Półtora roku temu wybuch Yellowstone spustoszył połowę Ameryki Północnej, a wulkaniczny pył osiadł także na całej półkuli północnej i pozostał w atmosferze niczym nieustające, ciemne chmury. Wybuch wzbudził również inne wulkany, a trzęsienia ziemi uszkodziły reaktory jądrowe.

Miliony, miliardy ludzi zginęło.

Wśród ocalałych pojawiła się nieznana choroba, która zmieniała ludzi w kanibali. Ich głód ludzkiego mięsa można porównać do wampirzego pragnienia znanego z książek.

Skażenie lub groza sytuacji obudziła u niektórych niewyjaśnione mutamoce.

Panuje półmrok spowodowany pyłem w atmosferze, ale w Europie z rzadka da się już dostrzec przebijające się z trudem promienie słońca. W zniszczonych, opustoszałych miastach trwa walka o przetrwanie.

Ogłoszenia

Pierwsze pięć rozdziałów zostało lekko edytowanych. Zmiany, jak uprzedzałyśmy, nie tyczą się głównej fabuły, tylko błędów stylistycznych oraz związanych z charakterami postaci. Nie ma potrzeby, by ci, którzy czytają na bieżąco, musieli wracać do tamtych rozdziałów, ale piszemy o fakcie zmiany dla zachowania porządku.

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 2


Witamy ponownie. Jakby to kogoś interesowało, w międzyczasie uaktywniłyśmy opcję dodawania komentarzy bez logowania się (wcześniej to przeoczyłyśmy). Jeżeli ktoś czyta tę historię, zachęcamy do komentowania - miło się dowiedzieć, czy kogoś to zaciekawiło i przeczytać jakąś opinię (nawet, jeżeli zawiera uwagi, rzecz jasna). Miłej lektury :)


