Pewnego dnia okazało się, że obie nas wzięło na klimat post-apo i tak oto narodził się pomysł na tę historię. Miałyśmy sporo zabawy przy jej pisaniu i choć bez wątpienia zdarzyły się pewne wpadki, mamy nadzieję, że Wam również się spodoba.
Nowe rozdziały zamierzamy umieszczać średnio co tydzień, góra dwa.
A dzisiaj zapraszamy Was do świata po apokalipsie.
Stanęła na samej krawędzi i rozpostarła
ręce. Wiatr chłostał jej ubraniem, prześlizgiwał się pomiędzy palcami.
Rozumiała, dlaczego Bryza lubi stać na dachach, gdzie można poczuć się wolną.
Bryza jednak raczej nie ryzykowałaby upadku z prawie dziesięciu pięter, a ona,
Speedy – jak najbardziej. Uśmiechnęła się, patrząc w dół. Adrenalina płynęła w
jej żyłach, dodając energii. Fajnie by było mieć skrzydła i zapikować pomiędzy
budynkami…
Objęła wzrokiem swoje miasto. Zniszczone
budynki, niektóre zawalone. Aż dziwne, że teren dawnej uczelni zachował się
całkiem nieźle. Niektóre dzielnice zostały zalane przez morze, w innych
panoszyły się zombiaki. Speedy wciąż pamiętała Gdańsk sprzed tego wszystkiego,
ale… czasem miała wrażenie, że to był tylko sen. Rzeczywistość wyglądała
inaczej i zdążyła się do tego przyzwyczaić, chociaż ledwie dwa lata temu
zdawała maturę.
Poprawiła sobie pasek od kałasznikowa
wżynający jej się w ramię. Zlustrowała spojrzeniem okolice budynku, w którym
mieszkali. Kiedyś, w innym świecie, ludzie mówili na niego Oio i tak też
zostało. Speedy nigdy nie zapytała, co znaczy to określenie. Podejrzewała, że
niektórzy jej przyjaciele potrafiliby odpowiedzieć, bo zdążyli już zacząć
studiować przed apokalipsą, więc poznali sekrety kampusu Politechniki Gdańskiej.
Wszędzie czysto. Żadnych zombiaków. W ułamku
sekundy znalazła się na drugim krańcu dachu i tu także się rozejrzała. Nie
zlokalizowała problemów. Spojrzała w niebo zachmurzone pyłem, który utrzymywał
się w atmosferze od wybuchu Yellowstone. Robiło się ciemniej niż zwykle, więc
zapewne zbliżała się noc. Reszta powinna już wracać.
Przy bramie na teren dawnej politechniki
pojawiły się dwie osoby. Speedy obserwowała, jak zbliżają się do Oio, po czym
zniknęły jej z oczu. Może znaleźli coś dobrego do jedzenia? Niecierpliwie
zaczęła bębnić palcami w pobliski komin, czekając, aż ktoś przejmie po niej
wartę.
Jej następczyni jednak ani myślała akurat w
tym momencie włazić na dach budynku, właśnie ze względu na powrót tego małego
“oddziału” poszukiwawczego. Widząc przez okno Rambo oraz Bryzę wchodzących do
budynku, zerwała się na równe nogi i odczekała cierpliwie, opierając się
nonszalancko o ścianę przy drzwiach prowadzących na klatkę schodową na
dziewiątym piętrze. Kiedy powracający zaczęli się wyłaniać, dziewczyna
wyskoczyła im przed nos.
- Co tam macie, no? - zapytała
niecierpliwie. - Nie kryjcie tylko najlepszych smakołyków po kątach.
Rambo, widząc z nagła wyskakującą brunetkę,
nie dość że się nie wystraszył, to na dodatek zrobił w jej stronę udawanie groźną
minę.
- Wiesz, że snickersy są moje.
Dziewczyna posmutniała i wzrokiem szukała
poparcia u Bryzy. Ta wzruszyła ramionami.
- Sorry, wszystko, co najlepsze, już
zniknęło.
- Zniknęło, ale ewentualnie może jeszcze…? -
Dziewczyna spojrzała podejrzliwie na Bryzę, po czym przeniosła wzrok na Rambo.
Mężczyzna dzierżył w umięśnionych ramionach karton. - No daj zerknąć… Choć
pewnie lepsze kąski trzymacie po kieszeniach, co? Przyznać się.
- Życie jest ciężkie. Módl się, by Elektra
zrobiła coś z tym zatęchłym ryżem.
