco, musieli wracać do tamtych rozdziałów, ale piszemy o fakcie zmiany dla zachowania porządku.

sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 1

Pewnego dnia okazało się, że obie nas wzięło na klimat post-apo i tak oto narodził się pomysł na tę historię. Miałyśmy sporo zabawy przy jej pisaniu i choć bez wątpienia zdarzyły się pewne wpadki, mamy nadzieję, że Wam również się spodoba.
Nowe rozdziały zamierzamy umieszczać średnio co tydzień, góra dwa.
A dzisiaj zapraszamy Was do świata po apokalipsie.



Stanęła na samej krawędzi i rozpostarła ręce. Wiatr chłostał jej ubraniem, prześlizgiwał się pomiędzy palcami. Rozumiała, dlaczego Bryza lubi stać na dachach, gdzie można poczuć się wolną. Bryza jednak raczej nie ryzykowałaby upadku z prawie dziesięciu pięter, a ona, Speedy – jak najbardziej. Uśmiechnęła się, patrząc w dół. Adrenalina płynęła w jej żyłach, dodając energii. Fajnie by było mieć skrzydła i zapikować pomiędzy budynkami…
Objęła wzrokiem swoje miasto. Zniszczone budynki, niektóre zawalone. Aż dziwne, że teren dawnej uczelni zachował się całkiem nieźle. Niektóre dzielnice zostały zalane przez morze, w innych panoszyły się zombiaki. Speedy wciąż pamiętała Gdańsk sprzed tego wszystkiego, ale… czasem miała wrażenie, że to był tylko sen. Rzeczywistość wyglądała inaczej i zdążyła się do tego przyzwyczaić, chociaż ledwie dwa lata temu zdawała maturę.
Poprawiła sobie pasek od kałasznikowa wżynający jej się w ramię. Zlustrowała spojrzeniem okolice budynku, w którym mieszkali. Kiedyś, w innym świecie, ludzie mówili na niego Oio i tak też zostało. Speedy nigdy nie zapytała, co znaczy to określenie. Podejrzewała, że niektórzy jej przyjaciele potrafiliby odpowiedzieć, bo zdążyli już zacząć studiować przed apokalipsą, więc poznali sekrety kampusu Politechniki Gdańskiej.
Wszędzie czysto. Żadnych zombiaków. W ułamku sekundy znalazła się na drugim krańcu dachu i tu także się rozejrzała. Nie zlokalizowała problemów. Spojrzała w niebo zachmurzone pyłem, który utrzymywał się w atmosferze od wybuchu Yellowstone. Robiło się ciemniej niż zwykle, więc zapewne zbliżała się noc. Reszta powinna już wracać.
Przy bramie na teren dawnej politechniki pojawiły się dwie osoby. Speedy obserwowała, jak zbliżają się do Oio, po czym zniknęły jej z oczu. Może znaleźli coś dobrego do jedzenia? Niecierpliwie zaczęła bębnić palcami w pobliski komin, czekając, aż ktoś przejmie po niej wartę.
Jej następczyni jednak ani myślała akurat w tym momencie włazić na dach budynku, właśnie ze względu na powrót tego małego “oddziału” poszukiwawczego. Widząc przez okno Rambo oraz Bryzę wchodzących do budynku, zerwała się na równe nogi i odczekała cierpliwie, opierając się nonszalancko o ścianę przy drzwiach prowadzących na klatkę schodową na dziewiątym piętrze. Kiedy powracający zaczęli się wyłaniać, dziewczyna wyskoczyła im przed nos.
- Co tam macie, no? - zapytała niecierpliwie. - Nie kryjcie tylko najlepszych smakołyków po kątach.
Rambo, widząc z nagła wyskakującą brunetkę, nie dość że się nie wystraszył, to na dodatek zrobił w jej stronę udawanie groźną minę.
- Wiesz, że snickersy są moje.
Dziewczyna posmutniała i wzrokiem szukała poparcia u Bryzy. Ta wzruszyła ramionami.
- Sorry, wszystko, co najlepsze, już zniknęło.
- Zniknęło, ale ewentualnie może jeszcze…? - Dziewczyna spojrzała podejrzliwie na Bryzę, po czym przeniosła wzrok na Rambo. Mężczyzna dzierżył w umięśnionych ramionach karton. - No daj zerknąć… Choć pewnie lepsze kąski trzymacie po kieszeniach, co? Przyznać się.
- Życie jest ciężkie. Módl się, by Elektra zrobiła coś z tym zatęchłym ryżem.