Bryza obudziła się w środku nocy, wyrwana bębnieniem ciężkich kropel o okna. Na dodatek było zimno, jak zwykle. Okryła się szczelniej, drżąc już lekko z chłodu. Gdy próbowała ponownie zasnąć, oprócz dźwięków deszczu usłyszała wyraźny szelest śpiwora. Zdaje się, że ktoś rzucał się przez sen. Pewnie koszmary, nic nowego. W ciemności Bryza nie potrafiła dostrzec, kto to, jednak stawiała na jedną z dziewczyn. Pamiętała, że kiedyś nie było nocy, by ktoś nie budził się przepełniony panicznym przerażeniem, dręczony wspomnieniami. Z czasem koszmary zaczęły powoli odchodzić, a oni musieli żyć dalej. Jedynie Śnieżce było łatwiej niż innym, bo ocknęła się dopiero parę tygodni po apokalipsie, zupełnie nic nie pamiętając z tego okresu. Przynajmniej nie przeżywała w myślach tych potwornych obrazów wciąż i wciąż… Bryza potrząsnęła głową, nie chcąc otwierać umysłowych drzwi, za które wypchnęła wszystkie bolesne wspomnienia, po czym wygodniej ułożyła się na poduszce. Jutro idą do galerii, powinna wypocząć. Przyzwyczaiła się do równomiernego bębnienia deszczu, które w końcu pozwoliło jej znów zasnąć.
Rano z „pokoi” damskich i męskich po kolei zaczęli wychodzić kobiety oraz mężczyźni ubrani już do wyjścia. Broń mieli przygotowaną w oddzielnym pomieszczeniu. Każdy pierwsze, co robił, to szedł do kuchni i starał się nie zabić o najbliższy stół, gdy jego wzrok padał na nowe malowidło Elektry. Było… nie do opisania. Niepokój, dziwaczność, szalona myśl estetyczna lały się z niego niczym potok porywający wzrok ze świadomością. To chyba rzeczywiście byłaby dobra broń na zombiaki. Po skończonym posiłku, na który składało się to, co akurat nawinęło się pod rękę (czyli całkowite resztki - także wczorajszego sosu czerwonego, lecz omijali go raczej szerokim łukiem), grupa wypadowa wzięła swoją broń i ominąwszy kałuże po nocnym deszczu, ustawiła się w szeregu przed Oio, czekając aż Rambo wstępnie ustali plan.
- REKRUCI! - ryknął, wczuwając się w rolę dowódcy, ale szybko spuścił z tonu. - To jak już wspominałem Napalmowi, będzie nam robił za latarnię. Poza tym, mamy to. - Pokazał im trzy latarki i noktowizor. - Będziemy to chyba musieli rozdzielić zależnie od sytuacji. Jeżeli będzie możliwość, dobrze by było, gdyby Śnieżka z jakąś obstawą strzelała z góry, mając noktowizor. Gorzej, jeżeli te zombiaki będą wszędzie. Wtedy każdemu coś takiego by się przydało. - Rambo podrapał się po zaroście i ziewnął. - Nie chce mi się aż myśleć… W każdym razie lepiej będzie się trzymać w kupie. Jeżeli sytuacja będzie tego wymagać, Śnieżka pójdzie snajperzyć, może z Bryzą, co? Wtedy miałybyście jeden noktowizor, a reszta miałaby za świetlika Napalma. Dodatkowe pytania?
- A ja wybiorę ciuchy! - oświadczyła radośnie Speedy.
Bryza zerknęła na przyjaciółkę niepewnie, ale nie zaoponowała. Speedy tymczasem nałożyła na plecy wielki plecak na ubrania - podobne mieli Napalm oraz Rambo. Narzuciła jeszcze na ramię pas przytrzymujący kałasznikowa.
- Jeśli zauważymy zombiaki, dam znać powiewem zimnego wiatru - oznajmiła Bryza. - Wtedy trzeba będzie się stamtąd wynosić . I to szybko.
- No dobra… W takim razie Speedy i ja ogarniamy ciuchy w H&Mie. Speedy, łap latarkę. - Rzucił jej. - Z tym że uprzednio sprawdzamy, czy teren jest czysty. Na czatach zostają Bryza, Śnieżka i… Napalm, bo jeszcze ciuchy spali. Po pozbieraniu ubranek znowu wracamy do… no… formacji. Możemy ruszać? Żadnego ociągania, bo odstrzelę łeb. - Puścił do nich oko i odwrócił się. - No to marsz: RAZ, DWA, RAZ, DWA, RAZ, DWA…
Było około godziny dziesiątej, wokół panował lekki półmrok z powodu popiołów zaścielających nieboskłon. Kiedyś, przed katastrofą, takie natężenie światła panowało wieczorem przy zachmurzonym niebie. Teraz dominowało praktycznie przez cały czas.