Bryza skrzywiła się, ukazując, co myśli o
kulinarnych działaniach koleżanki. Popchnęła Rambo, by nie tarasował przejścia
i zaniósł karton do tak zwanej kuchni. Gdy mężczyzna się ruszył, Bryza wyjęła z
kieszeni bojówek wymiętą paczkę M&M’sów i za plecami towarzysza, ze
znaczącym spojrzeniem podała koleżance. Czarnowłosa dziewczyna zwana Śnieżką
uśmiechnęła się radośnie, złapała delikatnie paczkę, aby nie zaszeleściła
zbytnio i chwyciła Bryzę za ramię, ciągnąc ją do klasy na końcu korytarza, aby
nie znęcić reszty załogi dźwiękiem otwieranego opakowania.
- Słyszałem - zawołał już z daleka Rambo,
ale najwyraźniej nie chciało mu się ganiać za dziewczynami. Bardzo
prawdopodobne, że sam ukrywał coś lepszego.
Wszedł do “kuchni”, gdzie królowała Elektra.
Gdzieś kiedyś ta stuknięta kobieta znalazła farby oraz pędzle i gdy miała
wizję, malowała różne esy floresy na ścianach klas. Prawie nie zwróciła uwagi
na wejście Rambo, gdyż właśnie w tym momencie mieszała kolory na palecie.
Tymczasem Bryza i Śnieżka w pustej sali z
prawie nabożną czcią pochyliły się nad żółtą paczką M&M’sów. Dawne ławki, a
raczej to, co z nich zostało, bo części brakowało, a inne były połamane, leżały
pod ścianami. Panował półmrok, lecz żołta barwa opakowania zdawała się świecić.
- To co? Otwieramy? - spytała cicho Bryza. -
Paczka trochę cuchnie, ale wygrzebałam ją spod stosu zgniłych ziemniaków.
Śnieżka skrzywiła się, lecz kiwnęła głową.
Już chciała się zabrać za napoczynanie, gdy cofnęła dłonie.
- Wiesz… W sumie to jestem królewną. -
Poruszyła brwiami. - W takim razie chyba ty powinnaś je dla mnie otworzyć.
Wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu. W
głębi duszy jednak obawiała się, że coś z paczki buchnie, na przykład gaz
wydobywający się z rozkładających się orzeszków, połączony z nadpsutą
czekoladą… To by była tragedia.
- Ocho. Królowa Śniegu się znalazła -
zakpiła Bryza. - Niech będzie.
Otarła brudne ręce w równie brudne bojówki i
dopiero wtedy delikatnie otworzyła paczkę. W tej samej chwili trzasnęły drzwi,
a w pokoju pojawiła się smuga o rudych włosach, która zatrzymała się pomiędzy
dwiema dziewczynami.
- M&M’sy! - pisnęła podekscytowana
Speedy. - Tajniaczyłyście się przede mną? - Spojrzała z urazą na koleżanki.
- Przed tobą?! W życiu! Po prostu musiałyśmy
pierwej zdegustować, czy aby ten przeterminowany, luksusowy nabytek nie szkodzi
zdrowiu. Zresztą, byłaś na warcie, a wiadomo, że nie można odciągać wartownika
- powiedziała Śnieżka, mimochodem wyciągając z paczki czerwonego M&M’sa. W
sumie to do połowy czerwonego, bo lukier z większości cukierka odpadł, ale nie
wyglądał źle. Dziewczyna powąchała go, a następnie zjadła. Po chwili skrzywiła
się, zesztywniała i padła na ziemię jak trup z oczami w słup.
Speedy drgnęła przestraszona, lecz napotkała
rozbawione spojrzenie Bryzy.
- No cóż… - powiedziała przesadnie głośno
Bryza, sięgając po M&M’sa - Więcej dla nas.
Przyjrzała się drażetce niczym jakiejś
świętości, po czym włożyła do ust z błogą miną. Rudowłosa z wahaniem poszła za
przykładem nieco starszej koleżanki. Uśmiechnęła się, zachwycona smakiem
czekolady.
W tym momencie Śnieżka powstała niczym
wampir z trumny i z kwaśną miną powiedziała:
- Następnym razem to ja zjem was.
Po tych słowach znowu dobrała się do
paczuszki, wraz z resztą dziewczyn wcinając z błogim uśmiechem towar
deficytowy.
- Następnym razem wstrzymaj oddech, to może
dam się nabrać - odparła Bryza ze śmiechem. - Ej, Speedy, przecież ty nadal
masz wartę, skoro Śnieżka także jest tutaj…?
- No mam, mam - mruknęła rudowłosa, ładując
sobie do ust dwie drażetki. - Będę tam za pięć sekund. A ty - zwróciła się do
Śnieżki - maszeruj mi zaraz na dach. Twoja warta się zaczyna.
