Witamy ponownie. Jakby to kogoś interesowało, w międzyczasie uaktywniłyśmy opcję dodawania komentarzy bez logowania się (wcześniej to przeoczyłyśmy). Jeżeli ktoś czyta tę historię, zachęcamy do komentowania - miło się dowiedzieć, czy kogoś to zaciekawiło i przeczytać jakąś opinię (nawet, jeżeli zawiera uwagi, rzecz jasna). Miłej lektury :)
Bryza obudziła się w środku nocy, wyrwana
bębnieniem ciężkich kropel o okna. Na dodatek było zimno, jak zwykle. Okryła
się szczelniej, drżąc już lekko z chłodu. Gdy próbowała ponownie zasnąć, oprócz
dźwięków deszczu usłyszała wyraźny szelest śpiwora. Zdaje się, że ktoś rzucał
się przez sen. Pewnie koszmary, nic nowego. W ciemności Bryza nie potrafiła
dostrzec, kto to, jednak stawiała na jedną z dziewczyn. Pamiętała, że kiedyś
nie było nocy, by ktoś nie budził się przepełniony panicznym przerażeniem,
dręczony wspomnieniami. Z czasem koszmary zaczęły powoli odchodzić, a oni
musieli żyć dalej. Jedynie Śnieżce było łatwiej niż innym, bo ocknęła się
dopiero parę tygodni po apokalipsie, zupełnie nic nie pamiętając z tego okresu.
Przynajmniej nie przeżywała w myślach tych potwornych obrazów wciąż i wciąż…
Bryza potrząsnęła głową, nie chcąc otwierać umysłowych drzwi, za które
wypchnęła wszystkie bolesne wspomnienia, po czym wygodniej ułożyła się na
poduszce. Jutro idą do galerii, powinna wypocząć. Przyzwyczaiła się do
równomiernego bębnienia deszczu, które w końcu pozwoliło jej znów zasnąć.
Rano z „pokoi” damskich i męskich po kolei
zaczęli wychodzić kobiety oraz mężczyźni ubrani już do wyjścia. Broń mieli
przygotowaną w oddzielnym pomieszczeniu. Każdy pierwsze, co robił, to szedł do
kuchni i starał się nie zabić o najbliższy stół, gdy jego wzrok padał na nowe
malowidło Elektry. Było… nie do opisania. Niepokój, dziwaczność, szalona myśl
estetyczna lały się z niego niczym potok porywający wzrok ze świadomością. To
chyba rzeczywiście byłaby dobra broń na zombiaki. Po skończonym posiłku, na
który składało się to, co akurat nawinęło się pod rękę (czyli całkowite resztki
- także wczorajszego sosu czerwonego, lecz omijali go raczej szerokim łukiem),
grupa wypadowa wzięła swoją broń i ominąwszy kałuże po nocnym deszczu, ustawiła
się w szeregu przed Oio, czekając aż Rambo wstępnie ustali plan.
- REKRUCI! - ryknął, wczuwając się w rolę
dowódcy, ale szybko spuścił z tonu. - To jak już wspominałem Napalmowi, będzie
nam robił za latarnię. Poza tym, mamy to. - Pokazał im trzy latarki i
noktowizor. - Będziemy to chyba musieli rozdzielić zależnie od sytuacji. Jeżeli
będzie możliwość, dobrze by było, gdyby Śnieżka z jakąś obstawą strzelała z
góry, mając noktowizor. Gorzej, jeżeli te zombiaki będą wszędzie. Wtedy każdemu
coś takiego by się przydało. - Rambo podrapał się po zaroście i ziewnął. - Nie
chce mi się aż myśleć… W każdym razie lepiej będzie się trzymać w kupie. Jeżeli
sytuacja będzie tego wymagać, Śnieżka pójdzie snajperzyć, może z Bryzą, co?
Wtedy miałybyście jeden noktowizor, a reszta miałaby za świetlika Napalma.
Dodatkowe pytania?
- A ja wybiorę ciuchy! - oświadczyła
radośnie Speedy.