Przejście pod galerię zajęło im niecałe pół godziny. Pod głównym wejściem Rambo dał drugą latarkę Bryzie, sobie zostawił trzecią, a noktowizor wcisnął Śnieżce. Nie wchodzili tylnym wejściem, skąd mieliby bliżej do H&M, bo zostało zawalone.
Bryza sprawdziła mocowanie całej kolekcji noży, którą nosiła na sobie. Na koniec przeładowała pistolet i zacisnęła na nim palce. Napalm, szczerząc zęby, wytworzył nad dłonią kulę ognia. Speedy ujęła kałasznikowa w ręce, Rambo sprawdził, czy strzelbę ma naładowaną, a Śnieżka zarzuciła na plecy karabin snajperski, wyjęła pistolet z kabury i założyła noktowizor.
- No to zaczynamy zabawę - oznajmiła Speedy z uśmiechem wariatki, po czym brygada weszła do ciemnego, mrocznego wnętrza.
Dawno rozbite szkło zachrzęściło pod ciężkimi buciorami. Bryza poświeciła latarką na boki, rozglądając się nerwowo. Po lewej dostrzegła czerwone logo Reserved, w którym brakowało “s” i “r”. W środku sklepu nie było już żadnych ubrań nadających się do użytku. Wejście się nie zawaliło, więc towar został rozkradziony w miesiąc po kataklizmie.
Skradając się prawą odnogą galerii, Bryza przypomniała sobie nagle, że na dole znajduje się empik - obecnie pusty. Większość ich książek i filmów wynieśli właśnie stamtąd. Pamiętała, jak kiedyś często chodziła ze znajomymi do empiku, polując na książkowe okazje. Inne życie. To wszystko to było inne życie, już zakończone. Potrząsnęła głową, skupiając się na aktualnym zadaniu.
Dach Galerii Bałtyckiej teoretycznie był przezroczysty, więc powinien wpuszczać światło, jednak cały został przysypany grubą warstwą popiołu – cud, że się nie zawalił. Przez to wokół panowała nieprawdopodobna ciemność.
Posuwali się do przodu wolno i ostrożnie, choć nie mogli do końca wyeliminować dźwięków kruszonego szkła, jakie im towarzyszyło - nie mieli w drużynie Kopciuszka, który by to wszystko zamiótł, podczas gdy oni odpieraliby ataki… Na razie jednak wydawało się spokojnie. Na przedzie szedł Rambo, świecąc latarką. Śnieżka starała się trzymać z boku, ażeby nadmiar światła nie zaburzał jaskrawą zielenią jej obrazu - obserwowała więc głównie górne piętra. W pewnym momencie zobaczyła jakąś jaśniejszą smugę, przemykającą za róg korytarza. Cicho schowała pistolet i zdjęła z pleców karabin. Gdzieś w oddali usłyszeli dyskretny chrzęst szkła, odbijający się delikatnym echem po korytarzach oraz zniszczonych salach wystawowych. Nic się jednak na razie nie działo.
Narastające napięcie wyczuwało się w powietrzu. Dotarli do środka galerii. Światło latarek ukazało im ruchome schody, które wraz z częścią chodnika zawaliły się na minusowe piętro. Coś zgrzytnęło. Speedy drgnęła, celując z kałasznikowa w ciemność.
Minęli kolejne zniszczone sklepy, aż wreszcie stanęli przy leżącym na ziemi zepsutym neonie “&M”. “H” musiało zostać przysypane gruzem. Bryza poświeciła latarką, aby zlokalizować dziurę tuż pod sufitem, przez którą da się prześlizgnąć do środka.
Usłyszała syk tuż przy swoim uchu. Bez namysłu sięgnęła po nóż, ale to tylko Napalm zapalił kulę ognia. Powstrzymała się od przekleństwa. Napalm tymczasem wolną ręką podał Rambo swój plecak, by ten mógł naładować ubrań do dwóch.
- To co? - Speedy zakołysała się na piętach. - Wchodzimy?
Rambo kiwnął głową, po czym zaczął się wspinać po gruzowisku do dziury. Po drugiej stronie zeskoczył na ziemię i czekał na Speedy, która wślizgnęła się szybko zaraz za nim. Najpierw zaczęli uważnie przeszukiwać, czy w środku nikogo nie ma, ale teren wyglądał na czysty. Dziwnym trafem w głowie Speedy pojawiła się wizja, że idzie przymierzyć sukienkę do przymierzalni, a tam zombiak… Romantycznie by chyba nie było, chociaż… kolacja we dwoje… gdyby tylko przeszedł na wegetarianizm...
Rambo tymczasem zdecydował się już zbierać niektóre ubrania, zerkając na rozmiar i ładując je do obu plecaków, jednocześnie rozglądając się uważnie wokoło.