- Dobra, dobra. - Przewróciła oczami - Ale
najpierw twoje pięć sekund, młoda - powiedziawszy to, ostentacyjnie wrzuciła
sobie do ust M&M’sa. - Leć, leć.
- Młoda, młoda - prychnęła Speedy, ledwie
rok młodsza od Śnieżki. - Odezwała się stara.
Złapała jeszcze kilka drażetek, po czym
śmignęła na dach. Gdy używała swojej mocy nadnaturalnej prędkości, przypominała
jedynie smugę. Bryza westchnęła ciężko. Sama także nie była wiele starsza od
Speedy, miała dwadzieścia dwa lata, lecz martwiła się trochę
nieodpowiedzialnością przyjaciółki.
- Ona się kiedyś doigra, jak Rambo odkryje,
że zostawia dach bez warty - mruknęła.
- Raczej, jak zombiaki zobaczą, że nie mamy
warty albo po prostu przyśni im się, aby przejąć Oio - odparła Śnieżka,
chrupiąc dalej. - No dobra, ale zostawmy to. Może w końcu powiesz, gdzie
byliście na randce i co zdobyliście, bo jakoś nie zwróciłam uwagi na zawartość
kartonu. - Mrugnęła do Bryzy.
Kobieta uniosła brwi, powoli rozkoszując się
kolejnym M&M’sem. Milczała, póki w pełni nie przeżuła drażetki i jej nie połknęła.
- Ja i Rambo na randce - zakpiła. - Jasne.
No już to widzę. Ależ to romantyczne: skradanie się po tych cholernych ruinach,
by nie zwrócić na siebie uwagi zombiaków.
Śnieżka wzruszyła ramionami.
- Pełna napięcia, z dreszczykiem, czegóż ty
pragniesz więcej? - zachichotała, jednak po chwili zaczęła mówić na poważnie. -
To mów, jakie rejony ogarnialiście i czy jest, co tam szukać później.
- Dalej wynosimy z magazynów Lidla, do
których dogrzebaliśmy się wczoraj. Dużo już nie zostało. - Bryza odgarnęła z twarzy
brązowe kosmyki. - Trzeba będzie może poszukać gdzieś dalej. Nie wiem…
Przynajmniej dużo zombiaków się tu nie kręci. Swoją drogą, można by się
niedługo wybrać do Galerii Bałtyckiej. Może znajdziemy jakieś ciuchy. - Zmusiła
się do entuzjazmu, chociaż bardziej martwiła się zdobywaniem jedzenia, gdy
zabraknie już dawnych zapasów z pobliskich sklepów. - A tutaj coś nowego?
- Nowością na ten moment są M&M’sy. A
ich ilość drastycznie spada - powiedziała.
Drzwi klasy się otworzyły się
niespodziewanie i do środka zajrzał Rambo.
- Hej, nie widziałyście przypadkiem Kitty?
- Jakieś pięć, dziesięć minut przed waszym
przyjściem poszła do toalety - odparła Śnieżka.
- A… - Omiótł wzrokiem otoczenie, już prawie
pustą paczkę smakołyków i odwrócił się, zamykając za sobą drzwi.
- Znowu kociak się szlaja - mruknęła
Śnieżka.
*
Speedy zeszła z dachu, zostawiwszy na warcie
Śnieżkę. W nos podrażnił ją mało przyjemny zapach gotowanego obiadu.
Rozkoszowała się jeszcze resztkami posmaku M&M’sów w ustach, czując
narastające burczenie w brzuchu. Na korytarzu natknęła się na Rambo. Mężczyzna
wyglądał na zatroskanego, co zdarzało się głównie, gdy chodziło o jego młodszą
siostrę. Speedy musiała zadrzeć głowę, by móc spojrzeć w twarz dowódcy ich
małej drużyny. Już jakiś czas nieobcinane, kasztanowe włosy były splątane od
wiatru. Gdy nadeszła apokalipsa, był jeszcze studentem, choć i tak liczył sobie
najwięcej lat z całej grupy. Dodatkowo, zdawał się jeszcze starszy z powodu
zarostu, który rzadko golił.
- Słuchaj… nie widziałaś nigdzie Kitty?
-spytał. - Nie mogę jej znaleźć.
- Nie wiem. - Speedy wzruszyła ramionami. -
Cały czas siedziałam na dachu. Pilnowałam, by nikt niepowołany tu nie wszedł.
Czy nikt nie wyszedł w międzyczasie, to już nie zaręczam.
Rambo nie wyglądał na zadowolonego.
- Takie rzeczy chyba powinnaś widzieć. Że
niby wiesz, kto wchodził, ale wychodził to już nie, co? Co to ma znaczyć? -
Zwykle miły Rambo zmienił się nagle w szefa, który nikomu nie popuści.