Bryza skrzywiła się, ukazując, co myśli o kulinarnych działaniach koleżanki. Popchnęła Rambo, by nie tarasował przejścia i zaniósł karton do tak zwanej kuchni. Gdy mężczyzna się ruszył, Bryza wyjęła z kieszeni bojówek wymiętą paczkę M&M’sów i za plecami towarzysza, ze znaczącym spojrzeniem podała koleżance. Czarnowłosa dziewczyna zwana Śnieżką uśmiechnęła się radośnie, złapała delikatnie paczkę, aby nie zaszeleściła zbytnio i chwyciła Bryzę za ramię, ciągnąc ją do klasy na końcu korytarza, aby nie znęcić reszty załogi dźwiękiem otwieranego opakowania.
- Słyszałem - zawołał już z daleka Rambo, ale najwyraźniej nie chciało mu się ganiać za dziewczynami. Bardzo prawdopodobne, że sam ukrywał coś lepszego.
Wszedł do “kuchni”, gdzie królowała Elektra. Gdzieś kiedyś ta stuknięta kobieta znalazła farby oraz pędzle i gdy miała wizję, malowała różne esy floresy na ścianach klas. Prawie nie zwróciła uwagi na wejście Rambo, gdyż właśnie w tym momencie mieszała kolory na palecie.
Tymczasem Bryza i Śnieżka w pustej sali z prawie nabożną czcią pochyliły się nad żółtą paczką M&M’sów. Dawne ławki, a raczej to, co z nich zostało, bo części brakowało, a inne były połamane, leżały pod ścianami. Panował półmrok, lecz żołta barwa opakowania zdawała się świecić.
- To co? Otwieramy? - spytała cicho Bryza. - Paczka trochę cuchnie, ale wygrzebałam ją spod stosu zgniłych ziemniaków.
Śnieżka skrzywiła się, lecz kiwnęła głową. Już chciała się zabrać za napoczynanie, gdy cofnęła dłonie.
- Wiesz… W sumie to jestem królewną. - Poruszyła brwiami. - W takim razie chyba ty powinnaś je dla mnie otworzyć.
Wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu. W głębi duszy jednak obawiała się, że coś z paczki buchnie, na przykład gaz wydobywający się z rozkładających się orzeszków, połączony z nadpsutą czekoladą… To by była tragedia.
- Ocho. Królowa Śniegu się znalazła - zakpiła Bryza. - Niech będzie.
Otarła brudne ręce w równie brudne bojówki i dopiero wtedy delikatnie otworzyła paczkę. W tej samej chwili trzasnęły drzwi, a w pokoju pojawiła się smuga o rudych włosach, która zatrzymała się pomiędzy dwiema dziewczynami.
- M&M’sy! - pisnęła podekscytowana Speedy. - Tajniaczyłyście się przede mną? - Spojrzała z urazą na koleżanki.
- Przed tobą?! W życiu! Po prostu musiałyśmy pierwej zdegustować, czy aby ten przeterminowany, luksusowy nabytek nie szkodzi zdrowiu. Zresztą, byłaś na warcie, a wiadomo, że nie można odciągać wartownika - powiedziała Śnieżka, mimochodem wyciągając z paczki czerwonego M&M’sa. W sumie to do połowy czerwonego, bo lukier z większości cukierka odpadł, ale nie wyglądał źle. Dziewczyna powąchała go, a następnie zjadła. Po chwili skrzywiła się, zesztywniała i padła na ziemię jak trup z oczami w słup.
Speedy drgnęła przestraszona, lecz napotkała rozbawione spojrzenie Bryzy.
- No cóż… - powiedziała przesadnie głośno Bryza, sięgając po M&M’sa - Więcej dla nas.
Przyjrzała się drażetce niczym jakiejś świętości, po czym włożyła do ust z błogą miną. Rudowłosa z wahaniem poszła za przykładem nieco starszej koleżanki. Uśmiechnęła się, zachwycona smakiem czekolady.
W tym momencie Śnieżka powstała niczym wampir z trumny i z kwaśną miną powiedziała:
- Następnym razem to ja zjem was.
Po tych słowach znowu dobrała się do paczuszki, wraz z resztą dziewczyn wcinając z błogim uśmiechem towar deficytowy.
- Następnym razem wstrzymaj oddech, to może dam się nabrać - odparła Bryza ze śmiechem. - Ej, Speedy, przecież ty nadal masz wartę, skoro Śnieżka także jest tutaj…?
- No mam, mam - mruknęła rudowłosa, ładując sobie do ust dwie drażetki. - Będę tam za pięć sekund. A ty - zwróciła się do Śnieżki - maszeruj mi zaraz na dach. Twoja warta się zaczyna.