Speedy biegała, wybierając to, co się nada dla członków drużyny. Sięgała głównie po wygodne, ciepłe, wytrzymałe stroje, które przetrwają jak najdłużej. Nagle natrafiła na zieloną, błyszczącą sukienkę. Zatrzymała się gwałtownie. W podobnej wystąpiła na swojej studniówce w tym… innym świecie. Przygryzła wargę, przypominając sobie tamten bal - zupełnie, jakby jedynie widziała go na filmie, a nie w nim uczestniczyła.
Zerknęła na Rambo, czy aby nie patrzy, po czym zgarnęła do plecaka sukienkę w swoim rozmiarze, po czym wybrała jeszcze po jednej dla każdej ze swoich koleżanek. Skupiła się znów na szukaniu swetrów, gdy przypadkowo dotarła pod dział z biżuterią. W świetle latarki kolczyki, pierścionki i naszyjniki błyszczały niczym z prawdziwego złota.
Kiedy przełożyła latarkę do drugiej ręki, promień światła drgnął i padł na chwilę na kanciastą, ocienioną, zarośniętą twarz. Speedy wydała z siebie zduszony krzyk, sięgając histerycznie po kałasznikowa.
- Siedź cicho, wariatko - odpowiedział zombiak głosem na tyle przypominającym głos Rambo, że zawahała się przed naciśnięciem spustu. Mężczyzna na wszelki wypadek zszedł z linii strzału i podszedł do dziewczyny. - Co ty tu w ogóle wyprawiasz? - Zerknął na biżuterię, nieprzejęty wycelowanym w siebie karabinem.
Speedy odetchnęła głęboko dla uspokojenia wciąż bijącego szaleńczo serca.
- Wybieram biżuterię - odparła bezczelnie, po czym sięgnęła po srebrną bransoletkę.
- Och, świetnie, zombiaki będą wniebowzięte, że się dla nich ustroiłaś - powiedział z ironią, złapał ją za rękę i odciągnął od stojaka bezceremonialnie.
- Jak umrzeć, to z klasą - mruknęła cicho.
Wyrwała się mężczyźnie, po czym odsunęła od niego zbyt szybko, by mógł ją znów pochwycić. Zanim zdążył zareagować, oboje poczuli na karkach zimny powiew. Speedy zesztywniała. Natychmiast odwróciła się w stronę dziury, skąd nie wydobywał się już poblask latarek. Pewnie pozostali je zgasili z nadzieją, że zombiaki ich nie dostrzegą.
Rambo spojrzał na Speedy znacząco i ruszył po cichu w stronę dziury, wyłączając latarkę. Obok gruzowiska przystanął, aby poczekać na rozwój wypadków. Na chwilę zapadła całkowita cisza.
Sekundy dłużyły się niczym godziny, aż od strony tylnego, zawalonego wyjścia z galerii rozległ się chrzęst deptanego szkła. Kroki zbliżały się, co do tego nie było wątpliwości. Speedy wsunęła wyłączoną latarkę do kieszeni bojówek, a obiema dłońmi chwyciła kurczowo kałasznikowa.
Moment później coś trzasnęło prawdopodobnie niedaleko głównego wejścia galerii. Czyjś niezrozumiały głos poniósł się po mrocznych korytarzach. Speedy spojrzała w nieprzenikniony mrok, gdzie powinna znajdować się twarz Rambo. Byli otoczeni.
Tymczasem trochę dalej Śnieżka dzięki noktowizorowi właśnie liczyła zombiaki nadchodzące od strony zawalonego przejścia. Była ich piątka, a do tego wyraźnie zmierzali w ich kierunku.
- Wygląda, jakby nas widzieli. Idą dokładnie tutaj - szepnęła do towarzyszy i przymierzyła się do strzału, celując pierwszemu w głowę. - Cholera, zaczęli biec, muszą nas widzieć - powiedziała, widząc niepokojące zachowanie przeciwników, po czym ponownie zwróciła się do Bryzy i Napalma: - Strzelam. Wy też się szykujcie.
Po całej Galerii Bałtyckiej rozniósł się donośny huk wystrzału z karabinu snajperskiego, a zwielokrotnione echo odbijało się od ścian jeszcze przez najbliższe sekundy. Dodatkowo dało się słyszeć odgłos zwalającego się na ziemię ciała oraz dźwięk przeładowywania.
- Biegną też od lewej… - Tutaj urwała i zestrzeliła kolejnego zombiaka. - Zabierajcie się za nich, nie ma co czekać.
Słysząc tupot stup oraz wystrzały, Rambo zdecydował się w końcu przeleźć przez dziurę i włączyć do walki. Mozolnie przedzierał się przez stosunkowo mały otwór, ostatecznie nie był małym chłopcem. Po chwili gramolenia zsunął się po gruzie, a Speedy śmignęła koło niego.