Szczególnie, jeżeli w grę wchodziła jego siostra.
Speedy zrobiła urażoną minę.
- Ej, no, żartowałam. Nie widziałam, by
ktokolwiek wychodził. Znasz Kitty, jej nie upilnujesz. Pewnie zeszła na niższe
piętra czy coś. A przynieśliście z Bryzą jeszcze coś dobrego? - dodała z
nadzieją.
Rambo zacisnął usta, nic nie odpowiadając.
Zaczął schodzić na niższe poziomy i przeszukiwać po kolei wszystkie sale. Sam
chyba nie wiedział, po co to robi, skoro Kitty nie opuszczała budynku, ale
zawsze wolał mieć ją na oku. Była zbyt nieobliczalna. Wreszcie na trzecim
piętrze doszedł go dźwięk muzyki. Gdy się zbliżył, rozpoznał piosenkę o
ambitnym tytule “Kotka na gorącym dachu”. Z niewiadomych przyczyn utwór ten
spodobał się Kitty, choć był w najlepszym razie przeciętny.
W starej sali laboratoryjnej przy zakurzonym
komputerze siedziała smukła, szesnastoletnia blondynka o kocich oczach,
potrząsając głową w rytm melodii.
Rambo podszedł do niej szybkim krokiem i
złapał za przedramię, podrywając z fotela.
- Wierz mi, zombiaki nie będą tak delikatne,
jak cię znajdą w takim miejscu - warknął. - Idziemy na górę. Obiad będzie
niedługo. I przestań się w końcu szwendać po całym budynku, osobno stanowimy
łatwy cel.
- Kiedy tam nie mogę słuchać muzyki! -
poskarżyła się, obrażona takim traktowaniem. - Poza tym, to jak więzienie!
Zabraniasz mi wychodzić z tego głupiego, ostatniego piętra, a sam całe dnie
chodzisz po mieście!
Wyrwała przedramię z jego uścisku i
skrzyżowała ręce na piersi.
- A czy w całym tym cholernym budynku nie ma
słuchawek? Poza tym nie pozwolę ci chodzić po mieście, całkowicie niezgranej z
innymi i łażącej, gdzie się podoba i kiedy się podoba. Najpierw dorośnij. -
Ponownie złapał ją za ramię i stanowczo pociągnął za sobą, wychodząc z sali
laboratoryjnej i kierując się na klatkę schodową.
- Na górze nie mamy kompa - odparowała. -
Tylko lapka, którego nie pozwalacie mi samej brać.
Przez chwilę próbowała się wyrywać starszemu
o dziewięć lat bratu, ale ostatecznie odpuściła i dała się zaprowadzić na
ostatnie piętro. Zmarszczyła nos, czując zapach obiadu. Przewróciła oczami,
lecz burczący brzuch powstrzymał ją od komentarza.
Z drugiej klatki schodowej właśnie wyłonił
się Napalm z rozczochranymi zawadiacko, jasnymi włosami. Kitty uśmiechnęła się
do niego kokieteryjnie, jednak nawet nie zwrócił na nią uwagi, tylko wymienił
uścisk dłoni z Rambo. Razem dotarli do kuchni, gdzie Elektra lawirowała wśród
garnków, a także farb i palet leżących na ziemi przy ścianie. Miała nowa wizję,
którą uzewnętrzniła na dotąd czystej ścianie, gdzie kiedyś wisiała tablica. W
sumie nic nowego - rozwijające się róże, tyle że niebieskie. Z garnków
dochodził dziwny, choć w miarę znośny zapach jedzenia. Sos “pomidorowy” musiał
zostać doprawiony czymś mocniejszym, ale kto by się tam przejmował w tych
czasach niedostatku. Kobieta właśnie nakładała na talerze upieczoną dodatkowo
zawartość puszek. Dla odmiany szprotki, chyba stare, jednak jeszcze zjadliwe.
Elektra polała je fantazyjnie sosem, niby mimochodem tworząc szalone wzory i
uśmiechnęła się do swego dzieła z dumą.
- Podano do stołu - zawołała śpiewnie.
Do kuchni zlecieli się już wszyscy oprócz
Śnieżki, która została na warcie. Wraz z Rambo weszli Napalm i Kitty, niedługo
za nimi chłopak zwany Shiny - jak zwykle ponury. Wszyscy zasiedli do jedzenia i
zaczęli się zastanawiać, z czego został zrobiony sos. Pachniał… nie do końca
naturalnie.