- Dobra, dobra. - Przewróciła oczami - Ale najpierw twoje pięć sekund, młoda - powiedziawszy to, ostentacyjnie wrzuciła sobie do ust M&M’sa. - Leć, leć.
- Młoda, młoda - prychnęła Speedy, ledwie rok młodsza od Śnieżki. - Odezwała się stara.
Złapała jeszcze kilka drażetek, po czym śmignęła na dach. Gdy używała swojej mocy nadnaturalnej prędkości, przypominała jedynie smugę. Bryza westchnęła ciężko. Sama także nie była wiele starsza od Speedy, miała dwadzieścia dwa lata, lecz martwiła się trochę nieodpowiedzialnością przyjaciółki.
- Ona się kiedyś doigra, jak Rambo odkryje, że zostawia dach bez warty - mruknęła.
- Raczej, jak zombiaki zobaczą, że nie mamy warty albo po prostu przyśni im się, aby przejąć Oio - odparła Śnieżka, chrupiąc dalej. - No dobra, ale zostawmy to. Może w końcu powiesz, gdzie byliście na randce i co zdobyliście, bo jakoś nie zwróciłam uwagi na zawartość kartonu. - Mrugnęła do Bryzy.
Kobieta uniosła brwi, powoli rozkoszując się kolejnym M&M’sem. Milczała, póki w pełni nie przeżuła drażetki i jej nie połknęła.
- Ja i Rambo na randce - zakpiła. - Jasne. No już to widzę. Ależ to romantyczne: skradanie się po tych cholernych ruinach, by nie zwrócić na siebie uwagi zombiaków.
Śnieżka wzruszyła ramionami.
- Pełna napięcia, z dreszczykiem, czegóż ty pragniesz więcej? - zachichotała, jednak po chwili zaczęła mówić na poważnie. - To mów, jakie rejony ogarnialiście i czy jest, co tam szukać później.
- Dalej wynosimy z magazynów Lidla, do których dogrzebaliśmy się wczoraj. Dużo już nie zostało. - Bryza odgarnęła z twarzy brązowe kosmyki. - Trzeba będzie może poszukać gdzieś dalej. Nie wiem… Przynajmniej dużo zombiaków się tu nie kręci. Swoją drogą, można by się niedługo wybrać do Galerii Bałtyckiej. Może znajdziemy jakieś ciuchy. - Zmusiła się do entuzjazmu, chociaż bardziej martwiła się zdobywaniem jedzenia, gdy zabraknie już dawnych zapasów z pobliskich sklepów. - A tutaj coś nowego?
- Nowością na ten moment są M&M’sy. A ich ilość drastycznie spada - powiedziała.
Drzwi klasy się otworzyły się niespodziewanie i do środka zajrzał Rambo.
- Hej, nie widziałyście przypadkiem Kitty?
- Jakieś pięć, dziesięć minut przed waszym przyjściem poszła do toalety - odparła Śnieżka.
- A… - Omiótł wzrokiem otoczenie, już prawie pustą paczkę smakołyków i odwrócił się, zamykając za sobą drzwi.
- Znowu kociak się szlaja - mruknęła Śnieżka.

*

Speedy zeszła z dachu, zostawiwszy na warcie Śnieżkę. W nos podrażnił ją mało przyjemny zapach gotowanego obiadu. Rozkoszowała się jeszcze resztkami posmaku M&M’sów w ustach, czując narastające burczenie w brzuchu. Na korytarzu natknęła się na Rambo. Mężczyzna wyglądał na zatroskanego, co zdarzało się głównie, gdy chodziło o jego młodszą siostrę. Speedy musiała zadrzeć głowę, by móc spojrzeć w twarz dowódcy ich małej drużyny. Już jakiś czas nieobcinane, kasztanowe włosy były splątane od wiatru. Gdy nadeszła apokalipsa, był jeszcze studentem, choć i tak liczył sobie najwięcej lat z całej grupy. Dodatkowo, zdawał się jeszcze starszy z powodu zarostu, który rzadko golił.
- Słuchaj… nie widziałaś nigdzie Kitty? -spytał. - Nie mogę jej znaleźć.
- Nie wiem. - Speedy wzruszyła ramionami. - Cały czas siedziałam na dachu. Pilnowałam, by nikt niepowołany tu nie wszedł. Czy nikt nie wyszedł w międzyczasie, to już nie zaręczam.
Rambo nie wyglądał na zadowolonego.