Bryza odsunęła się, gdy koło niej pojawiła się oślepiająca kula ognia nad dłonią Napalma. Kula poszybowała w ciemność, rozświetlając na krótko witryny sklepowe, by zaraz ukazać wszystkim czwórkę bladych zombiaków o w pełni czarnych oczach. Zombiaki krzyknęły boleśnie na sam widok płomieni, a tym głośniej wrzasnął ten, w którego trafił ogień.
- Darkerzy - syknęła Bryza. - Szlag by to.
- Jaki znowuż „szlag” - odparła Śnieżka, odstrzeliwując głowę kolejnego i kryjąc się za Rambo, gdyż zombiaki z tylnego wejścia były już prawie obok. - Odpalać latarki i ciśniemy dalej.
Rambo włączył swoją latarkę, idealnie trafiając snopem światła w nadbiegającego zombiaka, który w tym momencie krzyknął i zakrył twarz rękami. Następnie dostał pięścią w twarz od dowódcy. Kości chrupnęły, a stwór padł na ziemię. Naprawdę część osób nie wiedziała do końca, po co Rambo nosi strzelbę, bo zwykle wpadał w wir walki z pięściami. Tak stało się także teraz. Nadbiegły kolejne zombiaki, a on szykował się do starcia.
Od lewej strony zbliżali się inni, starając się omijać jak najszerszym łukiem ich płonącego towarzysza. Gdy Bryza już miała cisnąć nożem, oberwała dość dużym kamieniem w tył głowy. Zatoczyła się, zamroczona. To jeden z zombiaków postanowił zrobić użytek z mnóstwa tynkowych, wcale nie małych okruchów walających się po ziemi. Kobieta zacisnęła zęby. Wysyłała podmuch wiatru, który sypnął kurzem w oczy przeciwnika. Strzeliła z pistoletu w najbliższego zombiaka, a w tył rzuciła nożem. Pokierowała ruchem powietrza, by ostrze przecięło szyję miotacza kamieni.
Speedy wypuściła ogłuszającą serię z kałasznikowa prosto w nadciągających zombiaków. Z oszałamiającą prędkością przesuwała się to w prawo, to w lewo. Dwóch przeciwników upadło i już się nie podniosło. Napalm bez wytchnienia ciskał kulami ognia. W nieregularnym świetle cienie na ścianach drgały, sprawiając wrażenie kolejnych wrogów.
Nagle z piętra spadły dwie ciemne postacie prosto na Speedy. Dziewczyna wrzasnęła, uderzając o ziemię. Bryza odwróciła się w jej stronę. Zanim pomogła przyjaciółce, inny stwór przygwoździł ją do ziemi. Ktoś kopniakiem zrzucił z niej zombiaka. Rambo jednym ruchem postawił ją na nogi.
Speedy zniknęła już pod ciałami czterech zombiaków. Jej krzyk zmroził Bryzę.
- Speedy! - zawołała rozpaczliwie.
Bała się rzucić nożem, by nie trafić przyjaciółki. Napalm wbił dwie kule ognia prosto w zombiaki, a te zawyły z bólu. Rambo pięściami ściągnął osłabionych mutantów ze Speedy, która wreszcie zdołała się wyrwać. Złapała wypuszczonego wcześniej kałasznikowa. Strzelała, póki napastnicy nie zginęli, choć w tym szale i przerażeniu trudno jej było określić, w kogo celuje. Tymczasem zombiaki uciekały do swoich ciemnych zakamarków, niektóre padały martwe od kul z karabinu Speedy. W całej Galerii Bałtyckiej hałas był nie do opisania. Na dodatek ze ścian, które jeszcze jako tako stały, odpryskiwał tynk od kul. Dziewczyna nawet nie zarejestrowała, że ktoś próbował ją uspokoić, a gdy skończył się jej magazynek, zaczęła panicznie szukać kolejnego, dopóki nie dostała od kogoś w twarz. Zabolało, i to mocno.
- …na wstrzymanie, idiotko! - usłyszała ostatnie słowa Rambo.
Po chwili zarobiła kolejny policzek, co ostatecznie ją otrzeźwiło. Wokół dogorywały ostatnie echa po serii z karabinu. Kiedy przebrzmiały, nastała niepokojąca cisza. Rambo rzucił ostatnie, wściekłe spojrzenie Speedy i kiwnął głową w stronę wyjścia. Nieważne, jak bardzo byli w szoku. Po prostu musieli stąd wyjść.
Bryza chwyciła przyjaciółkę za ramię, po czym pociągnęła za Rambo, który zaczął już iść, celując strzelbą w mrok. Zombiaki na razie odpuściły, ale nie wiadomo, czy jeszcze nie powrócą. Napalm z kulą ognią w garści pomaszerował za nimi, rozglądając się uważnie, a pochód zamknęła Śnieżka zaglądająca przez noktowizor w ciemne, zniszczone witryny sklepowe.