Bryza nabrała powyginaną łyżką maleńką
porcję i spróbowała lękliwie. Wszyscy wpatrywali się w nią, gdy przełykała. Nie
padła trupem, co uznali za dobry znak, ale skrzywiła się, jakby chciała jednak
zwrócić posiłek.
- Przydałoby się znieczulenie - rzekła,
patrząc z nadzieją na Rambo.
Mężczyzna uniósł brwi i rozważał, czy ma ją
ogłuszyć, czy jak… Jednakże sam spróbował sosu… i się zakrztusił. Elektra
spojrzała na niego zdegustowana, po czym także spróbowała. Zastanowiła się
głęboko.
- Wyczuwam nutkę czerwonego pigmentu -
powiedziała zamyślona, a jej wzrok padł na paletę barw. Rzeczywiście, czerwień
trochę zmyło. Reszta spojrzała na nowe dzieło na ścianie - czerwieni tam nie
uświadczyli. Wszyscy prócz felernej kucharki spojrzeli na siebie spłoszonym
wzrokiem.
- Jakieś pomysły? - odezwał się milczący z
reguły Shiny.
Bryza utkwiła wzrok w swojej łyżce z
przerażoną miną.
- O rany... - jęknęła. - Rambo, tym bardziej
potrzebuję znieczulenia. Muszę zdezynfekować gardło.
Speedy i Kitty odsunęły się od potrawy, a
Napalm zerknął ku swojemu workowi, który postawił przy drzwiach.
- Mam tam zupki chińskie - oświadczył. -
Prawdziwe, z Radomia.
Elektra, jak przystało na prawdziwą
artystkę, szybko przestała się interesować jedzeniem na rzecz sztuki. Chwyciła
pędzel i nabrała na niego trochę sosu, a następnie zaczęła radośnie paćkać na
ścianie, tworząc czerwone róże.
- Eeee… w sumie jak się wypłucze te
szprotki, to można jeść - powiedział Rambo, wstając i podchodząc do szafki.
Wyjął z niej butelkę, z której pociągnął
zdrowo. Następnie podrzucił ją Bryzie. Wódka.
- Może zostawmy zupki na czarniejszą
godzinę. Po tym całym skażeniu to chyba nawet toksyczne pigmenty z farby nam
nie zaszkodzą, co nie oznacza oczywiście, że chcę to jeść - dodał szybko.
Wyjął jeszcze butelkę wody i przepłukał nią
rybki, po czym zjadł. Pokiwał z uznaniem głową.
Shiny poszedł za jego przykładem, za to
Bryza zajęła się starannym płukaniem ust wódką, by pozbyć się pozostałości
farby. Pozostali z wahaniem sięgnęli po szprotki. Jedli bez szczególnego
entuzjazmu, podczas gdy uśmiechnięta szeroko Elektra w szale twórczym mazała
ostatnie puste fragmenty ściany. Bryza upiła jeszcze łyk alkoholu i odłożyła go
na stół. Spojrzała tęsknie na wór Napalma kryjący zupki chińskie, po czym z
nietęgą miną również nabrała na łyżkę oczyszczone ryby. Przełknąwszy je z
trudem, podniosła wzrok na towarzyszy.
- Jutro można by się wybrać do Galerii
Bałtyckiej - zaproponowała. - Weźmiemy jakieś nowe ciuchy.
- Mogę iść z wami? - zapytała z miejsca
Kitty, a kocie oczy zaświeciły jej się na słowo “ciuchy”.
Mina Rambo była jednoznaczna.
- Rozmawialiśmy już na ten temat - wycedził.
- Oj, no bo wy znowu przyniesiecie jakieś
szmaty - poskarżyła się.
- Przyniesiemy to, co jest potrzebne -
ucięła Bryza. - Idź na górę, przejmij wartę Śnieżki. Niech przyjdzie coś zjeść.
O ile ma dość odwagi - dodała cicho.
Kitty z obrażoną miną wyszła z kuchni, a
wkrótce w drzwiach stanęła Śnieżka.
- Mmm… pachnie jakby… - powiedziała z
uśmiechem i nie dokończyła. Spojrzała na gar sosu, potem na Elektrę, jeszcze
raz pociągnęła nosem, aż wreszcie zmarszczyła brwi - Ach… Rybki z wódką? Cóż,
tradycja polska nigdy nie zginie. - Na jej twarz wrócił uśmiech i zabrała się
za szprotki. Ponownie spojrzała na radosną twórczość Elektry. - Nie myślałaś o
namalowaniu czerwonego morza? - zagadnęła.
Elektra spojrzała na Śnieżkę rozanielona.
- Muzo ty moja!
I zabrała się do mazania z jeszcze większym
zapałem. Wizja, która nabierała kształtów na ścianie wyglądała dosyć
demonicznie, ale co tam.