Bryza zerknęła na przyjaciółkę niepewnie,
ale nie zaoponowała. Speedy tymczasem nałożyła na plecy wielki plecak na
ubrania - podobne mieli Napalm oraz Rambo. Narzuciła jeszcze na ramię pas
przytrzymujący kałasznikowa.
- Jeśli zauważymy zombiaki, dam znać
powiewem zimnego wiatru - oznajmiła Bryza. - Wtedy trzeba będzie się stamtąd
wynosić . I to szybko.
- No dobra… W takim razie Speedy i ja
ogarniamy ciuchy w H&Mie. Speedy, łap latarkę. - Rzucił jej. - Z tym że
uprzednio sprawdzamy, czy teren jest czysty. Na czatach zostają Bryza, Śnieżka
i… Napalm, bo jeszcze ciuchy spali. Po pozbieraniu ubranek znowu wracamy do…
no… formacji. Możemy ruszać? Żadnego ociągania, bo odstrzelę łeb. - Puścił do
nich oko i odwrócił się. - No to marsz: RAZ, DWA, RAZ, DWA, RAZ, DWA…
Było około godziny dziesiątej, wokół panował
lekki półmrok z powodu popiołów zaścielających nieboskłon. Kiedyś, przed
katastrofą, takie natężenie światła panowało wieczorem przy zachmurzonym
niebie. Teraz dominowało praktycznie przez cały czas.
Przejście pod galerię zajęło im niecałe pół
godziny. Pod głównym wejściem Rambo dał drugą latarkę Bryzie, sobie zostawił
trzecią, a noktowizor wcisnął Śnieżce. Nie wchodzili tylnym wejściem, skąd
mieliby bliżej do H&M, bo zostało zawalone.
Bryza sprawdziła mocowanie całej kolekcji
noży, którą nosiła na sobie. Na koniec przeładowała pistolet i zacisnęła na nim
palce. Napalm, szczerząc zęby, wytworzył nad dłonią kulę ognia. Speedy ujęła
kałasznikowa w ręce, Rambo sprawdził, czy strzelbę ma naładowaną, a Śnieżka
zarzuciła na plecy karabin snajperski, wyjęła pistolet z kabury i założyła
noktowizor.
- No to zaczynamy zabawę - oznajmiła Speedy
z uśmiechem wariatki, po czym brygada weszła do ciemnego, mrocznego wnętrza.
Dawno rozbite szkło zachrzęściło pod
ciężkimi buciorami. Bryza poświeciła latarką na boki, rozglądając się nerwowo.
Po lewej dostrzegła czerwone logo Reserved, w którym brakowało “s” i “r”. W
środku sklepu nie było już żadnych ubrań nadających się do użytku. Wejście się
nie zawaliło, więc towar został rozkradziony w miesiąc po kataklizmie.
Skradając się prawą odnogą galerii, Bryza
przypomniała sobie nagle, że na dole znajduje się empik - obecnie pusty.
Większość ich książek i filmów wynieśli właśnie stamtąd. Pamiętała, jak kiedyś
często chodziła ze znajomymi do empiku, polując na książkowe okazje. Inne
życie. To wszystko to było inne życie, już zakończone. Potrząsnęła głową,
skupiając się na aktualnym zadaniu.
Dach Galerii Bałtyckiej teoretycznie był
przezroczysty, więc powinien wpuszczać światło, jednak cały został przysypany
grubą warstwą popiołu – cud, że się nie zawalił. Przez to wokół panowała
nieprawdopodobna ciemność.
Posuwali się do przodu wolno i ostrożnie,
choć nie mogli do końca wyeliminować dźwięków kruszonego szkła, jakie im
towarzyszyło - nie mieli w drużynie Kopciuszka, który by to wszystko zamiótł,
podczas gdy oni odpieraliby ataki… Na razie jednak wydawało się spokojnie. Na
przedzie szedł Rambo, świecąc latarką. Śnieżka starała się trzymać z boku,
ażeby nadmiar światła nie zaburzał jaskrawą zielenią jej obrazu - obserwowała
więc głównie górne piętra. W pewnym momencie zobaczyła jakąś jaśniejszą smugę,
przemykającą za róg korytarza. Cicho schowała pistolet i zdjęła z pleców
karabin. Gdzieś w oddali usłyszeli dyskretny chrzęst szkła, odbijający się
delikatnym echem po korytarzach oraz zniszczonych salach wystawowych. Nic się
jednak na razie nie działo.