Coś zachrobotało z boku. Napalm posłał tam kulę ognia, a niewyraźny kształt zniknął za gruzem, jęcząc z bólu. Szli szybkim krokiem, a chrzęst szkła pod ich stopami połączony z ciężkimi oddechami rozlegał się nienaturalnie głośno w tej ciszy.
Bryza usłyszała coś w górze. Podniosła wzrok, świecąc latarką na wyższe piętro. Ciemne głowy schowały się z sykiem i złorzeczeniami. Stwory śledziły ich. Napalm podążył za wzrokiem towarzyszki w samą porę, by dostrzec spadającego zombiaka. Cisnął w niego płomieniem.
- Biegiem! - ryknął Rambo.
Wszyscy jednocześnie pognali w stronę niedalekiego wyjścia. Napalm rzucił do tyłu kilka płomienistych kul, a Bryza strzeliła na oślep z pistoletu. Zombiaki ścigały ich, skacząc z piętra. Speedy pomknęła do przodu. Odwróciła się, ładując nowy magazynek. Ponad głowami przyjaciół wypuściła serię z kałasznikowa, drąc się jak wariatka. Już widzieli jaśniejszy prostokąt wyjścia przed sobą. Przyspieszyli rozpaczliwie, aż wreszcie wypadli na świeże powietrze. Nie było szczególnie jasno, ale dość, by darkerzy nie odważyli się opuścić galerii. Niebezpieczeństwo minęło.
- Jasne, to teraz może do militarnego po naboje, co? - Rambo nie mógł się powstrzymać.
- Dobra, przestań - odparła Śnieżka. - Po prostu się stąd wynośmy, musimy się uspokoić. Chodźmy nad rzekę, trzeba zmyć z siebie ten tynk i smród zombiaków - dodała, chowając pistolet.
Rambo nic już nie powiedział i w milczeniu poprowadził drużynę nad Strzyżę, która po kataklizmie urosła do rozmiarów rzeki. Po ponad kwadransie drużyna dotarła na miejsce, gdzie w końcu mogli się odprężyć w wodzie. Może nie była jakaś bardzo czysta, ale była wodą. Przysiedli na trawie przy brzegu i zrzucili z siebie broń oraz plecaki. Śnieżka spojrzała na męską część drużyny.
- Teraz wypadałoby, abyście się ulotnili najlepiej do innego wymiaru i poczekali, aż się umyjemy. Jednakże z uwagi na aktualną sytuację, w sensie apokalipsa, zombiaki, łaskawie pozwolimy wam odejść i pilnować nas, gdzie pilnowanie równa się niegapienie na nas, tylko na otoczenie, czy nikt nie atakuje. Zrozumiano? - Spojrzała podejrzliwie na Rambo i Napalma. Przede wszystkim na Napalma, a ten odpowiedział jej bezczelnym uśmiechem, jednak odwrócił się.
Dziewczyny zaczęły zdejmować ubrania, ale Speedy nagle zastygła w bezruchu, wpatrując się w swoją rękę. Bryza dostrzegła krwawe szramy na przedramieniu dziewczyny - bez wątpienia pozostałości pazurów zombiaków. Speedy zbladła nienaturalnie i podniosła wzrok. Jeszcze nigdy na jej z reguły uśmiechniętej twarzy nie malowało się takie przerażenie.
- Czy… czy ja się zmienię? - wyszeptała słabym głosem.

2 komentarze:

  1. Historia ciekawa, zastanawia mnie jednak kilka rzeczy. Jedna z bohaterek miała 2 lata temu studniówkę. Oczywiście, jasne jest, że to było przed katastrofą, ale fajnie by było, jakbyście określiły, kiedy dokładnie miała ona miejsce. Najbardziej zastanawia mnie broń - skąd bohaterowie ją mają? Kałasznikow i karabin snajperski nie należą do rodzajów broni, które można znaleźć w komisariatach policji, czy straży miejskiej. To samo z amunicją do tych broni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o broń, sprawa się niedługo wyjaśni w czasie jednej z rozmów bohaterów. A co do studniówki, nie jestem pewna, czy masz na myśli ścisłą datę z rokiem czy tylko miesiąc. Roku akcji nie chcemy podawać (po co pisać, kiedy się wydarzyła apokalipsa, skoro zaraz się to zdezaktualizuje? ;]). A miesiąc studniówki to – jak wszystkie – mniej więcej luty. Inne informacje o czasie, np. obecny miesiąc albo miesiąc apokalipsy, pojawią się z czasem w kolejnych rozdziałach.

      An-Elenel

      Usuń