- No dobrze… - Rambo odchrząknął. - Kto chce
iść do Galerii Bałtyckiej po ciuchy? Przydałoby się też pójść po zapasy wody.
- Można by się umyć przy okazji - odparła
Śnieżka, krzywiąc się przy ostatnim kawałku rybki, a następnie przepłukując
usta wódką.
- Mycie? Przecież to luksusowy zbytek -
zaśmiał się Napalm. - Ale jak sobie życzysz, Śnieżynko. Oczywiście idę - dodał
w stronę Rambo.
- Ja też! - włączyła się Speedy.
- Pewnie będzie niebezpiecznie - orzekła
Bryza. - W galerii prawdopodobnie siedzi trochę zombiaków, ale powinniśmy dać
radę. Trzeba tylko się dobrze przygotować.
- Sie wie. - Speedy pogłaskała swojego
kałasznikowa, którego nie wiadomo po co trzymała przy jedzeniu.
- Po drodze zajdziemy nad Strzyżę. Wszystkim
kąpiel dobrze zrobi. - Bryza położyła nacisk na słowo “wszyscy”, patrząc
znacząco na męską część drużyny. - bo u nas już woda ciurka ledwo, ledwo.
- To ja też. Czyli idziemy w piątkę do
galerii, a potem po wodę, względnie na odwrót, czy rozdzielamy się i część
idzie po wodę, a część do galerii? - zapytała Śnieżka.
- Co będzie w galerii, to nigdy nie wiadomo
- odparł Rambo. - Lepiej, żebyśmy poszli wszyscy. Najwyżej potem będziemy
marudzić, że zombiaków było mało. Ruszymy jutro po śniadaniu.
- Tak jest, sir - Speedy zasalutowała
żartobliwie. - Ej, obejrzymy coś dzisiaj? - zapytała zaraz. - Może „X-menów”?
Bryza zerknęła na nią z uniesioną brwią.
- Sami jesteśmy jakimiś porąbanymi x-menami…
- mruknęła.
- To może „Resident Evil”, który Napalm
wczoraj przyniósł?
- Mało ci zombiaków?
- Czasami fajnie popatrzeć na bezmózgich
debilów, którzy chcą cię zeżreć za wszelką cenę. To taka miła odmiana po
naszych żarłocznych strategach - odparła Śnieżka. - Choć, jeżeli mamy ochotę na
pooglądanie rozróby, to „Godzilla” też jest dobrym pomysłem.
- E tam, wolałbym „Władcę Pierścieni” -
stwierdził Napalm, wyciągając się na chwiejnym krześle. - Rambo, a ty za czym
głosujesz?
- „Pierwsza krew” - wyszczerzył zęby.
- Widzę, że nieważne, co wybierzemy z tego
zestawu to i tak krew się będzie lała. - Śnieżka ziewnęła.
- To może od razu „Kill Billa”? -
zażartowała Speedy. - Tam to krew aż sika z ekranu.
- I jak zwykle sytuacja patowa - skomentowała
Bryza, przeciągając się.
Niespodziewanie odezwał się Shiny:
- Ja tam lubię „Batmana”…
- Dobra, i tak się pewnie skończy na jakiejś
popijawie, znając was - stwierdziła Śnieżka, zerkając znacząco na Napalma.
- Czyżby ci to przeszkadzało, Królowo Lodu?
Może przydałoby się cię rozgrzać? - zaproponował z zawadiackim uśmiechem
wybitnie nasuwającym skojarzenie Hana Solo czy Indiany Jonesa.
- Co za świnia… Ciebie to by się przydało
zahibernować i ukryć w skrzyni z napisem „radioaktywne, nie otwierać” -
prychnęła. - Poza tym, tak, przeszkadzają mi popijawy. Są głupie.
- Och, czujecie ten ziąb? Aż czuć od niej
powiew chłodu - zakpił, trzęsąc się udawanie.
Po chwili potarł dłonie, aż zaczęły
wydobywać się z nich strużki dymu. Bryza dmuchnęła, gasząc zalążki płomieni.
- Nie przeginaj - ostrzegła.
- Ależ ja tylko chcę ocieplić atmosferę -
usprawiedliwił się niewinnym tonem.
Rzeczywiście, od Śnieżki czuć było fizyczny
chłód, przygotowywała się już, aby odgryźć się Napalmowi. Kiedy dziewczyna
spostrzegła, że pan Napalony trochę się powstrzymał, ona też przestała.
- Że też musiał się nam przypałętać taki
dupek - burknęła.