Narastające napięcie wyczuwało się w
powietrzu. Dotarli do środka galerii. Światło latarek ukazało im ruchome
schody, które wraz z częścią chodnika zawaliły się na minusowe piętro. Coś
zgrzytnęło. Speedy drgnęła, celując z kałasznikowa w ciemność.
Minęli kolejne zniszczone sklepy, aż
wreszcie stanęli przy leżącym na ziemi zepsutym neonie “&M”. “H” musiało
zostać przysypane gruzem. Bryza poświeciła latarką, aby zlokalizować dziurę tuż
pod sufitem, przez którą da się prześlizgnąć do środka.
Usłyszała syk tuż przy swoim uchu. Bez
namysłu sięgnęła po nóż, ale to tylko Napalm zapalił kulę ognia. Powstrzymała
się od przekleństwa. Napalm tymczasem wolną ręką podał Rambo swój plecak, by
ten mógł naładować ubrań do dwóch.
- To co? - Speedy zakołysała się na piętach.
- Wchodzimy?
Rambo kiwnął głową, po czym zaczął się
wspinać po gruzowisku do dziury. Po drugiej stronie zeskoczył na ziemię i
czekał na Speedy, która wślizgnęła się szybko zaraz za nim. Najpierw zaczęli
uważnie przeszukiwać, czy w środku nikogo nie ma, ale teren wyglądał na czysty.
Dziwnym trafem w głowie Speedy pojawiła się wizja, że idzie przymierzyć sukienkę
do przymierzalni, a tam zombiak… Romantycznie by chyba nie było, chociaż…
kolacja we dwoje… gdyby tylko przeszedł na wegetarianizm...
Rambo tymczasem zdecydował się już zbierać
niektóre ubrania, zerkając na rozmiar i ładując je do obu plecaków, jednocześnie
rozglądając się uważnie wokoło.
Speedy biegała, wybierając to, co się nada
dla członków drużyny. Sięgała głównie po wygodne, ciepłe, wytrzymałe stroje,
które przetrwają jak najdłużej. Nagle natrafiła na zieloną, błyszczącą
sukienkę. Zatrzymała się gwałtownie. W podobnej wystąpiła na swojej studniówce
w tym… innym świecie. Przygryzła wargę, przypominając sobie tamten bal -
zupełnie, jakby jedynie widziała go na filmie, a nie w nim uczestniczyła.
Zerknęła na Rambo, czy aby nie patrzy, po
czym zgarnęła do plecaka sukienkę w swoim rozmiarze, po czym wybrała jeszcze po
jednej dla każdej ze swoich koleżanek. Skupiła się znów na szukaniu swetrów,
gdy przypadkowo dotarła pod dział z biżuterią. W świetle latarki kolczyki,
pierścionki i naszyjniki błyszczały niczym z prawdziwego złota.
Kiedy przełożyła latarkę do drugiej ręki,
promień światła drgnął i padł na chwilę na kanciastą, ocienioną, zarośniętą
twarz. Speedy wydała z siebie zduszony krzyk, sięgając histerycznie po
kałasznikowa.
- Siedź cicho, wariatko - odpowiedział
zombiak głosem na tyle przypominającym głos Rambo, że zawahała się przed
naciśnięciem spustu. Mężczyzna na wszelki wypadek zszedł z linii strzału i
podszedł do dziewczyny. - Co ty tu w ogóle wyprawiasz? - Zerknął na biżuterię,
nieprzejęty wycelowanym w siebie karabinem.
Speedy odetchnęła głęboko dla uspokojenia
wciąż bijącego szaleńczo serca.
- Wybieram biżuterię - odparła bezczelnie,
po czym sięgnęła po srebrną bransoletkę.
- Och, świetnie, zombiaki będą wniebowzięte,
że się dla nich ustroiłaś - powiedział z ironią, złapał ją za rękę i odciągnął
od stojaka bezceremonialnie.
- Jak umrzeć, to z klasą - mruknęła cicho.