- Takie rzeczy chyba powinnaś widzieć. Że niby wiesz, kto wchodził, ale wychodził to już nie, co? Co to ma znaczyć? - Zwykle miły Rambo zmienił się nagle w szefa, który nikomu nie popuści. Szczególnie, jeżeli w grę wchodziła jego siostra.
Speedy zrobiła urażoną minę.
- Ej, no, żartowałam. Nie widziałam, by ktokolwiek wychodził. Znasz Kitty, jej nie upilnujesz. Pewnie zeszła na niższe piętra czy coś. A przynieśliście z Bryzą jeszcze coś dobrego? - dodała z nadzieją.
Rambo zacisnął usta, nic nie odpowiadając. Zaczął schodzić na niższe poziomy i przeszukiwać po kolei wszystkie sale. Sam chyba nie wiedział, po co to robi, skoro Kitty nie opuszczała budynku, ale zawsze wolał mieć ją na oku. Była zbyt nieobliczalna. Wreszcie na trzecim piętrze doszedł go dźwięk muzyki. Gdy się zbliżył, rozpoznał piosenkę o ambitnym tytule “Kotka na gorącym dachu”. Z niewiadomych przyczyn utwór ten spodobał się Kitty, choć był w najlepszym razie przeciętny.
W starej sali laboratoryjnej przy zakurzonym komputerze siedziała smukła, szesnastoletnia blondynka o kocich oczach, potrząsając głową w rytm melodii.
Rambo podszedł do niej szybkim krokiem i złapał za przedramię, podrywając z fotela.
- Wierz mi, zombiaki nie będą tak delikatne, jak cię znajdą w takim miejscu - warknął. - Idziemy na górę. Obiad będzie niedługo. I przestań się w końcu szwendać po całym budynku, osobno stanowimy łatwy cel.
- Kiedy tam nie mogę słuchać muzyki! - poskarżyła się, obrażona takim traktowaniem. - Poza tym, to jak więzienie! Zabraniasz mi wychodzić z tego głupiego, ostatniego piętra, a sam całe dnie chodzisz po mieście!
Wyrwała przedramię z jego uścisku i skrzyżowała ręce na piersi.
- A czy w całym tym cholernym budynku nie ma słuchawek? Poza tym nie pozwolę ci chodzić po mieście, całkowicie niezgranej z innymi i łażącej, gdzie się podoba i kiedy się podoba. Najpierw dorośnij. - Ponownie złapał ją za ramię i stanowczo pociągnął za sobą, wychodząc z sali laboratoryjnej i kierując się na klatkę schodową.
- Na górze nie mamy kompa - odparowała. - Tylko lapka, którego nie pozwalacie mi samej brać.
Przez chwilę próbowała się wyrywać starszemu o dziewięć lat bratu, ale ostatecznie odpuściła i dała się zaprowadzić na ostatnie piętro. Zmarszczyła nos, czując zapach obiadu. Przewróciła oczami, lecz burczący brzuch powstrzymał ją od komentarza.
Z drugiej klatki schodowej właśnie wyłonił się Napalm z rozczochranymi zawadiacko, jasnymi włosami. Kitty uśmiechnęła się do niego kokieteryjnie, jednak nawet nie zwrócił na nią uwagi, tylko wymienił uścisk dłoni z Rambo. Razem dotarli do kuchni, gdzie Elektra lawirowała wśród garnków, a także farb i palet leżących na ziemi przy ścianie. Miała nowa wizję, którą uzewnętrzniła na dotąd czystej ścianie, gdzie kiedyś wisiała tablica. W sumie nic nowego - rozwijające się róże, tyle że niebieskie. Z garnków dochodził dziwny, choć w miarę znośny zapach jedzenia. Sos “pomidorowy” musiał zostać doprawiony czymś mocniejszym, ale kto by się tam przejmował w tych czasach niedostatku. Kobieta właśnie nakładała na talerze upieczoną dodatkowo zawartość puszek. Dla odmiany szprotki, chyba stare, jednak jeszcze zjadliwe. Elektra polała je fantazyjnie sosem, niby mimochodem tworząc szalone wzory i uśmiechnęła się do swego dzieła z dumą.
- Podano do stołu - zawołała śpiewnie.
Do kuchni zlecieli się już wszyscy oprócz Śnieżki, która została na warcie. Wraz z Rambo weszli Napalm i Kitty, niedługo za nimi chłopak zwany Shiny - jak zwykle ponury. Wszyscy zasiedli do jedzenia i zaczęli się zastanawiać, z czego został zrobiony sos. Pachniał… nie do końca naturalnie.