- Dobra, dobra, wszystko to słodkie i w
ogóle, ale może weźmy się już ruszmy do naszej sali kinowej. Na miejscu
wybierzemy coś do obejrzenia na drodze demokracji. A jak się nie ogarniecie, to
sam coś wybiorę. - Rambo wstał od stołu. - No, sio sio, nie przeszkadzajmy
naszej artystce - dodał, zerkając na ścianę ociekającą mieszanką farby i sosu
pomidorowego. Kompozycja była niesamowita. Kolorystycznie przypominała nieco
obraz Edvarda Muncha pt. „Krzyk”. To chyba źle, że mieli coś takiego w
kuchni...
- Może, jak jakiś zombiak tu wejdzie, to
umrze ze strachu - mruknęła Bryza, przechodząc koło Rambo i dostrzegając jego
spojrzenie.
Speedy pierwsza pobiegła do sali kinowej, a
za nią pognał Napalm, wiedząc, że młoda powyciąga tylko swoje ulubione filmy, a
resztę schowa. Pozostali również podążyli za nimi, ale Bryza zatrzymała Rambo
na korytarzu.
- Słuchaj - odezwała się lękliwie. - Wiem,
że to twoja siostra, wiem, że jest stuknięta, ale Kitty przydałaby nam się w
terenie. Jako jedyna całkiem dobrze widzi w półmroku…
Rambo zacisnął na chwilę usta, po czym
powiedział:
- Także jako jedyna nie słucha poleceń,
robi, co chce i znika nam z oczu. Chyba że miałaś w planie ją postraszyć życiem
na zewnątrz, lecz obawiam się, że to postraszenie mogłoby źle się skończyć.
- Nie chcę jej postraszyć - zaperzyła się
Bryza. - Po prostu… - Westchnęła. - Jutro idziemy do galerii. Chyba doskonale
wiesz, jak tam jest cholernie ciemno. Kitty mogłaby wypatrywać zombiaków i
ostrzec nas w porę, ale… Tak, masz rację, nie wzięłaby na poważnie naszych
słów. - Pokręciła głową. - Nieważne. Chodźmy już zobaczyć, jaki film wybrali.
Nie patrząc, czy Rambo idzie za nią,
wkroczyła do kolejnej częściowo zniszczonej, dawnej sali lekcyjnej - właściwie
ćwiczeniowej, bo na studiach pojęcie „lekcje” nie obowiązywało. Pod ścianą, na
której wisiała kiedyś tablica, stał stół, a na nim cenny laptop. Elektra rano
naładowała do niego baterie swoją elektryczną mocą. Naprzeciw laptopa tkwił
rząd krzeseł, obecnie częściowo już zajęty.
Panował tu lekki bałagan, gdyż każdy chciał
poprzeglądać, jakie są filmy i któryś wybrać. Harmider był na tyle duży, że
Rambo, gdy już wszedł zamyślony, postanowił interweniować.
- Ej, jak się nie ogarniecie, to będziecie
oglądać przez następne dziesięć godzin nyancata! - palnął pierwsze, co mu
przyszło do głowy.
- Nyancat… poważnie? - Śnieżka aż odwróciła
się w jego stronę, z otwartymi ze zdziwienia ustami.
- E tam, Nyancat jest dla dzieci - ocenił
Napalm. - Wolę “They’re taking the hobbits to Isengard”.
Ku utrapieniu towarzyszy Napalm ze Speedy
zaczęli zgodnie nucić głośno motyw ze ścieżki dźwiękowej „Władcy Pierścieni”.
Bryza przewróciła oczami i podeszła do pudła z filmami. Nie miała ochoty
oglądać niczego choćby przypominającego horror - ten mogą mieć jutro na żywo w
galerii. Spod sterty filmów science-fiction wyciągnęła „Shreka”.
- Co wy na to?
- Wolę „Epokę Lodowcową” - odezwała się
Śnieżka. Rambo spojrzał na nią rozbawiony. - No co? Lubiłam ją, jeszcze zanim
zaczęłam ochładzać atmosferę. - Spojrzała przy tym groźnie na Napalma.
- To ja proponuję „Seksmisję”. By pamiętać,
że dziewczynom nie można pozwalać rządzić - odparował Napalm, szczerząc zęby. -
Albo może „Władców Ognia” - dodał zaraz. - Tak dla ocieplenia klimatu. -
Spojrzał na Śnieżkę. - I pocieszenia, że mogło być gorzej… Przynajmniej smoki
nie latają nam nad głowami.
Śnieżka prychnęła zimnym powietrzem, które
zaraz uleciało w postaci pary. Już chciała się jakoś odgryźć, ale wtrącił się
Rambo.