Wyrwała się mężczyźnie, po czym odsunęła od
niego zbyt szybko, by mógł ją znów pochwycić. Zanim zdążył zareagować, oboje
poczuli na karkach zimny powiew. Speedy zesztywniała. Natychmiast odwróciła się
w stronę dziury, skąd nie wydobywał się już poblask latarek. Pewnie pozostali
je zgasili z nadzieją, że zombiaki ich nie dostrzegą.
Rambo spojrzał na Speedy znacząco i ruszył
po cichu w stronę dziury, wyłączając latarkę. Obok gruzowiska przystanął, aby
poczekać na rozwój wypadków. Na chwilę zapadła całkowita cisza.
Sekundy dłużyły się niczym godziny, aż od
strony tylnego, zawalonego wyjścia z galerii rozległ się chrzęst deptanego
szkła. Kroki zbliżały się, co do tego nie było wątpliwości. Speedy wsunęła
wyłączoną latarkę do kieszeni bojówek, a obiema dłońmi chwyciła kurczowo
kałasznikowa.
Moment później coś trzasnęło prawdopodobnie
niedaleko głównego wejścia galerii. Czyjś niezrozumiały głos poniósł się po
mrocznych korytarzach. Speedy spojrzała w nieprzenikniony mrok, gdzie powinna
znajdować się twarz Rambo. Byli otoczeni.
Tymczasem trochę dalej Śnieżka dzięki
noktowizorowi właśnie liczyła zombiaki nadchodzące od strony zawalonego
przejścia. Była ich piątka, a do tego wyraźnie zmierzali w ich kierunku.
- Wygląda, jakby nas widzieli. Idą dokładnie
tutaj - szepnęła do towarzyszy i przymierzyła się do strzału, celując
pierwszemu w głowę. - Cholera, zaczęli biec, muszą nas widzieć - powiedziała,
widząc niepokojące zachowanie przeciwników, po czym ponownie zwróciła się do
Bryzy i Napalma: - Strzelam. Wy też się szykujcie.
Po całej Galerii Bałtyckiej rozniósł się
donośny huk wystrzału z karabinu snajperskiego, a zwielokrotnione echo odbijało
się od ścian jeszcze przez najbliższe sekundy. Dodatkowo dało się słyszeć
odgłos zwalającego się na ziemię ciała oraz dźwięk przeładowywania.
- Biegną też od lewej… - Tutaj urwała i
zestrzeliła kolejnego zombiaka. - Zabierajcie się za nich, nie ma co czekać.
Słysząc tupot stup oraz wystrzały, Rambo
zdecydował się w końcu przeleźć przez dziurę i włączyć do walki. Mozolnie
przedzierał się przez stosunkowo mały otwór, ostatecznie nie był małym
chłopcem. Po chwili gramolenia zsunął się po gruzie, a Speedy śmignęła koło
niego.
Bryza odsunęła się, gdy koło niej pojawiła
się oślepiająca kula ognia nad dłonią Napalma. Kula poszybowała w ciemność,
rozświetlając na krótko witryny sklepowe, by zaraz ukazać wszystkim czwórkę
bladych zombiaków o w pełni czarnych oczach. Zombiaki krzyknęły boleśnie na sam
widok płomieni, a tym głośniej wrzasnął ten, w którego trafił ogień.
- Darkerzy - syknęła Bryza. - Szlag by to.
- Jaki znowuż „szlag” - odparła Śnieżka,
odstrzeliwując głowę kolejnego i kryjąc się za Rambo, gdyż zombiaki z tylnego
wejścia były już prawie obok. - Odpalać latarki i ciśniemy dalej.
Rambo włączył swoją latarkę, idealnie
trafiając snopem światła w nadbiegającego zombiaka, który w tym momencie
krzyknął i zakrył twarz rękami. Następnie dostał pięścią w twarz od dowódcy.
Kości chrupnęły, a stwór padł na ziemię. Naprawdę część osób nie wiedziała do
końca, po co Rambo nosi strzelbę, bo zwykle wpadał w wir walki z pięściami. Tak
stało się także teraz. Nadbiegły kolejne zombiaki, a on szykował się do
starcia.