Bryza nabrała powyginaną łyżką maleńką porcję i spróbowała lękliwie. Wszyscy wpatrywali się w nią, gdy przełykała. Nie padła trupem, co uznali za dobry znak, ale skrzywiła się, jakby chciała jednak zwrócić posiłek.
- Przydałoby się znieczulenie - rzekła, patrząc z nadzieją na Rambo.
Mężczyzna uniósł brwi i rozważał, czy ma ją ogłuszyć, czy jak… Jednakże sam spróbował sosu… i się zakrztusił. Elektra spojrzała na niego zdegustowana, po czym także spróbowała. Zastanowiła się głęboko.
- Wyczuwam nutkę czerwonego pigmentu - powiedziała zamyślona, a jej wzrok padł na paletę barw. Rzeczywiście, czerwień trochę zmyło. Reszta spojrzała na nowe dzieło na ścianie - czerwieni tam nie uświadczyli. Wszyscy prócz felernej kucharki spojrzeli na siebie spłoszonym wzrokiem.
- Jakieś pomysły? - odezwał się milczący z reguły Shiny.
Bryza utkwiła wzrok w swojej łyżce z przerażoną miną.
- O rany... - jęknęła. - Rambo, tym bardziej potrzebuję znieczulenia. Muszę zdezynfekować gardło.
Speedy i Kitty odsunęły się od potrawy, a Napalm zerknął ku swojemu workowi, który postawił przy drzwiach.
- Mam tam zupki chińskie - oświadczył. - Prawdziwe, z Radomia.
Elektra, jak przystało na prawdziwą artystkę, szybko przestała się interesować jedzeniem na rzecz sztuki. Chwyciła pędzel i nabrała na niego trochę sosu, a następnie zaczęła radośnie paćkać na ścianie, tworząc czerwone róże.
- Eeee… w sumie jak się wypłucze te szprotki, to można jeść - powiedział Rambo, wstając i podchodząc do szafki.
Wyjął z niej butelkę, z której pociągnął zdrowo. Następnie podrzucił ją Bryzie. Wódka.
- Może zostawmy zupki na czarniejszą godzinę. Po tym całym skażeniu to chyba nawet toksyczne pigmenty z farby nam nie zaszkodzą, co nie oznacza oczywiście, że chcę to jeść - dodał szybko.
Wyjął jeszcze butelkę wody i przepłukał nią rybki, po czym zjadł. Pokiwał z uznaniem głową.
Shiny poszedł za jego przykładem, za to Bryza zajęła się starannym płukaniem ust wódką, by pozbyć się pozostałości farby. Pozostali z wahaniem sięgnęli po szprotki. Jedli bez szczególnego entuzjazmu, podczas gdy uśmiechnięta szeroko Elektra w szale twórczym mazała ostatnie puste fragmenty ściany. Bryza upiła jeszcze łyk alkoholu i odłożyła go na stół. Spojrzała tęsknie na wór Napalma kryjący zupki chińskie, po czym z nietęgą miną również nabrała na łyżkę oczyszczone ryby. Przełknąwszy je z trudem, podniosła wzrok na towarzyszy.
- Jutro można by się wybrać do Galerii Bałtyckiej - zaproponowała. - Weźmiemy jakieś nowe ciuchy.
- Mogę iść z wami? - zapytała z miejsca Kitty, a kocie oczy zaświeciły jej się na słowo “ciuchy”.
Mina Rambo była jednoznaczna.
- Rozmawialiśmy już na ten temat - wycedził.
- Oj, no bo wy znowu przyniesiecie jakieś szmaty - poskarżyła się.
- Przyniesiemy to, co jest potrzebne - ucięła Bryza. - Idź na górę, przejmij wartę Śnieżki. Niech przyjdzie coś zjeść. O ile ma dość odwagi - dodała cicho.
Kitty z obrażoną miną wyszła z kuchni, a wkrótce w drzwiach stanęła Śnieżka.
- Mmm… pachnie jakby… - powiedziała z uśmiechem i nie dokończyła. Spojrzała na gar sosu, potem na Elektrę, jeszcze raz pociągnęła nosem, aż wreszcie zmarszczyła brwi - Ach… Rybki z wódką? Cóż, tradycja polska nigdy nie zginie. - Na jej twarz wrócił uśmiech i zabrała się za szprotki. Ponownie spojrzała na radosną twórczość Elektry. - Nie myślałaś o namalowaniu czerwonego morza? - zagadnęła.
Elektra spojrzała na Śnieżkę rozanielona.
- Muzo ty moja!
I zabrała się do mazania z jeszcze większym zapałem. Wizja, która nabierała kształtów na ścianie wyglądała dosyć demonicznie, ale co tam.