- Bryza, wsadzaj tego „Shreka”. A ty Napalm,
będziesz nam jutro robił jako latarnia, żebyśmy wszystko widzieli, jak coś. I
przestańcie się w końcu kłócić - westchnął na koniec zmęczony.
- To on zaczął - mruknęła pod nosem Śnieżka.
- Jasne, moja wina - prychnął Napalm, ale
zamilkł pod wpływem wzroku Rambo.
Wreszcie wszyscy zasiedli na krzesłach przed
laptopem, a Bryza włączyła „Shreka”, po czym dołączyła do kolegów. Choć
oglądali go już niejednokrotnie, także przed… tym wszystkim, znowu śmiali się z
tych samych dowcipów. Prawie zapomnieli o zombiakach czyhających na nich poza
Oio. Prawie.
Całkiem ciekawa wizja i zabawna grupa bohaterów. ;]
OdpowiedzUsuńZachowują się nie za bardzo na dorosłych, a w sumie jedyne co o nich było opisane, to kolor ich włosów, a może nawet nie wszystkich bohaterów. O Kitty wiemy nieco więcej, ale to wyjątek. Rozumiem, że są w wieku około studenckim, skoro siedzą na PG, ale przydałby się też opis fizyczny tych bohaterów, bo wyobrazić sobie ich można wszystkich tak samo, tylko że o innych włosach. ;p
Jak Speedy była na dachu można by też trochę opisać zrujnowany Gdańsk, bo to bardzo ładne miasto, nawet jeżeli jest pogrążone w gruzach. ;p Rozumiem, że bohaterka się przyzwyczaiła na patrzenie na ruiny z dachu wysokiego budynku i jej Gdańsk nie zastanawia, ale można by go opisać mimo to. ;]
I dodałbym co bohaterowie robią pomiędzy wyjściem Kitty na wartę, a przyjściem Śnieżki na obiad, bo wcześniej cały czas byli czymś zajęci, a potem jakby ich zamroziło do przyjścia, a przecież Śnieżki jeszcze nie było. ;p Mogli by chociaż jeść szprotki w spokoju, a tu nic, ani słowa. ;]
Miło się czyta i czekam na dalsze losy bohaterów, a wszczególności na odpowiedzi kim właściwie oni są. ;]
Lubię klimaty postapo i przyjemnym zaskoczeniem było trafienie przypadkiem na Waszego bloga. Już, już miałam się zabierać na czytanie, ale przeczytałam najpierw opis pod nagłówkiem i... Kurczę, chciałabym założyć, że to przypadek, ale z drugiej strony dzieło wydaje mi się tak znane, że trudno chyba go nie znać. Może nie kojarzycie powieści Richarda Mathesona, ale pewnie natknęłyście się na film pt. "Jestem legendą" (luźną adaptację właściwie, ale rdzeń jest ten sam). Może geneza była inna, ale fragment o zmutowanych ludziach łaknących ludzkiego mięsa do złudzenia kojarzy mi się z tymże dziełem. Toteż z czystej ciekawości pytam: kojarzycie oryginał czy to jednak przypadkowa zbieżność? Nie zrażajcie się moją wypowiedzią, to nie żadne oskarżenia ani nic w tym stylu, zwykłe luźne spostrzeżenie :). Niemniej pozdrawiam ;)
OdpowiedzUsuńKendra
O mój Boże, jakie to językowo kalekie... Przepraszam, po prostu powinnam zakuwać do kolokwium, a zajmuję się Bóg wie czym ^^. Nie zwracajcie uwagi na tę nieudaną budowę zdań.
UsuńNie takie kalekie, wszystko się da zrozumieć za pierwszym razem, a to najważniejsze ;)
UsuńJeżeli chodzi o zombie, to "Jestem legendą" oglądałam, ale na książkę nigdy nie natrafiłam. Świat tworzyłyśmy w oparciu o znane motywy z różnych dzieł post-apo, a zombie pojawiają się często (chociażby "Resident Evil" i "World War Z"). Nasze zombiaki nieco się też różnią od tych tradycyjnych, ale to okaże się w najbliższych rozdziałach.
Dzięki za zainteresowanie i mam nadzieję, że nasza historia Cię zaciekawi ;) (bo już lepiej walczyć z zombiakami niż zakuwać do kolokwiów... ;D)
Pozdrawiam ;)
An-Elenel
45 year-old Senior Editor Oates Franzonetti, hailing from Listuguj Mi'gmaq First Nation enjoys watching movies like "Outlaw Josey Wales, The" and Yo-yoing. Took a trip to Sceilg Mhichíl and drives a Ferrari 410 Sport. Strona glowna
OdpowiedzUsuńrada adwokacka rzeszow
OdpowiedzUsuń