Od lewej strony zbliżali się inni, starając
się omijać jak najszerszym łukiem ich płonącego towarzysza. Gdy Bryza już miała
cisnąć nożem, oberwała dość dużym kamieniem w tył głowy. Zatoczyła się,
zamroczona. To jeden z zombiaków postanowił zrobić użytek z mnóstwa tynkowych,
wcale nie małych okruchów walających się po ziemi. Kobieta zacisnęła zęby.
Wysyłała podmuch wiatru, który sypnął kurzem w oczy przeciwnika. Strzeliła z
pistoletu w najbliższego zombiaka, a w tył rzuciła nożem. Pokierowała ruchem
powietrza, by ostrze przecięło szyję miotacza kamieni.
Speedy wypuściła ogłuszającą serię z
kałasznikowa prosto w nadciągających zombiaków. Z oszałamiającą prędkością
przesuwała się to w prawo, to w lewo. Dwóch przeciwników upadło i już się nie
podniosło. Napalm bez wytchnienia ciskał kulami ognia. W nieregularnym świetle
cienie na ścianach drgały, sprawiając wrażenie kolejnych wrogów.
Nagle z piętra spadły dwie ciemne postacie
prosto na Speedy. Dziewczyna wrzasnęła, uderzając o ziemię. Bryza odwróciła się
w jej stronę. Zanim pomogła przyjaciółce, inny stwór przygwoździł ją do ziemi.
Ktoś kopniakiem zrzucił z niej zombiaka. Rambo jednym ruchem postawił ją na
nogi.
Speedy zniknęła już pod ciałami czterech
zombiaków. Jej krzyk zmroził Bryzę.
- Speedy! - zawołała rozpaczliwie.
Bała się rzucić nożem, by nie trafić
przyjaciółki. Napalm wbił dwie kule ognia prosto w zombiaki, a te zawyły z
bólu. Rambo pięściami ściągnął osłabionych mutantów ze Speedy, która wreszcie
zdołała się wyrwać. Złapała wypuszczonego wcześniej kałasznikowa. Strzelała,
póki napastnicy nie zginęli, choć w tym szale i przerażeniu trudno jej było
określić, w kogo celuje. Tymczasem zombiaki uciekały do swoich ciemnych
zakamarków, niektóre padały martwe od kul z karabinu Speedy. W całej Galerii
Bałtyckiej hałas był nie do opisania. Na dodatek ze ścian, które jeszcze jako
tako stały, odpryskiwał tynk od kul. Dziewczyna nawet nie zarejestrowała, że
ktoś próbował ją uspokoić, a gdy skończył się jej magazynek, zaczęła panicznie
szukać kolejnego, dopóki nie dostała od kogoś w twarz. Zabolało, i to mocno.
- …na wstrzymanie, idiotko! - usłyszała
ostatnie słowa Rambo.
Po chwili zarobiła kolejny policzek, co
ostatecznie ją otrzeźwiło. Wokół dogorywały ostatnie echa po serii z karabinu.
Kiedy przebrzmiały, nastała niepokojąca cisza. Rambo rzucił ostatnie, wściekłe
spojrzenie Speedy i kiwnął głową w stronę wyjścia. Nieważne, jak bardzo byli w
szoku. Po prostu musieli stąd wyjść.
Bryza chwyciła przyjaciółkę za ramię, po
czym pociągnęła za Rambo, który zaczął już iść, celując strzelbą w mrok.
Zombiaki na razie odpuściły, ale nie wiadomo, czy jeszcze nie powrócą. Napalm z
kulą ognią w garści pomaszerował za nimi, rozglądając się uważnie, a pochód
zamknęła Śnieżka zaglądająca przez noktowizor w ciemne, zniszczone witryny
sklepowe.
Coś zachrobotało z boku. Napalm posłał tam
kulę ognia, a niewyraźny kształt zniknął za gruzem, jęcząc z bólu. Szli szybkim
krokiem, a chrzęst szkła pod ich stopami połączony z ciężkimi oddechami
rozlegał się nienaturalnie głośno w tej ciszy.
Bryza usłyszała coś w górze. Podniosła
wzrok, świecąc latarką na wyższe piętro. Ciemne głowy schowały się z sykiem i
złorzeczeniami. Stwory śledziły ich. Napalm podążył za wzrokiem towarzyszki w
samą porę, by dostrzec spadającego zombiaka. Cisnął w niego płomieniem.