- No dobrze… - Rambo odchrząknął. - Kto chce iść do Galerii Bałtyckiej po ciuchy? Przydałoby się też pójść po zapasy wody.
- Można by się umyć przy okazji - odparła Śnieżka, krzywiąc się przy ostatnim kawałku rybki, a następnie przepłukując usta wódką.
- Mycie? Przecież to luksusowy zbytek - zaśmiał się Napalm. - Ale jak sobie życzysz, Śnieżynko. Oczywiście idę - dodał w stronę Rambo.
- Ja też! - włączyła się Speedy.
- Pewnie będzie niebezpiecznie - orzekła Bryza. - W galerii prawdopodobnie siedzi trochę zombiaków, ale powinniśmy dać radę. Trzeba tylko się dobrze przygotować.
- Sie wie. - Speedy pogłaskała swojego kałasznikowa, którego nie wiadomo po co trzymała przy jedzeniu.
- Po drodze zajdziemy nad Strzyżę. Wszystkim kąpiel dobrze zrobi. - Bryza położyła nacisk na słowo “wszyscy”, patrząc znacząco na męską część drużyny. - bo u nas już woda ciurka ledwo, ledwo.
- To ja też. Czyli idziemy w piątkę do galerii, a potem po wodę, względnie na odwrót, czy rozdzielamy się i część idzie po wodę, a część do galerii? - zapytała Śnieżka.
- Co będzie w galerii, to nigdy nie wiadomo - odparł Rambo. - Lepiej, żebyśmy poszli wszyscy. Najwyżej potem będziemy marudzić, że zombiaków było mało. Ruszymy jutro po śniadaniu.
- Tak jest, sir - Speedy zasalutowała żartobliwie. - Ej, obejrzymy coś dzisiaj? - zapytała zaraz. - Może „X-menów”?
Bryza zerknęła na nią z uniesioną brwią.
- Sami jesteśmy jakimiś porąbanymi x-menami… - mruknęła.
- To może „Resident Evil”, który Napalm wczoraj przyniósł?
- Mało ci zombiaków?
- Czasami fajnie popatrzeć na bezmózgich debilów, którzy chcą cię zeżreć za wszelką cenę. To taka miła odmiana po naszych żarłocznych strategach - odparła Śnieżka. - Choć, jeżeli mamy ochotę na pooglądanie rozróby, to „Godzilla” też jest dobrym pomysłem.
- E tam, wolałbym „Władcę Pierścieni” - stwierdził Napalm, wyciągając się na chwiejnym krześle. - Rambo, a ty za czym głosujesz?
- „Pierwsza krew” - wyszczerzył zęby.
- Widzę, że nieważne, co wybierzemy z tego zestawu to i tak krew się będzie lała. - Śnieżka ziewnęła.
- To może od razu „Kill Billa”? - zażartowała Speedy. - Tam to krew aż sika z ekranu.
- I jak zwykle sytuacja patowa - skomentowała Bryza, przeciągając się.
Niespodziewanie odezwał się Shiny:
- Ja tam lubię „Batmana”…
- Dobra, i tak się pewnie skończy na jakiejś popijawie, znając was - stwierdziła Śnieżka, zerkając znacząco na Napalma.
- Czyżby ci to przeszkadzało, Królowo Lodu? Może przydałoby się cię rozgrzać? - zaproponował z zawadiackim uśmiechem wybitnie nasuwającym skojarzenie Hana Solo czy Indiany Jonesa.
- Co za świnia… Ciebie to by się przydało zahibernować i ukryć w skrzyni z napisem „radioaktywne, nie otwierać” - prychnęła. - Poza tym, tak, przeszkadzają mi popijawy. Są głupie.
- Och, czujecie ten ziąb? Aż czuć od niej powiew chłodu - zakpił, trzęsąc się udawanie.
Po chwili potarł dłonie, aż zaczęły wydobywać się z nich strużki dymu. Bryza dmuchnęła, gasząc zalążki płomieni.
- Nie przeginaj - ostrzegła.
- Ależ ja tylko chcę ocieplić atmosferę - usprawiedliwił się niewinnym tonem.
Rzeczywiście, od Śnieżki czuć było fizyczny chłód, przygotowywała się już, aby odgryźć się Napalmowi. Kiedy dziewczyna spostrzegła, że pan Napalony trochę się powstrzymał, ona też przestała.
- Że też musiał się nam przypałętać taki dupek - burknęła.
- Dobra, dobra, wszystko to słodkie i w ogóle, ale może weźmy się już ruszmy do naszej sali kinowej. Na miejscu wybierzemy coś do obejrzenia na drodze demokracji. A jak się nie ogarniecie, to sam coś wybiorę. - Rambo wstał od stołu. - No, sio sio, nie przeszkadzajmy naszej artystce - dodał, zerkając na ścianę ociekającą mieszanką farby i sosu pomidorowego. Kompozycja była niesamowita. Kolorystycznie przypominała nieco obraz Edvarda Muncha pt. „Krzyk”. To chyba źle, że mieli coś takiego w kuchni...
- Może, jak jakiś zombiak tu wejdzie, to umrze ze strachu - mruknęła Bryza, przechodząc koło Rambo i dostrzegając jego spojrzenie.
Speedy pierwsza pobiegła do sali kinowej, a za nią pognał Napalm, wiedząc, że młoda powyciąga tylko swoje ulubione filmy, a resztę schowa. Pozostali również podążyli za nimi, ale Bryza zatrzymała Rambo na korytarzu.
- Słuchaj - odezwała się lękliwie. - Wiem, że to twoja siostra, wiem, że jest stuknięta, ale Kitty przydałaby nam się w terenie. Jako jedyna całkiem dobrze widzi w półmroku…
Rambo zacisnął na chwilę usta, po czym powiedział:
- Także jako jedyna nie słucha poleceń, robi, co chce i znika nam z oczu. Chyba że miałaś w planie ją postraszyć życiem na zewnątrz, lecz obawiam się, że to postraszenie mogłoby źle się skończyć.
- Nie chcę jej postraszyć - zaperzyła się Bryza. - Po prostu… - Westchnęła. - Jutro idziemy do galerii. Chyba doskonale wiesz, jak tam jest cholernie ciemno. Kitty mogłaby wypatrywać zombiaków i ostrzec nas w porę, ale… Tak, masz rację, nie wzięłaby na poważnie naszych słów. - Pokręciła głową. - Nieważne. Chodźmy już zobaczyć, jaki film wybrali.
Nie patrząc, czy Rambo idzie za nią, wkroczyła do kolejnej częściowo zniszczonej, dawnej sali lekcyjnej - właściwie ćwiczeniowej, bo na studiach pojęcie „lekcje” nie obowiązywało. Pod ścianą, na której wisiała kiedyś tablica, stał stół, a na nim cenny laptop. Elektra rano naładowała do niego baterie swoją elektryczną mocą. Naprzeciw laptopa tkwił rząd krzeseł, obecnie częściowo już zajęty.
Panował tu lekki bałagan, gdyż każdy chciał poprzeglądać, jakie są filmy i któryś wybrać. Harmider był na tyle duży, że Rambo, gdy już wszedł zamyślony, postanowił interweniować.
- Ej, jak się nie ogarniecie, to będziecie oglądać przez następne dziesięć godzin nyancata! - palnął pierwsze, co mu przyszło do głowy.
- Nyancat… poważnie? - Śnieżka aż odwróciła się w jego stronę, z otwartymi ze zdziwienia ustami.
- E tam, Nyancat jest dla dzieci - ocenił Napalm. - Wolę “They’re taking the hobbits to Isengard”.
Ku utrapieniu towarzyszy Napalm ze Speedy zaczęli zgodnie nucić głośno motyw ze ścieżki dźwiękowej „Władcy Pierścieni”. Bryza przewróciła oczami i podeszła do pudła z filmami. Nie miała ochoty oglądać niczego choćby przypominającego horror - ten mogą mieć jutro na żywo w galerii. Spod sterty filmów science-fiction wyciągnęła „Shreka”.
- Co wy na to?
- Wolę „Epokę Lodowcową” - odezwała się Śnieżka. Rambo spojrzał na nią rozbawiony. - No co? Lubiłam ją, jeszcze zanim zaczęłam ochładzać atmosferę. - Spojrzała przy tym groźnie na Napalma.
- To ja proponuję „Seksmisję”. By pamiętać, że dziewczynom nie można pozwalać rządzić - odparował Napalm, szczerząc zęby. - Albo może „Władców Ognia” - dodał zaraz. - Tak dla ocieplenia klimatu. - Spojrzał na Śnieżkę. - I pocieszenia, że mogło być gorzej… Przynajmniej smoki nie latają nam nad głowami.
Śnieżka prychnęła zimnym powietrzem, które zaraz uleciało w postaci pary. Już chciała się jakoś odgryźć, ale wtrącił się Rambo.