- Biegiem! - ryknął Rambo.
Wszyscy jednocześnie pognali w stronę niedalekiego
wyjścia. Napalm rzucił do tyłu kilka płomienistych kul, a Bryza strzeliła na
oślep z pistoletu. Zombiaki ścigały ich, skacząc z piętra. Speedy pomknęła do
przodu. Odwróciła się, ładując nowy magazynek. Ponad głowami przyjaciół
wypuściła serię z kałasznikowa, drąc się jak wariatka. Już widzieli jaśniejszy
prostokąt wyjścia przed sobą. Przyspieszyli rozpaczliwie, aż wreszcie wypadli
na świeże powietrze. Nie było szczególnie jasno, ale dość, by darkerzy nie
odważyli się opuścić galerii. Niebezpieczeństwo minęło.
- Jasne, to teraz może do militarnego po
naboje, co? - Rambo nie mógł się powstrzymać.
- Dobra, przestań - odparła Śnieżka. - Po
prostu się stąd wynośmy, musimy się uspokoić. Chodźmy nad rzekę, trzeba zmyć z
siebie ten tynk i smród zombiaków - dodała, chowając pistolet.
Rambo nic już nie powiedział i w milczeniu
poprowadził drużynę nad Strzyżę, która po kataklizmie urosła do rozmiarów
rzeki. Po ponad kwadransie drużyna dotarła na miejsce, gdzie w końcu mogli się
odprężyć w wodzie. Może nie była jakaś bardzo czysta, ale była wodą. Przysiedli
na trawie przy brzegu i zrzucili z siebie broń oraz plecaki. Śnieżka spojrzała
na męską część drużyny.
- Teraz wypadałoby, abyście się ulotnili
najlepiej do innego wymiaru i poczekali, aż się umyjemy. Jednakże z uwagi na
aktualną sytuację, w sensie apokalipsa, zombiaki, łaskawie pozwolimy wam odejść
i pilnować nas, gdzie pilnowanie równa się niegapienie na nas, tylko na
otoczenie, czy nikt nie atakuje. Zrozumiano? - Spojrzała podejrzliwie na Rambo
i Napalma. Przede wszystkim na Napalma, a ten odpowiedział jej bezczelnym
uśmiechem, jednak odwrócił się.
Dziewczyny zaczęły zdejmować ubrania, ale
Speedy nagle zastygła w bezruchu, wpatrując się w swoją rękę. Bryza dostrzegła
krwawe szramy na przedramieniu dziewczyny - bez wątpienia pozostałości pazurów
zombiaków. Speedy zbladła nienaturalnie i podniosła wzrok. Jeszcze nigdy na jej
z reguły uśmiechniętej twarzy nie malowało się takie przerażenie.
- Czy… czy ja się zmienię? - wyszeptała
słabym głosem.
Historia ciekawa, zastanawia mnie jednak kilka rzeczy. Jedna z bohaterek miała 2 lata temu studniówkę. Oczywiście, jasne jest, że to było przed katastrofą, ale fajnie by było, jakbyście określiły, kiedy dokładnie miała ona miejsce. Najbardziej zastanawia mnie broń - skąd bohaterowie ją mają? Kałasznikow i karabin snajperski nie należą do rodzajów broni, które można znaleźć w komisariatach policji, czy straży miejskiej. To samo z amunicją do tych broni...
OdpowiedzUsuńJeżeli chodzi o broń, sprawa się niedługo wyjaśni w czasie jednej z rozmów bohaterów. A co do studniówki, nie jestem pewna, czy masz na myśli ścisłą datę z rokiem czy tylko miesiąc. Roku akcji nie chcemy podawać (po co pisać, kiedy się wydarzyła apokalipsa, skoro zaraz się to zdezaktualizuje? ;]). A miesiąc studniówki to – jak wszystkie – mniej więcej luty. Inne informacje o czasie, np. obecny miesiąc albo miesiąc apokalipsy, pojawią się z czasem w kolejnych rozdziałach.
UsuńAn-Elenel