- Bryza, wsadzaj tego „Shreka”. A ty Napalm, będziesz nam jutro robił jako latarnia, żebyśmy wszystko widzieli, jak coś. I przestańcie się w końcu kłócić - westchnął na koniec zmęczony.
- To on zaczął - mruknęła pod nosem Śnieżka.
- Jasne, moja wina - prychnął Napalm, ale zamilkł pod wpływem wzroku Rambo.
Wreszcie wszyscy zasiedli na krzesłach przed laptopem, a Bryza włączyła „Shreka”, po czym dołączyła do kolegów. Choć oglądali go już niejednokrotnie, także przed… tym wszystkim, znowu śmiali się z tych samych dowcipów. Prawie zapomnieli o zombiakach czyhających na nich poza Oio. Prawie.



6 komentarzy:

  1. Całkiem ciekawa wizja i zabawna grupa bohaterów. ;]
    Zachowują się nie za bardzo na dorosłych, a w sumie jedyne co o nich było opisane, to kolor ich włosów, a może nawet nie wszystkich bohaterów. O Kitty wiemy nieco więcej, ale to wyjątek. Rozumiem, że są w wieku około studenckim, skoro siedzą na PG, ale przydałby się też opis fizyczny tych bohaterów, bo wyobrazić sobie ich można wszystkich tak samo, tylko że o innych włosach. ;p
    Jak Speedy była na dachu można by też trochę opisać zrujnowany Gdańsk, bo to bardzo ładne miasto, nawet jeżeli jest pogrążone w gruzach. ;p Rozumiem, że bohaterka się przyzwyczaiła na patrzenie na ruiny z dachu wysokiego budynku i jej Gdańsk nie zastanawia, ale można by go opisać mimo to. ;]
    I dodałbym co bohaterowie robią pomiędzy wyjściem Kitty na wartę, a przyjściem Śnieżki na obiad, bo wcześniej cały czas byli czymś zajęci, a potem jakby ich zamroziło do przyjścia, a przecież Śnieżki jeszcze nie było. ;p Mogli by chociaż jeść szprotki w spokoju, a tu nic, ani słowa. ;]
    Miło się czyta i czekam na dalsze losy bohaterów, a wszczególności na odpowiedzi kim właściwie oni są. ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię klimaty postapo i przyjemnym zaskoczeniem było trafienie przypadkiem na Waszego bloga. Już, już miałam się zabierać na czytanie, ale przeczytałam najpierw opis pod nagłówkiem i... Kurczę, chciałabym założyć, że to przypadek, ale z drugiej strony dzieło wydaje mi się tak znane, że trudno chyba go nie znać. Może nie kojarzycie powieści Richarda Mathesona, ale pewnie natknęłyście się na film pt. "Jestem legendą" (luźną adaptację właściwie, ale rdzeń jest ten sam). Może geneza była inna, ale fragment o zmutowanych ludziach łaknących ludzkiego mięsa do złudzenia kojarzy mi się z tymże dziełem. Toteż z czystej ciekawości pytam: kojarzycie oryginał czy to jednak przypadkowa zbieżność? Nie zrażajcie się moją wypowiedzią, to nie żadne oskarżenia ani nic w tym stylu, zwykłe luźne spostrzeżenie :). Niemniej pozdrawiam ;)
    Kendra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mój Boże, jakie to językowo kalekie... Przepraszam, po prostu powinnam zakuwać do kolokwium, a zajmuję się Bóg wie czym ^^. Nie zwracajcie uwagi na tę nieudaną budowę zdań.

      Usuń
    2. Nie takie kalekie, wszystko się da zrozumieć za pierwszym razem, a to najważniejsze ;)
      Jeżeli chodzi o zombie, to "Jestem legendą" oglądałam, ale na książkę nigdy nie natrafiłam. Świat tworzyłyśmy w oparciu o znane motywy z różnych dzieł post-apo, a zombie pojawiają się często (chociażby "Resident Evil" i "World War Z"). Nasze zombiaki nieco się też różnią od tych tradycyjnych, ale to okaże się w najbliższych rozdziałach.
      Dzięki za zainteresowanie i mam nadzieję, że nasza historia Cię zaciekawi ;) (bo już lepiej walczyć z zombiakami niż zakuwać do kolokwiów... ;D)
      Pozdrawiam ;)
      An-Elenel

      Usuń
  3. 45 year-old Senior Editor Oates Franzonetti, hailing from Listuguj Mi'gmaq First Nation enjoys watching movies like "Outlaw Josey Wales, The" and Yo-yoing. Took a trip to Sceilg Mhichíl and drives a Ferrari 410 Sport. Strona glowna

    OdpowiedzUsuń